Autor Wątek: Kościoły jak oceany...  (Przeczytany 1778 razy)

AdamS

  • Gość
Kościoły jak oceany...
« dnia: 27 08 2010 o 14:06:03 pm »
Często się zdarza (nawet dzisiaj na tym forum miało to miejsce), że wielkie wspólnoty chrześcijańskie - takie jak kościół katolicki, ewangelicki czy prawosławny - oceniane bywają jako zgromadzenia ostygłe, bez wiary i ducha. Starając się zrozumieć osoby, które formułują podobne zarzuty, przyznaję rację, że tak faktycznie to z pozoru wygląda. Jednak aby uniknąć tu pewnych uproszczeń, spróbuję użyć pewnego porównania...

W oceanach zdarzają się wody płytkie - takie z bajecznie kolorowymi rafami, pełne życia i słońca, o krystalicznej wodzie. Jednak przeważająca cześć oceanu to wody głębokie, gdzie na powierzchni pływają "bezmyślne" ławice śledzi :) a wzburzone fale często unoszą rozmaite odpadki, zabójczą ropę, czy wszelką szumowinę. Ktoś patrząc z brzegu, tak właśnie postrzega ocean. A gdyby tak zajrzał głębiej?...

W życiu duchowym chrześcijaństwa są również "urocze zatoczki" ze słonecznymi plażami, które jednak najłatwiej jest zanieczyścić; najsilniej działają tu zmiany temparetur i wszelkiego rodzaju żywioł. Wody te najszybciej wysychają - słowem są bardziej podatne na wszelkie zmiany. Oczywiście dopóki życie na ziemi jest stabilne, dopóty te właśnie miejsca najbardziej będą przyciągać turystów.

Zajrzyjmy jednak do "odpychającej" głębiny oceanu - znajdziemy tu miejsca odstraszające mrokiem (im więcej się rozmyśla, tym bardziej odsłania się ludzka niewiedza i bezradność); panuje tu ciśnienie, które miażdży wszystko, co próżne (im więcej pustki wewnątrz, tym większa siła niszcząca). Ale może właśnie dlatego głębiny uczą pokory. Uczą też prawdziwej ufności, bo pokarm spada tam z wyłącznie z odległej powierzchni, więc wszelkie stworzenia mogą tylko trwać w nadziei, że tego "chleba" nigdy nie zabraknie...

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #1 dnia: 27 08 2010 o 20:28:21 pm »
Im bliżej Pana jestem, tym bardziej odkrywam pracę Jego nad innymi. Wczesniej, jak byłem dalej od Pana, to widziałem płytki Kościół. Obecnie nauczył mnie i dalej uczy odrzucania pychy, dumy i ambicji. Dzięki temu widzę, że ci, którzy według mnie wcześniej nie byli gorąci, są...gorąci. Oczywiście są też letni, ale oni mogą być i są w procesie przemiany. Kiedyś będą gorąci. Sam przecież byłem na początku letni. Każdy zaczyna jak niemowlę. Też mogą być tacy, którzy mają ślepą wiarę i w niej będą trwać do końca zamykając uszy na Prawdę.

Bardzo łatwo jest kogoś zaszufladkować, przypiąć etykietkę. Każdy z nas jest na innym etapie rozwoju duchowego, u każdego Pan rozwija inne talenty, inne drogi, inne posługi.  Każdy ma swój czas dany od Boga. Czas należy do Boga, nie do nas. On nim rozdysponuje pomiędzy nami. A ludzie próbują to przyśpieszyć swoją mądroscią, czytaj pychą, dumą i ambicją, przekonaniem o swojej wielkości duchowej, o swojej wyjątkowości.

Pan stawia na drodze osoby z wiadomościami, jeśli są wyraźne polecenia w sercu. Wielu jednak myli serce ze swoim umysłem. I mówią, dostałem myśl od Boga, i lecą z "poleceniem" do "niewiernego" brata. Bóg przemawia poprzez serce, nie poprzez umysł. I przemawia wtedy, kiedy umarłeś na krzyżu rezygnując ze swoich pragnień, marzeń, pożądliwości we wszelkiej postaci, z dumy, z ambicji.

Bóg mówi, zostaw swój rozum i polegaj na Mnie. To znaczy...oddaj Mi się, nie próbuj zrozumieć mojej pracy, zostaw to Mnie i zaufaj mi. To co widzisz, dla ciebie będzie niezrozumiałe. Wiedz tylko, ze chcę dla ciebie jak najlepiej.

Nam ludziom powinna wystarczyć Jego obietnica, że to co rozpoczął w nas, zakończy, a także to, że chce dla nas jak najlepiej. Ten, co ocenia, nie oddał siebie Bogu i niech nie mówi, że Mu ufa. Jak można Bogu ufać, skoro próbuje Go zastępować wytykając palcami w sercu braciom swoim.

Prawdziwie duchowy mąż Boży nie widzi gorszego brata, bo w Nim mieszka Bóg ze swoją miłością. A to można tylko osiągnąć poprzez post i modlitwę.

