Autor Wątek: zdrada  (Przeczytany 6954 razy)

SAM

  • Gość
Odp: zdrada
« Odpowiedź #30 dnia: 28 06 2010 o 17:05:58 pm »
...nie tylko nie jest to łatwe ale wręcz niemożliwe dla kogoś kto nie ma wiary w to co uczynił Chrystus.Małżeństwo/kobieta+mężczyzna/to poważna zabawa, w której jest obecny Jezus Chrystus jako trzeci i to właśnie On daje moc życia przeciwko sobie. Przebaczyć zdrajcy może jedynie ten kto sam zdradził/zgrzeszył/ i doświadczył prawdziwego przebaczenia.
To są jakieś bzdury.
Pierwsze, małżeństwo to nie zabawa, mniej czy bardziej poważna.
Piszesz w innym poście że dzięki miłości się przebacza i im bardziej się kocha tym szybciej przebacza.
Wcale tak nie jest, to od innych czynników też zależy.

Zapytam tak : Co ty wiesz o miłości?
Jeśli piszesz że przebaczyć zdrajcy może jedynie osoba co sama zdradziła.
Przecież to się kupy nie trzyma. Zdrada powoduje bardzo wielki ból.
Jak kochający człowiek może zadać tak wielki ból [zdradzona osoba wie jak wielki] osobie którą kocha.
O zemstę ci pewnie chodzi.

AdamS

  • Gość
Odp: zdrada
« Odpowiedź #31 dnia: 28 06 2010 o 17:57:01 pm »
To są jakieś bzdury. [...]
Zapytam tak : Co ty wiesz o miłości?

Najpierw moja gorąca prośba dotycząca samej formy: nie traktujmuy się tak nawzajem w wypowiedziach. Możemy się nie zgadzać z wypowiedzią drugiej osoby (ja także miałbym tu zastrzeżenia), ale wszystko można ująć w łagodniejszej formie, przez co argumenty nie tracą na sile. Poza tym niektóre słowa mogą być przez każdego z nas dobrane mniej lub bardziej fortunnie (w tym przypadku faktycznie określenie "zabawa" nie jest trafione), ale próbujmy czytać w intencjach, nie w sztywnej literze, bo inaczej ugrzęźniemy we wzajemnych zarzutach.

A teraz słówko w kwestii merytorycznej: ja również nie uważam, aby warunkiem przebaczenia musiało być wcześniejszy udział w zdradzie - poruszałem to już wczesniej. Tyle, że jak mi się w dalszych wypowiedziach rozjaśniło, mój Adwersarz miał raczej na myśli doświadczenie własnego grzechu (w sensie ogólnym) - on także jest formą zdrady i w takiej postaci ta wypowiedź jest do przyjęcia. Czuję się niewypłacalnym dłużnikiem z powodu własnego grzechu, więc wybaczam. Kiedy zaś czuję się nieskazitelny, oczekuję tego samego od innych - i tu jest pułapka nieświadomości własnego grzechu (zdrady). Takie przesłanie odebrałem w wypowiedzi Janusza.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: zdrada
« Odpowiedź #32 dnia: 28 06 2010 o 18:51:58 pm »
...Sam,to Ty zabiłeś Chrystusa.Twój grzech zaprowadził Go na Golgotę.Wyobraź sobie,że tylko Ty jesteś żyjącym potomkiem Adama i nie ma innych na świecie.Jezus Chrystus przychodzi jedynie do Ciebie i po Ciebie.To wszystko uczynił dla Ciebie.Stał się człowiekiem byś mógł Go zobaczyć i usłyszeć.Ukochałeś Go ,zdradziłeś/niechcący/,ukrzyżowałeś.Twój grzech Go zabił a On się nie bronił, umarł przez Ciebie i dla Ciebie...ZMARTWYCHWSTAŁ również dla Ciebie pokonując Twoją śmierć/grzech/.Nie tylko Ci przebaczył ale niejako prosi o Twoje przebaczenie.Chce Ci dać Swojego Ducha byś i ty mógł przebaczać innym... ;)Pozdrawiam Cię...janusz f.

