Agnieszko,
dorzucę parę swoich groszy.
zupełnie bym nie ufała stwierdzeniom, że "miłość tak szybko przemija jak szybko przeszła",
bo sam Pan mówi nam, że "miłość nigdy nie ustaje, miłość wszystko przetrzyma..." por 1 Kor 13, 1- 13.
co do troski Twoich Rodziców, ja ich poniekąd rozumiem.
bo prócz radości bycia ze sobą, czerpania sił z miłości, i całego szczęścia teraz
i fascynacji i poznawania,
życie niesie pewne aspekty, o których nie chciało mi się słuchać i wierzyć, że to takie trudne....
a jednak one są.
jest to np kwestia utrzymania rodziny, domu, bycia rodzicami, zdrowia, itd.
podam Ci kilka przykładów, o które otarłam się albo sama, albo dali mi moi znajomi.
żeby żyć - trzeba na przykład gdzieś mieszkać. jeśli nie macie czegoś np spadku, i przyjdzie Wam np kredyt,
trzeba liczyć się z tym, że większość obowiązków może spaść na Ciebie...
a po tym, jak będziesz żyła w presji i konieczności utrzymania domu,
a po powrocie z pracy, trzeba będzie się zająć drugą połową w sposób inny niż przeciętny
- może być Ci na prawdę ciężko.
jeśli macie gdzie mieszkać a okaże się, że pracować możesz tylko Ty - czy jesteś w stanie się tego podjąć
na lata trwania związku?
ja kończę studia i pracuję na pół etatu, i brakuje nam tych groszy do życia, które mogłabym zarobić, ale nie zarabiam. u mnie to się skończy za kilka miesięcy, ale teraz bywa bardzo ciężko.
jeśli będziecie mogli i chcieli być rodzicami - jakie obciążenie może nieść Wasze potomstwo,
i spytaj się siebie, czy masz dość siły z Miłości i z Boga,
by zajmować się chorym dzieckiem i osłabionym chorobą mężem?
lub zdrowym dzieckiem i osłabionym mężem?
czy Twój Przyjaciel ma dość odwagi, i tych potrzebnych cech,
by mówić wprost, kiedy występują te specjalne chwile, że wymaga więcej opieki?
moi znajomi mają tak, że chora jest matka i nie chce się leczyć, a żyć się z nią nie da.
dosypują jej fachowe leki do jedzenia, i nikt nie zostawi chorej matki, a ona "katuje" męża i dzieci!
czy Twój Przyjaciel ma tyle zaufania, że gdy Ty pierwsza zobaczysz,
ze dzieje się coś złego - będzie w stanie oprzeć się na
Tobie i poprowadzić ku fachowej pomocy?
przyjaciółka jest chora na pewną chorobę i to jej mąż mówi, kiedy ona ma wziąć
leki, bo zaczyna się z nią dziać coś złego... ona jeszcze nie czuje, nie wie, a on już widzi i ratuje...
powiem Ci z osobistego doświadczenia, że moja teściowa zwyczajnie za mną nie przepada.
zwyczajnie. i nie ma w tym agresji, przeciwności, to są po prostu dwa inne światy,
które się nie spotkają. (dobrze, ze się nie wtrąca, mogło być gorzej

)
ale ofiarę tego ponosi.... mój mąż.
bo jego własna matka, jeszcze mniej się do niego odzywa, niż kiedykolwiek,
a to przeze mnie. wiadomo, wybrał mnie, nie mamę, ale to jest woda na młyn
dla słabej relacji w jakiej byli wcześniej....
jaka woda u Was płynie, kto będzie niósł konsekwencje, i jakie?
czy jesteś w stanie - jak mówi Pismo Św - "opuścić ojca i matkę"?
relacja na odległość jest bardzo trudna, bo na prawdę ciężko sprawdzić się w codziennym życiu,
jakie można prowadzić mieszkając osobno, ale na terenie choćby jednego miasta, wsi, czy parafii

.
chcę tu rozróżnić 'działanie' od 'mówienia o działaniu'.
bo na miłość i zaufanie potrzebne są akty i działania, które ciężko ocenić nie widząc ich, lub ich efektów.
moja rada jest taka - weź tyle czasu na narzeczeństwo ile potrzebujesz, by być jak najbardziej pewna, swoich odpowiedzi i że Krzyż który śmiało, szlachetnie i z Miłością zdecydujesz się nieść
- dasz radę donieść z Bożą pomocą do końca.
zapewniam o modlitwie: o światło, i wytrwanie!!!!
