
...Miłośc w wymiarze krzyża nie jest miłością byle jaką. Ma ona swoje specyficzne cechy, które ją odróżniają od wszelkiej innej ludzkiej miłości. Miłość chrześcijańską od wszelkiej innej miłości odróżnia coś, co można nazwać „wymiarem krzyża”. Jest to miłość, którą ukazał nam Chrystus i której był żywym wcieleniem. Jest to miłość ukrzyżowana, którą można zobaczyć tylko w życiu dojrzałego w wierze chrześcijanina. Inni ludzie owszem wyczuwają, że w miłości mogą zrealizować siebie, że gdzieś na linii miłości leży ich szczęście, dążą w tym kierunku, lecz na swej drodze ku temu każdy człowiek napotyka przeszkodę nie do przebycia, granicę, której nie może przekroczyć. On nie potrafi kochać swoich nieprzyjaciół, nie umie oddać życia za kogoś, kto jest jego wrogiem. Miłość chrześcijańska, miłość w wymiarze krzyża, takich ograniczeń nie zna. Może ona iść dalej aż do miłości wroga. Jest to miłość, którą pokazał Jezus Chrystus na krzyżu. On tam wobec swojego wroga, którym była cała ludzkość reprezentowana przez bezmyślny tłum, obłudnych faryzeuszy i kapłanów, przez żołnierzy i drwiącego łotra, wobec nich wszystkich Jezus modlił się: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,24). Jest to miłość, która objawiła się później u św. Szczepana, który kamienowany przez swych wrogów modlił się: Panie, nie poczytaj im tego grzechu (Dz 7,60) i objawiła się w życiu wielu innych, dojrzałych w wierze, chrześcijan. To jest miłość, o której Chrystus mówi, że przebacza z serca. To jest miłość, która nie broni swoich słusznych praw. To jest miłość, która nie odpłaca złem za złe, ale bierze to zło na siebie, tak jak Chrystus wziął na siebie całe zło świata i razem z sobą przybił do krzyża. Tylko taka miłość upoważnia człowieka do nazywania siebie chrześcijaninem. Miłość tę we wspaniały sposób opisuje św. Paweł w swoim pięknym hymnie mówiąc: „Miłość cierpliwa jest (...) nie zazdrości, nie szuka poklasku (...) nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego (...) wszystko przetrzyma (1 Kor 13,1-13). Tam, gdzie panuje tego rodzaju miłość, tam również pojawia się nowy typ jedności między ludźmi. W grupie, gdzie panuje taka miłość, ludzi już nic nie dzieli, bo tego rodzaju miłość obala wszelkie bariery, które normalnie powstają pomiędzy ludźmi z powodu bogactwa, wieku, wykształcenia, narodowości, rasy i temu podobnych. Ludzie ci stają się stopniowo wspólnotą, stają się jednością, komunią. Tego rodzaju JEDNOŚĆ, zrodzona z miłości w wymiarze krzyża, jest również specyficzną cechą dojrzałego chrześcijaństwa, poza którym nigdzie nie można jej doświadczyć. Bowiem taka miłość i taka jedność są REZULTATEM wydarzenia nazwanego w Piśmie świętym powtórnym narodzeniem, nowym stworzeniem oraz wielu innymi określeniami. Tych, charakterystycznych dla dojrzałego chrześcijaństwa, znamion NIE MOŻNA OSIĄGNĄĆ INACZEJ. Nie można ich osiągnąć na przykład przez długoletnią pracę nad sobą, przez długotrwały, żmudny wysiłek. Tego rodzaju miłość i jedność nie mogą być wytworem człowieka, który nie przeżył wydarzenia narodzenia się z Boga. On nie potrafi tak żyć, choćby nie wiem jak mocno sobie to postanawiał, albo inni go do tego intensywnie zachęcali. Jest takie stare, średniowieczne adagium: Agere sequitur esse. Najpierw „być” a potem „działać”. Od tego nie ma wyjątków. To „być” jest przede wszystkim dziełem Boga. Trzeba po prostu DOŚWIADCZYĆ, że Miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5,5), i że Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi (Rz 8,16). Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego ten do Niego nie należy (Rz 8,9). Może ktoś być nie wiem jak ważną osobą, może uważać się za dobrego chrześcijanina, jeśli nie przeżył wydarzenia narodzenia na nowo, a więc jeśli nie ma Ducha Chrystusowego, to do Chrystusa NIE NALEŻY i koniec! janusz f.