Przyznam, że się głebiej zastanowiłem nad Twoimi słowami i nawet trochę zawstydziłem. Ale nigdy nie dostrzegałem w tym słowie czegoś gorszego - tak jak nie dostrzegam go w określeniu "kulawy", "ociemniały" czy "kaleka" - dla mnie to tylko stwierdzenie obiektywnego faktu. Nie spotkałem się też dotąd z żadnym sprzeciwem - sam mam brata umysłowo niepełnosprawnego, który obraca się w środowoisku, gdzie słowo to jest w użyciu jako neutralne. Może jednak faktycznie powinienem to przemyśleć - postaram się na przyszłość unikać tego określenia.
Ale tu wkraczamy na inny grunt tematu, któy może wobec tego problemu jest nie mniej istotny, jak brak wrażliwości - chodzi o pewną NADwrażliwość. W ostatnim zdaniu wspomniałeś, że nie bardzo wiemy jak takim ludziom pomóc. Powiedziałbym nawet, że czasem unikamy takich kontaktów. Dlaczego? Bywa często, że z wygodnictwa, ale równie często bierze się to właśnie z pewnej nadwrażliwości.
Niejednokrotnie spotkałem się z nerwową reakcją osoby niepełnosprawnej wobec wyrażonej chęci pomocy. Czasem wręcz mamy do czynienia z ostrym sprzeciwem, że nie chcą żadnej litości (!) - wiem, że litość jako samo pokiwanie głową jest bezużyteczna i denerwująca, ale zbyt często wrzucane jest to do jednego worka z autentyczną chęcią pomocy. Myślę więc, że powinniśmy tu nie tylko kształtować swoją wrażliwość (i tu dziękuję za zwrócenie uwagi), ale także pracować nad niwelowaniem pewnych reakcji alergicznych.