Autor Wątek: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa  (Przeczytany 6659 razy)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« dnia: 15 06 2010 o 16:24:06 pm »
Założyłem tu dział do osobistych zwierzeń. Nie chcę zasmiecać innych działów, tak będzie najlepiej.

Własnie jestem po modlitwie, przeprosiłem za swoje niewłaściwe postępowanie. Bardzo wszystkiego załuję chyba pierwszy raz naprawdę szczerze głęboko. Poczułem, jak Ojciec bardzo mnie kocha, jak i Was wszystkich jednakowo. Ale też poczułem w sercu, że zadaję Mu ogromny smutek. Bo musi być sprawiedliwy, pomimo tej miłości. Przez moje uczynki niewłaściwe. Teraz zrozumiałem werset (przemyka mi przez głowę szybko) o tej wadze, na której będą w dniu sądu położone dobre i złe uczynki ( uogólniam). Nie mam pojęcia, gdzie ten werset może być. Dociera do mnie, że to jest o wiele poważniejsze, aniżeli jeszcze wcześniej mogłem przypuszczać. Teraz szczerze wierzę Ojcu, że niewielu wejdzie przez bramę do Nieba. Wszystko w moim sercu staje sie takie czytelne i proste. Moim przewodnikiem tu na ziemi zawsze był Duch Św. i Pismo. Zawsze to mówiłem, a teraz to czuję wyrażnie, jak mnie i tych, którzy słuchają Ducha Św. napomina, wyprowadza z pułapek cielesności i szatana. A Jezus wstawia sie bez przerwy za nami u Ojca. To przepiękny obraz miłości, nawet siedząc obok Ojca martwi się o nas widząc nasze  próby wyzwoleńcze. To wszystko czuję w sercu i czuję żal do samego siebie za niewłaściwe postępowanie. Wstydzę sie bardzo. Nie obwiniam się, po prostu widzę swoją słabość. A wystarczy na Nim polegać. On tak nas wszystkich kocha. I ta sprawiedliwość, miecz sprawiedliwości i Prawdy. Boję się Pana, a zarazem kocham. Boję się tej sprawiedliwości dokładniej. Jest we mnie bojaźń, wreszcie. Długo na to czekałem. Kochani, na ziemi jest miłość Ojca i cierpliwość Jego do nas. Ale wszystko ma swoje granice. W dniu sądu będzie już tylko sprawiedliwość. Mamy bardzo mało czasu, to czuję w sercu. Jezus naprawdę przychodzi, jest coraz blizej.

To moje osobiste uczucia, jednak nie wstydzę sie o tym pisać, tak samo jak król Dawid w Psalmach. Bo piszę Prawdę, w moich słowach jest wszystko. Pragnę być całkowicie posłuszny memu Panu. Mam nadzieję, że jeszcze nie jest dla mnie za póżno. Kocham Cię Jezu. Bardzo.

Ps. Natanel dał w innym dziale te wersety, wcześniej nie były dla mnie w pełni zrozumiałe. Teraz aż nadto. To własnie dokładnie to, co dziś czuję, a także odpowiedź, że nie wszystko jeszcze stracone. Jego łaską mogę być zbawiony i to jest przepiękna jakże pokrzepiająca wiadomość.

Jl 2:1-2 "Zatrąbcie na rogu na Syjonie! Krzyczcie na mojej świętej górze! Niech zadrżą wszyscy mieszkańcy ziemi, gdyż nadchodzi dzień Pana, gdyż jest bliski!(2) Dzień ciemności i mroku, dzień pochmurny i mglisty. Jak zorza poranna kładzie się na góry, tak nadciąga lud wielki i potężny, któremu równego nie było od wieków i po nim już nie będzie aż do lat najdalszych pokoleń."

Jl 2:12-13 "Wszakże jeszcze teraz mówi Pan: Nawróćcie się do mnie całym swym sercem, w poście, płaczu i narzekaniu!(13) Rozdzierajcie swoje serca, a nie swoje szaty, i nawróćcie się do Pana, swojego Boga, gdyż On jest łaskawy i miłosierny, nierychły do gniewu i pełen litości, i żal mu karania!"

Te wersety są głosnym krzykiem wołającym do upamiętania. Od nas zależy,  czy otworzymy szeroko serca swoje. Bardzo dobrą lekcję Duch Św. mi dziś dał.

