Autor Wątek: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?  (Przeczytany 4617 razy)

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #30 dnia: 22 07 2010 o 06:28:16 am »
Cytuj
Rozumiem, że niekatolicy mogą z dystansem spoglądać na praktykę spowiedzi, ale chciałbym tu przytoczyć Wam słowa sędziwego spowiednika, który odniósł się do kwestii pożycia pozamałżeńskiego. Oczywiście nie złamał tajemnicy spowiedzi, bo mówił tylko "statystycznie" Smiley  Chodziło o to, że wyjście "poza ramy" w sferze seksualności zdarza się chyba każdemu - takie sytuacje uleczone są jednym aktem szczerego nawrócenia i przebaczenia. Natomiast problem zaczyna się tam, gdzie człowiek zaczyna budować swoje prywatne "usprawiedliwienie". Według tegoż spowiednika ponad 90 % ludzi, którzy odrzucili wiarę, nie uczyniło tego z powodów światopoglądowych czy za sprawą jakiegoś zgorszenia - oni odeszli, bo uznali, że kwestia pożycia to ich PRYWATNA sprawa. Przyznam, że zdumiał mnie rozmiar przełożenia tej sprawy na żywotność wiary.

Adamie, absolutnie nie czuję się urażony żadną wypowiedzią na forum. Przecież podzieliłem się z Wami wszystkimi pewną historią z mojego życia, żeby wywołać dyskusję, a nie usłyszeć miłe słowa wsparcia i zgody.
Nie bardzo rozumiem pojęcie "prywatnego usprawiedliwienia", a łączy się ono w Twojej wypowiedzi z praktyką spowiedzi powszechnej w miejsce usznej. Rozumiem to tak, że człowiek, który nie musi zwierzać się ze swojego życia w konfesjonale, na ogół na więcej sobie pozwala, czy tak? Otóż wydaje mi się, że to bezpodstawny wniosek. Podobnie jak statystyki sędziwego spowiednika. Choć, jeżeli jest tak jak mówił, znaczy to, że Kościół ma duży problem z seksualnością.
Na podstawie własnych obserwacji mogę stwierdzić, że nie ma zależności między formą spowiedzi a normami seksualnymi w Kościele. Takich odszczepieńców jak ja jest naprawdę niewielu  8) Mówiąc poważnie, myślę, że dotykamy tu sprawy legalności w oczach Kościoła i osobistej relacji z Bogiem. Osobiście nie należę do zwolenników respektowania każdego, nawet najbardziej bzdurnego, prawa kościelnego w ramach ćwiczenia się w służbie i pokorze. Powiem więcej, z pokorą nie ma to dla mnie nic wspólnego. Sytuacja, w której suchy przepis stawia się wyżej od jednostki, jest zaprzeczeniem miłosierdzia Chrystusa, którego Kościół reprezentuje. I jeszcze jedno: pomimo że nie mieliśmy oficjalnego ślubu w Kościele, byliśmy małżeństwem w oczach Boga, jestem tego pewien, choćby wszyscy biskupi krzyczeli, że jest inaczej, podpierając się swoim autorytetem. Nasza miłość nie potrzebowała oficjalnej inauguracji.
Rozumiem, że nakazy i restrykcje forsowane przez Kościół mają na celu ochronę młodych ludzi przed wpadnięciem w kłopoty. Statystycznie rozwodzi się coraz więcej młodych par, statystycznie najwięcej osób odchodzi od kościoła, bo chce być panem własnego ciała (parafrazując wspomnianego Spowiednika), statystycznie... . Jedyny problem w tym, że, jak głosi hasło pewnej emitowanej ostatnio reklamy, statystyczny Polak nie istnieje. Traktowanie problemu pożycia przed ślubem, rozwodów czy powtórnych małżeństw z perspektywy statystyki jest pójściem drogą faryzeuszy, nie drogą Jezusa. Nie można troszczyć się statystycznie. Trzeba troszczyć się o konkretną osobę. Ani moja żona, ani Kerim na pewnym etapie swojej drogi nie mają poczucia, że Kościołowi na nich zależy. I to jest prawdziwy problem.

Howgh!