AdamS

  • Gość
Odp: zdrada
« Odpowiedź #33 dnia: 28 06 2010 o 19:33:18 pm »
Janusz, chyba lepiej będzie zamknąć ten wątek, bo teraz to już sam się pogubiłem w logice Twojej wypowiedzi (nie łapię powiązania z tematem, a co gorsza, znowu dostrzegam elementy ataku ad personam). Mam tylko nadzieję, że jest to dość osobliwa forma retoryczna, a nie rzucanie personalnych oskarżeń.

Jeśli chcemy zmienić kurs tematu, róbmy to w innym miejscu, bo inaczej wyjdzie nam niezły galimatias, nie mówiac już o "wieży babel" we wzajemnym rozumieniu intencji.

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: zdrada
« Odpowiedź #34 dnia: 28 06 2010 o 23:59:37 pm »
Piszesz w innym poście że dzięki miłości się przebacza i im bardziej się kocha tym szybciej przebacza.


Im bardziej kocha się, w prawidłowym tłumaczeniu czyta się w taki sposób: im bardziej jesteś dojrzały duchowo, im lepiej poznałeś Jezusa, im lepiej zrozumiałeś Jego ofiarę, im szybciej zaakceptowałeś Słowo Jezusa, im szybciej zrezygnowałeś z siebie, wtedy jesteś w stanie przebaczyć zdrajcy. Bo jesteś Jezusem Chrystusem. Zaakceptowałeś Go i zrozumiałeś. On wtedy jest w Tobie i to On poprzez Ciebie przebacza. Jesteś Nim.
Obecnie nie jesteś gotowy do takiego przebaczenia. Jedyna droga, to zaufanie Słowu Bożemu, zaufanie Jezusowi. Nieistotne, czy jest Tobie ciężko, czy lekko. Nie jest to ważne. Ważne jest, co z tym zrobisz, jak sie zachowasz. Jaką decyzję podejmiesz. Decyzja jest tu najważniejsza. Dlatego w innym wątku krótko wspomniałem, że miłość prawdziwa, to nie uczucia, a decyzja. Może kiedyś rozwinę ten temat.


Zapytam tak : Co ty wiesz o miłości?
Jeśli piszesz że przebaczyć zdrajcy może jedynie osoba co sama zdradziła.
Przecież to się kupy nie trzyma. Zdrada powoduje bardzo wielki ból.
Jak kochający człowiek może zadać tak wielki ból [zdradzona osoba wie jak wielki] osobie którą kocha.
O zemstę ci pewnie chodzi.

SAM, a co Ty wiesz o miłości? Nie znasz Janusza, nie wiesz, w jakim stopniu jest rozwinięty duchowo, to raz. Dwa, to nie wiem, o jaką miłość pytasz. O tę prawdziwą w Jezusie, czy o tę złudną człowieczą? Powiem krótko, miłość człowiecza prawdopodobnie nigdy nie przebaczy, może po wielu latach. Natomiast miłość dojrzała w Jezusie oparta na Słowie Bożym, to zupełnie co innego i o tej miłości pisze Janusz.

Janusz pisze o dojrzewaniu w Jezusie, że ten, co dojrzał, zrozumiał, że zdradził Jezusa, czyli zgrzeszył, pragnie przebaczenia od Niego i dostał je. Potem objawił się temu człowiekowi werset mówiący.. JA ci przebaczyłem, teraz wyznaj Mnie swoim Panem i naśladuj mnie. Przebaczaj wszystkim, bo mój Ojciec okazał Tobie wielką łaskę. Okaż również wszystkim tym, którzy zadali Tobie ból, cierpienie (np. zdrada). JA przyjąłem twoje grzechy na siebie w pokorze (krzyż), proszę, naśladuj mnie i przyjmuj innych niewłaściwe postępowanie na siebie z pokorą. JA pomogę tobie i zdejmę te jarzmo z Ciebie. Ale mnie wpierw naśladuj. Zawsze będę przy tobie. Pamiętaj.

