Autor Wątek: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa  (Przeczytany 7321 razy)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #15 dnia: 12 07 2010 o 19:36:58 pm »
Widzę, że rozpisuję się na forum. A miałem z niego zniknąć. Jednak Norah miała rację.

Modliłem się 5 minut temu do Ojca. Będąc w trakcie procesu umierania, modlitwa przybiera zupełnie inny wymiar. To cos niezwykłego. Z pewnością przeżywacie to samo. Modlitwa/ rozmowa z Ojcem jest piękna, prawda?   :D  W trakcie modlitwy uzmysłowiłem sobie, że serce Ojca cierpi, krwawi, kiedy robię coś nie po Jego myśli. Uzmysłowiłem sobie, że ma te same uczucia, co my. Jesteśmy przecież stworzeni na Jego obraz. Cierpienia nie są przyjemne dla mnie, są bolesne. Nie chcę, aby Ojciec przeze mnie miał smutek, aby go serce bolało. Większosć ludzi mówi, że On jest Bogiem, to wszystko wytrzyma i nic mu nie będzie. Ja myślę, że ludzie się mylą. Owszem, jest Bogiem i wszystko wytrzyma. Bierze na siebie nasz ciężar, fakt, to prawda. Ale ma UCZUCIA! Nie można tego ot tak pomijać. On też czuje dokładnie to samo, co i my. Mimo, że jest Bogiem. Też cierpi. Jest naszym Ojcem, a my Jego dziećmi. Czuje sie samotny, dużo dzieci bawi się na własnym podwórku, mało Go kto odwiedza. Tak szczerze odwiedza, dla Niego. Nie za potrzebą, a z miłości do Ojca przychodzi. On cierpi, czuje się samotny. Och tatusiu. Co ja zrobiłem.

Dlatego chcę umrzeć jak najszybciej, aby mógł we mnie zamieszkać. Wtedy na pewno szkody nie wyrządzę. Bo będę w Nim, a On we mnie. Bardzo ciekawy jestem mojej drogi, mego powołania. Już nie mogę się doczekać. Nawet, jeśli miałbym chodzić dolinami śmierci, aby innych wyciągać na światło, nei zawacham się. Pójdę wszędzie, gdzie Ojciec mnie pośle. Im mniej mnie, tym bardziej Go kocham i więcej się ze sobą jednoczymy. Jak patrzę na Pismo Św., to się uśmiecham. Bo to mój chleb, mój pokarm. Niezwykłe to wszystko.

Pragnę Mu dawać jak najwięcej radości. Nie chcę, aby Jego serce było przepełnione smutkiem.
« Ostatnia zmiana: 12 07 2010 o 19:42:15 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #16 dnia: 12 07 2010 o 20:09:15 pm »
Właśnie do mnie dotarło, że On cierpi z miłości do nas. Cóż za potężna miłość! Więc to jest te pełne znaczenia Krzyża. Rozumiem. Też pragnę takiej miłości w cierpieniu. Prawdziwie głębokiej i dojrzałej miłości. Muszę szybko umrzeć. Ale to od Ojca zależy, nie ode mnie. Pozostaje mi więc cierpliwosć.

Ps. Janusz, dzięki za Twoje wywody, poniekąd dołożyłeś się. Teraz sercem w pełni rozumiem znaczenie Krzyża.

Ps 2. Tak bardzo nas kocha, że znosi ten ból odtrącenia w cierpliwości. Ale Jego gniew będzie słuszny i sprawiedliwy. Ma pełne prawo. Przecież cierpi dla nas! Jest tylko jedna szansa, jedyna. Więcej już nie będzie.

O rany, On ratuje moją skórę. Mimo, że nie jestem tego godzien, jako człowiek. Ale w środku jestem Jego dzieckiem. Dlatego zatęsknił za mną, za Wami. Jego miłość, jako rodzica/stworzyciela nie pozwala Mu o nas zapomnieć. Na co my jeszcze właściwie czekamy? Musimy umrzeć jako człowiek, a narodzić się na nowo dla Ojca, jako nowe stworzenie. Żeby umożliwić Mu wejście do naszego serca.
« Ostatnia zmiana: 12 07 2010 o 20:18:11 pm wysłana przez rebus »

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #17 dnia: 12 07 2010 o 21:26:51 pm »
O rany, On ratuje moją skórę. Mimo, że nie jestem tego godzien, jako człowiek. Ale w środku jestem Jego dzieckiem. Dlatego zatęsknił za mną, za Wami. Jego miłość, jako rodzica/stworzyciela nie pozwala Mu o nas zapomnieć. Na co my jeszcze właściwie czekamy? Musimy umrzeć jako człowiek, a narodzić się na nowo dla Ojca, jako nowe stworzenie. Żeby umożliwić Mu wejście do naszego serca.

