@ KERIM (i Krzysiek)
„Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie jednym ciałem. Tajemnica to wielka, ale ja odnoszę to do Chrystusa i Kościoła.”
Efez. 5:31-32
„Małżeństwo to coś więcej niż wasza wzajemna miłość. Ma ono wyższą godność i moc, ponieważ jest świętym nakazem Boga. Przez nie On chce rozwijać ludzkość aż do końca czasów. W waszej miłości widzicie tylko samych siebie na tym świecie, lecz w małżeństwie jesteście ogniwem w łańcuchu pokoleń, które pojawiają się dzięki Bogu, dzięki Niemu przechodzą do Jego chwały i które On wzywa do swego Królestwa. W swojej miłości widzicie tylko niebo waszego szczęścia, lecz w małżeństwie otrzymujecie zobowiązania wobec świata i ludzkości. Wasza miłość jest waszą prywatną własnością, lecz małżeństwo jest nie tylko czymś osobistym - jest to pewien status, pewien urząd.”
/Dietrich Bonhoeffer/
http://ziarenka.blog.onet.pl/@ Krzysiek
Już od wielu lat nie jestem katoliczką, ale krk opuściłam ze zgoła innych powodów niż Ty. Ja nie mogłam pogodzić tego, co słyszałam (i widziałam) w kościele katol. z tym, co czytałam w Biblii. Więc odeszłam do ewangelicznej wspólnoty i wierzę, że było to prowadzenie Ducha Świętego; odchodząc od kościoła katolickiego przybliżyłam się do Boga.
Krzysiu, czytając Twoje wcześniejsze wypowiedzi w różnych wątkach, miałam wrażenie, że nieźle znasz Biblię, a przynajmniej ją czytasz (i wydawało mi się - ze zrozumieniem), dlatego jestem zaskoczona tym co przeczytałam w ostatnim Twoim poście:
Sęk w tym, że ja nie widzę nic grzesznego w mieszkaniu ze sobą przed ślubem / bez ślubu. Związek chcieliśmy zalegalizować, i zrobiliśmy to rok później. W tamtym czasie studiowaliśmy w jednym mieście, byliśmy już wtedy ze sobą kilka lat. Nie widzieliśmy najmniejszego sensu w mieszkaniu oddzielnie, skoro byliśmy parą i zamierzaliśmy się pobrać. Kościół katolicki uznawał to za grzech i to był jeden z powodów, choć na pewno nie jedyny, dla którego mu podziękowaliśmy. Moja dziewczyna chciała być w kościele, ale zamknięto jej dostęp do sakramentu, z czym nie mogła się pogodzić, bo, podkreślam, dla nas nie było grzechem to, że ze sobą mieszkamy. Jak można więc zrywać z czymś, czego się nie uznaje? To nie my ustawiliśmy się plecami do Kościoła, to on odwrócił się od nas.
Akurat w tym przypadku Kościól Katolicki jest wierny czystej, biblijnej nauce

(ach... gdyby tak było odnośnie całej nauki ...)
Nie chcę wnikać w szczegóły, ale może wszyscy Cię źle zrozumieliśmy (łącznie z księdzem-spowiednikiem). Może chodziło Ci tylko o
wspólne mieszkanie i nic więcej (chociaż... dwoje młodych, zdrowych....

)
O małżeństwie i o związkach nazwijmy to "małżeńskich" bez ślubu - Biblia wypowiada się aż nadto jasno. I to nie Kościół Katolicki odwrócił się od Was, ani nie Wy od kościoła;
Wy odwróciliście się od Boga. To nie jest oskarżenie, ani osądzanie z mojej strony, ale w tamtym czasie, w tej konkretnej dla Was sytuacji powiedzieliście Bogu: Nie, my chcemy żyć po swojemu, tak jak (zdawałoby się) dla nas jest lepiej/wygodniej.
Być może Kościół Katolicki jest w pewnych kwestiach restrykcyjny i nie przystaje do współczesnego świata. Jednak właśnie ten "kręgosłup" bardzo mi odpowiada
Bardzo się Adamie z Tobą zgadzam w tej kwestii

. Kościół - niezależnie czy to będzie katolicki, prawosławny, czy z nurtu reformacji - powinien wpływać na świat, a nie się do niego dostosowywać. Uważam, że każdy kościół, który z obawy przed utratą DUSZ (swoich wiernych), idzie na kompromis ze ŚWIATEM - traci te dusze dosłownie tzn. posyła je na zatracenie.
(Ależź jestem "konserwa"

)