SAM, ode mnie napiszę coś. Zdrady nie przeżyłem, ale przeżyłem rozstanie z kimś bardzo bliskim, z kim miałem praktycznie ustaloną datę ślubu. Niby nie jest to samo, ale ma te same podłoże. W tamtym momencie było mi bardzo smutno itd, wszyscy to znamy. Któregoś dnia zrozumiałem, że za dużo skupiałem się na niej, a za mało na Jezusie. Jak zacząłem się skupiać na Jezusie, oparłem sie całkowicie na Nim, w dwa dni bodajże zmieniłem się w człowieka wyzwolonego spod bólu. Owszem, świadomość tej chwili we mnie była, ale w sercu miałem pokój, dzięki Jezusowi. I wtedy zrozumiałem prawdziwe znaczenie słów z Biblii: SKAŁA, DROGA, ŚWIATŁOŚĆ. Tym wszystkim jest Jezus, dopiero praktyka mi pokazała pełne znaczenie tych słów, szczególnie SKAŁA. Inaczej SIŁA. Pomógł mi otrząsnąć się z tego. Sam pewnie bym to przeżywał kilka tygodni.

...Sam,to Ty zabiłeś Chrystusa.Twój grzech zaprowadził Go na Golgotę.Jezus Chrystus przychodzi jedynie do Ciebie i po Ciebie.Stał się człowiekiem byś mógł Go zobaczyć i usłyszeć.Twój grzech Go zabił a On się nie bronił, umarł przez Ciebie i dla Ciebie...ZMARTWYCHWSTAŁ również dla Ciebie pokonując Twoją śmierć/grzech/.Nie tylko Ci przebaczył ale niejako prosi o Twoje przebaczenie.Chce Ci dać Swojego Ducha byś i ty mógł przebaczać innym...

Janusz pisze o przebaczaniu innym. Zdradziłeś Jezusa, ale przebaczył Tobie. Teraz Go naśladuj. Nie myśl, że jest ci ciężko, oprzyj się na Nim. On wie, że jest ci ciężko, wie, co przeżywasz. Wszystko wie. Chce, żebyś do Niego przyszedł.

Trzymaj się SAM.

Offline server

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 18
Odp: zdrada
« Odpowiedź #35 dnia: 29 06 2010 o 12:19:09 pm »
Moge tu pisac  wolno bo moja zona akuratnie nie wie poskiego(ja tez).  :D
Nie mam zadnych dokazow ze zona  zdradzila mnie fizycznie. Chcialbym powiedzic o innym. :-[  Gdy sie ozenili i wszystko bylo dobrze u nas kazdy dzien slyszalem od zony ze liubi mnie az bylo zle mi od tego. Za tym stalo mi sie zle naprawde ze zdrowiem i czulem potrzeba w pomocy. Ona zrobila wyglad ze wszystko jest w normie i ja jestem zdrowy. Juz 5 lat ja choruje i przestali zyc razem, ona nie chce sie ze mna  rozwodzic no razem z tym nie chcie czuc o mojej chorobie. Po prostu ignoruje mnie. Ja chce baczyc corke chociaz raz w tygodniu, ona nie przywodzi jej i nie bierze sluchawki. Przywodzi corke raz na 3-6 miesacow. Powodowaniem tego widze jej nienawisc do mojej matki.
Co z tym robic nie wiem liubie ich, ale ciezko mi czekac. Porachowalem jej to zahowanie za zdrade i moj holeretyczny temperament pali mnie ze srodku.
Czytam Pismo regularnie. Pytam Boga kiedy to wszystko sie skonczy. Ale Pan milczy. Pewnie kara mie za te ze byl niewystarczajanco cieply ze zona, nieuwazny do matki, zapominajacy o corke. I gdy mi bylo dobrze malo myslalem o Nim.

AdamS

  • Gość
Odp: zdrada
« Odpowiedź #36 dnia: 29 06 2010 o 13:59:41 pm »
Juz 5 lat ja choruje i przestali zyc razem, ona nie chce sie ze mna  rozwodzic no razem z tym nie chcie czuc o mojej chorobie. Po prostu ignoruje mnie. Ja chce baczyc corke chociaz raz w tygodniu, ona nie przywodzi jej i nie bierze sluchawki. Przywodzi corke raz na 3-6 miesacow. Powodowaniem tego widze jej nienawisc do mojej matki.