Podobnie jak (już kiedyś o tym pisałam) mówienie o ludziach, czy rzeczach, które bardzo lubimy, że są "cudowne", bardzo razi mnie używanie jako wykrzyknika zwrotu "o rany" (w domyśle - wiadomo przecież - że chodzi o rany Jezusa). Może tak jest dlatego, że jestem starej daty, a może dlatego, że... jeszcze do końca nie umarłam. Obawiam się jednak, że taki stan o jakim pisze Rebus, dla człowieka nie jest do końca możliwy. Zawsze odzywać się będzie ta stara natura  :(
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #18 dnia: 12 07 2010 o 22:24:23 pm »
@rebus:

Ja Ci tam rychłej śmierci nie życzę, bracie  ;D

Jak napisała Hana, człowiek do śmierci zmaga się ze swoją grzeszną naturą. Wszyscy, którzy uwierzą Jezusowi, stają się umarli dla grzechu, Ale to nie znaczy, że przestają grzeszyć, tylko że grzech nie ma już nad nimi władzy, nie oznacza śmierci. Ale, powtórzę, życie człowieka to nieustanny proces złożony z upadków i podnoszenia się.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #19 dnia: 12 07 2010 o 23:44:27 pm »
Może macie rację  :) ja jednak wierzę i będę próbował. Jestem na początku Drogi, dopiero około 16 miesięcy bodajże, choć myślę, że czas nie ma tu znaczenia, a raczej jakosć przeżywania życia z Bogiem. Piszę o tym, co przeżywam teraz na dziś, co będzie dalej, nie wiem. Ale wierzę mocno w pełne zjednoczenie z Ojcem. Paweł przez całe życie chodził z Bogiem i wykonywał Jego wolę. Gdyby Ojciec mi powiedział, abym miał porzucić wszystko i iść głosić Ewangelię, poszedłbym z radością.

W trakcie modlitwy przeszła mi myśl, że umieranie być może jest tą pokutą na całe życie. Spłaceniem mojego długu za życie Jezusa. Czas pokaże.

Ps. Hana, pierwszy raz od wielu wielu lat napisałem ..O rany, zresztą to był odruch  ;)
« Ostatnia zmiana: 13 07 2010 o 00:48:12 am wysłana przez rebus »

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #20 dnia: 13 07 2010 o 06:39:33 am »
Oczywiście każdy ma swoją drogę rozwoju duchowego, nie neguję tego, co przeżywasz. Chcę tylko zauważyć, że Paweł chodził z Bogiem i jednocześnie grzeszył. Sam nawet o tym pisze w 7. rozdziale Listu do Rzymian. Początkowo nie mogłem tego zrozumieć, starałem się patrzeć na tę sytuację zero-jedynkowo: jestem z Chrystusem - nie grzeszę; nie jestem - grzeszę. A przecież, będąc w Chrystusie, dalej grzeszymy, choć grzech nad nami nie panuje. Żądło zostało, ale nie ma już w nim śmiercionośnej trucizny.


AdamS

  • Gość
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #21 dnia: 13 07 2010 o 07:47:54 am »
Jest naszym Ojcem, a my Jego dziećmi. Czuje sie samotny, dużo dzieci bawi się na własnym podwórku, mało Go kto odwiedza. Tak szczerze odwiedza, dla Niego. Nie za potrzebą, a z miłości do Ojca przychodzi.

Czuję, że sama taka postawa (modlitwa bezinteresowna, z czystej miłości) daje uwolnienie od grzechów, bo gdy ktoś przychodził z otwartym sercem, Jezus nigdy nie czekał, zawsze wychodził naprzeciw i żaden grzech nie był wtedy przeszkodą, by się z Nim w pełni spotkać. Niestety nasza modlitwa (również moja) zbyt często nakierowana jest na jakiś cel. To bardzo cenna uwaga, Sebastianie - dziękuję Ci za nią.

