Autor Wątek: Wobec cierpienia...  (Przeczytany 625 razy)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 586
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Wobec cierpienia...
« dnia: 12 12 2011 o 09:47:58 am »
Niedawno w wątku z intencjami modlitwnymi wynikła dyskusja, jak należy traktować cierpienie. Czy w każdej takiej sytuacji możemy mówić męczeństwie? Myślę, że jedyną ku temu przesłanką jest wewnętrzna intencja cierpiącego, a ta nie zawsze bywa przed innymi odsłonięta. Skupiłbym się więc na samym cierpieniu. Jak się wobec czyjegoś cierpienia znaleźć? Jak na nie reagować?

Zazwyczaj spotykamy się z trzema sposobami reagowania: 1) UCIECZKA (nie zawsze dosłowna - ucieczką jest równiez płytkie pocieszanie: "będzie dobrze"), 2) BUNT (złorzeczenie, szukanie winnego i sposobu zemsty - czasem również wobec samego Boga), 3) WSPÓŁCZUCIE (które z kolei może mieć dwa oblicza: litość i współcierpienie).

Myślę, że każdy w swoim sercu powinien dać sobie odpowiedź, z którą reakcją wychodzi najczęściej wobec cierpienia. W ucieczce jest jakieś duchowe zatkanie uszu na cierpienie, w buncie - zagłuszenie cierpienia, dopiero we współodczuwaniu spotykamy się z Cierpiącym oko w oko, pozwalając mu uwolnić się od samotności - nawet wtedy, gdy współcierpienie zanurzone jest w absolutnej ciszy. Nieprzypadkowo słowo "Cierpiący" piszę z dużej litery, bo jest w każdym przyjętym cierpieniu czuję obecność Chrystusa...

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Wobec cierpienia...
« Odpowiedź #1 dnia: 12 12 2011 o 17:10:09 pm »
Męczennik to nie cierpiętnik. Męczeństwo Chrześcijanina nie ma nic wspólnego z cierpieniem. Cierpienie było jest i będzie złem. Podobnie rzecz ma się z krzyżem, który ze swej natury jest złem. Cierpienie ma wartośc pasyjną, natomiast jest destruktywne w duchowości paschalnej. Jezus Chrystus to moja PASCHA, czyli moje przejście ze śmierci do życia. Z pasyjności do paschalności. Jezus Chrystus to moja szansa na nowe życie, gdzie jest ból ale pozbawiony cierpienia.                     Wiem,że trudna jest moja mowa ale kto pyta nie błądzi.               janusz

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Wobec cierpienia...
« Odpowiedź #2 dnia: 13 12 2011 o 17:35:00 pm »
Cytuj
Co to jest pasyjność ?  paschalność ? i ułóż to po ludzku dla prostego człowieka , a nie uczonego w piśmie
Powiadasz Danusiu po ludzku mówić? To znaczy jak? Różnica między wiarą pasyjną a wiarą paschalną jest najbardziej widoczna w naszej relacji do krzyża=cierpienia. Każdy z nas na miarę lęku przed śmiercią jest pasyjny w swoim życiu i będzie robił wszystko by nie umierać dla innych a żyć dla siebie.Zdolni jesteśmy wiele wycierpieć by uratować w sobie starego człowieka. ;) Człowiek paschalny to ten kto wie,że śmierć starego człowieka jest koniecznością by mógł narodzić się nowy człowiek zdolny do prawdziwej miłości. Nie chcę zanudzać dalszymi wywodami ale ogólnie chodzi o zgodę na ból w swoim życiu,ból oświecony blaskiem zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, który z cierpieniem był oswojony/pogodzony/.               
Cytuj
Dziękuję  Ci janusz  , zgubiłeś f  czy mi się zdaje?
Wiele zgubiłem w swoim życiu ni tylko "f". ;)               Pozdrawiam Cię           janusz f.

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 818
Odp: Wobec cierpienia...
« Odpowiedź #3 dnia: 13 12 2011 o 18:36:59 pm »
Wiele zgubiłem w swoim życiu ni tylko "f". ;)     

A teraz zgubiłeś e  ;)


Proces umierania jest nieodzownym krokiem w kierunku nowego życia już w Panu. Nasze ciała muszą stać się świątynią Ducha, a my sami opróżnieni z pragnień do tego, co świat oferuje i to coś przeszkadza w relacji z Bogiem, co blokuje działanie Ducha. Owocem przeobrażenia się jest naczynie napełnione przez Ducha Św.