Server, zastanawiam sie cały czas nad prawdziwym powodem Waszego rozejścia. Czy faktycznie może nim być niedopuszczanie myśli przez Żonę o Twojej chorobie? Z jednej strony nie chce Ci pozwolić na widywanie córki, ale z drugiej - nie godzi się na rozwód. Jakie intencje nią kierują? Czy niechęć do teściowej (matki męża) może być aż tak silna? Wspomniałeś o swoim cholerycznym charakterze - może były jakieś incydenty, do których Ty nie przywiązywałeś wagi, a ona wciąż je w sobie nosi?

Myślę, że potrzebna jest przede wszystkim szczera rozmowa i otwarta wola zrozumienia drugiej strony. Ale to może nie być takie proste. Próbowaliście wspólnej wizyty u psychologa? Jeśli i to by nie pomogło, wtedy jedyną szansą jest już tylko modlitwa, w której Bóg pozwala się całkowicie zmienić, lecząc wszystkie wewnętrzne zranienia. Niestety tą drogę trzeba zwykle zaczynać w pojedynkę - z nadzieją, że takie otwarcie i przemiana duchowa z czasem nastąpi też i z drugiej strony...

Offline server

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 18
Odp: zdrada
« Odpowiedź #37 dnia: 29 06 2010 o 14:39:45 pm »
Wyobraźni sobie Adam ze idziesz ze przyjacielem po ulice i nagle padasz ze skrucona stopa i nie mozzesz podwiesc sie a on idzie sobie dalie tylko ci reka machna. Pisze tutaj pro to ze znam doskonale. Nienawidzi moja matke silnie, bo umie nienawidziec i wlasniego dziadka i tez z nim nie rozmawia rokami. Ze mna nie chce rozwodzic przez nadzieju ze wkrotce umru i moja wlasnosc, chociaz nie jestem bogaty, stanie jej.

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 164
Odp: zdrada
« Odpowiedź #38 dnia: 30 06 2010 o 00:15:18 am »
[ Próbowaliście wspólnej wizyty u psychologa? Jeśli i to by nie pomogło, wtedy jedyną szansą jest już tylko modlitwa, w której Bóg pozwala się całkowicie zmienić, lecząc wszystkie wewnętrzne zranienia. 
Adamie, myślę, że kolejność powinna być odwrotna; dlaczego mielibyśmy zwracać się do Boga w ostateczności, wtedy jak już wszelkie inne środki/ ludzkie możliwości ratunku zawiodą ? Czy można oczekiwać, że Bóg będzie błogosławił traktując Go jak "ostatnią deskę ratunku" ?

Z tego co napisał Server wnioskuję, że szczera rozmowa jest raczej niemożliwa, a na wspólną wizytę u psychologa żona tym bardziej się nie zgodzi. Tak, czy inaczej zostaje tylko modlitwa

Server, zachęcam Cię do ufnego powierzenia swoich spraw Bogu w modlitwie. On MOŻE zmienić Twoje życie /Ps.37,5/. Dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych  :)
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

AdamS

  • Gość
Odp: zdrada
« Odpowiedź #39 dnia: 30 06 2010 o 08:01:33 am »
Adamie, myślę, że kolejność powinna być odwrotna; dlaczego mielibyśmy zwracać się do Boga w ostateczności, wtedy jak już wszelkie inne środki/ ludzkie możliwości ratunku zawiodą ? Czy można oczekiwać, że Bóg będzie błogosławił traktując Go jak "ostatnią deskę ratunku" ?