Hana poruszyła tu problem, który być może nie ma zbyt wielkiej wagi, ale mnie również rani każde użycie w wykrzykniku słów takich, jak "Jezus, Maria"! czy "rany Boskie"! Nie winię nikogo, bo wiem, że to odruchy, które czasem podświadomie nabywane są z zewnątrz (okrzyk "o rany" mnie samemu się zdarza) - a jednak Hana ma rację, że warto na to zwrócić uwagę.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #22 dnia: 13 07 2010 o 12:24:22 pm »
Hana poruszyła tu problem, który być może nie ma zbyt wielkiej wagi, ale mnie również rani każde użycie w wykrzykniku słów takich, jak "Jezus, Maria"! czy "rany Boskie"! Nie winię nikogo, bo wiem, że to odruchy, które czasem podświadomie nabywane są z zewnątrz (okrzyk "o rany" mnie samemu się zdarza) - a jednak Hana ma rację, że warto na to zwrócić uwagę.

Bodajże trzeci raz w życiu powiedziałem Orany, jednak wcale to nie kojarzy mi się z ranami Chrystusa.  Co do Jezus Maria i rany Boskie, na szczęście nie mam niestosownych nawyków słownych, nie pochwalam tego typu wyskoków. Bo to wołanie do Boga nadaremno. Wołanie, które Mu się nie podoba.

Jednak posłucham tu Hani i Adama i wymażę z głowy określenie Orany. Bo już będzie mi się kojarzyło z ranami Jezusa.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #23 dnia: 13 07 2010 o 12:38:00 pm »
Jest naszym Ojcem, a my Jego dziećmi. Czuje sie samotny, dużo dzieci bawi się na własnym podwórku, mało Go kto odwiedza. Tak szczerze odwiedza, dla Niego. Nie za potrzebą, a z miłości do Ojca przychodzi.

Czuję, że sama taka postawa (modlitwa bezinteresowna, z czystej miłości) daje uwolnienie od grzechów, bo gdy ktoś przychodził z otwartym sercem, Jezus nigdy nie czekał, zawsze wychodził naprzeciw i żaden grzech nie był wtedy przeszkodą, by się z Nim w pełni spotkać. Niestety nasza modlitwa (również moja) zbyt często nakierowana jest na jakiś cel. To bardzo cenna uwaga, Sebastianie - dziękuję Ci za nią.

Adamie, do modlitwy też trzeba dojrzeć. Zrozumiałem to wczoraj, im głębiej poznaje się Ojca, tym głębsza, dojrzalsza modlitwa. Zaczynasz się skupiać na samej Osobie, na Ojcu, nie Ty się liczysz tu, a On. On wie, jakie masz potrzeby, tak naprawdę nie musisz nawet ich wymieniać. On chce zobaczyć Twoją miłość do Niego. I chce, abyś poczuł również Jego miłość. I przyjął tę miłość. To jest te zjednoczenie. A żeby to zrobić, nie wolno w nas byc interesowności, potrzeb, egozimu. Czysta miłosć dziecka (nas) i ufność do Ojca. Oznaką częstą jest autentyczne otwarcie serca i płacz. Płaczesz jak małe dziecko. I naturalnie kulisz się. Czujesz Jego majestat i Twoją własną słabość, małość. Taka modlitwa jest prawdziwą modlitwą. Dopiero to jest rozmowa z Bogiem. Całkowite otwarcie sie przed Nim, otwarcie siebie prawdziwego, Jego syna i dziecka jakim Cię stworzył. Jest to piękne.  :) Gwarantuję Ci, że po jakimś czasie takich rozmów/ modlitwy, kiedy będziesz myślał o pokusach, o skoku w bok z Drogi, będziesz zupełnie inny, zastanowisz się po kilkakrość, gdyż  w Twoim sercu.... Wtedy dopiero się czuje konkretnie, że nie jesteś sam. Ta głębia. Dlatego musimy umrzeć, wyrzucić nasze potrzeby/egoizm i z pytaniami, ze wszystkim do Ojca. A reszta będzie nam dodana. Ojciec zawsze chce dla nas dobrze. W ten sposób tą drogą także zaczynamy dopiero rozwijać prawdziwe zaufanie do Niego, zaczynamy polegać na Nim. Musimy umrzeć, całkowicie polegać na Nim.

