Jednak w pojęciu kąkolu bliższy jestem stanowisku, że ten chwast rośnie w nas samych - oczywiście u jednego będzie to wypielęgnowane pole z pojedynczymi chwastami, u innego małpi gaj zielska. A jednak i tam może czasem skiełkować jakieś źdźbło pszenicy - i tam jest nadzieja, że narodzi się jakieś ziarno...
Niby zgadzamy się, prawie, prawie...
Ja jednak pszenicę rozumiem jako coś zupełnie czystego. Człowieka który został usprawiedliwiony i omyty krwią Syna Bożego. W sercu takiego człowieka może pojawić się coś niewłaściwego, lecz nie jest to kategoria pełnego kąkolu. Jest to grzech, który niezwłocznie zostaje wyznany i przebaczony. Ktoś kto umarł dla grzechu
( Rz 6;11) , ale jeśli pojawi się coś z czego może wykształtować się kąkol, to należy przyjść do orędownika, JEDYNEGO POŚREDNIKA do Ojca
(1 J 2;1 ).Bo przecież zarówno pszenica jak i kąkol nie osiąga od pierwszej chwili dojrzałości.
Porównanie ludzi do pszenicy, dowodzi że podlegają oni dojrzewaniu. Człowiek nawraca się, Bóg daje mu nowe serce, lecz ciągle żyjąc tu na ziemi narażony jest na grzech. Dorasta do wymiarów Chrystusowych
(Ef 4;13) .
Pojmuję to zagadnienie w bieli i czerni, nie dopuszczam czegoś takiego że jest się nowym stworzeniem tak nie do końca.
Można zanegować mój wniosek historią nawróconego czarnoksiężnika z
Dz 8. Myślę jednak że nie był on trochę pszenicą i trochę kąkolem. Przecież właśnie charakterystyką kąkolu jest to że wygląda PRAWIE jak pszenica. A jak mówiła kiedyś reklama telewizyjna”prawie robi wielką różnicę”
