Kiedy podjąłem szczerą chęć przyjscia do Jezusa, zespolić się z Nim w jedno, wtedy dopiero napotkałem poważne trudności i do mnie dotarło, jak ważny jest mój umysł. A dokładniej to, czym go karmię.
Dla Pana miły jest ubogi duchem. Przy próbie przyjścia do Jezusa musiałem użyć miecza, którym rozcinałem więzi wiążące mnie ze światem, np: filmy i gry w komputerze, zakupy, łazenie po markecie za ciuchami itd.(ucieczka). Ten proces był dla mnie bolący i ciężki, bo odrywałem od siebie starą skórę, starą mentalność/ podejście. Jednak robiłem to dalej, gdyż wiem, że...
...gdy zobaczyłem drzwi i pół metra drogi przed sobą, i dostałem w sercu, że tych drzwi nigdy nie otworzę i nie ma sensu, żebym nawet próbował za klamkę chwytać, cofnąłem nogę, która miała zrobić kolejny krok do przodu (w pokoju). Pokój był realny, mój pokój, natomiast drzwi i droga były widziane duchowo. Wiedziałem, że tych drzwi żaden człowiek nie otworzy.
Wyobrażcie sobie, że stoicie w tym miejscu, przed wami drzwi i kawałek drogi, a za drzwiami ciemność nieprzenikniona, jakby przepaść, a na końcu światło, królestwo Jezusa. I te drzwi nie otworzą się....
dopóki nie przyjdę do Jezusa. To właśnie jest zakryte przed ludzmi. Adam został WYRZUCONY z raju. To nie są metafory. To się stało naprawdę.
Próbuję przyjść do Jezusa, przy tym wysiłku widzę, jak wiele rzeczy odciąga mnie od Pana i jakimi niepotrzebnymi drobiazgami mój umysł jest napełniony. Nie martwię się, bo mi towarzyszy i wspiera w tym wysiłku. Wiara.
Jestem bogatym śmieciarzem. Stanę się ubogim bogaczem. Który ma tylko Jezusa. A może aż?

Jezus wspominał, że prędzej wielbłądowi uda się przejść przez ucho igielne, aniżeli bogaczowi.