AdamS

  • Gość
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #24 dnia: 13 07 2010 o 13:29:21 pm »
Adamie, do modlitwy też trzeba dojrzeć. Zrozumiałem to wczoraj, im głębiej poznaje się Ojca, tym głębsza, dojrzalsza modlitwa. Zaczynasz się skupiać na samej Osobie, na Ojcu, nie Ty się liczysz tu, a On. On wie, jakie masz potrzeby, tak naprawdę nie musisz nawet ich wymieniać.

To prawda. Prawda, która także leczy ze skrupulanctwa :) Człowiek często wpada w pułapkę własnej, duchowej "biurokracji", starając się pamiętać o wszystkim, co trzeba Bogu na modlitwie przedłożyć. A przecież gdybyśmy zawsze byli świadomi tego, że On przenika do głębi nasze serce, wówczas wystarczyłyby tylko proste słowa zawierzenia, a czasem modlitwa nie potrzebowałaby żadnych słów...

Offline paula127

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #25 dnia: 18 07 2010 o 14:09:38 pm »
Bardzo podoba mi się Twoja droga w Bogu Sebastianie. Podziwiam Cię za to że potrafisz otwarcie o niej pisać. Wykładasz tu bardo budujący świadectwo, lubię czytać Twoje wpisy, są pozytywne.

Ja właśnie wróciłam z konnego obozu. Osiągnęłam swój cel. Czytałam biblię!!!! hA ha! miałam odwagę, na ten czyn, oraz modliłam się wieczorem przy wszystkich(oczywiście wtedy ludzie spali), ale i tak jak na mnie to duże osiągnięcie. Potrzebowałam dużo wysiłku i samozaparcia, ale głównie to mój duch odwalał tą robotę:P no i też wcześniejsza modlitwa w której prosiłam szczerze o odwagę :)

Oczywiście musiałam sobie rozwalić kręgosłup na tych koniach, ale nie spadłam tylko coś sobie uszkodziłam kiedy kłusowałam i jeździłam tylko trzy dni:( ale i tak było pięknie.

Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #26 dnia: 18 07 2010 o 17:38:32 pm »
Bardzo podoba mi się Twoja droga w Bogu Sebastianie. Podziwiam Cię za to że potrafisz otwarcie o niej pisać. Wykładasz tu bardo budujący świadectwo, lubię czytać Twoje wpisy, są pozytywne.

Dziękuję. Ostatnio mój ulubiony zwrot, to .... cegiełka do cegiełki. Dzień po dniu.... W ten sposób chcę zbudować swój własny dom na Skale. Cierpliwie, cegiełka po cegiełce. Jedna ciegiełka to jeden dzień. Jeśli upadnę, to rozpoczynam od nowa budowę. W ten sposób chcę siebie zmotywować do trwania mocno w Jezusie. Chcę postawić dom, a nie wiecznie nie dokończone ściany. Grzeszyć będę całe życie, wiem wiem, słyszałem to.  :) nie chodzi mi o to. Mi chodzi o zamiary, myśli w pełni świadome wykonane przeze mnie, KTÓRYCH MOGŁEM UNIKNĄĆ WŁAŚCIWĄ DECYZJĄ. Takie nie są u mnie mile widziane i sam siebie skreślam. W ten sposób chcę sobie poradzić ze złym EGO.

Cytat: Paula
Ja właśnie wróciłam z konnego obozu. Osiągnęłam swój cel. Czytałam biblię!!!! hA ha! miałam odwagę, na ten czyn, oraz modliłam się wieczorem przy wszystkich(oczywiście wtedy ludzie spali), ale i tak jak na mnie to duże osiągnięcie.

Cieszę się Paulino. Najlepsza modlitwa jest jak nikt nie widzi i nie przeszkadza. Jak nie mam możliwości, to w sercu rozmawiam z Ojcem odchodząc pod byle pretekstem na bok.

Cytat: Paula
Oczywiście musiałam sobie rozwalić kręgosłup na tych koniach, ale nie spadłam tylko coś sobie uszkodziłam kiedy kłusowałam

Mam nadzieję, że to nic poważnego.