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #31 dnia: 22 07 2010 o 17:36:47 pm »
..."pomimo że nie mieliśmy oficjalnego ślubu w Kościele, byliśmy małżeństwem w oczach Boga, jestem tego pewien, choćby wszyscy biskupi krzyczeli, że jest inaczej, podpierając się swoim autorytetem. Nasza miłość nie potrzebowała oficjalnej inauguracji."...Krzysiek,miłość to Wasza prywatna sprawa ale małżeństwo to zewnętrzna/społeczna/instytucja,która wymaga uspołecznienia to znaczy legalizacji/ujawnienia/w środowisku gdzie dochodzi do zjednoczenia kobiety i mężczyzny w jedno ciało.Inaczej mówiąc;małżeństwo to społeczne ciało Waszej miłości.Nie wiem na ile potrafię dotrzeć do Twojego serca bo właśnie w nim jest ukryty cały problem.W twoim sercu zamknąłeś to co nazywasz miłością i nie pozwoliłeś by ta miłość nabrała ciała/narodziła się we wspólnocie,Kościele/.Prawdziwa miłość potrzebuje zewnętrznej inauguracji bo nie jest ona darem jedynie dla zakochanych...Nie byliście małżeństwem w oczach Boga bo Bóg patrzy oczami Kościoła/drugiego człowieka/.Miłość zatrzymaliście jedynie dla siebie.Dlaczego?...Pozdrawiam...janusz f.

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #32 dnia: 22 07 2010 o 17:53:04 pm »
Cytuj
Nie byliście małżeństwem w oczach Boga bo Bóg patrzy oczami Kościoła/drugiego człowieka

Mam nadzieję, ba, jestem wręcz przekonany, że bardzo się mylisz. I chwała Bogu! Nie twórzmy Boga na nasze podobieństwo. Z tego nigdy jeszcze nic dobrego nie wynikło.
Małżeństwo to nie instytucja; to para ludzi, którzy się kochają. Nasza miłość tak samo służy społeczności, niezależnie od tego, czy zainaugurujemy ją w kościele, czy nie. To raczej Kościół ma problem, żeby z takiej nieczystej (skąd my to znamy?) w jego oczach miłości korzystać.

Pozdrawiam serdecznie!
Krzysiek

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #33 dnia: 22 07 2010 o 18:11:22 pm »
... :)...Małżeństwo — związek między osobami będący instytucją społeczną  i zazwyczaj wiążący osoby emocjonalnie, ekonomicznie i prawnie. Małżeństwo stanowi najczęściej podstawę rodziny/Wikipedia-Wolna encyklopedia/...janusz f.

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #34 dnia: 22 07 2010 o 20:39:12 pm »
W myśl przytoczonej definicji związek zawarty wyłącznie w USC jest tak samo istotny jak w kościele. Dlatego właśnie wszelki instytucjonalizowanie mnie mierzi ;)

AdamS

  • Gość
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #35 dnia: 22 07 2010 o 21:45:31 pm »
Nie można troszczyć się statystycznie. Trzeba troszczyć się o konkretną osobę. Ani moja żona, ani Kerim na pewnym etapie swojej drogi nie mają poczucia, że Kościołowi na nich zależy. I to jest prawdziwy problem.

Jest w tym dużo prawdy. Przede wszystkim sam chętnie podaję dłoń każdemu, kto walczy z formalizmami! ;)  Choć małżeństwo nie uważam za zwykły formalizm, przyznaję Ci rację, że wokół jego zawarcia narosła taka otoczka formalizmów, że młody człowiek może się czuć zagubiony, a często nawet rezygnuje ze ślubu właśnie ze względu na to, że te papierkowo-obrzędowe sprawy go przerastają. Zdecydowanie tu czuję potrzebę powrotu do prostoty.

Druga rzecz to umiejętność pochylania się nad zagubionymi - znowu gorzka prawda, ale prawda. Brakuje nam bardzo tego odruchu, by wychodzić z nadzieją głównie do zagubionych (piszę "nam", ale słowa kieruję przede wszystkim do siebie). W końcu to my wszyscy tworzymy Kościół. To bardzo ważny przyczynek do pewnej refleksji nad samym sobą...

