Jeśli ktoś prenumeruje również "porady dobrego życia", otrzymał dziś na skrzynkę to słowo:
Apostolska porada dobrego życia dla mężów, jako życiowych partnerów, sprawdza się w każdym okresie i każdej kulturze. "Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie". (Efezjan 5:25) Miłowanie "żony swojej" czasem bywa trudne, ale zawsze jest cnotą, sztuką i chwałą mężów oraz bezcennym wkładem mężczyzny w budowanie swojego małżeństwa.
Miłowanie żony czy męża, czasem wbrew doraźnym emocjom, czy nawet mimowolnie rodzącym się uczuciom (które również nie są istotą miłości), staje się dla człowieka prawdziwym wyzwaniem do uczestnictwa w Bożym stworzeniu. A dzieje się tak nie tylko przez otwarcie na potomstwo. Małżeńska "płodność" według mnie dotyczy przede wszystkim zdolności do wzajemnego rodzenia się na nowo.
Wiem, że dziwnie to może brzmieć, ale nie potrafię tego inaczej ująć - w jakims sensie to ja rodzę moją żonę, a ona mnie. Mało tego - razem otwieramy się też na innych i - na ile tylko możemy - uczestniczymy w również "narodzinach" naszych krewnych, sąsiadów, znajomych i nieznajomych...