Wielu mówi, że są nowonarodzeni. Nigdy nie poszedłem za tą "modą", bo jej nie pojmowałem. Samą teorię rozumiałem, ale od strony praktycznej nie widziałem wcale, aby byli nowonarodzeni. Albo większość Chrześcijan nie rozumie tego "umierania", albo nie chcą wejść w ten etap, aby faktycznie odczuć na sobie prawdziwe koszty pójścia za Jezusem.

Jestem w trakcie "umierania", jest to trudne. Ale ponieważ mam wystarczające poznanie w kwestii swojej osoby, jako grzesznika, w kwestii swojej bezradności i znikomej mocy w walce z siłami zła, więc dzięki tej świadomości koszta, jakie się piętrzą na mojej drodze "umierania" nie zniechęcają mnie. Przeciwnie, jestem z dnia na dzień coraz bardziej umotywowany, aby całkowicie odrzucić siebie i na nowo się narodzić w Jezusie. Przejść ten etap krzyża i żyć już poza krzyżem, dla Pana i w Panu.

Warto porzucić swoje ja, gdyż im bardziej się "umiera" tym lepsza relacja z Bogiem. Nie wspomnę już o poleganiu na Nim i o wzroście wiary. A jak wiara w modlitwie robi się "pełna" to piekło przeżywa trzęsienie ziemi. I przeciwnik przychodzi ci przeszkodzić w tej modlitwie.


Jedną ciekawostkę chciałbym jeszcze dopisać. Jak rozpoczął się we mnie proces "umierania", dużo dużo wyrażniej i natychmiast, kiedy próbuje mnie napełnić, namacalnie, fizycznie odczuwam demoniczną moc zmysłowości panującą na tym świecie, która napełnia powietrze, którym oddychamy. Jest to wspaniała korzyść dla mnie, bo natychmiast staram się odrzucić tę zmysłowość i w modlitwie przychodzę do Pana, aby mnie przed nią uchronił. Wiele kobiet ją nią napełniona, zupełnie nieświadome i kuszą wdziękami, zmysłowe, ubierają się w obcisłe spodnie i posyłają "urocze" spojrzenia itd. A panowie także nieświadomi "strzelają" oczyma na boki pod wpływem tej zmyłowości demonicznej. W takiej postawie poddając się temu wpływowi ciemności ciała ludzkie nigdy nie będą świątynią Ducha.

Ludzie nie rozumieją, nie mają pojęcia, w jakim bagnie się taplają. Zaparcie się siebie, odrzucenie swojej grzesznej natury jest jedynym krokiem do zjednoczenia się w Duchu. Jezus nie może nałożyć białej szaty na nas, jeśli nie odrzucimy czarnej, czytaj... nie wybielimy się w krwi Baranka.

Tylko grzeszna natura jest podatna na moc ciemności, jak to w nas umrze, mamy władzę nad przeciwnikiem, oczywiście w Jezusie w pełni w Duchu Św. To dlatego Jezus nawołuje do pójścia za Nim. On ma na myśli pójście tak jak On, na krzyż ze swoimi grzechami i tam pozwolić na przybicie, aby na nowo żyć w Nim. Za krzyżem czeka Jezus zmartwychwstały, nigdy przed krzyżem. Przed krzyżem jest Jezus przybity z naszymi grzechami i my tam musimy je zostawić (odrzucić grzeszną naturę), jeśli chcemy pójść do Jezusa zmartwychwstałego, czyli pójść już za krżyż, jako faktycznie nowonarodzony żyjący w mocy Ducha i zrodzony z mocy Ducha na nowo, ale już dla Pana. Takie są faktyczne koszta. Innej drogi nie ma.

Ps. przepraszam Adamie, teraz dopiero się zorientowałem, że to temat nie na ten wątek. Akurat czytałem Janusza wypowiedź i poszedłem tym tokiem.

Odnośnie kobiet ubierających się zmysłowo i mężczyzn strzelających na boki, to oczywiście mam na myśli te faktyczne osoby tak postępujące, nie wszystkich. Żeby przypadkiem nikt nie poczuł się urażony, a szczególnie kobiety. :) Pisałem ogólnie.
« Ostatnia zmiana: 13 12 2011 o 21:13:32 pm wysłana przez rebus »

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 586
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Wobec cierpienia...
« Odpowiedź #4 dnia: 29 12 2011 o 13:09:11 pm »
        Spróbuję to ułożyć.  Pasja   (łac.passio= męka , cierpienie, namiętność)
                                   Pascha,  Pesach z hebr.=  przejście

Ciekawe zestawienie, obok którego nie można przejść obojętnie. Według mnie w każdą PASCHĘ siłą rzeczy wpisana być musi PASJA. Nie ma przejścia zupełnie bezbolesnego (oczywiście nie mam tutaj na myśli wyłącznie bólu fizycznego, choć on również się czasem pojawia jako ważny składnik owego "przejścia").