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #36 dnia: 23 07 2010 o 15:39:27 pm »
...Chciałbym przypomnieć tę fundamentalną prawdę. Jeśli ktoś decyduje się na małżeństwo, szuka współmałżonka, podają sobie w duchu przyjaźni ręce, przyrzekają wspólną wędrówkę przez życie i od tego momentu próbują dostosować wzajemnie kroki do siebie. Do małżeństwa przychodzi sam mężczyzna, sama kobieta. Po przysiędze idą w życie razem, we dwoje. Inaczej jest w sakramencie małżeństwa. Do sakramentu małżeństwa przyprowadza Chrystus mężczyznę i kobietę. On ich łączy i On z nimi pozostaje na zawsze. Tu mamy ten istotny rdzeń różnicy między małżeństwem a sakramentem małżeństwa. Pierwsze jest, zgodnie z prawem naturalnym, i posiada wymiar doczesny. Drugie jest dziełem łaski. W małżeństwie jest dwoje ludzi. W sakramentalnym małżeństwie od ołtarza odchodzi troje: mąż, żona i wśród nich na całe życie Chrystus. Wierzący ślubują swoją wierność wobec Boga i Kościoła i dostosowują swoje kroki nie wzajemnie do siebie, tylko do Chrystusa, on do Chrystusa i ona do Chrystusa. Z tej wierności Chrystusowi nie mogą zrezygnować. Nawet jeśli zawiodła jedna strona, to skoro przysięga została złożona wobec Chrystusa, druga strona musi przysięgi dochować. W przysiędze sakramentalnego małżeństwa padają niezwykle doniosłe słowa: "Ślubuję ci miłość, wierność, uczciwość oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg". To jest program wspólnego życia.Warto zwrócić uwagę na to, że jeżeli w sakramencie małżeństwa małżonek próbuje dostosować kroki do drugiego człowieka, rezygnując zupełnie z siebie, to małżeństwo nigdy nie będzie szczęśliwe. Jest bowiem zbudowane na ofierze, na rezygnacji jednego na rzecz drugiego. Szczęśliwe małżeństwo jest możliwe tylko wtedy, kiedy jeden i drugi zrezygnuje ze swojego kroku i stworzą nowy krok. Ten nowy krok w duchu miłości, w oparciu o Boże prawo, gwarantuje szczęście małżeńskie.Chciałbym krótko przypomnieć ewangeliczne wyjaśnienie samej przysięgi. "Ślubuję ci miłość" -- chodzi tu o miłość wzajemną, o której Chrystus mówił w Wieczerniku, gdy umywał Apostołom nogi. "Ślubuję ci miłość", to znaczy gotowość umywania twoich nóg, to znaczy gotowość przebaczenia. W tym życiu nie da się chodzić z czystymi nogami, ciągle trzeba sobie wzajemnie przebaczać. Małżeństwo jest drogą ciągłego, wzajemnego przebaczania. To jest ta miłość wzajemna objawiona w Wieczerniku przez Chrystusa na przykładzie umycia nóg."Ślubuję ci wierność", czyli wyłączność, stuprocentowe zaangażowanie w rozwój tylko tej jednej miłości. Świadomie rezygnuję z każdego nowego spotkania."Ślubuję ci uczciwość", to znaczy, możesz na mnie polegać, ja cię nie zawiodę. Uczciwość jest fundamentem zaufania; gdzie się pojawia nieuczciwość, czyli kłamstwo, tam znika zaufanie."Oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci", to znaczy, możesz na mnie liczyć do końca mojego życia......Pan Bóg bardzo poważnie traktuje człowieka, wkładając w jego ręce odpowiedzialność za drugiego człowieka. Słowa współmałżonka, które padają wobec Boga i Kościoła, są programem rodzinnego szczęścia na całe życie. Nie dziwmy się, że Kościół, który stoi na straży Bożego prawa, równie poważnie traktuje człowieka. Jeśli ktoś publicznie powiedział: ślubuję wierność, miłość, uczciwość oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci", to to słowo coś znaczy. Wypowiedziane przed Bogiem staje się miarą wielkości człowieka. Drugi może odejść, ale moje słowo -- dane przed Bogiem -- musi być dochowane...Pozdrawiam...janusz f.


Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #37 dnia: 24 07 2010 o 10:35:02 am »
Na temat rozwodu się nie wypowiem. Wypowiem się tylko na temat miłości. Na forum staram się pisać tylko to, co przeżyłem, doświadczyłem na sobie. Bo to jest wtedy pewne i wiarygodne. No i nie wprowadzam ludzi w błąd, wiem, że to ogromna odpowiedzialnośc rozmawiać o Bogu, o Piśmie. Trzeba być ostrożnym, nie wolno głosić fałszywego Słowa i dawać własne przekonania i wypociny. Mówię tu ogólnie i przedstawiam własne podejscie.

Do rzeczy. Miłość człowiecza- każdy z nas wie, jaka ona jest. Nie musimy tego tematu rozwijać. Krótko - bardzo niestabilna, oszukańcza, zwodnicza i zależna od sytuacji. Jesteś miły dla mnie, to ja jestem miły dla Ciebie. Nie jesteś miły dla mnie, koniec idylli. To jest miłość człowiecza.

Miłość Boża. Moje własne doświadczenie - dostałem myśl, że pewna kobieta zostanie moją żoną. Bardzo wyraźną myśl. Zaufałem Ojcu i zaakceptowałem Jego wolę. Z perspektywy czasu zauważyłem, do czego doprowadziła akceptacja Ojcowskiej woli. W pełni zaakceptowałem moją byłą narzeczoną. Nie mogła zrozumieć, nie mogła uwierzyć, że nic złego w niej nie widzę. Żadnych wad, zupełnie nic. Sporo czasu jej to zabrało, aby zrozumieć. Nie dziwię się jej, bo znajomi non stop chcieli ją poprawiać. A tu w jej życiu pojawił się ktoś, kto ją akceptuje taką, jaką jest. I to od pierwszego dnia znajomości przez 16 miesięcy. Jej odejście to był jej wybór. Nie posłuchała Ojca do końca, cóż. Nic nie mogłem zrobić.

Czym jest miłość Boża? Pełną akceptacją. Akceptacją każdego człowieka takim jakim jest. W akceptacji jest wszystko - zrozumienie, przebaczenie, cierpliwość, wyrozumiałość. Wszystko. I naprawdę nie widzisz wad. Dosłownie ich nie widzisz.  :) Przez 16 miesięcy nie podniosłem ani razu głosu, ani razu nie miałem negatywnej myśli o niej. A nie ma łatwego charakteru. To tylko może Bóg, to tylko możliwe jest poprzez zaufanie Ojcu i zaakceptowanie Jego woli. Posłuszeństwo i ufność dziecka do Ojca.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #38 dnia: 24 07 2010 o 12:53:39 pm »
Moje własne doświadczenie - dostałem myśl, że pewna kobieta zostanie moją żoną. Bardzo wyraźną myśl. Zaufałem Ojcu i zaakceptowałem Jego wolę. Z perspektywy czasu zauważyłem, do czego doprowadziła akceptacja Ojcowskiej woli. W pełni zaakceptowałem moją byłą narzeczoną. Nie mogła zrozumieć, nie mogła uwierzyć, że nic złego w niej nie widzę. Żadnych wad, zupełnie nic. Sporo czasu jej to zabrało, aby zrozumieć. Nie dziwię się jej, bo znajomi non stop chcieli ją poprawiać. A tu w jej życiu pojawił się ktoś, kto ją akceptuje taką, jaką jest. I to od pierwszego dnia znajomości przez 16 miesięcy. Jej odejście to był jej wybór. Nie posłuchała Ojca do końca, cóż. Nic nie mogłem zrobić. Dwadzieścia lat temu byłem w podobnej sytuacji i wówczas to w dzień naszego ślubu/kościelnego/moja dziewczyna uciekła do lasu.Dosłownie dwie godziny przed ceremonią.Uciekła bo jak mówiła nie potrafi kochać a nie chce oszukiwać.Postawiliśmy wszystko na Jezusa bo przecież i ja bałem się przyszłości znając swoją niemoc/grzeszność/.Z lasu wróciliśmy już nie my ale wrócił z nami Jezus Chrystus,który towarzyszy nam aż po dzień dzisiejszy...Sebastianie/tak chyba masz na imię?/prawdziwa miłość wzajemna to Eucharystia polega ona na zjadaniu się na wzajem a to znaczy,że musimy mieć swój smak.Nie można być za słodki bo przyprawimy kogoś kto nas kocha o mdłości i nas wypluje.Musi być w nas odrobina soli,pieprzu,cukru i tego wszystkiego co nazywamy prawdą.Musimy być prawdziwi a nie udawać zakochanych ślepców,którzy nie potrafią zdemaskować w sobie prawdy.Nie wiem dlaczego nie pokłóciliście się ani razu.Przecież to nie normalne.Sebastianie, czy Ty zaakceptowałeś jedyną prawdę o sobie a mianowicie to,że jesteś grzesznikiem?U mnie to poznanie nie polega na udawaniu dobrego człowieka ale pozwala mi stawać w prawdzie przed żoną,którą każdego dnia zabijam wieloma sądami po to by przed zachodem słońca prosić ją o przebaczenie i realnie doświadczyć miłosierdzia.Nie mam zamiary Cię umoralniać ani chwalić lecz pragnę byś zszedł na ziemię i miał odwagę stanąć przed drugim człowiekiem jako ktoś kto zabija,krzywdzi,nie rozumie,itd.Pamiętaj,że Duch Święty pragnie pokazać nam nasz grzech nie po to by nas potępić ale by nas zbawić/wyzwolić/...Pozdrawiam...janusz f.

