Czy my potrafimy podobnie zasiewać wiarę? Nie ulegając pokusie deptania cudzych bożków, zanim zaczniemy głosić Boga żywego. Błąd ten często popełniali dawni misjonarze, ale myślę, że i my sami równie często popełniamy go dzisiaj, piętnując przywiązanie do grzechu bez uprzedniego ofiarowania SIEBIE jako żywej cierpliwości, szacunku i poświęcenia.
Kiedyś słyszałem takie oto świadectwo: pewien mężczyzna był tak zajadłym ateistą, iż z furią reagował na każdą próbę mówienia o Bogu. Znalazł się jednak człowiek, który przychodził do niego - cierpliwie znosząc złe humory, po prostu towarzyszył mu w zwykłych czynnościach (nie wspominając ani słowa o Bogu). Dopiero gdy tamten sam zaczął pytać, mógł wyjść ze swoim świadectwem. Gleba potrzebowała żmudnego przygotowania pod owocny zasiew...
Natknąłem się na te słowa napisane przez Adama. Jakże bardzo mądra wypowiedź. A w Waszej aktualnej postawie widzę zupełnie co innego i nie zaprzeczajcie mi proszę. Postanowiłem, że będę mówił wprost ludziom prawdę. Z odwagą, ale tylko tam, gdzie jestem pewien tego, co widzę i tego, że to samo sam na sobie doświadczyłem. Takie zabezpieczenie uchroni mnie przed pomyłkami i pochopnymi wnioskami.
Od długiego czasu, od kilku miesięcy Bóg nie chciał żebym siedział na forum, wołał do mnie, abym to zostawił i skupił się na relacjach z Nim. On chciał mnie prowadzić, a ja z uporem głupiego maniaka (starego człowieka) nie słuchałem i wracałem na forum. Aż nadszedł ten moment, kiedy bardzo wyrażnie poczułem w sobie walkę Ducha z wieloma duchami o moją duszę. Z wielką zajadłością próbowały mną zawładnąć (podejrzewam, że byłem zawładnięty, a Duch Boży przyszedł mi na ratunek podejmując walkę o mnie). Ostatnio w zborze podchodziły do mnie siostry, które znam tylko z widzenia i same mi mówiły, że modlą się o mnie gorąco. Pewna siostra pości w mojej intencji bardzo często. A post i modlitwa mają olbrzymią siłę w świecie duchowym (prawdziwy Boży post, nie ten co w KRK odstawiają).
Owocem tego była bardzo mocna bitwa o moją duszę. Była tak mocna i wyrażna, że namacalnie czułem pole bitwy w sobie. W tym momencie dotarło do mnie, że albo jestem zwiedziony, albo ocieram się o zwiedzenie. Zrozumiałem (o tym i ja i Wy wiemy od dawna, że tylko Bóg wprowadza w Prawdę) a mimo to uporem głupiego siedziałem na forum i czytałem wykłady ludzi. Czemu nie Słowo? Czemu nie podążam za Duchem Św? No czemu? ZWIEDZENIE. Bóg chciał mnie wprowadzić na drogę, na której będę usługiwał ludziom. Siedząc na forum nie dawałem Ojcu żadnej możliwości prowadzenia mnie.
Zadajcie sobie pytanie, co uczyniliście ostatnio w żywym świecie dla Królestwa Bożego? Czy Pan posłał Was gdzieś? Czy czujecie i widzicie, jak Was zmienia? Kto w tej chwili Was wprowadza w Prawdę? Bóg czy cżłowiek? Gdzie szukacie odpowiedzi? W Słowie, czy w wykładach człowieka?
Na forum każdy jak widzę lubi głosić Słowo, każdy się zasłania i broni Słowem. I podpiera nim.
