Autor Wątek: Od Piłata do Tomasza, czyli wiara jako droga przemiany...  (Przeczytany 436 razy)

Offline AdamS

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 586
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Od Piłata do Tomasza, czyli wiara jako droga przemiany...
« dnia: 26 05 2011 o 10:25:13 am »
     Czytam właśnie niezwykle ciekawą lekturę Tomaśa Halika „Dotknij ran” - olśniło mnie przytoczone tu pokrewieństwo dwóch krótkich zdań, jakie padły z ust Piłata i św. Tomasza. Jeden wyprowadzając poranionego Jezusa, rzekł "Oto człowiek". Drugi, również spoglądając na rany Jezusa, rzekł: "Pan mój i Bóg mój". Obydwaj wypowiedzieli prawdę o Chrystusie, który przez całkowite zanurzenie w ludzkiej egzystencji - tak głęboko poranionej i poniżanej - był w pełni człowiekiem, ale poprzez bramę nadziei, jaką przed nami otwierał i zwycięstwo nad śmiercią - był też Synem Bożym.

      Wreszcie zaczyna do mnie docierać, skąd się bierze w nas wszystkich trudność uznania Chrystusa w tym "podwójnym wymiarze"...i dlaczego dochodzi w tym punkcie do bolesnego zderzenia z innymi religiami - islamem i judaizmem. Nigdy nie rozstaliśmy się z greckimi pojęciami, a to metafizyka każe nam nieustannie mówić o "boskiej naturze", doszukując się w niej różnych "atrybutów". Tymczasem ważniejsza jest nasza RELACJA do Osoby i do naszego życia - tak jak było w przypadku tych dwóch biblijnych postaci:  lapidarne stwierdzenie Piłata jest wyrazem doświadczenia EGZYSTENCJALNEGO (ten człowiek jest tak samo kruchy i bezbronny, jak my wszyscy), z kolei okrzyk św. Tomasza staje się ekspresją zachwytu TRANSCENDENTALNEGO - a przecież obydwa odnoszą się do tej samej Osoby, różni ich relacja do Chrystusa i jego ran. Przejście od tego pierwszego doświadczenia do drugiego jest podstawą wiary - na co wskazuje czeski duchowny.

      W naszej kulturze wiara stała się zbyt statyczna, zatracając cechy METANOI, a to przecież właśnie duchowa przemiana pozwala wejść w jej główny wymiar, a nie wyuczone i bezkrytycznie przyswojone regułki (prawdy wiary z pewnością pozwalają wszystko porządkować w wymiarze całej społeczności Kościoła, ale według mnie nie powinny być traktowane jako RDZEŃ). Metanoja jest przeciwieństwem oportunistycznego zaskorupienia i chyba najlepiej wyraża istotę DROGI w znaczeniu ewangelicznym. Odpowiedział mu Jezus: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie." (J 14,6).

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Od Piłata do Tomasza, czyli wiara jako droga przemiany...
« Odpowiedź #1 dnia: 26 05 2011 o 21:06:28 pm »
Od Płata do Tomasza jest szmat/kawał/drogi.Metanoja to przede wszystkim osobiste nawrócenie czyli wchodzenie w logikę Chrystusa gdzie Chrześcijaństwo nie jest religią poprawnego układu między ludźmi i poprawnego układu z Panem Bogiem.Ono  jest odpowiedzią na pytanie człowieka: Co i dlaczego się ze mną dzieje, gdy jawi się rzeczywistość Krzyża?  Grzech odkupiony w Jezusie Chrystusie musi być „odkupywany” przez cały czas, przez tych, którzy są namaszczeni Duchem Świętym, którzy są chrześcijanami.Chodzi tu o świadka Jezusa Chrystusa. A świadek ten jest sługą, na którego mogą być zwalone nieprawości ludzi. Jak mówi św. Augustyn, chodzi tutaj o umiejętność, moc, zdolność do brania na siebie zła, które „produkuje” człowiek.Chrześcijanie podążając za swoim Mistrzem wchodzą nieustannie w tę rzeczywistość umierania, a mówiąc dokładniej są w nią wprowadzani.
Moja metanoja to zwracanie się w stronę drugiego człowieka nie jako jego pan ale sługa.                       Pozdrawiam                 janusz f. :)