Autor Wątek: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa  (Przeczytany 7321 razy)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #30 dnia: 27 07 2010 o 17:00:52 pm »
Od czasu do czasu mam "awans" we wzroście duchowym. Moje nowe serce rośnie, rozwija się. Natomiast ziarno grzechu, któe we mnie jest, ciągle podąża za mną jak cień. Ono nie rośnie, ale jakby przyklejone do mnie razem ze mną idzie do góry. Na przykładzie podam: Ja dostałem awans awansując z parteru na piętro, urosłem o 10 cm. Natomiast ziarno grzechu podążyło za mną z parteru na piętro, ale nie urosło. Ziarno grzechu będzie przez całe życie tu na ziemi podążać ze mną równo z moim wzrostem duchowym.

Dziś to zrozumiałem/ poczułem. Jestem grzesznikiem, będę grzesznikiem, gdyż we mnie jest ziarno grzechu. Moje ciało może być uświęcone dopiero po przyjściu Jezusa. Do tego czasu muszę być cierpliwy, czujny i codziennie nie dawać się duchowi nieczystemu. Im dalej w las duchowy, coraz wyrażniej widzę ruchy mego przeciwnika. Czyli jego subtelne działania względem mnie. Delikatne myśli, strach, niepewność, obawę, pożądliwość - to wszystko zaczynam coraz częsciej wyłapywać już na początku jego ruchu. Tak jak Duch Św. niestrudzenie mnie prowadzi i walczy o mnie, tak samo duch nieczysty niestrudzenie próbuje mnie zwieść w pułapki. To co w sobie widzę, jest niesamowitą walką, bezpardonową wojną o moją duszę. Tu nie chodzi o moje życie. Tu chodzi o mnie samego. Ojciec posłał swego Ducha, aby uświadomił mi, co tu tak naprawdę sie dzieje na tym widzialnym świecie. Na widzialnym świecie znajduje się świat ukryty przede mną. Prawdziwy. Momentami widziałem urywki tego świata. Pełno demonów, które krążą jak lwy gotowe rozszarpać tego, kto nierozważnie wyjdzie spod klosza ochronnego będącego pod Łaską Bożą.

Im bardziej przemieniam się stopniowo na męża Bożego, zaczynam w sobie dostrzegać mężczyznę. Takiego, jakim stworzył Bóg. Obraz tego mężczyzny jest zupełnie inny od tych, którzy żyją na świecie. Nie mówię, że jetem takim już teraz. Nie, mówię, że zaczynam dostrzegać pewne szczegóły, które we mnie się kształtują. Momentami będąc tym mężczyzną, czuję się wspaniale, pewny siebie, zdecydowany i konkretny. Taki, na którym kobieta może bez obaw polegać. Coraz lepiej rozumiem kobiety, które nie mogą znależć prawdziwych męzczyzn (rozmawiam z nimi). Jeśli chcą ich znaleźć, to muszą pytać o panów, którzy oddali swe serce Bogu i pozwolili na przemianę.

Mężczyzna, który pozwoli się poddać przemianie na nowe stworzenie, z czasem doprowadzi do przemiany swoją partnerkę. Kobieta przy nim rozkwita. Z pączka przemienia się w piękną różę. Nie musi malować się i ubierać się w ekstra ciuchy. Nie, jej osobowość jest jak światło w ciemności. Emanuje szczęściem, radością i przede wszystkim KOBIECOŚCIĄ.

Działanie ducha nieczystego jest do przewidzenia w większości sytuacji. Myślę, że przy zachowaniu czujności można odeprzeć ataki złego, ale do tego niezbędne jest także doświadczenie i przemienione serce w konkretnym stopniu. Bo to przemienione serce czuje ruchy przeciwnika.
Mężczyzna patrzy na kobietę, demon wlewa myśli o pożądliwości. Patrzysz na kanapę, wlewa myśli o odpoczynku. Widzisz, że pada deszcz, wlewa myśli dołujące. Itd.

Trzeba żyć tak, jakby nie było w nas ziarna grzechu. Ale mieć też świadomość istnienia tego ziarna. To pozwoli zachować równowagę. Jednak...niemożliwe będzie chyba dane nam żyć tak, jakbyśmy nie mieli w sobie ziarna grzechu. Bo podążając z Bogiem jest się nieustannie narażonym na ataki przeciwnika. Więc... jeśli ktoś długo chodzi z Bogiem, a nie czuje ataków ducha nieczystego, wtedy warto sobie zadać pytanie, czy gdzieś nie wypadło się z Drogi. Bo przeciwnik nigdy nie atakuje, jeśli człowiek nie chodzi z Duchem Św. Po co duch nieczysty ma psuć coś, co jest mu na rękę?