Wczoraj o 2 w nocy pogodziłem się z Jezusem odnośnie mojej rany z przeszłości, od której uciekałem przez 16-17 lat. Pogodziłem się i zamierzamy razem wkroczyć w moją ranę i uleczyć ją.

Póżniej dziś, będąc na naboźeństwie, dostałem polecenie w sercu, abym się zjednoczył z Duchem Św. Siedząc i słuchając pastora zauważyłem w sercu dojrzewanie myśli. Niedawno na forum była dyskusja o zjednoczeniu za życia z Bogiem, padały różne argumenty.

Dostałem odpowiedź co do zjednoczenia z Bogiem. Za życia muszę się zjednoczyć z Duchem Bożym i być Jego światynią. Aby Ojciec mógł nas prowadzić swoją wolą za pośrednictwem Ducha Św. Jeśli chcę słuchać Boga- Ojca, muszę się zjednoczyć z Jego Duchem tu na ziemi. Najwyższy czas zaakceptować Ducha Bożego, zaakceptować siebie jako nowym stworzeniem z nowym sercem. Akceptacja to decyzja.  Zrozumiałem, że pójscie za Jezusem, to decyzja, ale podjąłem ją jako niedojrzały. Skoro dostałem taką myśl, to znak, że czas wyruszyć w podróż już nie jako człowiek, a jako mąż Boży.

Jak parę tygodni temu dostałem myśl, abym przestał być niemowlęciem i stał się mężem Bożym, nie czułem się do tego w pelni gotowy. Czułem jednak, że muszę tę decyzję podjąć. I podjąłem, wchodzę na niepewny grunt jako "młody" mąż Boży. No i obecnie kolejna decyzja mnie czeka.

 Zjednoczyć się z Duchem Bożym, głębiej. Nie ma co ukrywać. To już jest etap całkowitego posłuszeństwa. Mam się uczyć być Mu posłusznym. Ustąpić miejsca Bogu w sobie.

Jestem nowym stworzeniem. Koniec mojej wolnej woli. Nie martwię się jej utratą. Tak naprawdę moja wola mnie niszczyła i więziła. Bóg chce mnie uwolnić. On wie najlepiej jak.



Jeszcze o jednym napiszę. O tym, że Paweł w llistach pisze, abyśmy nie mieli w sobie ducha bojaźni. Dziś zrozumiałem w praktyce, co to znaczy nie mieć w sobie ducha bojaźni. Ma to związek właśnie z przestaniem uciekania od mojej rany. Uciekałem ze strachu. Uciekałem, bo bałem sie, że ludzie będą się śmiali, będą wytykać palcami, złośliwymi uwagami. Ja pozwoliłem na to, wierzyłem w to, karmiłem się tym.

 
To nie byłem ja, nie ten prawdziwy, jakim mnie stworzył Bóg Ojciec. Ten strach, to mój zdrajca, który jest we mnie. Moje fałszywe JA, czyli nasiono grzechu. Ten zdrajca zawsze będzie przeciwny Bogu i zawsze będzie zmuszał każdego człowieka do podejmowania decyzji tchórzowskiej. A potem się czujemy podle. To są te rany.

Czuję się inaczej. Coraz lepiej potrafię zaakceptować różne osobowości ludzi. Widzę, że są różne sytuacje, w których daję sobie świetnie radę (w sercu pełna akceptacja bez złej myśli, pełna zgoda), bo oddaję pole Duchowi Św., rezygnując z siebie. Ale też są trudniejsze, gdzie jeszcze na ułamek sekundy pojawia się narzucanie komuś własnej woli. Ale też bardzo szybko doprowadzam serce do porządku. Cegiełka, po cegiełce umacniam się jako nowe stworzenie, w którym mnie nie ma, a jest Duch Boży.

Im bardziej sie robię dojrzały duchowo, tym bardziej pragnę tej Drogi. Im bardziej idę w głąb, tym więcej odczuwam życia w sobie. Prawdziwego życia. Zaczynam się ocierać o wolność, tę wolność, którą wykupił dla nas Jezus. Bóg mnie uwalnia ode mnie, od starego "trepa", oddziela mnie od ziarna grzechu.