Jeszcze jedna rzecz ciekawa i niezwykła. Ja obiecałem, że poradzę sobie z pewnym problemem do 15 czerwca. 14 czerwca się potknąłem. W pewnej chwili (po napisaniu tego wszystkiego) dostałem myśl, żebym wziął komórkę, spojrzałem na datę i zrozumiałem w jednej chwili. Teraz mamy 15 czerwca, ostatni dzień do dotrzymania mojej obietnicy.

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #1 dnia: 15 06 2010 o 17:22:14 pm »
...rebus,jakże to,czy ty nie masz sumienia?Piszesz:" Nie obwiniam się ".Czy aby na pewno nie jesteś winny?Mówisz o Duchu Świętym,a przecież to On pragnie Cię przekonac o grzechu.Poczucie winny to cenny głos sumienia bez,którego nigdy nie spotkasz Chrystusa...Pozdrawiam Cię...janusz f. :)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #2 dnia: 15 06 2010 o 21:05:48 pm »
...rebus,jakże to,czy ty nie masz sumienia?Piszesz:" Nie obwiniam się ".Czy aby na pewno nie jesteś winny?Mówisz o Duchu Świętym,a przecież to On pragnie Cię przekonac o grzechu.Poczucie winny to cenny głos sumienia bez,którego nigdy nie spotkasz Chrystusa...Pozdrawiam Cię...janusz f. :)

Miałem na myśli, że nie dopuszczam głosu szatana mówiąc, że nie obwiniam się. Nie pozwalam mu wlewać myśli dołujących. Ogólnie pisałem z pierwszej myśli wczoraj, dlatego tak to jest rozumiane. Nie obwiniam się, czyli nie trwam w grzechu, a jak najszybciej uciekam zamykając przeszłość prosząc Ojca o przebaczenie i zarazem też samemu podejmując decyzję, że sobie przebaczam, aby odciąć się od szatana. Obwinianie się za swoje potknięcia (nie mylić ze świadomością swojej słabości), to jego ulubiona broń (między innymi).  Nie obwiniam się, czyli po potknięciu szybko wstaję i idę dalej. Tak w skrócie.

Ps. Przecież to oczywiste, że pragnienia, plan do powołania, plan dla mojego życia pochodzi od Ojca, który to wszystko przekazał Duchowi Św., a Duch Św. mi w odpowiednim czasie.
« Ostatnia zmiana: 15 06 2010 o 21:08:52 pm wysłana przez rebus »

AdamS

  • Gość
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #3 dnia: 16 06 2010 o 08:44:14 am »
Czuję to, co chciał powiedzieć Rebus, ale też rozumiem obawę, którą wyraził Janusz. Wszystko znowu zahacza o odmienność podejścia do pewnych pojęć i nadawania im specyficznych wyobrażeń. Można tu też zauważyć zasadniczo odmienną "taktykę" życia duchowego, jaką od lat dostrzegam między katolikami i zielonoświątkowcami (co wcale nie oznacza, że któraś wspólnota tkwi w błędzie).

Uwolnienie się od poczucia winy we wspólnocie zielonoświątkowej kiedyś mnie bardzo szokowało i nie potrafiłem tego zaakceptować, bo patrzyłem na to przez pryzmat kultury katolickiej, stawiającej na świadomość własnej grzeszności. Tak było 30 lat temu, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z taką postawą. Z czasem jednak zdołałem przeniknąć w czystą intencję takiej "taktyki". Przecież nie polega ona na odrzucaniu prawdy o grzechu, lecz koncentruje się bardziej na mocy zbawczej zawierzenia - i to również jest wspaniałe! :)

Tak więc różne są nasze drogi, ale wiodą w tym samym kierunku. Ważne, byśmy odczytywali intencję innych "wędrowców" poprzez perspektywę ich własnej "drogi", a nie z punktu widzenia naszej. W tym chyba tkwi rdzeń większości nieporozumień.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #4 dnia: 17 06 2010 o 19:40:33 pm »
Dziś o 13 godzinie w pracy dostałem pełną odpowiedź co do czyśca i grzechu. Napiszę całość, to co mam w sercu.

Wszystko raczej wiecie, bo to znane jest. Ja też wiedziałem, ale ze słyszenia i z czytania. A dziś mi to ukazało się w sercu w pełni. Dzięki temu rozumiem o wiele wiecej, niż jeszcze przed godziną 13. Podzielę się tym, co mi zostało pokazane.

