Bardzo podoba mi się Twoja droga w Bogu Sebastianie. Podziwiam Cię za to że potrafisz otwarcie o niej pisać. Wykładasz tu bardo budujący świadectwo, lubię czytać Twoje wpisy, są pozytywne.
Dziękuję. Ostatnio mój ulubiony zwrot, to .... cegiełka do cegiełki. Dzień po dniu.... W ten sposób chcę zbudować swój własny dom na Skale. Cierpliwie, cegiełka po cegiełce. Jedna ciegiełka to jeden dzień. Jeśli upadnę, to rozpoczynam od nowa budowę. W ten sposób chcę siebie zmotywować do trwania mocno w Jezusie. Chcę postawić dom, a nie wiecznie nie dokończone ściany. Grzeszyć będę całe życie, wiem wiem, słyszałem to.

nie chodzi mi o to. Mi chodzi o zamiary, myśli w pełni świadome wykonane przeze mnie, KTÓRYCH MOGŁEM UNIKNĄĆ WŁAŚCIWĄ DECYZJĄ. Takie nie są u mnie mile widziane i sam siebie skreślam. W ten sposób chcę sobie poradzić ze złym EGO.
Ja właśnie wróciłam z konnego obozu. Osiągnęłam swój cel. Czytałam biblię!!!! hA ha! miałam odwagę, na ten czyn, oraz modliłam się wieczorem przy wszystkich(oczywiście wtedy ludzie spali), ale i tak jak na mnie to duże osiągnięcie.
Cieszę się Paulino. Najlepsza modlitwa jest jak nikt nie widzi i nie przeszkadza. Jak nie mam możliwości, to w sercu rozmawiam z Ojcem odchodząc pod byle pretekstem na bok.
Oczywiście musiałam sobie rozwalić kręgosłup na tych koniach, ale nie spadłam tylko coś sobie uszkodziłam kiedy kłusowałam
Mam nadzieję, że to nic poważnego.
Wczoraj o 2 w nocy pogodziłem się z Jezusem odnośnie mojej rany z przeszłości, od której uciekałem przez 16-17 lat. Pogodziłem się i zamierzamy razem wkroczyć w moją ranę i uleczyć ją.
Póżniej dziś, będąc na naboźeństwie, dostałem polecenie w sercu, abym się zjednoczył z Duchem Św. Siedząc i słuchając pastora zauważyłem w sercu dojrzewanie myśli. Niedawno na forum była dyskusja o zjednoczeniu za życia z Bogiem, padały różne argumenty.
Dostałem odpowiedź co do zjednoczenia z Bogiem. Za życia muszę się zjednoczyć z Duchem Bożym i być Jego światynią. Aby Ojciec mógł nas prowadzić swoją wolą za pośrednictwem Ducha Św. Jeśli chcę słuchać Boga- Ojca, muszę się zjednoczyć z Jego Duchem tu na ziemi. Najwyższy czas zaakceptować Ducha Bożego, zaakceptować siebie jako nowym stworzeniem z nowym sercem. Akceptacja to decyzja. Zrozumiałem, że pójscie za Jezusem, to decyzja, ale podjąłem ją jako niedojrzały. Skoro dostałem taką myśl, to znak, że czas wyruszyć w podróż już nie jako człowiek, a jako mąż Boży.
Jak parę tygodni temu dostałem myśl, abym przestał być niemowlęciem i stał się mężem Bożym, nie czułem się do tego w pelni gotowy. Czułem jednak, że muszę tę decyzję podjąć. I podjąłem, wchodzę na niepewny grunt jako "młody" mąż Boży. No i obecnie kolejna decyzja mnie czeka.
Zjednoczyć się z Duchem Bożym, głębiej. Nie ma co ukrywać. To już jest etap całkowitego posłuszeństwa. Mam się uczyć być Mu posłusznym. Ustąpić miejsca Bogu w sobie.
Jestem nowym stworzeniem. Koniec mojej wolnej woli. Nie martwię się jej utratą. Tak naprawdę moja wola mnie niszczyła i więziła. Bóg chce mnie uwolnić. On wie najlepiej jak.
