Ok, to troszkę mojego "obnażenia się" przed wami.
Jestem pierwszym z 8 dzieci swoich rodzicó. Wychowaliśmy się w mieszkanku 49 mkw. Nie wiem jak chłopcy, ale dziewczynki potrzebują czasami posiedzieć w samotności, popłakać w poduszkę itp - tu nie ma jak, nie ma intymności, prywatności, jedni ocierają się o drugich, wszędzie ktoś jest.
Rodzice po 4 dziecku zaczęli prosić Boga, aby już był koniec. Kochają wszystkich mocno, ale akurat mieli trudny czas i kryzysu małżeńskiego i pracy i wszystko spadło im na głowę - co otrzymali? podwójną odpowiedź ;-) U nas w rodzinie nie było bliźniąt nigdy, a mama urodziła dwie dziewczynki, a co tam.
Wiem, że Bóg daje nam nie to o co prosimy, ale to, co jest nam potrzebne, ale 3 lata później mimo zaufania rodziców i modlitw urodziłą się kolejna siostra, a 5 lat jeszcze jedna.
Dzisiaj zamyka się firma taty, miasteczko malutkie, totalne bezrobocie, a pomocy znikąd.
Mówicie, aby zaufać i modlić się, tak, zgadzam się, ale wiecie co to znaczy wstać rano i nie mieć co do ust włożyć??? Ja wiem. Rodzicie nie raz dwoili się i troili, aby zapewnić choć kawałek chleba, ale zdarzały się takie dni, kiedy nie było nic. Kiedy było nas 4 jakoś sobie radzili, ale im dalej i im więcej nas było, tym gorzej, bo podwyżek w pracy nie było, a nasze potrzeby żywieniowe wraz z wiekiem rosły.
Co do wymagań. owszem, nie wymaga się od rodziców nie wiadomo czego, ale wiecie jak wygląda dzisiaj świat w szkole?? Jak nie masz fajnych ciuchów, nie słuchasz fajnej muzy na mp3, a teraz to chyba mp4, to jesteś wykluczony z grupy. Właśnie taką sytuację przeżywa moja siostra. W klasie większość dzieci to jedynaki, ewentualnie mają jedno rodzeństwo. Ona ma wiele obowiązków, ubiera się w to, co rodzicom uda się zdobyć, dostać, więc nie jest lubiana. Pewnie problem też w tym, że nie ma tej pewnosci siebie, co jej koleżanki, ma kompleksy, sama czuje się gorsza. Moje siostry mają problemy z nauką, bo rodzice nie są w stanie ogarnąc wszystkich i wszystkim pomóc, bardzo szybko trzeba się usamodzielnić.
Pewnie usłyszę - to tylko plus, owszem, ale gdzie jest dzieciństwo?? Moje skupiało się na wychowywaniu kolejnych dzieci...
Kocham moją rodzinę, ale nie chcę powtórzyć sytuacji w jakiej się wychowałam. Ale też nie chcę żyć w grzechu.
Zaufanie... no właśnie, z jednej strony spotkania w Domowym kościele, modlitwa,a z drugiej strony lęk, a jeśli mi Pan Bóg też taki numer zrobi jak rodzicom??...
A to, że jest moda na jedno dziecko, to wygląda tak jak pisałam wcześniej, aby żyć, opłacać rachunki, trzeba pracować. Dzisiaj nikt nie patrzy przyjaźnie na pracującą mamę. Niestety na rozmowach o pracę pada pytanie i ilość dzieci i ich wiek.
My nie chcemy wogóle zaprzestać powiększania rodziny.. Tak za 5 - 6 lat chcielibyśmy jeszcze jedno dzieciątko, ale nie teraz.
Na pewno wiele zawdzięczam wychowaniu w rodzinie wielodzietnej. Mam pewną wrażliwość na krzywdę innych, wiem co to znaczy nie mieć nic, ale wiem też co to znaczy nie mieć czasu na wyjście z przyjaciółmi na dwór, niemieć własnego skrawka miejsca, nie mieć prywatności.
Rozmawiając z mamą, mói, że nie oddałaby teraz nikogo z nas, wszyscy jesteśmy darami Bożymi, ale kiedy ma się 50 lat i 5 letnie dziecko, wielu spraw się już nieogarnia.
Moja najmłodsza siostra widząc młodziutkie mamy swoich koleżanek w przedszkolu, pyta się ciągle mamy, czy ona z tatą jej nei zostawią i nie umrą.
Mały głuptasek, ale to dziecko coś obserwuje i w swojej główce przetwarza. Kiedy Kinga będzie miała 20 lat, rodzice będą mieli 65. Oby teraz Pan Bóg już ich próśb wysłuchał.
Łatwo jest chyba mówić o zaufaniu, kiedy taka sytuacja jest obserwowana z boku. Inni mówią - piękna rodzina- i się zachwycają, a w tej pięknej rodzinie jest mnóstwo problemów i dylematów - zapłacić za prąd, czy mieszkanie w tym miesiącu?
Dlatego abym ja mogła im czasami pomóc, chciałabym móc faktycznie zaplanować liczebność naszej rodziny.
Może teraz troszkę zrozumiecie moje obawy i niepokój jaki mam w sobie.
Tak na prawdę to nei mam wyjścia, z tych wymienionych 3 moje sumienie pozwala mi na 1 i 2 .