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #39 dnia: 24 07 2010 o 13:31:01 pm »
Przeczytalem uważnie, żeby Cię zrozumieć. Jak w każdym związku i w naszym były śpięcia, ale bez złości. W Duchu Św. nie ma przecież złości. Były odmienne opinie i zdania. Tego się nie uniknie. Nawet się cieszyliśmy, że są, bo dzieki temu mogliśmy poruszać trudne tematy i dzięki temu lepiej siebie poznawać od ciemniejszej strony. Nie było w naszym związku cukru, o nie.  :D Ale i tak było pięknie. Nie kłóciliśmy się, bo od razu każdy temat braliśmy w tryby. Omawialiśmy go aż do wyjaśnienia. Postępowaliśmy jak dojrzali słuchając siebie nawzajem. Nie udawałem, Janusz, ja zawsze jestem sobą. Mierzi mnie bycie kimś innym. Zresztą ona od razu by to wyczuła. Czasem miałem w sobie ducha nieczystego (zgrzeszyłem) i widziała błyskawicznie zmianę we mnie, zanim uporałem się z nim. Oczywiście, że jestem świadom grzesznosci swojej. To nie ma nic wspólnego z akceptacją woli Ojca. Zaakceptowałem Jego wolę, zaufałem Mu przez to pozwalając, aby On wszedł do mnie i poprzez mnie zaakceptował ją. Jego miłosć poprzez mnie zaakceptowała jej osobowość. To ludzie wymyślają kłótnie. Wcale tak nie musi być. Aha, coś mi się przypomniało. Jak miałem ducha nieczystego, to nie mieliśmy wspólnego języka, bo mieliśmy różnego ducha. Byłem wtedy zupełnie inny, blisko było do kłótni, to fakt. Na szczęscie bardzo rzadko były takie chwile. Generalnie na początku drogi mojej. Teraz jestem o wiele bardziej stabilniejszy.

Wiem Janusz więcej, ale niestety nie mogę wszystkiego pisać na forum publicznym. U mnie jest wszystko ok. Duch Św. bez przerwy codziennie mi mówi, co mam robić, jest wspaniałym Przyjacielem. Bez Niego bym sobie nie poradził. Nieustannie i niestrudzenie walczy o mnie. Czuję, że dziś wieczorem poddam się Mu całkowicie. Nie mam już sił się buntować w jednej kwestii. Chodzi o te rany z przeszłości, o których pisałem gdzieś na forum. Janusz, jest ok. Opiekuje się mną i wiele, bardzo wiele mi pokazuje. Wiem, że nie chcesz mnie pouczać. Rozumiem Cię. Dziękuję.  :)

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #40 dnia: 24 07 2010 o 14:56:54 pm »
W dwóch kwestiach Ciebie jednak nie rozumiem.