Wszystkie nasze grzechy zostały nam przebaczone. Wszystkie. Jezus wziął je na siebie, jako ofiara przebłagalna. Ten, kto uwierzy w Jezusa, musi wyznać go swoim panem. To jakby oficjalne wyznanie Bogu, że przyjmuje wiarę. Od tego momentu Bóg osadza tego człowieka w kręgach niebiańskich i napełnia go Duchem Św. Bóg zaczyna stopniowo za pośrednictwem Ducha Św. prowadzić człowieka. Człowiek poddając się woli Bożej zaczyna wzrastać w Jezusie, dzięki czemu zmienia się jego serce na obraz Jezusowego. Tu jest klucz do pełnego zbawienia. PRZEMIANA SERCA, inaczej poddanie się woli Ojca.

Wielu ludzi myśli, że jak Jezus wziął na siebie wszystkie grzechy i oni uwierzyli w Niego, to są zbawieni. Nie, zbawienie jest co prawda na wyciągnięcie ręki dzięki łasce Ojca. Ojciec darował nam wszystkie winy posyłając właśnie Jezusa jako okup za nas.
Zbawionym będziesz wtedy, kiedy będziesz TRWAŁ na drodze Prawdy, inaczej żył ZGODNIE i WYŁĄCZNIE ze Słowem Bożym. Uwierzenie, owszem ale też trwanie na drodze zbawienia. Uwierzenie i wyznanie ustami, że Jezus jest Panem, to pierwszy krok ku zbawieniu. Drugi i ostatni krok, to trwanie na tej drodze do momentu nadejscia sądnego dnia. Drugi krok jest podzielony etapami, czyli stopniowym wprowadzaniem człowieka przez Ducha Św. w tajemnice Boże. Trwanie na drodze Prawdy jest też nazywane pokutą. Pokuta, to poddanie się Słowu Bożemu, zaakceptowanie nauk Jezusa i wprowadzanie ich w czyn.

Grzechy nasze zostały odpuszczone. Dosłownie. O co w tym wszystkim chodzi? Ojciec pragnie, aby wszystkie Jego dzieci powróciły do domu. Aby owce powróciły do pasterza. 99 owiec jest w owczarni, brakuje tej jednej zagubionej. Tą jedną zagubioną jest każdy/a z nas. I po to Bóg uniżył się, aby posłać swego syna na ofiarę dla naszego wyratowania. Przepiękna Jego miłość do nas. A Jego pokora i bezinteresowność? Kocham Go.  :D

Wcześniej parę dni temu mi wyjaśnił, że ogień w wersetach nie jest czyścem, a próbą ognia dla ludzi kończących żywot za życia (śmierć fizyczna). Próba ognia dotyczy naszego serca. Jest, a raczej będzie sprawdzianem dla każdego człowieka, czy poddał się Słowu Bozemu, czy też opierał się Jemu. Są tylko dwie drogi: pełna akceptacja woli Ojca, albo odrzucenie Go.

Ku zbawieniu są "tylko" dwa przykazania: Będziesz miłował swego Boga ze wszystkich sił swoich, z całego serca swego i z całej duszy swojej, a drugie: będziesz miłował swego bliźniego, jak siebie samego. Akceptacja zasad Bożych i miłość bezinteresowna.

Grzechy zostały nam odpuszczone. Bóg nam przebaczył i pragnie naszego POWROTU. Po to dał nam dar łaski. ZA DARMO. Kto świadom tego i nie akceptuje, odrzuca Jego dar, odrzuca Jego łaskę i wybiera życie według zasad świata, tym samym odrzuca Ducha Św.  Tu rodzi się grzech, którego Bóg nie może przebaczyć. Bo odrzucając Ducha Św. odrzucamy samego Boga Ojca. Odrzucamy Jego wyznanie miłości. Jeśli człowiek odrzuca miłość, to co mu zostaje? Zło, prawda? Zło jest grzechem. Grzech jest śmiercią. Zło prowadzi do śmierci.

 Miłosć prowadzi do wolności. Wolność to zbawienie. Akceptując Ojca, akceptujesz Jego zasady. Jego zasady, to Prawo Boże. Prawo Boże, to Pismo Św.