W trakcie przemieniania się w mężczyznę, wyczuwam, jak cieniutka jest granica pomiędzy dojrzałością, a pychą. Ta linia, po której obecnie kroczę, jest jak tatarak kołyszący się na wietrze. Ciągle trzeba być czujnym. Prawdą jest, że człowiek starający się słuchać Boga doprowadza do nieokiełzanej wściekłości moce piekła. Zaczynam to coraz częściej widzieć i czuć. Największą bronią ducha nieczystego na człowieka jest pycha, próżność, pożądliwość i odwaga polegająca na pustej głupocie. Prawdziwa odwaga, którą powinien mieć każdy wierzący, to odrzucanie wszystkiego, co należy do świata. A żyjemy w tym świecie. Podziwiam Jezusa, co musiał przejść. Podziwiam apostołów, co musieli przejść. Mieli odwagę mówić ludziom/ światu, co myślą, co uważają. Mieli odwagę odrzucić ich odwagę, która rodzi się ze strachu. Odwagą ducha nieczystego jest atak, zastraszenie, kłamstwo, manipulowanie. Robi to dlatego, bo się boi Ducha Bożego, który jest w sercu każdego prawdziwie wierzącego człowieka. Dlatego za wszelką cenę musZĘ pilnować serca swego, bo tam wlewane są pragnienia/ myśli ducha nieczystego. Muszę być światynią Ducha Św. Jest możliwe zjednoczenie z Duchem Św. Bo dopiero wtedy jestem tak naprawdę Jego Świątynią. Nie wcześniej.

A ziarno grzechu jest we mnie cały czas i podąża równo z moim wzrostem duchowym, czekając na okazję, aby wykraść wszystko, co wywalczyłem na drodze duchowej. Po walce dostaję nagrodę. Moją nagrodą jest błogosławieństwo Ojca.

Opisuję tu siebie, co obecnie przeżywam. I co rozumiem.
« Ostatnia zmiana: 27 07 2010 o 17:05:08 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #31 dnia: 28 07 2010 o 14:16:09 pm »
Zaczynam powoli nudzić się forum. Szkoda, że nic nie piszecie o sobie. O tym, co Bóg robi w Waszym życiu. Chciałbym trochę usłyszeć. To takie budujące. MI napisała słowa Sebastiana i bardzo mnie one ucieszyły. Czegoś takiego potrzebuję i myślę, że nie tylko ja. Nie czytam już innych wątków. Bo z dnia na dzień zmienia się we mnie, jak w kalejdoskopie. To co czuję, jest niesamowite. Widzę w sobie coraz większe nowe serce, natychmiast wyłapuję pychę i inne pragnienia pochodzące od ziarna grzechu. Oczywiscie grzeszę sekundami, bo nie zawsze uda mi się wyłapać myśli i odrzucić je. Niektóre już poszły, ale zdążę jeszcze uchronić siebie przed wprowadzeniem myśli w czyn. Od razu idę do Jezusa i przepraszam go za te myśli. Nasza relacja wchodzi w głębszy wymiar, gdyż w sposób naturalny poprzez wzrost nowego serca poddaję się więcej Duchowi Św. I czuję coraz częściej (głęboko), że jest przy mnie i nie gniewa się na mnie. To jest piękne. Stopniowo staję się Świątynią Ducha Św.
Zrozumiałem, że nie muszę się starać samemu zniknąć, aby we mnie był Bóg. W procesie przemiany serca to nastąpi samoistnie. Jedyne, co trzeba zrobić, to poddawać się dobrym pragnieniom i odrzucać złe.

 
Idąc przez miasto jak patrzę na kobiety, to wystarczy mi sekunda na spojrzenie, czy mi sie podoba, czy też nie. Nie podoba się i odwracam wzrok. Konkretna, naturalna decyzja. Wcześniej tego nie miałem. Jest to dla mnie niezwykłe, ale też bardzo komfortowe. To dzięki temu, że natychmiast moje serce wyczuwa ruchy przeciwnika i odrzucam je (pożądliwość). Możliwe jest patrzenie na kobietę normalnie, czysto.

Nie oszukujmy się, my mężczyzni jesteśmy wzrokowcami i "przedłużamy" spojrzenie. Można sobie wmawiać, że to tylko kilka sekund i na pewno sie nie cudzołożyło. Z perspektywy czasu i doświadczenia, jakie nabyłem, stwierdzam, że to było i jest cudzołóstwo, jak mężczyzna przedłuży spojrzenie zasłaniając się tłumaczeniem, że podobała mu się, albo, że czekał na jej spojrzenie odwzajemniające. To jest nieczyste pragnienie. Bo prawdziwy mężczyzna nie "gapi się" głupio, tylko po prostu podejdzie i zagada, albo odwróci wzrok z głęboką świadomością czystej decyzji. Bardzo dużo widzę na mieście panów, których spojrzenia mówią mi bardzo wiele, a takze ich zachowanie. Kobieta spojrzy na niego i odwraca głowę zniechęcona. On oczywiscie tego nie widzi. Zupełnie inaczej odczytuje jej spojrzenie i...rośnie mu serce. Czemu o tym piszę? Bo jest takich błądzących rycerzy bardzo wielu i nie zdają sobie sprawy z tego, jak ich serce jest utopione w cudzołóstwie. Moja znajoma mówiła mi, że jak obserwuje w zborze mężczyzn, to większość, chciała powiedzieć... wszyscy... pożądliwie patrzą na inne, pomimo, że mają żony. Ta granica jest bardzo cieńka. Ja to mogę powiedzieć świadomie, bo ją czuję w sercu. Wszyscy mężczyżni powinni sobie zadać pytanie uczciwie, czy chcą iść za Jezusem, czy wodząc wzrokiem za kobietami.Wojownik działa, a głupiec reaguje.