Ci, którzy mnie zdążyli poznać, z pewnością zauważyli we mnie w wypowiedziach przemianę z człowieka pełnego pychy w człowieka dojrzewającego w miłości do ludzi. Haggai wyciągnął co do mnie trochę zbyt szybko pochopny wniosek, że piszę peany o miłości

Wiem, że moja przemiana następuje z woli Ojca, a Duch Boży mnie zmienia. Zrozumiałem, że moim powołaniem nie będzie głoszenie Słowa, a swoją postawą mam pokazać światu, że Bóg jest żywy i istnieje w moim sercu. Sobą/ miłością mam dawać przykład innym, być żywym świadectwem Jezusa we mnie.
Musimy pamiętać, że obecnie na świecie wszystko zaszło już tak daleko, ludzie bardzo głęboko się zakopali w ciemności, że sami nie są w stanie z tego wyjść. A zapewniam Was, że bardzo by chcieli, każda osoba na ziemi ma w sercu cząstkę Boga. Jednak będąc w tak głębokim dole bardzo trudno do niej dotrzeć.
I czego tu trzeba? Uważacie, że Słowa? Człowiek pogrążony w smutku, w cierpieniu, a Ty podejdziesz do niego i bracie

.... mam dla Ciebie akurat na tę chwilę idealny werset! Tylko posłuchaj... bla bla bla i jak? Lepiej sie czujesz? Uwierzyłeś w Jezusa? No to idź za Nim.
Naprawdę myślicie, że to tak działa? Bóg jest nieskończenie mądry, od dłuższego czasu mi chciał pokazać, że nie będę głosił Słowa w taki sposoób, jak ja sobie wyobrażałem i jak wyobraża sobie teraz większość z Was. NIE. On chce mnie zmienić i zmienia na obraz swego Syna. Chce, abym był sługą ludzi. Pełen miłości, poświęcenia i przykładu. Ludzie są tak mocno spętani ciemnością, że potrzebują ratunku ludzi chodzących w światłości. Potrzebują miłości, na pewno nie bombardowania wersetami. Jest kolejność rzeczy.
Najpierw pokażmy innym, że jesteśmy dla nich prawdziwą miłością, naturalną i szczerą, gotową do działania. Bez zmuszania się w stylu, dobra dobra Panie, zrobię jak zechcesz. Nie, wstajesz rano z radością w sercu, cieszysz się, że cały dzień spędzisz z Jezusem i razem idziecie do tych, którzy potrzebują miłości.
Po jakimś czasie, kiedy sie zbuduje odpowiedni fundament oparty na miłości Chrystusowej, człowiek zobaczy, że jest inny, inna jego sytuacja (polepszyła się) i przyjdzie podziękować. I wtedy powiem mu o Jezusie. Że to wszystko dzięki Jezusowi. Będę w tym momencie żywym świadectwem Jezusa we mnie. Jak myślicie, nie uwierzy?

Bylibyście teraz szaleni twierdząc, że nie.

Wiecie, próbowałem swego czasu mówić ludziom o Jezusie, o zasadach Bożych. Po 15 sekundach nie chcieli tego słuchać. Nie dlatego, że nie lubią Boga czy coś w tym stylu. Pózniej dopiero to zrozumiałem. Nie, oni chcą chodzić z Bogiem, wierzę w Niego. Ale napatrzyli się na wiele złych rzeczy, na polityków, którzy kłamą, kłamią i kłamią. Na innych, którzy są oziębli w miłości, wszędzie widzą smutek, szarość. Nie dziwię się, że nie chcieli mnie słuchać. Nie byłem dla nich wiarygodny. O, kolejny z tych, którzy niby kochają Boga, a kiedy nikt nie patrzy na mnie, to robię brzydkie świństwa.
Mój rodzony brat zwrócił mi uwagę, że mówię o Jezusie, o nowym życiu, a sam czasem żyję starym światem. To już była hipokryzja z mojej strony. Dotarło do mnie, że Bóg nie posłał mnie jeszcze, On mnie cały czas PRZYGOTOWUJE do służby.
Zrozumiałem to po czasie, właśnie wtedy, kiedy wlał we mnie pokorę i zaczął zmieniać moje serce na miłość. Bo pokora dopiero pozwala dostrzec i zrozumieć drugiego człowieka. A także pozwala dostrzec, że wiele działań było moimi własnymi działaniami. I często podpinałem pod to Boga.