Nie ma czyśca, inaczej ofiara Jezusa nie byłaby potrzebna. Gdybyśmy według ideii czysca mieli grzechy, z którymi trzeba byoby się zameldować w czyscu i się oczyścić, to w jakim celu Jezus został przybity gwożdziami na krzyżu? Żeby ludzie mieli uciechę? Nie sądzę.

Tak się składa, że Janusz w dziale 'Druga szansa" napisał dokładnie to samo, co dziś mi zostało objawione. Ładnie napisałeś Januszu.

Ps. trochę z lenistwa, trochę ze zmeczenia nie chciało mi sie podawać wersetów, które pięknie by uzupełniły i potwierdziły moją wypowiedź. Z dnia na dzień Pismo staje sie dla mnie bardzo zrozumiałe. Wierzę, że dla Was też.
« Ostatnia zmiana: 17 06 2010 o 20:09:05 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #5 dnia: 17 06 2010 o 20:30:18 pm »
Dodam jeszcze, że gadanie o grzechu, który niby jest w nas, to ciągła robota szatana, abyśmy mieli takie przekonanie. W ten sposób chce umniejszyć, a może i w ogóle usunąć znaczenie ukrzyżowania Jezusa.

To proste, Jezus wziął nasze grzechy na siebie i chce, abyśmy pokutowali. Szatan doskonale zdaje sobie sprawę z siły tej pokuty i ciągle próbuje robić zamieszanie. Pokutą jest ukorzenie się, przyznanie się do swojej słabości, do swoich potknięć na dany dzień. Innym słowy: pelna pokora plus miłość nawiązująca do dwóch przykazań, które wyżej podałem. Taką postawę Bóg w pełni może zaakceptować. Bo sam się ukorzył przed człowiekiem będąc na ziemi, a wcześniej z miłości do nas darując nam życie, choć na to nie zasługiwaliśmy. Jezus swoje zrobił, teraz na nas kolej, abyśmy zrobili dokładnie to samo, co Jezus. On dał nam tu na ziemi przykład, jak mamy postępować. I tacy mają szansę na zbawienie. Jeśli ktoś z Was żyje (myśli) w grzechu, to wierzy w podszepty szatana. Tym samym umniejsza dzieło Jezusa!

 Grzech mi został zabrany, zdjęty jakby. Ale jeśli nie poddam się woli Ducha Św. to trwam w złem odrzucając miłość Boga, tym samym wybieram drogę do krainy umarłych, z której nie ma powrotu (piekło).


Zebyśmy się zrozumieli, ja mówię tu o grzechu, czyli o wyznawaniu zła, życiu według zasad świata. Grzech to poddanie się diabłowi. Jezus zabrał wszystkie nasze grzechy, czyli pokonał szatana i utorował nam drogę do domu w Niebie. Ziemia nie jest już pod panowaniem diabła. Szatan wie, że jest przegrany, ale bardzo wielu ludzi nie rozumie tego i ciagle myślą, że tkwią w grzechu. I diabeł to perfidnie wykorzystuje trzymając ludzi w tym przekonaniu. A grzech przecież został pokonany na krzyżu 2000 lat temu.

Mamy wybór! Poddać się miłości Ojca (woli Bożej) i odrzucić grzech, którego w nas nie ma, a raczej nie powinno być, czyli szatana. Szatan panuje jeszcze nad ludźmi (nie wszystkimi), bo ludzie nie są świadomi pokonania szatana, czyli grzechu i nie są świadomi mocy Ducha Św. i Jezusa, pod którą mogą się schronić. Cały ten proces przemiany zmierza między innymi ku dojrzewaniu świadomości, że Szatan przegrał i nie panuje nad nami. Jeśli w to uwierzymy (dojrzejemy do tego sercem) uwolnimy się spod przekleństwa świadomością własną. Bo dawno jesteśmy uwolnieni przez Jezusa, ale musimy jeszcze w to uwierzyć (dorosnąć duchowo).

Natomiast jest jeszcze jeden akpekt, oddzielny. Cielesność, nasza pożądliwość. Co innego szatan, co innego ciało przeciwne Bogu. Tu potrzeba pomocy Ducha Św. On pomoże nam wyzwolić się spod jej władzy, pomaga pragnieniem pozbycia się jej. Bardzo dużo od nas zależy, czy poddamy się temu pragnieniu, czy też je odrzucimy. Wtedy trwamy w "grzechu". Dlatego założyłem wątek nowy o woli naszej. O jej znaczeniu.

