Przyznać muszę, że nie jestem od tego wolny. Gdy czuję, że nie są dostrzegane moje wysiłki, że lekceważony jest przez Żonę jakiś mój sukces, jakaś myśl, jakieś słowo... że jestem krytykowany za jakieś niedociągnięcie, a nie są dostrzeżone moje intencje - wtedy zamykam się w sobie. Oczywiście w takich sytuacjach cierpimy oboje...
;-) Adams poruszył ważny aspekt małżeństwa , jakim jest dostrzeganie siebie nawzajem, swoich pasji, dokonań , sukcesów.
Ja z domu wyniosłam obraz rodziców rozmawiających ze sobą. Wszystko można załatwić, wiele spraw rozwiązać za pomocą języka.
Często słyszę jakieś skargi jednego małżonka na drugiego, żale, a kiedy pytam - powiedziałaś mu to dosłownie tak jak mi - no... nie, ale przecież on wie.
A nie, właśnie nie wie, bo kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. I czasami trzeba się upomnieć o swoje, bo to, że mój mąż czuje się dumny, bo wreszcie udało mu się zrobić dobre zdjęcie pod słońce może być przeze mnie niezauważone ;-) i mogę powiedzieć bez entuzjazmu - fajne, i co?;-) Wtedy jego błyszczące z podziwu dla siebie samego oczka i opowieść o parametrach jakie są potrzebne by taki efekt osiągnąć mówią mi, że to jest sprawa przełomowa ;-)
Kiedy złożyliśmy sobie przysięgę małżeńską , obiecaliśmy sobie też poza okazywaniem miłości, choć raz dziennie mówić :kocham Cię". Spotkałam się z krytyką tego naszego rytuału, że to wyznanie staje się dla nas powszechne, a same słowa są nieznaczące, oraz, że co za dużo, to niezdrowo.
Ale z perspektywy 8 lat, wiem, że do tej pory nie jest to dla nas powszechność i rutyna, każde wyznanie zawsze mówimy z tą samą co 8 lat temu czułością. Są takie dni, kiedy jestem zła na męża, nie mam ochoty z nim rozmawiać, mam jakąś zadrę, a tu trzeba według przysięgi wydobyć z siebie najważniejsze w życiu słowa "kocham Cię". W 90 przypadkach to co czuję, ta złość, żal po tym wyznaniu mijają. Czasami jest tak, że mąż w takiej sytuacji pierwszy podchodzi i mówi "Kocham Cię, przepraszam" i jeśli sprawa jest poważna, odpowiadam tylko "ja Ciebie też" ;-) wtedy muszę przespać noc i dopiero rano mi przechodzi ;-)
Druga nasza zasada, która związana jest z naszymi charakterami, to nie kłócić się, ale rozmawiać.
W krzyku i złych emocjach można powiedzieć o kilka słów za dużo, dlatego, kiedy jest sytuacja sporna, jakiś problem, nieporozumienie, to albo od razu siadamy i próbujemy spokojnie porozmawiać, albo czekamy aż emocje opadną i dopiero rozmawiamy. Zazwyczaj ja mówię, że dzisiaj nie chcę na ten temat rozmawiać, bo mogę powiedzieć za wiele. Przez te 8 lat ani razu nie mieliśmy kłótni, w której krzyczelibyśmy na siebie, a już na pewno wyzywali się i w krzyku oskarżali.
Kiedy trudno nam poruszyć jakiś temat i tak jak AdamS pisał - "zamykam się w sobie", przełamuję to zamknięcie poprzez pocztę mailową ;-)
Piszę do męża kiedy jest w pracy, co mnie boli i dlaczego jestem zła, wykładam kawę na ławę i już.
Ta forma mocno nam pomogła w pierwszych miesiącach małżeństwa. Oboje niedoświadczeni w sprawach intymnych, czasami trudno było o pewnych sytuacjach pogadać wprost. Maile lub po prostu list na stole pomagały ;-)
I obchodzimy, choć skromnie każdą rocznicę - zaręczyn, ślubu, urodzin - to są malutkie gesty, zazwyczaj robię ulubioną kolację męża, a on przychodzi z różą w moim ulubionym kolorze i tyle, ale ten dzień jest wyjątkowy.
A do tego wszystkiego nie przestajemy patrzeć na siebie tym samym wzrokiem, co w dniu ślubu, uwielbiamy się przytulać, głaskać po włosach, chodzić za rękę, przebywać ze sobą tyle, ile jest to możliwe. Bałam się kiedyś rutyny, że po 5 latach wrócimy z pracy, zjemy obiad w ciszy , potem TV, komputer, spać i rano do pracy. Nie, tak nie jest, wracamy z pracy i siadamy do obiadu opowiadając sobie o całym dniu, ze szczegółami, potem owszem, jest i TV i komputer, ale są też ciągle rozmowy, dzielenie się spostrzeżeniami. Tego, czego nam ciągle brakuje, to dyscypliny w modlitwie...
Może właśnie ktoś opowie o swoich sposobach jkak pilnować modlitwy rodzinnej. u nas zawsze coś nam przeszkadza, coś sprawia, że po tygodniu pilnowania wszystko się psuje i modlitwy znowu długo wspólnej nie ma....