Autor Wątek: Słońce wyrażające Chrystusa  (Przeczytany 467 razy)

AdamS

  • Gość
Słońce wyrażające Chrystusa
« dnia: 7 09 2010 o 09:08:05 am »
Dziś rano kolejny raz zetknąem się z "Hymnem do słońca". Święty Franciszek wyraża w nim chwałę Boga przez brata słońce. Dalej głosi radość przez brata księżyc, siostry gwiazdy oraz siostrę i matkę ziemię (siostrę - bo dzielimy z nią los, matkę - bo czerpiemy z niej fizyczny pokarm)... Pośród wielu "sióstr" odnajdujemy również śmierć cielesną - siostrę, bo daje nam wszystkim braterstwo wspólnego przez nią przejścia, a myśl o niej uwalnia nas od materialnego zabiegania...

Świat, który w czasach św. Franciszka wydawał się szczególnie wrogi, w takim podejsciu do życia został jakby oswojony przez świadomość wspólnego pochodzenia, przez dotknięcie tajemnicy stworzenia (bo przecież cały Hymn przez bogatą metaforykę odnosi się do samego Stwórcy). Świat został w nim również oswojony przez miłość, dzięki której (i w której) nic nie jest straszne i wszystko nam wolno (słowa św. Pawła) - bo to właśnie miłość dyktuje wszelkie natchnione Pisma i stanowione Prawo, a nie odwrotnie.

Tak więc Hymn, który w innych okolicznościach mógłby zostać odebrany jako dzieło bałwochwalcze, wręcz panteistyczne, w istocie stał się szczerym wyrazem miłości Boga przez jego stworzenie. Dlatego jest właśnie kierowany do słońca, a nie do jakiegoś enigmatycznego kosmosu. Słońce od zarania chrześcijaństwa było symbolem Chrystusa. Pamiętali to jeszcze bieszczadzcy Bojkowe, którzy sadzili kwiaty o słonecznych skojarzeniach, np. smotrawę czy oman, pod kapliczkami poświęconymi Chrystusowi. Bo właśnie słońce wyrażało objawienie Słowa Żywego, czyli greckiego Logosu...

Ale też słońce było zawsze wyrazem radości i nadziei, której nic nie jest w stanie zakłócić. Można być wtrąconym do ciemnego lochu, ciemne chmury mogą kłębić się nad nami, może nas ogarnąć prawdziwa noc polarna ...a Słońce wciąż niezmiennie będzie źródłem blasku, którego z tęsknotą wyczekuje nasza dusza - bo wie, że ono jedno nigdy nie gaśnie.
« Ostatnia zmiana: 7 09 2010 o 09:15:33 am wysłana przez AdamS »

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Słońce wyrażające Chrystusa
« Odpowiedź #1 dnia: 29 12 2010 o 10:11:57 am »
Świetne porównanie. :)
Jedynym właściwym kierunkiem  jest patrzenie na Jezusa. W tym zdaniu chyba nikomu się nie sprzeciwię?

 Dla wszystkich wierzących, uznających  zastępczą ofiarę Syna Bożego, jest to oczywista prawidłowość. Słowo Boże mówi o wierze i poznaniu. Najpierw musi być  WIARA I OPAMIĘTANIE, w następnej kolejności dopiero poznanie-wiedza.
Chyba z taką tezą wszyscy się zgodzą? No chyba tylko ci których tu nie ma...
Dlatego też najważniejszą sprawą aby, jak słonecznik i wszystkie rośliny, żeby człowiek kierował swoje spojrzenie na Jezusa Chrystusa, Ojca i Ducha Świętego. Bo to Duch Boży jest JEDYNYM interpretatorem Biblii.
Najpierw było Słowo.
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.
[ J 1,1 BT ]
Następnie ustanowiona została mądrość ( patrz Przyp.Sal. 8 )
Natomiast miłość z pewnością nie była pierwocinami Bożego stworzenia.

Jeszcze takim nowoczesnym porównaniem pozycji Boga i człowieka jest, stacja wysyłająca fale i talerz  odbiorczy tzw. satelita. Czasza anteny satelitarnej musi być precyzyjnie nakierowana na właściwe fale, żeby był odbiór.
                                                                                             
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

AdamS

  • Gość
Odp: Słońce wyrażające Chrystusa
« Odpowiedź #2 dnia: 29 12 2010 o 10:34:52 am »
Jeszcze takim nowoczesnym porównaniem pozycji Boga i człowieka jest, stacja wysyłająca fale i talerz  odbiorczy tzw. satelita. Czasza anteny satelitarnej musi być precyzyjnie nakierowana na właściwe fale, żeby był odbiór.

To porównanie wskazuje na bardzo ważną cechę ralacyjności człowiek-Bóg, mianowicie ujmuje konieczność precyzyjnego nakierowania się na głos Boga, zestrojenia swej drogi z Jego powołaniem. Takie wschłuchanie musi wyeliminować wszelkie szumy otoczenia (tak jak antena przestaje działać, gdy się różne fale nakładają). Cieszę się, Cyprysie, że zechciałeś mi towarzyszyć w tym wejściu w język metafory.

Ale przy okazji pojawia się jeszcze jedna refleksja, która dotyka wszystkich tego rodzaju porównań. One nigdy nie będą oddawały całości zagadnienia, odsłaniając jedynie jego konkretny aspekt. Przyjrzyjmy się choćby tym dwom, użytym przez nas symbolom: słońcu i antenie. Słońce wschodzi, czyniąc dzień, daje życiodajne ciepło i światło, ale nie jest w stanie objawić swego OSOBOWEGO oblicza, nie może powierzyć się człowiekowi (jak Bóg powierzył się w Jezusie).

Podobnie jest z antenom - symbol doskonale funkcjonuje w opisaniu procesu "dostrojenia się do odpowiedniej fali", ale już przestaje się sprawdzać, gdybyśmy chcieli snuć dalej odniesienia do wzajemnej relacji Boga i człowieka (antena działa jednokierunkowo). To oczywiście nie przekreśla wartości użytych metafor, ale wskazuje na sposób ich odczytywania. Kto raz wejdzie w język symbolu, temu trudno z niego później rezygnować. To swoista poezja, która potrafi odsłaniać Prawdę. Wiedział o tym król Dawid. :) Jeszcze raz Ci dziękuję!