 Faktycznie patrząc na swoją niedawną niewiedzę, widzę, że jest mistrzem kłamstwa.
« Ostatnia zmiana: 17 06 2010 o 21:30:19 pm wysłana przez rebus »

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #6 dnia: 17 06 2010 o 21:43:48 pm »
 :)...Jezus zbawia tych, którzy uznają Jego niewinność i wchodzą w logikę Jego cierpienia we własnym życiu, uznając się za winnych, zasługujących na cierpienie. „Cierpienie obecne w moim życiu nie jest żadną niesprawiedliwością” – zdają się mówić ci ludzie. „Skoro Ty, sprawiedliwy, zawisłeś na krzyżu, to musiało to mieć sens” - wyznają. „Jezu, pamiętaj o mnie” – dodają, jednoznacznie świadcząc, w kim ulokowana jest ich nadzieja.Wyznanie „Jestem winny!” wcale nie musi wpychać w poczucie winy. Przeciwnie – ono może wyzwalać! A więc – trzeba przyjąć postawę tego, który jest „zło czyniący”. To oczywiście nie znaczy, że mamy tacy być, lecz dobrze jest, jeżeli za takich potrafimy się – szczerze – uznać.Uznać się winnym przed Bogiem - wbrew wszystkiemu, co jest w nas wpajane od dziecka - oto postawa, która nic nie kosztuje, a wyzwala . Chroni przed pokusą myślenia, że sami, o swoich siłach, do czegoś doszliśmy, że to, co osiągnęliśmy, to „już”, że w związku z tym „coś się nam należy”. Wtedy zamykamy się na Ewangelię.Bo też nie czyny, lecz uznanie racji Jezusa w moim życiu – oto, co jest momentem zbawczym. Nie ciągłe „poprawianie się”, dążenie do doskonałości o własnej mocy, dla własnej chwały. Już prorok Izajasz pisał, że „nawet nasze dobre czyny są jak skrwawiona szata”. One nie dają życia. Tu nie chodzi o to, byśmy się poprawiali, lecz aby Bóg się nami posługiwał! W imię tak pojętego nawrócenia pozwalam się na wzór Jezusa przybić do krzyża i mówię, że to mi się należy, na to zasługuję. Co więcej - to jest moja szansa.…Pozdrawiam...janusz f.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #7 dnia: 17 06 2010 o 22:57:13 pm »
Zgadzam się z Tobą Janusz. Poczucie winy wyzwala, gdy w pełni świadomi jesteśmy swojej postawy, niewłaściwego  zachowania, myśli itd. i wszystko odkrywamy przed Bogiem. Moją wypowiedzią chciałem przekazać, że szatan nad nami nie panuje i nie ma w nas grzechu pochodzącego od zła. Chyba, że pozwolimy na ponowne zasiedlenie się w nas.
A inną drogą ta postawa, o której piszesz. Zgadzam się z Tobą tutaj. Pokora, przyznanie się do swojej słabości przed Jezusem i uznanie Jego ofiary jako mocy uwalniającej nas od przekleństwa. Sam z siebie nigdy bym się nie wyzwolił. Próbowałem kiedyś dawno  ;) To jest po prostu niemożliwe. Dopiero, jak zawierzyłem życie Jezusowi i przyznałem się do wszystkiego, co niedobre we mnie, zacząłem się zmieniać. I codziennie przyznaję się do swoich słabości dziękując Jezusowi za wszystko, co dla mnie uczynił i czyni. To jest proces, na początku "płytko" byłem świadom swoich win, z czasem Duch Św. zaczął mi uświadamiać ogrom mojej pychy i niewłaściwej postawy. I nadal uświadamia. Ciągle się zmieniam dzięki mocy Ducha Św. i mojemu poddaniu się Jemu.

Cytat: Janusz
Cierpienie obecne w moim życiu nie jest żadną niesprawiedliwością” – zdają się mówić ci ludzie. „Skoro Ty, sprawiedliwy, zawisłeś na krzyżu, to musiało to mieć sens” - wyznają. „Jezu, pamiętaj o mnie” – dodają, jednoznacznie świadcząc, w kim ulokowana jest ich nadzieja.

Ta wypowiedź mi się bardzo podoba. Cierpienie nas wyzwala,  uczy pokory, w cierpieniu musimy być cierpliwi, wtedy dojrzewa w nas doświadczenie i zrozumienie, czyli poznanie Boga.

