Zauważyliście, że wobec wszechobecnej paplaniny w mediach (typu "co dzisiaj jadłeś na śniadanie?") słowo ulega postępującej dewaluacji? Włączam jakąkolwiek rozgłośnię radiową i słyszę albo jazgot pseudomuzyczny, albo ple-ple-ple - jedno wielkie pustosłowie. Słowo zaczyna działać jako "wypychacz" (wobec pustki), "zagłuszacz" (wobec odmienności) lub "ogłuszacz" (wobec wszelkich przejawów myślenia i wrażliwości).
W obliczu tego zjawiska szczególnej wagi nabierają dzisiejsze słowa Papieża: „Tam, gdzie jest dużo wiadomości i informacji, milczenie staje się niezbędne do rozróżnienia tego, co jest ważne od tego, co jest zbędne lub drugorzędne." Dodałbym tu, że milczenie w słowie jest równie ważne, jak chwile ciszy w muzyce, bezruchu w tańcu, czy elementy głębokiego cienia w malarstwie.
Dlatego z staram się unikać hałaśliwych stacji radiowych (gdzie pośród muzycznej kakofonii panuje pustosłowie), epatujących sensacją stacji telewizyjnych (gdzie słowa padają z częstotliwością karabinów maszynowych, w takt migotajacych obrazów) oraz kolorowych gazet, w których forma całkowicie przesłoniła już treść... Warto chyba przywrócić słowu jego dawną "gęstość". Jak to zrobić? Myślę, że wybór należy do każdego z nas.