Na początek rozróżniłbym tu jednak zło (jako brak dobra, działający jak swoista "próżnia" zasysająca wszystko co się znajdzie w pobliżu) od nieszczęścia (rozumianego jako przypadek losowy). Do pierwszego, spośród wymienionych przez Ciebie, zaczać się będzie kradzież i morderstwo, do drugiego - choroba i wszelki kataklizm.
Myślę, że w praktyce bardzo trudno jest nam chwalić Boga za każdy rodzaj doświadczonego zła czy nieszczęścia. Najtrudniej jednak przychodzi wdzięczność pomimo wyrządzonego zła
Miałem wrażenie że wpadłem w taką próżnię zła. Ale po kolei.
Zaczęło się chyba od przeżycia które opisałem w marcu tego roku w dziale „Wspólne życie pt. zdrada”. Z zrozumiałych względów nie będę tego rozwijał.
W tym bardzo złym przeżyciu (no może trochę później) dziękowałem Bogu za zwycięstwo. POPŁYNĘŁA CHWAŁA.
Następnie urodził się chory potomek z wrodzoną wadą serca. Sądziliśmy że ma to związek z wybuchem elektrowni w Czarnobylu. Pamiętam jak wówczas wyciągałem żonę na łono natury. Jednak rzeczywisty powód tej wady do dzisiaj nie jest nam znany.
Ta sytuacja „powaliła” nas wszystkich na kolana modlitwy.
Po czterech latach od porodu, Bóg posłał rozwiązanie. Jestem pewny że to było działanie nie z tej ziemi.
Nasze dziecko, zakwalifikowało się na operacje w USA. Bez żadnych znajomości, wybrano wówczas czwórkę chorych dzieci z całej Polski.
Operacja przebiegła ze zdumiewająco pozytywnym efektem. Dzisiaj syn studiuje na III roku.
TEŻ POPŁYNĘŁA I CIĄGLE PŁYNIE CHWAŁA DLA BOGA .
W następnej kolejności ( a nawet w czasie to zazębiały się) była seria włamań do domu i firmy ( sumarycznie aż 6 razy). Te przeżycia nauczyły nas dystansu do rzeczy materialnych. Do takiego wniosku doszedłem troszkę później. Było to niesamowitą szkołą dla nas wszystkich. Wierzący ludzie doradzali nam , żebyśmy modlili się o błogosławieństwo, według ich oceny był to brak Bożej przychylności. Jednakże ja z małżonką odbieraliśmy to zupełnie inaczej. Bóg dał tyle sił, iż mogłem modlić się za tych ludzi. Pomimo że oferowano mi dochodzenie i odpłatę sprawcom, na własną rękę. Nie było to z nas, lecz była to Boża łaska.
W TYCH TRUDNYCH OKOLICZNOŚCIACH TEŻ PŁYNĘŁA CHWAŁA DLA BOGA. Chociaż inspiratorem tych czynów był zły. Wszechwidzący dopuścił do tego.
Jakby było mało tego wszystkiego, nastąpił bezpośredni atak na moje życie.
Pięknego marcowego, sobotniego popołudnia ( nie podam roku), podczas otwierania drzwi do własnego mieszkania, dostałem z pięści.
W naturalnym odruchu, oddałem mu i wypchnąłem za drzwi. Chwilę później pojawił się z siekierą (obserwowałem to już przez wizjer)
Z tych wydarzeń można nakręcić film, lecz ograniczę się do tego opisu.
Konsekwencją tego napadu, była przeprowadzka do teściów. Zaś następnie cały splot dziwnych wydarzeń, który w rezultacie stał się powodem do podjęcia decyzji o budowie domu.
W tych wszystkich jakże przykrych okolicznościach, Boża ręka wciąż była nad moim domem.
ZNOWU BÓG BYŁ WIELBIONY.
Sądziłem że już teraz z dala od miejskiego zgiełku, zaznam błogiego spokoju.
Bóg jeszcze uznał że pokaże jak bardzo mnie kocha. Jak nadmieniłem, prowadziłem własny warsztat usługowy. Tenże lokal, miejsce uzyskiwania naszych dochodów, został zalany poprzez nawalny deszcz.
Bóg rzeczywiście okazywał niesamowitą miłość przez wierzących ludzi których do dzisiaj nie znam.
Jaka była moja reakcja? PO RAZ KOLEJNY WYWYŻSZAŁEM MOJEGO PANA.
Bóg jest niesamowity, próba mojej wiary nie zakończyła się utratą firmy.
Teraz zrozumiałem że historię Hioba, można przeżywać współcześnie. Bo pól roku po traumie popowodziowej, zachorowałem na nieuleczalną chorobę.
Teraz już od wielu lat, BÓG JEST NADAL WIELBIONY.
Gdyż mój Jezus Chrystus przygotowuje mnie do swego Królestwa. Polega to na tym że bardzo mnie zmienił i wciąż pokazuje co jeszcze jest we mnie niewłaściwego, co nie może wejść do nieba.