Cytat: baran katolicki
Musimy być prawdziwi a nie udawać zakochanych ślepców,którzy nie potrafią zdemaskować w sobie prawdy.Nie wiem dlaczego nie pokłóciliście się ani razu.Przecież to nie normalne.

Zdaję sobie sprawę, że to jest forum, więc trudno wyczuć drugiego człowieka przez monitor, a drugie to to, że mnie nie znasz. Takie wnioski wyciągnąłeś, cóż. Wyobraźnia jest wszechstronna, prawda?  :)

Janusz, pozwól, że wyjasnię jedno. Jest różnica pomiędzy miłością człowieczą, która nazywa się chemią, zauroczeniem. I jest miłość przychodząca od Boga poprzez osobę, która sie Bogu poddała, czytaj. zaakceptowała Jego wolę. Ja miałem tę drugą. Dlatego możliwe jest zaakceptowanie osoby taką jaką jest. Pisałem, że moja była potrzebowała długiego czasu, żeby to zrozumieć (kilka miesiecy). Ty zapewnie też będziesz potrzebował kilku, hehe. Żartuję.

Proszę, przeczytaj werset z  I Koryntian 13,4-8. Te Słowo było w moim sercu. Dlatego jest to możliwe. Dziś pisałem w którymś wątku o zjednoczeniu za życia z Jezusem. Jest to możliwe, ale to już każdy z Was musi sam do tego dojść. Dojść...to kwestia wiary, nie rozumu.
 
Pewnie, że od czasu do czasu mam w sobie lekkie zniecierpliwienie, zniechęcenie. Na szczęscie bardzo krótko, bo błyskawicznie staram się napełnić wersetem jako bronią przed złem. Dlatego piszę, że to ludzie tworzą kłótnie i tego nie mogę u Ciebie zrozumieć, że twierdzisz, że to nienormalne, jeśli się nie kłóciliśmy. Odmienne zdania jak najbardziej, ale nie można pozwolić na to, aby w związek wkradł się duch nieczysty, niezdrowe emocje. Dlatego głową mężczyzny musi być obowiązkowo Jezus Chrystus. U kobiety też, jednak na mężczyznie będzie ciążył obowiązek utrzymania rodziny, opiekowania się nią. Mąż- tata jest centralnym punktem. Żeby temu podołać, żeby żona i dzieci czuły się bezpiecznie i pewnie, kochane i akceptowane, to mężczyzna musi dojrzeć do jednego. Że wszystko ma w Jezusie. Jego siła, męskosć, zaradność, miłość są w Jezusie.

I nie rozumiem jednej rzeczy. Ciągle podkreślasz wagę grzeszności. To juz sie robi nudne! To nie jest Twoim zadaniem ogłaszać wszem i owszem, że grzeszymy, jesteśmy słabi itd. Ludzie tego nie zrozumieją sercem. Owszem, mogą pojąć rozumem, ale rozum tu nie pomoże. Tylko objawienie w sercu pozwala odkryć Prawdę przed człowiekiem i dopiero do niego dociera, co w sobie ma. A Prawdę odkrywa Bóg za pośrednictwem Ducha Św. Ludzie muszą słuchać Ducha Bożego, On stopniowo odkrywa ukryte brudy w postaci pychy, głębszej pychy i kolejnej pychy. Raz pycha pokazana w sercu i człowiek ma świadomość swojej niewłaściwej postawy. To jest zadanie Ducha Św., nie Twoje.

