Autor Wątek: Moje ukryte "ja"...  (Przeczytany 414 razy)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 586
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Moje ukryte "ja"...
« dnia: 5 11 2011 o 13:23:04 pm »
Według Junga każdy człowiek nosi w sobie jakieś ukryte „ja”, które – na wzór lustra - jest dokładnym przeciwieństwem siebie prezentowanego na zewnątrz. Dzieje się tak za sprawą wyparcia pewnych cech, skłonności czy wartości – zarówno dobrych, jak i złych. Może właśnie to jest powodem, że określone osoby budzą w nas irracjonalne rozdrażnienie, ponieważ swym sposobem bycia przejawiają nasze ukryte „ja”. Tomas Halik sugeruje nawet, że nienawiść faryzeuszy do Jezusa miała właśnie takie podłoże. Jezus był dla nich jak zwierciadło, w którym przejrzeć mogli swe zniewolenie. Był czystym „ekranem”, na który rzutowali wszystko, co z siebie wyparli: wolność, miłość, autentyczność...

Odczytując w tym sensie słowa Psalmu: „zobaczą kogo przebodli”, można mieć wrażenie, że odnoszą się one nie tylko do Chrystusa, ale również do tego swojego ukrytego, dobrego „ja”, które przez grzech człowiek w sobie wygnał w głąb siebie, a potem skazał na śmierć. Może w takim rozumieniu leży sens słów Jezusa, który przed swym ukrzyżowaniem pocieszał rozpaczające niewiasty: „córki jerozolimskie, nie płaczcie nade mną, płaczcie raczej nad sobą”. Płakać nad sobą, to widzieć w sobie uśmiercone dobro. Z kolei ujrzeć w człowieku, który mnie irytuje, projekcje moich własnych cech – stłumionych skłonności, odrzuconych wartości, wypartych pragnień – to chyba jedyna droga, by dostrzec w tym kimś również dobre oblicze, które jest nam wszystkim wspólne...