Niedawno miałem wspaniałe uczucie, kiedy wstając rano do pracy cieszyłem się, że idę do pracy, ale nie do tej w realu, a do pracy dla Pana. Była we mnie pełna akceptacja Jego zasad, przyjęcie krzyża na swoje plecy. Tamtego dnia byłem mocno napełniony Słowem Bożym i w pełni się zjednoczyłem z Jezusem. Szkoda, że nie potrafię być tak codziennie stabilny jeszcze. Wiem, że dojrzewam w tym i muszę być cierpliwy.

Janusz, a co znaczy ten uśmiech przed Twoją wypowiedzią?

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 904
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #8 dnia: 18 06 2010 o 19:46:42 pm »
 ...:D,uśmiecham się bo Życie/Jezus Chrystus/jest śmiechu warty...Pozdrawiam Cię...janusz f.

AdamS

  • Gość
Ważny jest KONTEKST
« Odpowiedź #9 dnia: 19 06 2010 o 11:54:08 am »
„Cierpienie obecne w moim życiu nie jest żadną niesprawiedliwością” – zdają się mówić ci ludzie. „Skoro Ty, sprawiedliwy, zawisłeś na krzyżu, to musiało to mieć sens” - wyznają. „Jezu, pamiętaj o mnie” – dodają, jednoznacznie świadcząc, w kim ulokowana jest ich nadzieja. Wyznanie „Jestem winny!” wcale nie musi wpychać w poczucie winy.

Właśnie, poczucie winy może być różnie rozumiane, bo też różna bywa postawa człowieka wobec zła, które jest jego udziałem. Dla jednego będzie to postawa "jestem winny, bo to ludzkie, więc po co mam się zamartwiać", inny kieruje się dewizą "mam na sobie tyle grzechów, że już i tak jeden więcej nic nie zmieni", wreszcie trzeci powie: "uświadamiam sobie, że zbłądziłem, więc jedyną szansą dla mnie jest powrót do Źródła". Trzy BARDZO RÓŻNE odpowiedzi, a zdawałoby się, że wszystkie kryją w sobie jedno - UZNANIE WŁASNEJ WINY.

Nic nie jest jednoznaczne, dopóki nie uzmysłowimy sobie kontekstu wypowiadanych słów, dlatego pojawiają się tu między nami pozorne niezgodności. Podobnie jak mogłyby się pojawić wobec uśmiechu Janusza ;) ...bo przecież w wielu sytuacjach wyrażenie "śmiechu warte" jest jakimś umniejszeniem, ale przecież w tym konkrertnym kontekście stanowi WYRAZ RADOŚCI. :)
« Ostatnia zmiana: 19 06 2010 o 11:59:39 am wysłana przez Adam »

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #10 dnia: 4 07 2010 o 15:57:30 pm »
Obecnie jestem sam, ślub został odwołany. Trzy dni czułem się dziwnie, krótko. Gdyż uświadomiłem sobie, że w życiu...nieważne, gdzie jesteś, co robisz, co czujesz i jak się czujesz... zawsze mam polegać na Jezusie. Jezus musi być pierwszy w moim sercu. Nie moja żona, nie dzieci, nie rodzice, a Jezus. To On jest moją Siłą (skałą), Drogą i Światłem. On prostuje moje ścieżki. Muszę pozwolić Mu być moją głową.

Po trzech dniach stopniowo zacząłem normalnie funkcjonować. Dzięki Jezusowi, na Nim się oparłem. Pomimo smutku, pomimo zranienia przyszedłem do Niego i udzwignął mnie, tchnął we mnie życie i dalej normalnie funkcjonowałem.

Obecnie czuję się dobrze i dalej do przodu. Chrystus mnie wyzwala z moich dawnych nawyków, z dawnego myślenia, wszystko stare we mnie umiera. Bardzo ciekawym doświadczeniem we mnie jest moje serce. Czuję wyraźnie te nowe. Kiedy czasem pojawiają się dawne myśli, moja nowa część odrazu sie odzywa i jest silniejsza od tej starej. Takie prostowanie drogi (mysli). Już nie jestem tym, co kiedyś. Po rozstaniu zobaczyłem większy obraz siebie samego. Dopiero teraz ujrzałem, co we mnie się zmieniło. Zaskoczony jestem, jak w krótkim czasie (1 rok, 4 miesiące) zmieniłem się.