Im bliżej Boga, tym lepiej rozumiesz braci, siostry, pragnienie wspierania, odchodzi ocenianie. Trzeba codziennie umierać dla Niego poprzez odrzucanie pychy, dumy i ambicji. Dopiero wtedy możliwa jest czysta relacja z człowiekiem i przyjęcie słów w takiej postaci, w jakiej mówi, nie zmieniając jego słów pod swoje oczekiwania, pod swoje poglądy.

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #2 dnia: 10 09 2010 o 16:11:03 pm »
Adamie, na Twoje porównanie patrzę tak:
Każdy ocean złożony jest z wielu kropelek. Te kropelki muszą być zdrowe, znaczy że zawierają skład odpowiadający składowi życiodajnej wody. Gdyby te wszystkie kropelki były zatrute, to nie byłoby tam życia. Każde zbiorowisko zdominowane jest przez zdrowe cząstki. Tylko wówczas możemy mówić o zdrowym-normalnym zbiorniku, jeżeli przeważają te zdrowe kropelki. W zbiorniku gdzie przeważają kropelki skażone, nie ma życia.
Zaglądamy głębiej i widzimy zdrową wodę. Oby tak było w życiu społeczności religijnych. Lecz wiemy że tak nie jest.
Jeśli zauważamy jakieś brudy w zbiorniku, to staramy się je usunąć.  Czasami jest to jednak niemożliwe. Są przecież akweny nieużyteczne, zatrute.                                                                                                           Postrzegam kwestię tych oceanów-skupisk religijnych, tak. Bóg doprowadzi swoje dzieło do końca, ale czy to dzieło wytrzyma próbę ognia?
Biblijnym przykładem tego zagadnienia jest żniwo opisane przez Jezusa w 13 rozdziale ewangelii Mateusza.

Rebus pisze że co Bóg rozpoczął to też dokończy. Jest wspaniała obietnica, jednakże nie zapominajmy że mamy wciąż wolną wolę i ciało  z którym ciągle musimy walczyć, jeśli chcemy wytrwać do końca i zachować wiarę.
 Jeżeli dzieło, to co głosimy, ale przede wszystkim jak żyjemy jak postępujemy czyli nasze uczynki, w oczach Bożych okażą się dobre, to nagrodę odbierzemy. Jednak jeśli nasze życie będziemy prowadzić według naszej sprawiedliwości, to wówczas będziemy zawstydzeni.

Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus.  A czy ktoś na tym fundamencie wznosi budowę ze złota, srebra, drogich kamieni, z drzewa, siana, słomy,  to wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień. Jeśli czyjeś dzieło, zbudowane na tym fundamencie, się ostoi, ten zapłatę odbierze; jeśli czyjeś dzieło spłonie, ten szkodę poniesie, lecz on sam zbawiony będzie, tak jednak, jak przez ogień.
[ 1 Kor 3,11-15 BW ]





Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #3 dnia: 11 09 2010 o 10:30:30 am »
Obietnica Ojca, że dzieło, które we mnie rozpoczął i je dokończy, jest dla mnie mocnym i solidnym wsparciem, kiedy się potykam. Ufność i wiara (nie tylko) w tę obietnicę powoduje, że mam jasno wytyczoną Drogę w sercu. Wstaję i idę dalej nie złamany wątpliwościami, kłamstwami i oskarżeniami, którymi próbuje karmić mnie mój wróg. Ogólnie obietnice Boga dają solidne wsparcie, są fundamentem wiary, gdyż wiem, że Jego Słowo jest niezmienne, trwałe na wieki. Dzięki ufności, jaką pokładam w Jego Słowie, pomimo prób zdominowania mnie przez ciało i diabła, o wiele łatwiej jest mi trwać na Drodze. Ta obietnica jest dla mnie gwarancją, że Ojciec jest przy mnie niezależnie od okoliczności.

AdamS

  • Gość
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #4 dnia: 11 09 2010 o 14:38:03 pm »
Im bliżej Pana jestem, tym bardziej odkrywam pracę Jego nad innymi. Wczesniej, jak byłem dalej od Pana, to widziałem płytki Kościół. Obecnie nauczył mnie i dalej uczy odrzucania pychy, dumy i ambicji.