Zauważyłem, że dojrzałe kobiety zaczynają stopniowo na mnie zwracać uwagę. Nie piszę tu o sobie jako supermenie, jaki to ja, och... Nie, chciałbym,  żebyście mnie zrozumieli. Bóg mnie zmienia na mężczyżnę, jakim stworzył. Kobiety widzą w moich oczach czystość. A także zniechęcenie. Bo niestety u niektórych mężatek widzę pożądliwość. Wtedy czuję wstręt i niesmak. Natychmiast odwracam głowę, albo spuszczam wzrok. Piszę celowo o tym, aby pokazać, do czego zmierza Bóg pracując nad mężczyznami, w tym przypadku nade mną. Powoli rodzi się we mnie ten mężczyzna, nowe stworzenie. I takich pragną kobiety. A jeszcze lepsze jest to, że nie ma we mnie zauroczenia sobą. Jest pokój, opanowanie i głęboka świadomość sytuacji. Jest to przepiękne i każdemu z mężczyzn życzę poddania się tej przemianie.

Widzę, jak cieniutka jest granica nie tylko pomiędzy dojrzałością i pychą, a także pomiędzy normalnym patrzeniem, a pożądliwością. Tu jest myślę, nawet bardziej cieńsza. Ta Droga jest bardzo wąska. Od rana do wieczora trzeba być czujnym. Jak żołnierz na froncie w okopach, żeby nie dostać kulki w łeb od snajpera. W naszym świecie tym snajperem jest ziarno grzechu znajdujące się w nas.

Najkrótsza droga do poznania Boga, to odrzucanie nieczystych pragnień, nieczystych myśli i pójście za dobrymi myślami, właściwymi pragnieniami. Mówię to teraz z perspektywy dotychczasowej drogi. Nie jest to łatwe, dopóki serce się nie rozwinie wystarczająco. Póżniej jest już zupełnie inaczej. Zdobyło się przyczółek na terenie wroga i nadszedł czas na utrzymanie tego przyczółku. Czujność. Jestem na tym etapie. Zdobyłem kawałek przyczółka, bardzo dużo mnie to kosztowało. Ale.. warto było.  :) teraz muszę się okopać i przygotować do kolejnego etapu. Jeszcze nie wiem, jaki to będzie etap. Pan mi powie w odpowiednim czasie. Najważniejsze, że wyciągnął mnie z bagna i postawił na skale. Bo na niej już jestem. Po 16 miesiącach walki zdobyłem przyczułek. Nie mogę pozwolić diabłu na wykradzenie tego, co zdobyłem.

W sercu rodzi się pragnienie pomagania i służenia ludziom. Będę musiał pójść na studia związane z padagogiką, albo psychologią. Chcę pracować z ludźmi, którzy potrzebują pomocy od takich, jak ja. Wiem już, że Bóg mnie zmienia nie dla mnie. Po części dla mnie, aby mnie uwolnić, tak. Ale chce, abym ja póżniej z przemienionym sercem (z Jezusem we mnie) wprowadzał innych do świata duchowego.

Proszę Was, piszcie cokolwiek o sobie. Jak Was zmienia.

AdamS

  • Gość
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #32 dnia: 28 07 2010 o 16:01:17 pm »
Zaczynam powoli nudzić się forum. Szkoda, że nic nie piszecie o sobie.

Widzisz, Sebastianie, każdy z nas jest inny i każdy ma nieco inny sposób ekspresji samego siebie. Jeden będzie pisał wyłącznie o swoich doświadczeniach, drugi o drodze duchowej, trzeci o przemyśleniach, inny ograniczy się do cytatów. Może to właśnie jest nasze wspólne bogactwo?...

Jest mnóstwo barier, które sprawiają, że obecni tu ludzie mało o sobie piszą. Jedna to zwyczajny brak czasu, druga to nieśmiałość czy wręcz zranienia, które nie pozwalają się otworzyć. Z pewnością są też osoby, które po prostu nie lubią pisać o sobie. Myślę, że tą różnorodność trzeba po prostu uszanować. Ale apel o większą aktywność oczywiście podchwytuję! :)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #33 dnia: 29 07 2010 o 17:02:03 pm »
Chciałbym podzielić się tym, co obecnie dzieje się w moim sercu. Od wielu lat miałem jedno podejście do poznania kobiety. Pierwszym krokiem było zobaczenie jej twarzy, czy też sylwetki. Musiała KONIECZNIE być w moim "typie". Dopiero, jak przeszła pozytywnie ten wizualny "test", rozpoczynałem kolejny krok.

