Autor Wątek: Estetyzacja miłości  (Przeczytany 811 razy)

AdamS

  • Gość
Estetyzacja miłości
« dnia: 23 08 2010 o 11:40:29 am »
Miłość - pojęcie do tego stopnia w ostatnich wiekach zdewaluowane, że czasem nawet jakoś niezręcznie jest je używać, by nie być posądzonym o infantylizm lub inflację słowną. Antyczna Grecja ukazywała miłość jako funkcę estetyki (stąd takie umiłowanie piękna przez starożytnych). Miłość okresu średniowiecza to z kolei religijna egzaltacja, często pomijająca ...samego człowieka. W późniejszych wiekach, zwłaszcza w dobie romantyzmu, miłość utrwalona została w kategoriach przelotnego romansu, po którym zwykle następuje zgorzknienie i melancholia. Wreszcie czasy współczesne uwięziły ją w kruchych i dusznych murach cielesności...

Miłość - słowo, które wymyka się wszelkim definicjom, dlatego tak łatwo ulega deformacjom, tak wiele nabiera znaczeń. Wszystko jednak, od czasów starożytnych Greków, kręci się wokół piękna. Przesadna troska o piękno wynika dziś właśnie z głodu miłości. Kobieta chce być piękna, bo żyje przekonaniem, że tylko tak zaskarbi sobie miłość mężczyzny. Mężczyzna ogląda się za pięknem i za każdym razem, gdy już mu się wydaje, że je schwytał na własność, ono rozpływa się gdzieś w dłoniach...

A przecież matka nie kocha dziecka dlatego, że jest piękne, lecz dzieje się wręcz odwrotnie - to właśnie piękno bierze się z miłości! To miłość jest artystką kształtującą w człowieku piękno... Gdy u młodzieńca, po krótkiej fazie oczarowania, nie dojdzie do zderzenia z wadami jego wybranki i ogarnięcia w niej całej pełni człowieka - ze słabościami, ułomnościami, brakami, chwiejnościami - gdy tego etapu zabraknie, młody mężczyzna nie będzie mógł znaleźć bramy do miłości. Będzie krążył wokół obiektu ślepej adoracji - jak błędny rycerz wokół murów zamku ...by w końcu odejść. Zniechęcenie i rozczarowanie bierze się właśnie z estetyzacji miłości - tej, która zawsze winna być pierwsza.
« Ostatnia zmiana: 23 08 2010 o 12:28:24 pm wysłana przez AdamS »

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 164
Odp: Estetyzacja miłości ???
« Odpowiedź #1 dnia: 24 08 2010 o 00:11:27 am »
Estetyzacja - Słownik Języka Polskiego: "sprawianie, że coś staje się ładne, gustowne"
                                                     Ja : (ponieważ cenię prostotę wypowiedzi ;)) "upiększanie"

Powszechnie wiadomo, że zbyt daleko idące upiększanie prowadzi zwykle do wynaturzenia

Moje pytanie : Czy można to określenie (estetyzacja) odnosić do miłości??
Jeśli tak, to do jakiej miłości?
Czy może też do tej o której pisał Paweł do Koryntian, którą tak pięknie zdefiniował (dzięki Bogu, Apostołowi nie wymknęła się)
Miłość - słowo, które wymyka się wszelkim definicjom, dlatego tak łatwo ulega deformacjom, tak wiele nabiera znaczeń.  [...]Zniechęcenie i rozczarowanie bierze się właśnie z estetyzacji miłości - tej, która zawsze winna być pierwsza.
Moim zdaniem (zaznaczam: moim) MIŁOŚĆ nie ulega deformacjom, tylko - często mylimy ją z: zakochaniem, zauroczeniem, pożądaniem, itp...
MIŁOŚCI nie trzeba, i nie należy, i ... (znowu) moim zdaniem - nie da się estetyzować! Czy MIŁOŚĆ sama w sobie nie jest piękna? Co tu jeszcze upiększać?

Ktoś kiedyś pięknie powiedział, że miłość - to decyzja. I ja się z tym zgadzam. Taka miłość, której definicję daje nam Apostoł w 13 rozdz. Listu do Koryntian może być tylko decyzją. Nie kocham za..., kocham pomimo...
A zatem, wg mnie  ;), zniechęcenie i rozczarowanie nie bierze się z estetyzacji - lecz z braku decyzji.

A swoją drogą, pięknie to Adamie ująłeś, tak poetycko... :
Cytuj
Mężczyzna ogląda się za pięknem i za każdym razem, gdy już mu się wydaje, że je schwytał na własność, ono rozpływa się gdzieś w dłoniach...