Poza tym bez urazy, ale wykonujesz także robotę za Lucyfera. Lucyferowi bardzo zależy na tym, aby wmówić ludziom, że są wiecznymi grzesznikami, że nie mają szansy na zbawienie, że są tak zepsuci, że niech zapomną o nadzieii, że Jezus im wybaczy. Czy Ty tego nie widzisz? To NIE NALEŻY DO CIEBIE!My ludzie, mamy opowiadać o tym, co Bóg zrobił w naszym życiu, doświadczenia, świadectwa. To jest pewne i wiarygodne. A najważniejsze, to bezpieczne. Swoim gadaniem o wiecznym grzechu więcej szkód wyrządzisz, aniżeli pożytku. Czemu nie skupiasz się na Duchu Św. na Jezusie, czemu nei opowiadasz, co Jezus uczynił w Twoim życiu? Świadectwa ludzi budują. A poznanie Boga zostaw Jemu samemu. Wyjdź z piaskownicy Boga, oddaj mu łopatkę i wiaderko.



« Ostatnia zmiana: 25 07 2010 o 17:12:52 pm wysłana przez rebus »

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #41 dnia: 24 07 2010 o 18:53:33 pm »
Lucyferowi bardzo zależy na tym, aby wmówić ludziom, że są wiecznymi grzesznikami, że nie mają szansy na zbawienie, że są tak zepsuci, że niech zapomną o nadzieii, że Jezus im wybaczy. Czy Ty tego nie widzisz? To NIE NALEŻY DO CIEBIE!My ludzie, mamy opowiadać o ...i tu się mylisz bo to Duch Święty pragnie przekonać mnie i Ciebie o grzechu,sprawiedliwości i sądzie.Szatan to inteligentna bestia,która zrobi wszystko byśmy utracili poczucie grzechu.Zobacz co pisał Krzysiek,który do dzisiaj nie widzi w sobie problemu z nieczystością.Dzisiejszy świat traci jak nigdy poczucie grzechu.Ludzie dzisiaj nie wiedzą co jest grzechem a co nie.Na nic mówienie o miłości Boga człowiekowi,który nie wierzy a nie wierzy bo nie ma takiej potrzeby,bo wiara,Jezus Chrystus nie jest mu do niczego potrzebny.Dzisiejszy świat/człowiek/ uważa,że sam sobie poradzi ze swoimi słabościami i nie potrzebuje Bożej pomocy.Ktoś kto nie czuje się chory nie pójdzie do lekarza.Podobnie jest z poczuciem grzechu.Tylko świadomi grzesznicy są w stanie zbliżyć się do Jezusa Chrystusa bo wiedzą,że jedynie On może ich uratować...Ewangelia/Jezus Chrystus/jest posłany tylko do grzeszników nie po to by nas potępić lecz zbawić.Szatanowi natomiast bardzo zależy byśmy do końca naszych dni nie budzili sumienia i utracili poczucie grzechu.Dzisiejszy człowiek chce sam decydować co dobre a co złe i tym samym oddala się od Chrystusa,który przychodzi właśnie po nasze grzechy.Jeśli ich nie mamy to po co mamy się nawracać.Jeśli idziemy właściwą drogą gdzie grzech to tylko chwilowa słabość to przecież wystarczy tylko lekko poprawić się i dalej żyć po swojemu tak jakby Boga nie było i grzechu nie było...janusz f.

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #42 dnia: 24 07 2010 o 20:11:55 pm »
Z Lucyferem trochę niefortunnie napisałem, bo miałem akurat na myśli ludzi chodzących za Jezusem, świadomych grzesznego prowadzenia się i wąskiej Drogi. I uważam, że nie musisz uczulać nas na poczucie grzeszności, bo właśnie od tego jest Duch Św. Oczywiście zgadzam sie z Tobą co do Twojej powyższej wypowiedzi.  

Większy problem jest z ludźmi niewierzącymi. Tacy nie zrozumieją Ciebie, gdyż te sprawy są przed nimi zakryte. Dopiero wiara w Jezusa sprawi, że Łaską Ojca zostaną im zdjęte zasłony z oczu. Ale żeby uwierzyli, trzeba mówić im o świadectwach.
« Ostatnia zmiana: 25 07 2010 o 18:03:12 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #43 dnia: 25 07 2010 o 17:51:48 pm »
Cytat: baran katolicki
Nie mam zamiary Cię umoralniać ani chwalić lecz pragnę byś zszedł na ziemię i miał odwagę stanąć przed drugim człowiekiem jako ktoś kto zabija,krzywdzi,nie rozumie,itd.Pamiętaj,że Duch Święty pragnie pokazać nam nasz grzech nie po to by nas potępić ale by nas zbawić/wyzwolić/.