Od trzech dni coś się we mnie zmienia w tej sprawie. Wraz ze wzrostem nowego serca, zaczynam inaczej patrzeć na kobiety. Ładna buzia przestaje mieć powoli dla mnie znaczenie, ale nie do końca. Bo po części kobieta musi mieć w sobie coś, co mnie przyciągnie. To są początki mojej metamorfozy pod wpływem Ducha Św i obecnie wiele na ten temat nie mogę tu napisać.

Dziś wracając z pracy obserwowałem kobiety pod kątem osobowości. Poprzez takie podejście zacząłem zauważać KOBIETĘ. Taką, jaką jest w rzeczywistości. Nie ciało, nie figurę, a ją. Byłem i nadal jestem zaskoczony tym, co "odkryłem". Zaskoczony, bo zobaczyłem piękno wewnętrznego człowieka. Oczy innych mi wiele mówią. Jestem dobrym obserwatorem. Problem polegał na tym, że za mało patrzyłem na duszę kobiety,  a więcej żyłem szukając mojego wymarzonego "typu" ideału. Nie mam problemów z pożądliwością, nie o to mi chodzi. Po prostu wbiłem sobie kiedyś do głowy, że to musi być mniej więcej taka i kobniec kropka.

Idąc do domu, przede mną szła kobieta z wóżkiem dziecięcym. Miała trochę pulchną budowę, zwłaszcza biodra. Normalnie bym odwrócił wzrok. Tym razem nie odwróciłem. Zacząłem zadawać sobie pytania.. co teraz ona myśli, czym się zajmuje, jak sobie radzi z wychowaniem dziecka. Nagle zaczęła mi się podobać. Nawet wydała mi się "seksowna". Bo zobaczyłem w niej kobietę taką, jak stworzył Bóg Ojciec.

My mężczyżni jesteśmy wzrokowcami. Powinno to brzmieć tak: faceci ze świata są wzrokowcami cielesnymi. Natomiast nowe stworzenia powinni być wzrokowcami sercowymi, badaczami kobiecych serc i dusz. W ten sposób może też zniknąć problem z pożądliwością u mężczyzn. Jest to tylko możliwe na drodze duchowej.

Właśnie zaczynam dostrzegać we mnie. Rośnie nowe serce i zmienia się moje podejście do kobiet. Oczywiscie potrzebuję czasu do pełnego dojrzenia.

Bóg nie widzi ładnej i brzydkiej kobiety. Takie u Niego nie istnieją. Dla Ojca wszystkie są cudownie stworzone.  Zgadzam się z Nim :) W Bogu nie ma pożądliwości, jest pragnienie bycia z kobietą w jej sercu i rozkoszowanie się jej głosem, marzeniami, jej naturą. Mężczyżni w świecie duchowym muszą poddać się przemianie, aby myśleć i patrzeć tak samo, jak Bóg Ojciec.

Jest to niesamowite uczucie. Bo rodzi się/dojrzewa we mnie pragnienie słuchania głosu serca kobiecego i pragnienie badania kobiecej duszy. Pragnę być z nią, aby wspólnie przeżywać czas na relacjach. Teraz rozumiem... kobieta wtedy rozkwita i czuje się spełniona duchowo. To jest przepiękne. :)

 W przyszłości chcę także pomagać ludziom. I takie podejście bardzo mi pomoże w słuchaniu i zrozumieniu osób, które potrzebują pomocy, bądź wsparcia.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #34 dnia: 29 07 2010 o 17:14:49 pm »
...tak na prawdę to kobiety wybierają mężczyzn.Nam się tylko tak wydaje,że to my decydujemy o wyborze kobiety...janusz f.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #35 dnia: 29 07 2010 o 17:27:56 pm »
...tak na prawdę to kobiety wybierają mężczyzn.Nam się tylko tak wydaje,że to my decydujemy o wyborze kobiety...janusz f.

Nie powiedziałem, że to my decydujemy o wyborze kobiety. Tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia według mnie. Ważne jest to, aby mężczyzna zaczął patrzeć na duszę kobiety, nie na jej pośladki, albo piersi. Bo z tym mają panowie największy problem. Kobieta dojrzała bada mężczyznę i obserwuje go. Szuka dojrzałości w nim. Każdy z nas musi samemu sobie na to odpowiedzieć, czy jest gotowy na bycie z kobietą. Mężczyzna z sercem ze świata zawsze stwierdzi, że tak. On jest gotowy, bo jest mężczyzną i tyle. Mężczyzna z sercem duchowym widzi dużo więcej i dużo lepiej zaczyna rozumieć naturalną kobiecą mentalność, na drodze duchowej. Piszę tu z własnego doświadczenia - małego obecnie w tym temacie, ale wystarczającego, abym wiedział, co o tym sądzić.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #36 dnia: 29 07 2010 o 17:38:16 pm »
...i co zobaczysz w duszy kobiety?Jeśli będziesz miał dobry wzrok zobaczysz poranionego grzesznika,który chce cie zjeść.Czy masz moc kochać swego wroga?...janusz f.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #37 dnia: 29 07 2010 o 18:10:01 pm »
Mam dobry wzrok, u wszystkich ludzi widzę poranione dusze. No to co, że chce mnie zjeść? Wiesz przecież, że jest coś takiego jak nasz własny krzyż. Nie, nie mam mocy kochać swego wroga. Dla mnie to ponad moje siły. Ale mam Jezusa. On ma moc to uczynić. Jeśli nie zapomnimy o naszym własnym krzyżu, że musimy go nieś codziennie na plecach przyjmując cokolwiek niewłaściwego od drugich osób na siebie i jednocześnie ufając Jezusowi, to ta moc będzie w nas przebaczając "poranionym grzesznikom".