Przejście rozumiane w wymiarze paschalnym wymaga dokonania skoku w nieznane, a każdy skok to: 1) DECYZJA oderwania się od ziemi (swoich przywiązań), 2) NIEPEWNOŚĆ lotu (często swoistego zawieszenia w próżni), 3) UFNOŚĆ wylądowania (jeśli tego ostatniego brakuje, nikt nie zdecyduje się na skok - chyba, że będzie to skok samobójczy).

Wymieniłem te trzy składniki, bo nie da się skoczyć bez zawierzenia, ale też nie ma skoku bez swoistej niepewności - i właśnie ona stanowi wymiar pasyjny tego skoku. Niepewność jest elementem cierpienia, czasem są to zwątpienia i załamania, innym razem lęki i frustracje - bywa też, że w ten "skok" wpisany jest stan głodu i bólu. Oczywiście przeciwwagą dla nich będzie zawsze Miłość i Nadzieja. I właśnie w tej Miłości i Nadziei wychodzi nam na spotkanie sam Chrystus, gdy tylko decydujemy się na dokonanie skoku.

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 586
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Wobec cierpienia...
« Odpowiedź #5 dnia: 30 12 2011 o 15:46:23 pm »
     Nie wiem dlaczego używasz słowa skok?    Dlaczego w nieznane? Doświadczenie  Boga  jest dalekie  od skoku i od nieznanego.  Adamie,  miłość   Boża   otula  i prowadzi w ogromnym pokoju Ducha.  W rzeczach Bożych nie ma niepewności

W takim razie mogę Ci tylko pogratulować tej PEWNOŚCI, Danusiu. Niestety pewność w wierze zawsze mi się będzie kojarzyła z indoktrynacją, kiedy to wiara mylona jest z ideologią. W takiej sytuacji nie ma już miejsca na żadne wątpliwości, bo istnieje tylko lęk (że nie mogę się z tymi wątpliwościami ujawnić). Tymczasem w moim odczuciu cała radość wiary zatopiona jest właśnie w nadziei (a nadzieja musi zakładać element niepewności, bo inaczej byłaby zwykłą wiedzą). Ale oczywiście każdy ma prawo do własnych odczuć.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Wobec cierpienia...
« Odpowiedź #6 dnia: 30 12 2011 o 17:18:26 pm »
Cytuj
Nie wiem dlaczego używasz słowa skok?    Dlaczego w nieznane?

    Doświadczenie  Boga  jest dalekie  od skoku i od nieznanego. 
Przypomina mi się pewna opowieśc o synu, który znalazł się w płonącym domu, gdzie dym i ogień nasilał się z każdą sekundą. Był sam ze sobą i nie wiedział co robic. Otworzył okno i słyszy głos, który woła : Synu skacz,synu odwagi ja cię złapię/uratuję/. Wołał ojciec i syn skoczył wbrew sobie,przeciwko sobie,zaufał/zaryzykował/  i skoczył w ramiona Ojca/kochającego Tatusia/. Tak wygląda moje życie. Nie wiem co będzie jutro ale wiem,że Bóg wszystko przewidział i wie jak mnie uratowac.                 Pozdrawiam                     janusz  :)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 586
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Wobec cierpienia...
« Odpowiedź #7 dnia: 30 12 2011 o 18:20:58 pm »
Mówię o doświadczeniu Boga, a Ty zamieniasz to w indoktrynację lub wiarę myloną z ideologią.    Następnie  wewnętrzną pewność , która jest wynikiem  Ducha Bożego zamieniłeś w lęk.    Stąd  rozeznaje ,że masz złe skojarzenia , które są wynikiem działania  demonów, względnie niedojrzałością w wierze. 

Danusiu, przeczytaj jeszcze raz na spokojnie moją wypowiedź - nie znajdziesz w niej żadnych personalnych wycieczek pod Twoim adresem, pisałem wyłącznie o swoich osobistych odczuciach względem słowa "pewność". Nie oceniałem nikogo.

A teraz przeczytaj swoje słowa - jest w nich wyraźny atak na moją osobę i bezpośrednie przypisywanie mi działania demonów i niedojrzałości. Czy tak ma wyglądać pokój Ducha, o którym wspominałaś? W takim razie nie będę już wchodził w te tematy - życzę Ci dużo pokoju na ten Nowy Rok.