Zastanawiam się nad tym. Swoją byłą zaakceptowałem, taką jaką jest, nie udawałem kogoś innego. Ale.... :) Przeczytałem dziś ponownie te słowa i jedno mnie uderzyło w nich, czego wcześniej nie dostrzegłem. I chyba zaczynam Cię rozumieć Janusz.

Prawda uwalnia, Prawda nas wybawia. Trzeba mieć odwagę (właśnie, tak jak piszesz) aby mówić ludziom Prawdę. Sobą będę dopiero tak naprawdę, jeśli wprost powiem człowiekowi, że np. postępuje niewłaściwie. Bo tak robili uczniowie Jezusa. Oni walczyli. Nie poklepywali po plecach, nie milczeli udając, że nie widzą nic. Więc to jest umieranie dla Jezusa. Nie jestem gotowy jeszcze do tego, ale dużo zrozumiałem. Sobą/ wolnym będę dopiero, jak zacznę ludziom głosić Prawdę. Jak zacznę o Nią walczyć. Ale żeby ją głosić, to muszę ustąpić pola Bogu. Aby On ją głosił poprzez moje usta. Rozumiem.

Myślę, że tu właściwe będą poniższe wersety:

Przypowieści Salomona 9,8 (...) karć mądrego, a będzie Cię miłował.

Przypowieści Salomona 9,9 (...)poucz sprawiedliwego, a będzie umiał jeszcze więcej!

W miłości moje oczy widziały negatywy u byłej, lecz serce nie widziało tego. I myślę, że tu był błąd z mojej strony, bo pamiętam, że miałem pragnienie, aby jej zwrócić uwagę na pewne minusy w osobowości. I zdusiłem je w sobie. Przez to ona nie widzi w sobie grzechu - niewłaściwego postępowania. Mogłem ją pouczyć, bo jest mądra i umie słuchać. Ty Janusz mnie pouczyłeś i dzięki Tobie zauważyłem błąd w swoim postępowaniu. Zrozumiałem i przyjąłem.

Problem, to żeby umieć komuś uwagę zwrócić. Bo może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Jezus faryzeuszom mówił wprost. Ludziom prostym mówił łagodnie, opowiadał. Jednym opowiadał parę dni, to byli ci, którzy chętnie słuchali i uwierzyli. U innych był chwilę, jeden dzień. Szybko odchodził, gdzie był sprzeciw, gniew. Z takimi nie było sensu czasu spędzać, gdyż mieli w sobie zatwardziałe serca.
« Ostatnia zmiana: 25 07 2010 o 18:00:53 pm wysłana przez rebus »

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: ROZWÓD I CO DALEJ, CZY NOWY ZWIĄZEK MOŻE BYĆ DAREM OD BOGA?
« Odpowiedź #44 dnia: 25 07 2010 o 18:14:01 pm »
Cytuj
Zobacz co pisał Krzysiek,który do dzisiaj nie widzi w sobie problemu z nieczystością. Dzisiejszy świat traci jak nigdy poczucie grzechu

To samo mówili faryzeusze 2000 lat temu. Zrywanie kłosów czy uzdrawianie w szabat - to wszystko było nie do zaakceptowania przez gorliwych strażników szczegółowych przepisów Zakonu. Jezus stara się zwrócić naszą uwagę na co innego.  Poza tym to, co mogło być grzechem w innej epoce, w naszej już niekoniecznie. Dla mnie mieszkanie pod jednym dachem z osobą, którą się kocha, grzechem nie jest, i  kropka. To Kościół uważa takie życie za grzeszne, nie Bóg. Uznanie za grzech wynika z interpretacji przykazania "Nie cudzołóż", ale to nie jest jedyna słuszna i zbawienna interpretacja.
Bóg, w przeciwieństwie do Kościoła, nie jest małostkowy. Patrzy na serca, a nie na papierki i obrzędy.

Pozdrawiam!
Krzysiek