Słusznie mówisz, Sebastianie - z daleka wszystko wydaje się płytkie. Trzeba zawsze podejść bliżej. Z zewnątrz witraże kościelne wydają się brudne, ciemne i nieczytelne, trzeba wejść do środka, by odkryć ich prawdziwą rzeczywistość... Wiem, że nie każdy uznaje obrazy - również te na witrażach (Choć te nigdy nie były obiektem kultu, a jedynie środkiem ekspresji - i tak chcę je traktować w tej wytpowiedzi). Odrzucenie pychy - to, o czym piszesz - polega również, jak myślę, na wyzbyciu się przekonania o swej jedynej słuszności. Oczywiście nie należy tego mylić z duchowym zagubieniem, z brakiem pewności w kroczeniu Bożą drogą. Chodzi tylko o próbę spojrzenia na świat oczami drugiego, aby go lepiej zrozumieć. Coś, co odnajduję coraz częsciej również w Twoich wypowiedziach, a co mnie bardzo cieszy! :)

Adamie, na Twoje porównanie patrzę tak:
Każdy ocean złożony jest z wielu kropelek. Te kropelki muszą być zdrowe, znaczy że zawierają skład odpowiadający składowi życiodajnej wody. Gdyby te wszystkie kropelki były zatrute, to nie byłoby tam życia. Każde zbiorowisko zdominowane jest przez zdrowe cząstki. Tylko wówczas możemy mówić o zdrowym-normalnym zbiorniku, jeżeli przeważają te zdrowe kropelki. W zbiorniku gdzie przeważają kropelki skażone, nie ma życia.

Ciekawe porównanie, Cyprysie - jestem Ci wdzięczny, że zechciałeś pociągnąć dalej tę wodną metaforykę. :) To prawda - jedna kropla potrafi czasem skazić cały zbiornik. Myślę jednak, że z ludźmi bywa inaczej niż z wodą. Trudno nam separować się od "zatrutych cząstek". Jezus świadomie wchodził w sam środek tego zepsucia. Kościół też bywa od wewnątrz różny -czasem znajdujemy w nim blask Bożej chwały, innym razem gnijące pokłady pożądań, pychy i bałwochwalstwa... Wiesz w jaki sposób najskuteczniej oczyszcza się wodę? Przez dostarczenie tlenu. Tym tlenem jest Dobra Nowina, którą winniśmy nieść przede wszystkim do tych "osadów dennych zanieczyszczeń"...
« Ostatnia zmiana: 11 09 2010 o 14:40:33 pm wysłana przez AdamS »

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #5 dnia: 11 09 2010 o 18:01:13 pm »
Cytat: AdamS
Trudno nam separować się od "zatrutych cząstek". Jezus świadomie wchodził w sam środek tego zepsucia. Kościół też bywa od wewnątrz różny -czasem znajdujemy w nim blask Bożej chwały, innym razem gnijące pokłady pożądań, pychy i bałwochwalstwa... Wiesz w jaki sposób najskuteczniej oczyszcza się wodę? Przez dostarczenie tlenu. Tym tlenem jest Dobra Nowina, którą winniśmy nieść przede wszystkim do tych "osadów dennych zanieczyszczeń"...


Prawdą jest że separacja od „zatrutych cząstek”- czyli od złych wierzących  jest trudna.                                                                                                          Apostoł powiedział :
 bw:    nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą.                                                                                                            bg:    A z was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby za sobą pociągnęli uczniów.
bt:    Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów.
[ Dz 20,30]

Jednakże Jezus powiedział:
bw Pozwólcie obydwom róść razem aż do żniwa..
bg  Dopuśćcie obojgu społem rość aż do żniwa...
bt Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa....

[Mt 13,30 ]

Jeżeli w Kościele czyli Oblubienicy Jezusa Chrystusa, jest zgnilizna, pożądania, pycha, bałwochwalstwo, to  Biblia naucza żeby wyjść...zobacz:                                                                                                            bw:    Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan,I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was
bg:    Przetoż wynijdźcie z pośrodku ich i odłączcie się, mówi Pan, a nieczystego się nie dotykajcie, a Ja was przyjmę.
bt:    Przeto wyjdźcie spośród nich i odłączcie się od nich, mówi Pan, i nie tykajcie tego, co nieczyste, a Ja was przyjmę

[ 2 Kor 6,17 ]
bw:    I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: Wyjdźcie z niego, ludu mój, abyście nie byli uczestnikami jego grzechów i aby was nie dotknęły plagi na niego spadające,
bg:    I słyszałem inszy głos z nieba mówiący: Wynijdźcie z niego, ludu mój! abyście nie byli uczestnikami grzechów jego, a iżbyście nie wzięli z plag jego.
bt:    I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli:
[ Ap 18,4 ]

Gdy chodzi o oczyszczenie to zgadzam się, tylko Boże Słowo-Dobra Nowina, a dokładnie krew Jezusa Chrystusa, może oczyścić to co jest brudne.

bw:    I nam bowiem była zwiastowana dobra nowina, jak i tamtym; lecz tamtym słowo usłyszane nie przydało się na nic, gdyż nie zostało powiązane z wiarą tych, którzy je słyszeli.
bg:    Albowiem i nam zwiastowana jest Ewangielija jako i onym; ale im nie pomogło słowo, które słyszeli, przeto iż nie było złączone z wiarą tych, którzy słyszeli.
bt:    Albowiem i myśmy otrzymali dobrą nowinę, jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli.........................
bw:    Skoro więc jest tak, że niektórzy do niego wejdą, a ci, którym najpierw była zwiastowana dobra nowina, z powodu nieposłuszeństwa nie weszli,
bg:    Ponieważ tedy to zostaje, że niektórzy wchodzą do niego, a ci, którym pierwej zwiastowano, nie weszli dla niedowiarstwa,
bt:    Wynika więc z tego, że wejdą tam niektórzy, gdyż ci, którzy wcześniej otrzymali dobrą nowinę, nie weszli z powodu /swego/ nieposłuszeństwa,
[Heb 4,2 i 6  ]

Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #6 dnia: 11 09 2010 o 18:50:33 pm »
...Jedni zbliżali się by słuchać, inni szemrali...Ewangelia wg św. Łukasza (15,1-32). Są to przypowieści przedstawiające Boga jako tego, kto wychodzi do człowieka i szuka człowieka, by go przybliżyć ku sobie. To wyjście Boga ku człowiekowi, jakie dokonało się w Jezusie Chrystusie jest swoistym przewrotem wszystkich relacji.
Dokonało się ono najpierw już przez Jego Wcielenie, następnie przez Jego bycie wśród ludzi, przez Jego cuda i nauczanie i wreszcie przez to, że stał się tak dostępny dla każdego człowieka, że mogliśmy Go ukrzyżować i On na to pozwolił. Przyzwolenie ze strony Boga na ukrzyżowanie Syna Bożego jest najbardziej wymownym gestem zbliżenia się Boga do człowieka. Jest to najbardziej wymowny znak i gest, czy wprost dzieło Boga, w których dokonało się szukanie człowieka przez Boga i zaoferowanie człowiekowi dostępu do Boga.Nie wszystkim to się podobało i  nie wszystkim nadal się podoba. Człowiek bowiem, który jest przekonany o swoich racjach i słuszności nie będzie słuchał, lecz raczej będzie krytykował i szemrał przeciwko takiemu Bogu, który przychodzi do człowieka, by go za darmo całkowicie ze swojej łaski ratować. Kto ma świadomość swoich zasług, swoich słuszności, z trudnością przyjmie to, co jest prawdziwą łaską. Wydaje mu się bowiem, że jego trud i jego słuszność itp. jakby się nie liczyły wobec tego, co inni otrzymują za darmo. 

Zbliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy,
aby Go słuchać.
Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie:
«Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi»  (Łk 15,1n). 