Oj, Hana, Hana - zawsze doszukujesz się jakieś "dziury" w wypowiedzi drugiego ;)  W tym przypadku kluczem do rozumienia są dwa słówka "już tylko". Bez nich zdanie miałoby sens taki, jaki mu sama nadałaś. :)

Ale podkreślę to wyraźnie, że nie ma tu między nami żadnego sporu. Najpierw Bóg i modlitwa - w każdym przypadku! :)

Offline server

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 18
Odp: zdrada
« Odpowiedź #40 dnia: 30 06 2010 o 09:08:14 am »
Tak jest szczyra rozmova z zona niemozliwa. Ona zachowuje sie jako agent ze mna. Musze wyznac ze malo molu sie. To jest korotkie wezwania do Boga. Wiem ze tylko On moze mi pomoc, ale strzacam cierpliwosc czekac jego decyzji. Oraz mam strach przed tym co bedzie gdy Bog wreszcie mie uzdrowi. Boju sie zyc z kobieta ktora nosi nienawisc w siercu do mojej matki. To jest grzech jaki nie chce dzielic z nia. Razem z tym nie mam przawa na rozwod chociaz juz chcialem raz  zorganizowac.

Offline eli

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 7
Odp: zdrada
« Odpowiedź #41 dnia: 22 01 2011 o 20:48:04 pm »
Nie zawsze można przebaczyć zdradę. A nawet gdy się przebaczy to małżeństwa często nie da się już uratować. Zdrada to często "śmierć" małżeństwa.
Nawet gdy zdradzona strona przebaczy, to przecież nie zapomni nigdy, że małżonek = najbliższa osoba ją zdradziła. Ból jest trudny do opisania i do zrozumienia dla tych osób, które tego nie doświadczyły.
A często jest też tak, że zdradzający nie tylko zdradził, ale i odszedł do innego partnera.
Właściwie to rzadko kiedy małżeństwa po zdradzie pozostają nadal razem.

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: zdrada
« Odpowiedź #42 dnia: 23 01 2011 o 00:41:00 am »
Przetrwają tylko te małżeństwa, które prawdziwie budują się na Słowie, a także małżonkowie poranieni dojrzeli do krzyża, aby umieć przebaczyć, udzwignąć się i pokochać na nowo. Dla Jezusa nie ma rzeczy niemożliwej, natomiast my musimy się nauczyć w takich chwilach, trudnych i ciężkich, trwać w Jezusie.

Obecnie współczesne chrześcijaństwo liczbą rozwodów dorównuje rozwodom ze świeckiego systemu. Zastanawiam się, czy to ucieczka od udzwignięcia w tak trudnej chwili krzyża (ciągłej miłości do zdradzającej osoby), czy coś innego?

 W modlitwie wielu mówi Ojcze nasz...odpuść nam winy nasze, jak i MY ODPUSZCZAMY - rzeczywistość jest brutalnie inna. Będą się usprawiedliwiać, że to głębokie zranienie, bolesne i mają prawo szukać innego partnera. Może i tak, tylko czemu Ojciec w takim razie poświęcił Syna swego? Nie musiał tego robić. Nie musiał nam przebaczać. Codziennie go ranimy, mógł dawno nas odrzucić i zmienić "partnera". Jednak tego nie zrobił i dobrze, że nie jest taki, jakimi my jesteśmy.

Do dwóch rzeczy trzeba dojrzeć, do chodzenia z Bogiem i do małżeństwa.

Offline eli

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 7
Odp: zdrada
« Odpowiedź #43 dnia: 23 01 2011 o 12:44:17 pm »
Rebus, nie przeżyłes zdrady, więc piszesz tak .... teoretycznie. Nie gniewaj się, ale to prawda.
Ja przeżyłam, wybaczyłam, ale mąż wybrał kochankę.
Nie pisz, że rozwód to ucieczka od dźwignięcia krzyża, usprawiedliwienie, czy jeszcze coś innego.

Można odpuścić winy i wybaczyć, ale co z tego, jak winowajca wcale tego nie oczekuje.

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: zdrada
« Odpowiedź #44 dnia: 23 01 2011 o 13:14:14 pm »
Niekoniecznie teoretycznie. W związku małżeńskim nie byłem, na swój sposób w narzeczeństwie odczułem zdradę. Niby nie ma tego stażu wieloletniego itd, jednak oddałem całkowicie serce kobiecie i zaufanie swoje. Decyzję podjąłem świadomie na tak. I też można odczuć tę zdradę.  Nie o to mi chodzi jednak.