Małżeństwo, to rezygnacja męża z siebie na rzecz budowania relacji z żoną, to także rezygnacja żony z siebie na rzecz budowania relacji z mężem.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #38 dnia: 30 07 2010 o 18:03:03 pm »
Dokończę moją wypowiedź po kolejnej dzisiejszej obserwacji.

Oczy. Oczy są tym, na co zwracam teraz uwagę. Rezygnując z własnego wytworzonego w wyobrażni ideału kobiety, rezygnując z siebie, szybko zauważyłem, że jedyną rzeczą u kobiety, na którą zwracam uwagę, są oczy. Te coś musi być w tych oczach. Nie zwracałem dziś uwagi na figurę, na kształty, nie miałem takiej potrzeby. Od dawna wiem, że oczy są zwierciadłem duszy. Ale dopiero teraz po rezygnacji z własnych pragnień w pełni zrozumiałem znaczenie tego określenia.

To, co mnie przyciąga u kobiety, to dojrzałość, mądrość, czystość, pokój, namiastka życia, jak kto woli - pasja do życia widoczne w oczach. Takie oczy mnie pociągają.

Nie zwracam uwagi na kobiety noszące ciemne okulary. Nawet, jeśli będzie miała extra figurę i głęboki dekolt. Nie ma dla mnie już większego znaczenia, jak wygląda kobieta od nosa w dół. Oczywiście o siebie trzeba dbać. Bez przesady  Nie podejdę do osoby, której jakość cery powie mi.... palę nałogowo, nie mogę przestać się obzerać czekoladą, nie dosypiam notorycznie, moją jedyną aktywnością jest wstanie z łóżka i włączenie laptopa.

Drugą rzeczą, która mnie przyciągnie, to podobne podejście do życia, podobne pasje, zainteresowania. Myślę, że to jest ważne, kiedy oboje mogą razem się realizować. Bo wtedy jest ogromna szansa dla obojga, aby wspólnie przeżyć życie razem będąc ze sobą blisko i często. Mieć wspólne pasje i realizować się. Żeby życie było przygodą.

To wspaniałe uczucie, kiedy nie zwracam uwagi na figurę. Czuję się wolny duchowo, nie ma we mnie człowieka z egoistycznymi pragnieniami. Moim zdaniem jest to egoizm, kiedy wymagamy od siebie samego w szukaniu u partnerki/ partnera pewnych cech, które MY jesteśmy w stanie zaakceptować. Czemu nie pomyślimy inaczej? Aby zaakceptować kogoś takim, jakim jest? Nigdy nie znajdziemy idealnego partnera. Bo taki nie istnieje. Szkoda czasu na szukanie wymarzonej księżniczki, czy księcia. Szukajmy raczej podobieństwa w nas, wspólnych zainteresowań, podobnego podejścia do życia, wspólnego języka.

To co nas zabija i nie pozwala zbudować wspniałego związku, to niepotrzebne oczekiwania względem przyszłego partnera/ki. Rezygnując z ideału, swojego typu otworzyły mi się oczy i wiem, kogo mam szukać. W tej kwestii jestem już konkretny, nie martwię się, czy jest taka osoba, czy jej nie ma. Są takie osoby. Najpierw trzeba zrezygnować z siebie, aby dostrzec to, czego się nie dostrzegało przez długi czas, bo miało się swoje samolubne podejście. Potem cierpliwie obserwować, aż się trafi na oczy, które powiedzą wiele. Wtedy trzeba działać. Bo kolejna okazja nie prędko się natrafi. Mowię tu o sobie, jako mężczyżnie. Kobiety są inaczej stworzone, niż płeć męska.

Z jednym wyjątkiem. Rezygnacja z siebie względem drugiego partnera dotyczy obojga płci.
     

AdamS

  • Gość
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #39 dnia: 31 07 2010 o 12:12:51 pm »
Oczy. Oczy są tym, na co zwracam teraz uwagę.  [...] Nie zwracam uwagi na kobiety noszące ciemne okulary.

To ciekawe spostrzeżenie, pod którym sam bym się również podpisał. Wprawdzie staram się koncentrować już swą uwagę wyłącznie na własnej Żonie, ale kiedy jesteśmy przy tak ogólnym charakteryzowaniu relacji damsko-męskich, muszę przyznać, że jako najważniejszą drogę przepływu tych niewidzialnych "fluidów" sam wymieniłbym również przede wszystkim OCZY. Dlaczego?...