Tak oto kształtują się dwie grupy ludzi. Tak kształtują się dwa typy podejścia do Boga i do człowieka. Jedni to ci, którzy mają świadomość swojej grzeszności, swoich braków i wszystkiego, co stawia ich jakby w słabej pozycji wobec Boga i bliźniego. Drudzy to ci, którzy z racji swoich przekonań i swoich uczynków zdają się być – szczególnie we własnym mniemaniu – ludźmi poprawnymi, którzy uważają, że z własnej pozycji własnego doświadczenia mogą się wypowiadać o innych, krytykować czy szemrać.
1. Zbliżali się wszelcy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać
Celnicy to poborcy podatków. Byli oni uważani za ludzi niesprawiedliwych skorumpowanych, za zdzierców i kolaborantów władzy szczególnie obcej władzy, jak to miało za czasów Jezusa podczas okupacji rzymskiej. Byli w oczach ludu a w szczególności w oczach faryzeuszy i wszelkiego rodzaju zelotów (gorliwych obrońców tożsamości narodowej) za publicznych grzeszników. Ściągali podatki Ne rzecz obcej władzy.To ściąganie podatków nie było objęte systemem wykazów, jak to bywa dzisiaj. Dokonywało się ono na zasadnie dzierżawy miejsc podatkowych na drogach handlowych i różnego rodzaju punktach, gdzie odbywał się handel czy przemieszania towarów. Dzierżawca takiego „punktu” podatkowego (komory celnej) miał odprowadzić do przedstawicieli władzy odpowiednią sumę stosownie do miejsca, na którym wykonywał swój urząd poborcy, a nadwyżka zebranych przez niego pieniędzy pozostawała dla niego. Było więc oczywiste, że każdy poborca podatkowy robił wszystko, co możliwe, aby zebrać jak najwięcej, żeby po zapłaceniu dzierżawy jak najwięcej zostało dla niego. Już sam fakt zbierani podatków dla władzy, szczególnie obcej i okupującej, był powodem wystarczającym do negatywnego spoglądania na tych ludzi. Gdy do tego dochodziła jeszcze ich wola wyciągnięcia jak od poddanych jak największych sum podatkowych, to możemy łatwo sobie uświadomić, że byli oni postrzegani prze ludzi jak grzesznicy, zdziercy i przeniewiercy. Byli więc bogatymi, którzy z trudnością mogli wchodzić w normalne relacji z innymi mieszkańcami.Do Jezusa zbliżali się właśnie tacy i ci, który Ewangelista nazywa grzesznicy. Chodzi o wszystkich, którzy nie zachowywali Prawa tak, jak w danym okresie i miejscu było to interpretowane przez faryzeuszy. Można więc w pewnym sensie powiedzieć, że to byli ci, którzy w opinii wiodącej grupy społecznej czyli także urabiającej opinię byli publicznymi grzesznikami. Wobec nich wszyscy prawi, faryzeusze utrzymywali stosowny dystans.Jezus nie tylko pozwalał im zbliżać się do siebie, ale to oni stanowili w dużej mierze Jego audytorium. To oni zbliżali się z nastawieniem, aby go słuchać. Inni, często słuchali Jezusa, by Go pochwycić na słowie, by Go oskarżyć. Szemrali przeciwko Niemu.
2 Faryzeusze i uczeni w Piśmie szemrali
To ich szemranie nie było zwykłym szemraniem, lecz miało podkład religijny. Ich przekonania religijne i poczucie własnej sprawiedliwości niejako wewnętrznie prowadziło ich do dystansowania się od tych, którzy nie zachowywali Prawa i byli postrzegani za grzeszników.Postawa Jezusa a w szczególności Jego otwarcie na tych ludzi, którzy byli uważani za grzeszników powodowała więc zgorszenie i szemranie. Była też powodem oskarżeń i wyszukiwania powodów do tego, by Jezusa jakby zneutralizować w tym Jego działaniu. Jezusa postawa i Jezusa działanie było bowiem w ich oczach zachwianiem ich systemu prawości i religijności, jaki wyznawali i uprawiali. Nie chodziło więc o zwykłą zazdrość, że do Jezus lgnęli ludzie, ale chodziło o to, że Jezus przedstawiał i objawiał Boga, który okazywał się inny, niż ten, którego oni sobie wyobrażali i któremu służyli przez swoje zachowanie Prawa i swoje różnego rodzaju postawy zwyczajowe i uczynki. Oni dostrzegali, że Jezus wstrząsa ich ułożonym światem religijnym i społecznym. 
3. W dzisiejszym świecie
W dzisiejszym świcie chodzi też o właściwy obraz Boga. Czy to ma być Bóg instytucji kościelnych i zachowania Prawa w rozumieniu ludzkim, czy też Bóg, który zbliża się do człowieka, by go wyprowadzać z zagubienia. Takie podejście nie neguje potrzeby instytucji i potrzeby prawa. Stawia je jednak na drugim miejscu w służbie człowieka grzesznego, który chce powracać i który chce zbliżać do Jezusa i Go słuchać.Co więcej, chodzi o takie kształtowanie świadomości w Kościele, że dla każdego grzesznika jest miejsce jak najbliżej Jezusa. Naturalnie zawsze pod warunkiem, że jest gotów Go słuchać, że jest gotów wc :)hodzić we wspólnotę z grzesznikami (wszyscy nimi jesteśmy), którzy przez zbliżanie się do Jezusa i słuchanie go wchodzą w nawrócenie i tworzą Jego wspólnotę, Jego Ciało. Trzeba nam coraz głębszego uświadamiania sobie w Kościele tej prawdy o zaproszeniu do wspólnoty, która z racji bliskości Jezusa i słuchania Go, staje się miejsce (środowiskiem i łonem) odnowy człowieka i uzdrawiania go. Wokół tej tajemnicy winien koncentrować się nasz wysiłek . Powinniśmy zaś wystrzegać się wszelkiego szemrania z powodu udostępniania gotowym do słuchania grzesznikom miejsca blisko Pana.Niestety słyszymy także dzisiaj z tego powodu ze strony poprawnych i uważających się za sprawiedliwych sporo szemrania. Wiedzą ono bowiem bardzo często, jak powinien Pan Bóg traktować grzeszników...Prawdziwy Kościół to wspólnota odkupionych grzeszników...janusz f.

AdamS

  • Gość
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #7 dnia: 12 09 2010 o 13:22:53 pm »
Tak oto kształtują się dwie grupy ludzi. Tak kształtują się dwa typy podejścia do Boga i do człowieka. Jedni to ci, którzy mają świadomość swojej grzeszności, swoich braków i wszystkiego, co stawia ich jakby w słabej pozycji wobec Boga i bliźniego. Drudzy to ci, którzy z racji swoich przekonań i swoich uczynków zdają się być – szczególnie we własnym mniemaniu – ludźmi poprawnymi, którzy uważają, że z własnej pozycji własnego doświadczenia mogą się wypowiadać o innych, krytykować czy szemrać.

Myślałem nad tym, co napisał Janusz. Właśnie w takim toku rozumowania napotkałem pewien argument za szeroko pojmowanym Kościołem - nie tylko tym, który skupia ludzi świętych. Otóż zawsze gdy pojawia się pokusa wartościowania i oddzielania tych "prawdziwie wierzących" od tych, co zeszli z drogi Pana - zawsze wtedy mimowolnie wchodzimy w rolę sędziego. Oceniamy swych bliźnich, wydając osąd o ich pysze, egoizmie, bałwochwalstwie... Czyli jest w tym wyraźna pułapka, któej winniśmy się wystrzegać. Zostawmy osąd Panu, a sami starajmy się widzieć w innych raczej dobro niż zło...

