W temacie pielęgnowania relacji małżeńskich
to mamy taki zwyczaj, który wyszedł nam całkiem spontanicznie
kilka lat temu i trzyma się do dziś,
że wszystko robimy razem.
śmiesznie to czasem wychodzi, bo nawet jak mam wolny dzień od pracy,
to czekam na Sebastiana, żeby razem z nim zrobić zakupy.
rozdziela nas tylko praca, i tylko na konieczne minimum,
choć czasem godziny pracy zupełnie nam się nie pokrywają.
razem idziemy do biblioteki,
razem robimy zakupy,
razem idziemy na spacer z psem,
gotujemy, jemy, kąpiemy się.
czasem nawet maile piszemy razem.
wtedy nam najłatwiej na gorąco wszystko:
ustalać (choćby po drodze),
pamiętać (każdy zna swoją wersję listy na zakupy i razem to się łączy, osobno zawsze czegoś brakuje

),
szybko coś zrobić, bo co cztery ręce to nie dwie (chyba że stoimy w kolejce w US)
romantycznie pospacerować w ciszy z psem,
no a te kąpiele... sami wiecie

nie ma niedomówień, zapomnień, obwiniania w stylu "bo znów zapomniałeś".
poczucia zduszenia czy zależności od osoby też nie ma,
tylko wielka Radość z bycia razem.
można osobno, i da się... ale po co?
ciekawe kiedy nam przejdzie

pewnie jak się Rodzinka powiększy i wzrośnie liczba obowiązków.
pozdrawiam