... ;D
« Ostatnia zmiana: 24 08 2010 o 00:19:43 am wysłana przez hana »
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: Estetyzacja miłości
« Odpowiedź #2 dnia: 24 08 2010 o 18:49:50 pm »
 :)Czy MIŁOŚĆ sama w sobie nie jest piękna?Owszem Miłość jest urocza bo jest Bogiem.Nie tylko Bóg jest Miłością ale również Miłość jest Bogiem.Jednak by dostrzec to piękno potrzebujemy potrzebujemy oczu Chrystusa,który ukazuje nam Miłość/Boga/w całej prawdzie.Jest to miłość do nieprzyjaciół,miłość w wymiarze krzyża.Cóż pięknego jest w umieraniu za tych,którzy nas niszczą,zabijają,okradają,poniżają,itd?Cóż pięknego jest w krzyżu Jezusa Chrystusa?Ktoś kiedyś pięknie powiedział, że miłość - to decyzja. I ja się z tym zgadzam.Dla mnie miłość jest łaską.Móc kochać swojego wroga aż po krzyż to najcudowniejszy dar i bezcenny skarb za,który warto oddać wszystko...Pozdrawiam...janusz f.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: Estetyzacja miłości
« Odpowiedź #3 dnia: 25 08 2010 o 18:17:50 pm »
 :)...Miłośc w wymiarze krzyża nie jest miłością byle jaką. Ma ona swoje specyficzne cechy, które ją odróżniają od wszelkiej innej ludzkiej miłości. Miłość chrześcijańską od wszelkiej innej miłości odróżnia coś, co można nazwać „wymiarem krzyża”. Jest to miłość, którą ukazał nam Chrystus i której był żywym wcieleniem. Jest to miłość ukrzyżowana, którą można zobaczyć tylko w życiu dojrzałego w wierze chrześcijanina. Inni ludzie owszem wyczuwają, że w miłości mogą zrealizować siebie, że gdzieś na linii miłości leży ich szczęście, dążą w tym kierunku, lecz na swej drodze ku temu każdy człowiek napotyka przeszkodę nie do przebycia, granicę, której nie może przekroczyć. On nie potrafi kochać swoich nieprzyjaciół, nie umie oddać życia za kogoś, kto jest jego wrogiem. Miłość chrześcijańska, miłość w wymiarze krzyża, takich ograniczeń nie zna. Może ona iść dalej aż do miłości wroga. Jest to miłość, którą pokazał Jezus Chrystus na krzyżu. On tam wobec swojego wroga, którym była cała ludzkość reprezentowana przez bezmyślny tłum, obłudnych faryzeuszy i kapłanów, przez żołnierzy i drwiącego łotra, wobec nich wszystkich Jezus modlił się: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,24). Jest to miłość, która objawiła się później u św. Szczepana, który kamienowany przez swych wrogów modlił się: Panie, nie poczytaj im tego grzechu (Dz 7,60) i objawiła się w życiu wielu innych, dojrzałych w wierze, chrześcijan. To jest miłość, o której Chrystus mówi, że przebacza z serca. To jest miłość, która nie broni swoich słusznych praw. To jest miłość, która nie odpłaca złem za złe, ale bierze to zło na siebie, tak jak Chrystus wziął na siebie całe zło świata i razem z sobą przybił do krzyża. Tylko taka miłość upoważnia człowieka do nazywania siebie chrześcijaninem. Miłość tę we wspaniały sposób opisuje św. Paweł w swoim pięknym hymnie mówiąc: „Miłość  cierpliwa jest (...) nie zazdrości, nie szuka poklasku (...) nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego (...) wszystko przetrzyma (1 Kor 13,1-13). Tam, gdzie panuje tego rodzaju miłość, tam również pojawia się nowy typ jedności między ludźmi. W grupie, gdzie panuje taka miłość, ludzi już nic nie dzieli, bo tego rodzaju miłość obala wszelkie bariery, które normalnie powstają pomiędzy ludźmi z powodu bogactwa, wieku, wykształcenia, narodowości, rasy i temu podobnych. Ludzie ci stają się stopniowo wspólnotą, stają się jednością, komunią. Tego rodzaju JEDNOŚĆ, zrodzona z miłości w wymiarze krzyża, jest również specyficzną cechą dojrzałego chrześcijaństwa, poza którym nigdzie nie można jej doświadczyć. Bowiem taka miłość i taka jedność są REZULTATEM wydarzenia nazwanego w Piśmie świętym powtórnym narodzeniem, nowym stworzeniem  oraz wielu innymi określeniami. Tych, charakterystycznych dla dojrzałego chrześcijaństwa, znamion NIE MOŻNA OSIĄGNĄĆ INACZEJ. Nie można ich osiągnąć na przykład przez długoletnią pracę nad sobą, przez długotrwały, żmudny wysiłek. Tego rodzaju miłość i jedność nie mogą być wytworem człowieka, który nie przeżył wydarzenia narodzenia się z Boga. On nie potrafi tak żyć, choćby nie wiem jak mocno sobie to postanawiał, albo inni go do tego intensywnie zachęcali. Jest takie stare, średniowieczne adagium: Agere sequitur esse. Najpierw „być” a potem „działać”. Od tego nie ma wyjątków. To „być” jest przede wszystkim dziełem Boga. Trzeba po prostu DOŚWIADCZYĆ, że Miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany (Rz 5,5), i że Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi (Rz 8,16). Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego ten do Niego nie należy (Rz 8,9). Może ktoś być nie wiem jak ważną osobą, może uważać się za dobrego chrześcijanina, jeśli nie przeżył wydarzenia narodzenia na nowo, a więc jeśli nie ma Ducha Chrystusowego, to do Chrystusa NIE NALEŻY i koniec!   janusz f.