Trafna metafora, jaką zastosował Sebastian, że oczy są zwierciadłem duszy (niektórzy mówią "oknem serca"), bardzo wiele mówi. Oczy wyrażają osobowość, ale również oczy zdradzają pragnienie, które w budowaniu związku jest najważniejsze. Nie mam tu na myśli tylko pragnienia zmysłowego (choć ono również nie jest bez znaczenia). Chodzi przede wszystkim o pragnienie emocjonalne, uczuciowe, duchowe...

Pragnienie widoczne jest w oczach wtedy, gdy osoba jest otwarta. Kiedy następuje pewne zamknięcie, oczy stają się zimno-szkliste, pragmatyczne. Może z uwagi na to nie lubię przesadnego malowania oczu (najlepiej, gdy kobieta w ogóle się nie maluje lub robi to bardzo dyskretnie). Nie lubię też ciemnych okularów. Szczere oczy są największą ozdobą twarzy ...i duszy! :)

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #40 dnia: 31 07 2010 o 15:54:02 pm »
 :o...Takie Ładne Oczy
Słowa: M. Dagman, Muzyka: S. Krajewski

Ładne oczy masz. Komu je dasz?
Takie ładne oczy, takie ładne oczy
Wśród wysokich traw głęboki staw
Jak mnie nie pokochasz, to się w nim utopię

Refren:
W stawie zimna woda
Trochę będzie szkoda
Trochę będzie szkoda, gdy
Utopię się w nim

Powiedzże mi, jak odgadnąć mam
Czy mnie będziesz chciała, czy mnie będziesz chciała
Przez zielony staw łabędzie dwa
Grzecznie sobie płyną. Czy mnie chcesz dziewczyno?

Refren:
W stawie zimna woda...

Inne oczy masz każdego dnia
Diabeł nie odgadnie, co w nich chowasz na dnie
Przez zielony staw przeleciał wiatr
Po rozległej toni fala falę goni

Refren:
W stawie zimna woda
Trochę będzie szkoda
Komu będzie szkoda, gdy
Utopię się w nim

Ładne oczy masz. Komu je dasz?
Takie ładne oczy, takie ładne oczy
Ładne oczy masz. Komu je dasz?
Takie ładne oczy, takie ładne oczy, takie ładne oczy...
 :D

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #41 dnia: 7 08 2010 o 16:51:18 pm »
Uporałem się z pychą, ale ona jest i zawsze będzie obok. To jest te ziarno grzechu, o którym pisałem, że podąża za każdym chrześcijaninem wraz z jego wzrostem duchowym.  Gdyby nie podążało, dawno bylibyśmy uświęceni. Jak odrzuciłem pychę, znowu jestem sobą i błyskawicznie wrócił do mnie Duch Boży, a także Jego "głos".

Niektóre posty dzisiaj rano skróciłem, bo pomyslałem, że mogę urazić czytelników forum zbyt konkretnymi wypowiedziami. Miałem w sercu ducha bojaźni. I to był mój błąd, ale dopiero teraz to wiem. O tym za chwilę.

Wracając do domu z zakupów (niedawno) dostałem konkretną i bardzo wyraźną myśl.... Nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko poprzez Mnie....  Normalnie mnie zamurowało. Szybko zrozumiałem, że ma to związek z pychą. Pycha jest grzechem (odpowiedź dla Mi, czemu mówię o sobie jako grzeszniku), nie odrzucając pychy odrzuciłem Jezusa. W tym momencie jestem grzesznikiem i stoję na drodze potępienia. Ta myśl mnie otrzeźwiła jak sole orzeżwiające. Zrozumiałem, że Jezus jest nie tylko Drogą, a także Bramą wąską. Natomiast szeroka brama, to piekło, prowadzi na zatracenie wieczne. Krzysztof, z kolei to odpowiedź dla Ciebie, nie są to metafory, a zwyczajna, prosta Prawda, którą Bóg od wieków próbuje wlać w nasze oporne umysły.

A co do tego, że miałem rano w sercu ducha bojażni, to jest nim duch nieczysty. Tak, był we mnie, bo nie podjąłem decyzji szczerej w jednej sprawie.  Duch nieczysty robi wszystko, abym tylko nie pisał o Prawdzie, która jest w moim sercu. Dlatego wlewa strach, niepewność, brak zdania, brak zdecydowania i brak konkretu. Próbuje wprowadzić zamęt. Po dostaniu myśli błyskawicznie się uporałem z demonem i w tym momencie poczułem, jak strach i niepewność ustępują. W sercu sie pojawia jasność, że nie powinieniem kasować tego, co próbuję przelać na "papier". Mam zawsze pisać to, co mam w sercu i nie przejmować się opiniami innych ludzi. Mam zawsze polegać na myśli od Ducha Św. i odrzucać strach i niepewność. Mam pamiętać, że tym strachem jest robota złego, odrzucać go i trwać zawsze na Drodze. Widzę, jak pycha czai się bez przerwy obok mnie.