W Twoim przypadku faktycznie trudno byłoby coś zrobić, jeśli mąż podjął taką, a nie inną decyzję. Poruszałem temat rodzin chrześcijańskich, gdzie oboje są wierzącymi. I tu nie mogę zrozumieć rozwodów, jeśli oboje się zobowiązali świadomie iść przez życie wspólnie z Bogiem. Nie piszę o związkach, gdzie ludzie odbębniają ceremonię ślubowania wierności Bogu.

Ps. Eli, Ty podjęłaś krzyż, jednak wiele małżeństw tego nie robi, inaczej nie byłoby tyle rozwodów wśród chrześcijan i wybacz, ale będę o tym pisał. Wielu nie dojrzało do małżeństwa. Do tej pory nie mam żony, bez problemu mogłem mieć 12 lat temu. Ale czy wtedy nie byłby to koszmar dla mnie i dla żony? Z moją tamtejszą niedojrzałością?

 Po prostu w sercu czułem, że jeszcze nie byłem gotowy na udzwignięcie i swojego życia i życia wybranki i dzieci. Bóg mnie przygotowywał do tej roli i sam mi powie, kiedy będę mógł, aby póżniej nie ranić ani siebie, ani wybranki. Wybrałaś mężczyznę, który nie dorósł do tak wielkiej odpowiedzialności. Wolę pisać prawdę konkretnie, zamiast przymykać oczy. Wielu facetów udaje mężczyzn, a w sercu są dziecinni, emocjonalni. Mało jest takich stabilnych, wiarygodnych, przy których kobieta mogłaby czuć się całkowicie bezpieczna. Ojcowie nie uczą swoich synów, jak być mężczyzną przez duże M. Mój tato też mnie tego nie uczył, mam te szczęście, że Duch Św. mnie uczy. Tatusiowie nie uczą, bo ich tego nikt nie uczył. I koło jest zamknięte.

Niedawno siostra ze zboru opowiadała krótkie świadectwo. W sercu czuła, że ma wejść do Biedronki. Nie chciała, ale uległa i poszła. Wychodziła z nieznajomym mężczyzną, który jej powiedział, że spodziewa się dziecka, albo że narodziło się. Nie pamiętam dokładnie. W pewnym momencie siostra mówi do niego... Bóg Cię kocha. Nieznajomy w jednej chwili się otworzył przed nią. Powiedział całą prawdę o sobie. Pomimo, że ma młodą żonę, pomimo narodzin dziecka myśli całkiem poważnie o popełnieniu samobójstwa. Bóg posłużył się siostrą, aby przekazać nieznajomemu info, że Ojciec czuwa nad nim cały czas pomimo sytuacji, w jakiej z pewnością się on znalazł.

Czy to nie pokazuje po raz kolejny niedojrzałość mężczyzny? Chowa swoje myśli, obawy, troski przed żoną. Nie dzieli się z nią. Nie ma otwartości pomiędzy nimi, nie ma więzi autentycznej. Po samobójstwie by została sama z dzieckiem, może i bez środków na życie. Jest zupełnie nieprzygotowany do życia we dwoje na standardowych zasadach. Wiemy, że całe życie będziemy się uczyć docierać, polegać na sobie, ufać głębiej itd.

Mamy, tatusiowie też krzywdzą swoje dzieci namawiając do związku, że to już czas, że ma się swoje lata. Myślę, że człowiek powinien sam siebie badać, czy naprawdę jest gotowy, zamiast słuchać innych. Ja badam siebie i słucham Boga. Jestem już bardzo blisko.

Mogę podać tysiące historii młodych małżeństw, gdzie nie tylko mężczyzna, a również i kobieta jest niedojrzała. Jedna opowiadała swoim koleżankom w pracy, że potrzebuje zmiany, czegoś nowego. Mówiła o romansie z kimś, pomimo, że ma świetnego faceta. Dopiero są trzy lata po ślubie. Już potrzebuje zmiany? Ręce opadają.
« Ostatnia zmiana: 23 01 2011 o 13:47:26 pm wysłana przez rebus »