Sam - nie sądzę, żeby wynajmowanie detektywa czy w ogóle szukanie dowodów zdrady było dobrą drogą (w zasadzie nie wiem do końca jakie jest Twoje osobiste zdanie, bo przedstawiłeś tylko dwie obiektywne "opcje" podejścia do sprawy). Nikt tu nie mówił, że zazdrość jest tematem "radosnym", a moje słowa były rzucone na marginesie tematu i dotyczyły już innego problemu, który przy okazji poruszyła Alicja (przeczytaj post wcześniej).
Może ktoś powiedzieć, że moja postawa jest chowaniem głowy w piasek, ale osobiście nie chciałbym wiedzieć o zdradzie, jeśli taka miałaby miejsce, a tym bardziej nie próbowałbym prowadzić śledztwa. Myślę, że zdrada jest jedną z wielu słabości człowieka, ale swój ogromny potencjał niszczący rozwija dopiero wtedy, gdy potrafi swym jadem dosięgnąć samego zdradzonego.