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #42 dnia: 7 08 2010 o 19:26:06 pm »
Cytuj
Krzysztof, z kolei to odpowiedź dla Ciebie, nie są to metafory, a zwyczajna, prosta Prawda, którą Bóg od wieków próbuje wlać w nasze oporne umysł

Jezus jako wąska brama to jest metafora, Sebastianie. To nie jest pejoratywne określenie, po prostu tak nazywa się ten środek stylistyczny, którym posługiwał się Jezus, i który został uwieczniony w Ewangelii.

Pozdrawiam!
Krzysiek

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #43 dnia: 7 08 2010 o 21:25:36 pm »
Cytuj
Krzysztof, z kolei to odpowiedź dla Ciebie, nie są to metafory, a zwyczajna, prosta Prawda, którą Bóg od wieków próbuje wlać w nasze oporne umysł

Jezus jako wąska brama to jest metafora, Sebastianie. To nie jest pejoratywne określenie, po prostu tak nazywa się ten środek stylistyczny, którym posługiwał się Jezus, i który został uwieczniony w Ewangelii.

Pozdrawiam!
Krzysiek

To akurat jest metaforą, prawda  :D Źle to ująłem, miałem na myśli, abyśmy na Pismo nie patrzyli poprzez metafory i inne określenia językowe, a po prostu słuchali Ojca, tzn. Jego Słowa. Słowo jest Prawdą i zwyczajnie ją zaakceptujmy taką, jaką jest w prostocie. Bez rozumowania i szukania. Świat wiecznie szuka tej jedynej prawdy i jakoś nie może jej znaleźć. Bo nie słucha Ojca.


Chciałem o czym innym napisać. Oglądałem właśnie film i od czasu do czasu wpadają mi myśli do głowy, wtedy zatrzymuję spację (pauza) i wpadam w zadumę. Głównie to były myśli o wojnie z demonami, o drodze, która mnie czeka, o powołaniu i o miłości do ludzi.

Po jednej takiej zadumie, w sumie ona polega na mówieniu na głos do Ojca, zrozumiałem, że Ojca mamy słuchać czytając Pismo i w sobie Ducha Św., a rozum jest między innymi potrzebny na drodze duchowej do zbierania doświadczeń. Muszę wyciągać wnioski z każdej bitwy, czytaj upadku/grzechu. Mam mało doświadczenia w walce z demonami, ja wiem o tym i one o tym też wiedzą. Powiedziałem im, że owszem, są sprytne i doświadczone, ale mój Pan Jezus jest dużo lepszy od nich i poprowadzi mnie do końca przez ciemność do światła. Wiem, że krążą wokół mnie i słyszą co mówię. Ojciec mnie przygotowuje do wojny, widzę to coraz wyrażniej. Dlatego chyba pokazał mi Prawdę. Abym zaczął się oswajać z ukrytą dla innych prawdziwą rzeczywistością. Są we mnie emocje i to duże, ale powoli z uporem zaczynam siebie kontrolować. Krzepnę w sobie. Stabilizuję się.

Wiecie, widzę, jak świat jest totalnie zmanipulowany, bym powiedział poplątany duchowo do granic możliwości. A to dopiero początek. Będzie jeszcze gorzej.

Zrozumiałem też, czym jest miłość. Jest głoszeniem Prawdy ludziom bez względu na to, co się ze mną stanie. Bez względu na to, jak zareagują. Czy oberwę, czy nie oberwę, czy będę wyśmiany, cokolwiek. Przygotowuje mnie do poświęcenia się w imię chwały Boga. Powoli zaczynam być gotowy na umieranie dla Chrystusa. Teraz już rozumiem, co to znaczy stanąć w wyłomie i ściągnąć na siebie moce piekła.  Jeszcze nie stanąłem, nie posłał mnie, bo nie jestem gotowy. Ale to się stanie.

Wróg jest bardzo sprytny i ma wiekowe doświadczenie. Nie wolno pod żadnym pozorem go lekceważyć. Ale bać się nie ma potrzeby. Raczej siebie powinniśmy się bać, naszego rozumu, jeśli wykorzystamy go w niewłaściwy sposób. Nasz rozum to prawdziwa bomba, jeśli nie mamy wystarczającego doświadczenia w walce. Jedynym rozwiązaniem skutecznym, to umieć się umniejszyć i uczyć się zostawić wszystko Jezusowi i polegać na Nim. Jeśli używamy własnego rozumu w walce ze złem, nie ma sposobu, przegramy. Ma nad nami wielowiekowe doświadczenie i moc. Znają na pamięć każde nasze zachowanie, mimikę twarzy, wszystko. Ta droga jest bardzo wąska i jedyne, to trzeba dosłownie zostawić wszystko, zrezygnować z siebie i zaufać Panu. Nie wiem, cz jest tu ktoś na forum, co zdaje sobie sprawę z poważnej sytuacji. Droga duchowa to nie tylko modlitwy, służba i chodzenie do kościoła. To prawdziwa wojna o przetrwanie ludzkiego gatunku.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #44 dnia: 8 08 2010 o 12:14:02 pm »
W trakcie modlitwy doszło w moim sercu zrozumienie. Bardzo się cieszę, bo pycha bez przerwy próbuje mnie zdominować. Jestem na kolejnym etapie wzrastania duchowego i w takim momencie zawsze pojawia się pycha. Dostałem info, że każdy ma swoje powołanie do służby, każdego Pan chce używać na swój sposób. Jeden będzie śpiewał, drugi nauczał dzieci w szkole mówiąc o Bogu, inny prorokiem, jeszcze inny walczył o dusze innych biorąc na siebie moce piekła. Zrozumiałem, że to co dostaję od Pana (jeszcze nie wiem, jakie to powołanie, lecz widzę coraz wyrażniej, że przygotowuje mnie do ciężkiej i trudnej batalii) to nie jest coś wyjątkowe, a normalne i naturalne na drodze duchowej. I mam się nie wywyższać, nie mysleć o sobie jako kimś wyjątkowym, a być zwyczajnym człowiekiem. Oczywiście jestem normalnym, nie chcę i nie potrzebuję chwały dla siebie. Tak działa ziarno grzechu, które mnie próbuje zwieść pychą. Na szczęście powoli zaczynam się oswajać z tym, co Bóg dla mnie przygotowuje. Potrzebuję troszkę czasu, ale wiem w sercu, że wszystko będzie ok.