Zastanówmy się wszyscy. Popatrzcie teraz na siebie tu na forum. Co robicie teraz? Każdy z Was głosi Słowo, prawda? Każdy. Zadajmy sobie pytanie, gdzie są słudzy Boży dla osób schorowanych, dla dzieci osieroconych, dla narkomanów, dla bezdomnych? Dla czekających na dawcę szpiku, na dawcę krwi, a może i dawcę nerki?
Każdy chce głosić Słowo, a inne powołania? Zadajcie sobie pytanie, czy na pewno na 100 % słuchacie Ducha Św.? Czy jest możliwe, aby Bóg wszystkich powołał tylko do głoszenia Słowa? I do tego w sposób naprzykczycający się? W taki sposób, że ludzie odwracają się zniesmaczeni i zniechęceni? A zapatrzeni w siebie "głosiciele Słowa" lubujący wyciągać wnioski o tych odwracających się...o, nie chcą słuchać Prawdy.
Jasne, nie chcą. Powiedzcie to zmarłemu papieżowi, ale nie mi. Uważacie, że demony siedzące w tych ludziach tak po prostu puszczą ich dusze i odejdą? Najpierw musi się narodzić w nich WIARA przecież!!! A skąd ma się narodzić, jak nie widzą Chrystusa w głosicielach Słowa. Przeciwnie, widzą postawę akwizytora. Kup pan, kup pan!
Bardzo mocno na sobie poczułem walkę duchową o moją duszę. Na forum są ludzie z różnymi duchami, nie będę ukrywał tego przed Wami. Jest i Prawda i fałsz/ zwiedzenie.
Do bólu będę powtarzał, że w Prawdę wprowadza tylko Bóg, nie człowiek drugiego człowieka. I bądźmy ostrożni z deklaracjami, ze Bóg tego, a tego posłał na forum, aby głosił Słowo. Może tak być, ale też nie musi być. Skoro mnie odciągał od forum, to coś w tym musi być.
Bóg chce, abyśmy działali w terenie. Z ludzmi. W realu. Tylko w ten sposób możemy pomóc innym. Adam niedawno napisał, że go przeraża, jak wiele sił i czasu tracimy na dyskucje na forum. Teraz stojąc z boku widzę o wiele więcej niż Adam, bo nie uczestniczę w Waszych rozmowach. Poza tym zostałem uwolniony ze zwiedzenia. I wierzcie mi, ta skala jest o wiele, wiele większa. Bardziej mnie przeraża, niż Adama. Diabeł jest naprawdę mistrzem w tym, co robi.
Dlatego będę słuchał tylko Ducha ŚW. A jak Pan postawi mi kogoś na drodze, to będę wiedział. Z tym akurat nie miałem nigdy problemu, żeby rozeznać, że Pan posłał mi kogoś do pomocy, albo z wiadomością.
Ps. Miałem to wysłać 30 minut temu, ale... zawiesił mi się internet. Kiedy Duch Boży przekazuje poprzez siostrę pewną instrukcje, kiedy się zmagam, to dziwnym zbiegiem u niej w tym momencie albo siada gg, albo komp zwalnia. Zawsze tak ma. W pewnym zborze, kiedy pastor skończył czytać Słowo o miłości w liscie Koryntian, natychmiast pojawił się człowiek mówiący.... o przekleństwach. Mówił tak długo, dopóki w głowach ludzi nie została zasiana gadka o przekleństwach, abywyprzeć świadomość działania w miłości.
Diabeł doskonale wie, czym jest miłość Chrystusowa. I jakie może przynieść skutki dla jego królestwa ciemności. Katastrofalne.
Nie jestem zdziwiony, że straciłem nagle internet próbując wysłać tę wiadomość. Dziękuję Jezusowi, że zaczynam chodzić mocniej w Nim. Nie ustąpiłem. Miłość zawsze powinna pokonywać ciemność.