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #8 dnia: 12 09 2010 o 18:49:11 pm »
Tak oto kształtują się dwie grupy ludzi. Tak kształtują się dwa typy podejścia do Boga i do człowieka. Jedni to ci, którzy mają świadomość swojej grzeszności, swoich braków i wszystkiego, co stawia ich jakby w słabej pozycji wobec Boga i bliźniego. Drudzy to ci, którzy z racji swoich przekonań i swoich uczynków zdają się być – szczególnie we własnym mniemaniu – ludźmi poprawnymi, którzy uważają, że z własnej pozycji własnego doświadczenia mogą się wypowiadać o innych, krytykować czy szemrać.


Otóż zawsze gdy pojawia się pokusa wartościowania i oddzielania tych "prawdziwie wierzących" od tych, co zeszli z drogi Pana - zawsze wtedy mimowolnie wchodzimy w rolę sędziego. Oceniamy swych bliźnich, wydając osąd o ich pysze, egoizmie, bałwochwalstwie... Czyli jest w tym wyraźna pułapka, któej winniśmy się wystrzegać. Zostawmy osąd Panu, a sami starajmy się widzieć w innych raczej dobro niż zło...


Janusz przedstawił tu rzeczywistość, którą widzimy na co dzień. Dwie grupy ludzi, nawróconych i nienawróconych. Z kolei Adam ostrzega przed ocenianiem, bo pokusa taka jest możliwa. Wydaje mi się (zakładam), że ocenianie ludzi jest u chrześcijanina na początku drogi, na etapie niemowlęcym. Z czasem te ocenianie powoli umiera, a wchodzi (dojrzewa) gotowość głoszenia Ewangelii, następnie gotowość do wymarszu na wojnę w pełnym rynsztyku. Tego jeszcze nie doświadczyłem w sercu, ale myślę, że wymarsz na wojnę przeciw siłom ciemności w pełnym znaczeniu, to walka o duszę drugiego człowieka. Nie tylko głoszenie Słowa, a przede wszystkim mówienie mu prawdy w oczy wtedy, kiedy głos wroga mówi, że oberwiesz, że rzuci się na Ciebie, że gwałtownie zareaguje, ze złością, ze zniecierpliwieniem.

Pamiętacie zapewnie, pisałem niedawno o koledze, z którym pracuję. Ma on trudny charakter, w sercu ogromny zapas zniecierpliwienia, irytacji. Wiem dobrze, że to nie od niego idzie, a od tego, kto w nim mieszka. Z początku miałem strach, ducha bojaźni. Pan mnie wprowadza stopniowo w tę sytuację, bardzo mądrze. Chce, abym dogłębnie poznał "problem", jak to działa, jak mam walczyć, jak mam myśleć i co mam widzieć/ dostrzegać. Z dnia na dzień te wprowadzanie na teren wroga, czytaj poznawanie jego mocy, sposobu działania sprawia, że we mnie stopniowo znika strach, a pojawia się Duch odwagi i chęć działania. Chęć pomocy temu koledze i uświadomienia mu, w jakim jest miejscu. Ważne, aby się nie śpieszyć, bo to Jego wola musi się dokonać, nie moja. Ja mogę wszystko zepsuć niewłaściwą decyzją, dlatego tak ważna jest umiejętnosć słuchania serca. W sercu jeśli jest Duch Św. to "rozmowa" z kolegą powinna być w duchu miłości i delikatności, bez narzucania się. Demony, kiedy słyszą o Bogu, szaleją, co u człowieka wychodzi gniewem, irytacją, złością. Słowo wypowiadane w miłości sprawia, że zły się zawstydza i gwałtownie spada jego moc. Ucieka. Dlatego krzyż jest miłością. Odwagą i miłością. Do krzyża Pan nas przygotowuje stopniowo, trzeba mu na to pozwolić. Ważne, aby nie uciekać. Prędzej, czy póżniej trzeba go wziąć. Bardzo się cieszę, że któregoś dnia będę miał w sobie Ducha odwagi w pełni i wyruszę na wojnę. Pragnę innych ludzi obdzielić światłem, które jest we mnie. Alleluja!  :)


Ps. Chciałbym dopisać coś ważnego. Właśnie doszło mnie zrozumienie. Zaczynam widzieć ludzi inaczej. Widzę, jak się miotają w sieci zastawionej przez diabła. Nie ma ludzi gorszych i lepszych. Nie, są ludzie uwolnieni dzięki wierze, w której zaufali Bogu i są ludzie, którzy nie widzą, jak pójść do Boga, a chcą, są ludzie zupełnie nieświadomi prawdy i są ludzie, którzy zwyczajnie lubią zło. Więc jednak ocenianie ludzi  jest na etapie niemowlęcym. Z czasem umiera, to by się zgadzało, bo przecież im dłużej z Bogiem, tym bardziej serce się zmienia na obraz Jezusa. A w Nim jest tylko miłość, chęć ratowania każdej owieczki. Miłość nie ocenia, a działa. Poświęca swoją wygodę dla trudu zdobycia twierdzy szatana obramowującej serce drugiego człowieka. Po to jest w nas światłość, abyśmy je rozświetlili bardziej w ciemności, która wypełnia świat.
« Ostatnia zmiana: 14 09 2010 o 17:53:16 pm wysłana przez rebus »