Słowo, które świetnie obrazuje moją obecną sytuację: Abdiasza 1,2-4Oto uczyniłem cię małym wśród narodów, wzgardzony jesteś bardzo wśród ludzi. Pycha twojego serca zwiodła cię, który mieszkasz w rozpadlinach skalnych, swoją siedzibę umieściłeś wysoko, myśląc w swoim sercu: kto mnie sprowadzi na ziemię? Choćbyś wzbił się wysoko jak orzeł, choćbyś założył swoje gniazdo wśród gwiazd, SPROWADZĘ CIĘ STAMTĄD - MÓWI PAN.

On wie, co we mnie się dzieje, czuwa bez przerwy nade mną jak też i nad Wami. To jest dojrzewanie duchowe, pycha jest tu nieodzowna, bo uczy pokory. Tak jak bez świadomości grzeszności nie ma łaski, tak też bez pychy nie ma pokory.

Dziś miałem ciekawe doświadczenie. Bardzo mnie to ucieszyło. Drzwi nie były zamknięte i powstał przeciąg. Mama na głowę czułą na przeciągi i poprosiła mnie, abym zamykał drzwi. Przeprosiłem ją. Nie jestem pewien, ale to chyba pierwszy raz w życiu przeprosiny były szczere od serca. To jest cos takiego, że nie myślę rozumem, a serce woła same do mamy o przebaczenie. Bo wczesniej przepraszałem szzczerze, ale nie czułem potrzeby uzyskania szczerego przebaczenia. Przeprosiłem mamę cztery razy, dopiero za czwartym razem do niej dotarło, że naprawdę ją przepraszam. Obserwowałem ją, bardzo mi zależało, aby mi przebaczyła.

Teraz to pisząc zrozumiałem jedną ważną rzecz (przed chwilą). Nieistotne, czy człowiek mi przebaczy. Istotne, abym ja okazał pokorę i pojawiła się we mnie naturalna potrzeba uzyskania przebaczenia. Człowiek może nie przebaczyć, zwłaszcza ten, który nie zna Boga. Zrozumiałem, że mam nie patrzeć na ludzi, nie polegać na nich. Nieważne, czy osoba mi przebaczy, ważne, czy ja okazuję pokorę i szczerą skruchę. Wtedy Bóg mi przebaczy, człowiek nie musi dla mnie. Ale człowiek musi nauczyć się przebaczać innym dla samego siebie. Dla ratowania siebie, aby nie być potępionym. Ważne, żeby ludzie wiedzieli, że nie mają mocy przebaczenia. Jeśli ktoś twierdzi, że umie przebaczać, to się myli. Niech nie będzie naiwny. Nie mamy mocy przebaczenia, nie ma w nas miłości. To może uczynić tylko Ojciec poprzez nasze serca. Nowe serca. Dlatego trzeba się umniejszyć, aby Bóg był w nas. Wtedy działa Jego moc. Miłości, przebaczenia, gotowość do poświęcenia, gotowość do służby. Gotowość do cierpienia za innych - stawanie w wyłomie i branie na siebie w imieniu innych pocisków ognistych złego. Myślę, że te ostatnie jest powołaniem, ale nie jestem pewien. Odnoszę wrażenie nieodparte, że chyba mnie to czeka. Bo w sercu rodzi się coś na kształt gotowości do poświęcenia siebie dla ratowania innych.

Właśnie sobie uświadomiłem, że o tym pisał Janusz gdzieś na forum. Branie na siebie cierpienia za innych. Grzechy nie, one należą do właściciela i musi sam sie ukorzyć przed Bogiem i je wyznać. Ale cierpienia możemy wziąć, w Jezusie oczywiście. Jezus wziął na siebie za nas nasze cierpienia, które nam się należały. Tym też jest naśladowanie Jezusa.

Mateusza 6, 14-15 Bo jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, odpuści i wam Ojciec wasz niebieski. A jeśli nie odpuścicie ludziom i Ojciec wasz nie odpuści wam przewinień waszych.