Zauważyłem, że oprócz akceptacji drugiego człowieka, także zupełną wartość straciły dla mnie pieniądze. Są czymś bezbarwnym. Gdyby ktoś słuchał mnie teraz i zwątpił w moje słowa odnośnie pieniędzy, spokojnie bym wyciągnął banknot stu złotowy i podpalił go zapalniczką. Pod warunkiem, że miałbym oczywiście parę stów na zapas na życie.

To jest piękne. Dopiero teraz zaczynam rozumieć, czym jest ta Droga. To początek rozumienia. I wiecie co? Staję się mężczyzną. Kompletnym. Widzę, jak dojrzewam jako mężczyzna w Jezusie, takim jakim w sercu zawsze miałem pragnienia. Wiem teraz, że to były pragnienia Ojca. Wczoraj w książce przeczytałem, że mężczyzna będzie prawdziwym mężczyzną dopiero na drodze duchowej. Zgadzam się z autorem. Prawdziwy mężczyzna, to wolny mężczyzna. Bez fałszywego EGO, bez pozerstwa. Takiego właśnie potrzebuje każda kobieta. Takiemu zaufa. Takiemu, który nie ma w sobie ducha bojażni. Zaufa takiemu, który jest mężem Bożym, a Jezus jego głową.

Jeśli poczujesz strach, zwątpienie, negatywne myśli, to wszystko idzie od zdrajcy, który jest w Tobie. Nigdy, przenigdy nie słuchaj jego. Nie odwracaj się od problemów, Twoja prawdziwa osobowość jest zawsze gotowa do zmierzenia się z ówczesną przeszkodą. Bóg jest zwyciężcą. Stworzył Cię na jego podobieństwo. Musisz uwolnić się od tego zdrajcy. Po to został nam dany Duch Boży. Aby Ci w tym pomógł. Wtedy odzyskasz swoje imię. Będziesz sobą i będziesz wolny. Jako prawdziwe Boskie Stworzenie.
« Ostatnia zmiana: 25 07 2010 o 17:55:12 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #27 dnia: 25 07 2010 o 18:09:25 pm »
Ponownie pojawiła się we mnie pycha. To trzeci raz na drodze duchowej. Pastorzy mówili, że to normalne. Zawsze będzie sie pojawiać i trzeba mieć czujność.

Zwalczam ją w taki sposób, że uświadamiam sobie, że to wszystko mam od Ojca. Od Niego przychodzi poznanie, dzięki Niemu więcej rozumiem. Pycha jest niebezpieczna, ale uleczalna. Pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie. Ale to dobrze. Bo mnie uzdrawia.  ;D Dzięki temu poznaję swoje miejsce w szeregu.

Offline paula127

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #28 dnia: 25 07 2010 o 20:37:08 pm »
Mi taka pycha, na mojej drodze, cały czas daje się we znaki. Była największa przed odrodzeniem, po odrodzeniu nie traciło na swej wielkości, dopiero później malała, aż znikła, ale nie do końca znikła. Czasem myślę, o jak fajnie, Bóg mnie zmienił nie ma już we mnie tej pychy z którą tak na początku walczyłam. Lecz z czasem okazuje się że to <nie mam> nie jest takie pewne, gdyż w momentach niespodziewanych, objawie się ona czasem nieświadomie, w toku myślenia, czyli np. robię coś, postępuję jakoś, mam jakiś cel, dopiero później np. kiedy się modle, czy myślę nad swoim postępowaniem, wychodzi na jaw to że ten cel był podyktowany przez pychę, której przecież tak dawno się już pozbyłam. Tak to już mam. Pozdro (za tydzień jadę na 3 tygodnie do Hiszpanii!!!!!!!!!!!!:):):) ]
Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 818
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #29 dnia: 25 07 2010 o 23:10:01 pm »
Paula, po obejrzeniu filmu Siedem dusz, stwierdzam, że ta pycha, to dopiero sam czubek góry lodowej. Naprawdę musimy usunąć się w cień i pozwolić działać Ojcu w naszym życiu. Bóg jak zwykle ma rację, nie sądziłem, że jestem aż tak malutki w swojej greszności. Wiara jest potrzebna, aby uwierzyć w Boga. Reszta należy do Niego. Ot, cała prawda.

Kochani, jestem największym grzesznikiem na ziemi. Większego ode mnie nie ma.
« Ostatnia zmiana: 25 07 2010 o 23:28:38 pm wysłana przez rebus »