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #9 dnia: 13 09 2010 o 11:13:48 am »
Cytat: rebus
Więc jednak ocenianie ludzi jest na etapie niemowlęcym. Z czasem umiera, to by się zgadzało, bo przecież im dłużej z Bogiem, tym bardziej serce się zmienia na obraz Jezusa. A w Nim jest tylko miłość, chęć ratowania każdej owieczki. Miłość nie ocenia, a działa. Poświęca swoją wygodę dla trudu zdobycia twierdzy szatana obramowującej serce drugiego człowieka. Po to jest w nas światłość, abyśmy je rozświetlili bardziej w ciemności, która wypełnia świat.

Ocenianie ludzi, ich czynów, nie motywów, jest właśnie dowodem dojrzałości duchowe. Jednakże napominanie-ocena, musi być w miłości i z łagodnością.
Wszelkie nasze tezy sprawdzajmy ze Słowem Bożym.                                                                                                            A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności,napominający z łagodnością krnąbrnych, w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy  i że wyzwolą się z sideł diabła, który ich zmusza do pełnienia swojej woli.[ 2 Tym 2,24-26 BW ]

Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A z łagodnością i bojaźnią [Bożą] zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają.[ 1 Pio 3,15-16 BT ]

Jezus i apostołowie uczą nas, stanowczej reakcji na grzech. Sam Jezus mówi: „ Na swoją obronę masz to, że nienawidzisz uczynków nikolaitów, których i ja nienawidzę.”[ Ap 2,6 BW ]

Autor listu do Hebrajczyków, tak mówi o Jezusie „ Umiłowałeś sprawiedliwość, a znienawidziłeś nieprawość:...”   [ Heb 1,9 BW ]

Jeśli widzimy „...jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam;...”                          [ Mt 18,15 BW ]  nie możemy naszego milczenia tłumaczyć miłością. Właśnie to jest okazanie miłości, gdy reaguje na upadek mojego bliźniego.
Ażeby zdobyć twierdzę diabelską, mamy TYLKO  JEDNĄ  BROŃ 
mianowicie, Boże Słowo
„... oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej....”    [ 2 Kor 10,4 BW ]

ps. oczywiście wszystkie miejsca Pisma Świętego, należy czytać z kontekstem.
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #10 dnia: 13 09 2010 o 18:35:05 pm »
Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną. On zostawił wszystko, wstał i chodził za Nim. Potem Lewi wyprawił dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a była spora liczba celników oraz innych, którzy zasiadali z nimi do stołu. Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? Lecz Jezus im odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników.  (Łk 5,27-32)
Jezus przyszedł do grzeszników, bo lekarza potrzebują chorzy, a nie ci, co się dobrze mają. A chorych jest bardzo dużo. Prawdę mówiąc chory jest każdy z nas. Wyleczyć jednak się mogą tylko ci, co zdają sobie sprawę ze swej choroby. Ci, którzy poproszą Lekarza o wyleczenie. Pomyślmy o tym. Może zamiast pokazywać palcami na innych, w jakim oni są okropnym stanie, popatrzmy wszyscy do lustra. Jak się tak dobrze przyjrzymy, może dojrzymy, że i z nami jest raczej kiepsko. I zamiast szemrać jak faryzeusze, poprosimy Jezusa, by i do nas przyszedł, tak jak przyszedł do celnika Lewiego...Pozdrawiam... :)janusz f.

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #11 dnia: 13 09 2010 o 22:03:28 pm »

Jeśli widzimy „...jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam;...”                          [ Mt 18,15 BW ]  nie możemy naszego milczenia tłumaczyć miłością. Właśnie to jest okazanie miłości, gdy reaguje na upadek mojego bliźniego.

Powtórzę: Właśnie to jest okazywanie miłości, gdy reaguję na upadek mojego bliźniego.
A reakcja na upadek bliźniego w duchu ewangelii, w miłości nie jest wytykaniem palcami - to nam nakazuje sam Jezus
Moim zdaniem Jezus nie zachęcał do wytykania palcami, lecz do napominania w miłości - to jest jasne, gdy czyta się tekst z kontekstem ;)
Mat.18,15: A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego.
              16: Jeśliby zaś nie usłuchał, weź z sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby na oświadczeniu dwu lub trzech świadków
                    oparta była każda sprawa.
              17: A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi; a jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i
                    celnik 


Może zamiast pokazywać palcami na innych, w jakim oni są okropnym stanie, popatrzmy wszyscy do lustra. Jak się tak dobrze przyjrzymy, może dojrzymy, że i z nami jest raczej kiepsko. I zamiast szemrać jak faryzeusze, poprosimy Jezusa, by i do nas przyszedł, tak jak przyszedł do celnika Lewiego...