Jeszcze o jednym napiszę. O tym, że Paweł w llistach pisze, abyśmy nie mieli w sobie ducha bojaźni. Dziś zrozumiałem w praktyce, co to znaczy nie mieć w sobie ducha bojaźni. Ma to związek właśnie z przestaniem uciekania od mojej rany. Uciekałem ze strachu. Uciekałem, bo bałem sie, że ludzie będą się śmiali, będą wytykać palcami, złośliwymi uwagami. Ja pozwoliłem na to, wierzyłem w to, karmiłem się tym.
To nie byłem ja, nie ten prawdziwy, jakim mnie stworzył Bóg Ojciec. Ten strach, to mój zdrajca, który jest we mnie. Moje fałszywe JA, czyli nasiono grzechu. Ten zdrajca zawsze będzie przeciwny Bogu i zawsze będzie zmuszał każdego człowieka do podejmowania decyzji tchórzowskiej. A potem się czujemy podle. To są te rany.
Czuję się inaczej. Coraz lepiej potrafię zaakceptować różne osobowości ludzi. Widzę, że są różne sytuacje, w których daję sobie świetnie radę (w sercu pełna akceptacja bez złej myśli, pełna zgoda), bo oddaję pole Duchowi Św., rezygnując z siebie. Ale też są trudniejsze, gdzie jeszcze na ułamek sekundy pojawia się narzucanie komuś własnej woli. Ale też bardzo szybko doprowadzam serce do porządku. Cegiełka, po cegiełce umacniam się jako nowe stworzenie, w którym mnie nie ma, a jest Duch Boży.
Im bardziej sie robię dojrzały duchowo, tym bardziej pragnę tej Drogi. Im bardziej idę w głąb, tym więcej odczuwam życia w sobie. Prawdziwego życia. Zaczynam się ocierać o wolność, tę wolność, którą wykupił dla nas Jezus. Bóg mnie uwalnia ode mnie, od starego "trepa", oddziela mnie od ziarna grzechu.
Zauważyłem, że oprócz akceptacji drugiego człowieka, także zupełną wartość straciły dla mnie pieniądze. Są czymś bezbarwnym. Gdyby ktoś słuchał mnie teraz i zwątpił w moje słowa odnośnie pieniędzy, spokojnie bym wyciągnął banknot stu złotowy i podpalił go zapalniczką. Pod warunkiem, że miałbym oczywiście parę stów na zapas na życie.
To jest piękne. Dopiero teraz zaczynam rozumieć, czym jest ta Droga. To początek rozumienia. I wiecie co? Staję się mężczyzną. Kompletnym. Widzę, jak dojrzewam jako mężczyzna w Jezusie, takim jakim w sercu zawsze miałem pragnienia. Wiem teraz, że to były pragnienia Ojca. Wczoraj w książce przeczytałem, że mężczyzna będzie prawdziwym mężczyzną dopiero na drodze duchowej. Zgadzam się z autorem. Prawdziwy mężczyzna, to wolny mężczyzna. Bez fałszywego EGO, bez pozerstwa. Takiego właśnie potrzebuje każda kobieta. Takiemu zaufa. Takiemu, który nie ma w sobie ducha bojażni. Zaufa takiemu, który jest mężem Bożym, a Jezus jego głową.
Jeśli poczujesz strach, zwątpienie, negatywne myśli, to wszystko idzie od zdrajcy, który jest w Tobie. Nigdy, przenigdy nie słuchaj jego. Nie odwracaj się od problemów, Twoja prawdziwa osobowość jest zawsze gotowa do zmierzenia się z ówczesną przeszkodą. Bóg jest zwyciężcą. Stworzył Cię na jego podobieństwo. Musisz uwolnić się od tego zdrajcy. Po to został nam dany Duch Boży. Aby Ci w tym pomógł. Wtedy odzyskasz swoje imię. Będziesz sobą i będziesz wolny. Jako prawdziwe Boskie Stworzenie.