AdamS

  • Gość
Odp: Estetyzacja miłości
« Odpowiedź #4 dnia: 26 08 2010 o 12:38:35 pm »
Haniu - świadomie użyłem słowa "estetyzacja", bo ono odnosi się do odmierzania wszystkich wartości kategorią piękna. Nie da się więc tego pojęcia zastąpić zwykłym "upiększaniem" (choć w pełni podzielam Twoje pragnienie powrotu do prostoty słowa) :) Podoba mi się Twoje wiązanie słowa "miłość" ze słowem "decyzja" - oczywiście jest to decyzja rozciągnięta w czasie, czyli nieustanne dokonywanie wyboru. I masz rację, że tak pojmowana miłość nie wymaga piękna zewnątrznego, bo sama jest źródłem piękna, które nigdy nie gaśnie w głębi serca.

Januszu - w Twojej wypowiedzi z kolei odczytuję powiązanie miłości z cichym wyrzeczeniem, łagodnym (tj. nieostentacyjnym) i bezwarunkowym oddaniem się komuś - i to również bardzo mnie przekonuje! Przytoczone przez Ciebie fragmenty Ewangelii to doskonale ilustrują. Ostatnio gdzieś czytałem, jak jeden mężczyzna pisał o miłości zmysłowej, że nie ma jej tam, gdzie kobieta na coś liczy w zamian. Oczywiście między miłością cielesną a duchową istnieje przepaść, a jednak są tu pewne analogie. Miłość duchowa również musi być przede wszystkim BEZINTERESOWNA w każdym calu - również w tym, że nie dba o swoją świętość, ale cała oddaje się drugiemu.

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Estetyzacja miłości
« Odpowiedź #5 dnia: 14 09 2010 o 17:50:02 pm »
Jesteśmy w dziale, wspólne życie. Z uwagi na zachowanie porządku ograniczę się do miłości międzyludzkiej, chociaż  chcę wzorować się na tej jaką znajduje w Słowie Bożym.
W Objawieniu które otrzymał apostoł Jan, a  w rzeczy samej jest to objawienie Jezusa Chrystusa. Znajduję tam piękny wzór miłości-pierwszej miłości. „...mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość. Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej...” (Ap 2,4-5 BW)
Kiedy wspominam moje-nasze narzeczeństwo, to też stwierdzam że dzisiaj kocham już inaczej.
Oczywiście że miłość dojrzewa. Lecz nie powinna minąć (chcę do niej powracać) pierwsza miłość. Nie rozumiem tego jako miłość – zauroczenie. Lecz taką miłość gotową na ustępstwa i wyrzeczenia. Te ustępstwa zapewne po części wynikały z obawy utraty mojej wybranki.

Tłumaczyłem często moim synkom że, kochać znaczy czynić. Jest to stale moją maksymą, lecz jakże często przeważa miłość egoistyczna. Mam małżonkę darzyć taką miłością jaką mam sam do siebie.                            I znowu nasuwa się niesamowity przykład z listu do Efezjan z piątego rozdziału. Mam kochać moją żonę jak siebie samego. Tak jak Chrystus kocha swój Kościół-Oblubienicę.
Mnie osobiście ten przykład nokautuje.
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.