Dla każdego chrześcijanina - ucznia Jezusa - lustrem jest Słowo Boże; ale to lustro jest niestety baaardzo zamazane (nieczytelne) przez Tradycję i ... tzw."wiarę ojców"  :(
Nie mogę pojąć, dla czego tych, co dzisiaj głoszą ewangelię nie fałszując prawdy, tych, co próbują choć trochę przetrzeć to "zamazane lustro" uważa się za faryzeuszy??? za szemrających, albo wręcz za sekciarzy, odszczepieńców... ??

Jezus przychodził do grzeszników nie po to, by ich głaskać, poklepywać, lecz po to by poznali Prawdę.

To prawda, wszyscy jesteśmy grzesznikami , i chociaż niektórzy z nas są grzesznikami usprawiedliwionym przez Krew Baranka, to ze względu na swą grzeszną naturę... wciąż potrzebujemy Jezusa.

Ocenianie? TAK. Nie mylić z osądzaniem -  to należy do Boga.
Bez ocenienia stanu chorego niemożliwa jest diagnoza, a co dopiero leczenie...

Cyprysie! Dziękuję, że jesteś tu...  :D
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

AdamS

  • Gość
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #12 dnia: 14 09 2010 o 07:23:36 am »
Prawdę mówiąc chory jest każdy z nas. Wyleczyć jednak się mogą tylko ci, co zdają sobie sprawę ze swej choroby. Ci, którzy poproszą Lekarza o wyleczenie. Pomyślmy o tym. Może zamiast pokazywać palcami na innych, w jakim oni są okropnym stanie, popatrzmy wszyscy do lustra.

Dokładnie wyraziłeś, Janusz, moje myśli. Cała trudność tkwi w oddzieleniu NAPOMINANIA (które zawsze powinno być dyskretne) od WSKAZYWANIA (inaczej - piętnowania i odrzucania). Jeśli będziemy o tym pamiętać, to oczywiście nie ma w tym wątku żadnych rozbieżności, bo to, co powiedział Rebus i Cyprys i to, na co wskazała Hana, też jest do przyjęcia (choć nie rozumiem umniejszania "wiary ojców" - przecież Jezus jej nie odrzucał, przeciwnie - starał się ją spełniać, a jedynie negować to, co było wykroczeniem przeciwko miłości bliźniego).
« Ostatnia zmiana: 14 09 2010 o 07:27:31 am wysłana przez AdamS »

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Kościoły jak oceany...
« Odpowiedź #13 dnia: 14 09 2010 o 13:53:07 pm »
Adamie, już wyjaśniam Ci, o co chodziło mi z tą "wiarą ojców"  :)
Często słyszałam od katolików, że wybierając drogę za Jezusem - drogę wąską (patrz wątek otwarty dziś przez Cyprysa) wypieram się właśnie "wiary ojców": w podtekście dawano mi do zrozumienia, że odrzucając wiarę katolicką (z jej Tradycją i dogmatami - nota bene wymyślonymi przez człowieka), tym samym pozbawiam się możliwości zbawienia, które jest możliwe tylko i wyłącznie w łonie kościoła rzymskokatolickiego. Tymczasem w Biblii czytałam co innego: że zbawienie jest darem łaski i jest nam dane przez wiarę.
Apostoł Paweł mówi:
Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.
Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg,
abyśmy w nich chodzili.
Efez.2,8-10
Muszę przyznać, że na początku martwiło mnie to bardzo, że muszę wybierać pomiędzy Prawdą biblijną a tradycyjną "wiarą ojców", ale Bóg postawił na mojej drodze mądrą osobę, która zapytała mnie: "a co z twoją wiarą?" To mi wystarczyło. Zaczęłam zastanawiać się, czy ważniejsze są dla mnie słowa Jezusa i to co On dla mnie uczynił, czy tradycja w której się wychowałam. Dzięki składam Bogu Najwyższemu, że włożył w moje serce pragnienie poznawania Prawdy i dał mi łaskę Wiary.

Pozdrawiam serdecznie  :D
« Ostatnia zmiana: 14 09 2010 o 13:55:16 pm wysłana przez hana »
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Kościoły jak oceany... c.d.
« Odpowiedź #14 dnia: 14 09 2010 o 14:07:55 pm »
Wyżej zacytowane przeze mnie wersety pochodzą z Biblii Warszawskiej  :)
W przekładzie Biblii Tysiąclecia brzmią one być może jeszcze bardziej zrozumiale;

Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga:
nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteśmy bowiem Jego dziełem stworzenia w Chrystusie Jezusie
do dobrych uczynków, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili.

 :D :D
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105