Uwalniam się spod władzy świata, wracają do mnie moje marzenia z dzieciństwa, dawne dobre pragnienia i chcę je zrealizować. Dziś byłem na kajaku (sport to moja dawna pasja), spiekłem się jak rak, pali mnie skóra, ale jestem zadowolony. Będąc teraz samemu mocno zbliżyłem się do Jezusa, może dlatego, że obecnie Jego mam tylko. Myślę, że niekoniecznie, że jestem sam. Mam w sobie ogromne pragnienie bycia z Nim, poza tym widzę, że w jakimś stopniu dojrzała we mnie świadomość istnienia PRAWDY i myślę, że to ona (świadomość plus serce) mnie kieruje do Jezusa. Trzeba było mnie zobaczyć na kajaku na środku odnogi jeziora (Jezioro Dąbie) jak śpiewam o Jezusie i wychwalam Go.  :D

Dalej do przodu. Jedno się skończyło, następne się zacznie. Kolejne doświadczenia.

AdamS

  • Gość
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #11 dnia: 4 07 2010 o 17:27:27 pm »
Nie będę Cię pocieszał, Przyjacielu, bo widzę, że sam odnalazłeś pokój ducha po tym bolesnym doświadczeniu. Kiedy człowiek w życiu nie zapomina, że jest w nieustannej drodze, łatwiej mu znosić wszelkie rozstania - te miłosne i te śmiertelne... W obliczu nieustannej zmienności życia można odnieść wrażenie, że wszystko tu jest strasznie kruche, że misternie ułożony obraz naszego doczesnego szczęścia rozsypuje się jak mozaika z kolorowego piasku w buddyjskim klasztorze - za jednym podmuchem wiatru wszystko uchodzi w przeszłość. A jednak coś ciągle trwa - im więcej takich doświadczeń rozsypującego się obrazu, tym stabilniej stąpamy po moście Nadziei, przerzuconym nad rzeką zmienności.
« Ostatnia zmiana: 5 07 2010 o 08:35:31 am wysłana przez Adam »

Offline paula127

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #12 dnia: 5 07 2010 o 22:59:31 pm »
Byłam teraz na wyjeździe, katolickim ze swoim duszpasterstwem z zakonu dominikanów, na Jamnie, to takie miejsce koło Tarnowa w której co roku organizowany są wyjazdy wszystkich duszpasterstw z dominikanów z całej Polski.
Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam... Co ja tam przeżyłam...
Ostatnie dni przed wyjazdem i 23.06.10- dzień moich urodzin, były okropne. Czułam ze wszystko co jest w okół oddala mnie od Boga
W piątek o 10.00 już jechaliśmy pociągiem, oczywiści stres bo tak naprawdę nie znałam swojego duszpasterstwa(czułam się niezaakceptowana przez tych ludzi, gdyż oni znali się już bardzo długo i mimo wszystko przez to zrobili duszpasterstwo zamknięte, dlatego tak trudno mi było się na początku przedrzeć).
Nasz plan dnia wyglądał tak (w skrócie, najważniejsze):
rano - jutrznia i warsztaty(ja wybrałam warsztaty biblijne i sporo się nauczyłam)
poludnie-obiad i warsztaty
wieczór- msza i jutrznia oraz inne akcje na cześć Boga
Przyjechali ojcowie (dominikanie) z duszpasterstw i tu był zaskok. Dominikanie są to ludzie otwarci. Wtedy w końcu spojrzałam na księdza jako na normalnego człowieka.Oni z nami ciągle gadali, grali w gry, opowiadali kawały, sztuczki magiczne prezentowali, i nawet w krótkich spodenkach grali z nami w piłkę nożną!! To niesamowite!!!! Normalnie jak starsi rodzeni bracia, albo jak kochani wujkowie, tak ich widziałam a tym bardziej gdy nie mieli habitu.
Największy zaskok? Pierwsza msza.
150 osób z wszystkich dominikański8ch duszpasterstw w Polsce. W duszpasterstwie przykłada się wagę do śpiewu i się w nich śpiewa: tenorem, basem, sopranem lub altem. Każdy umiał śpiewać jednym z tych głosów. To teraz sobie wyobraźcie, co czułam za pierwszym razem gdy cały kościół, całe 150  osób zaczęło swoim pięknym głosem śpiewać jedną pieśń!! Coś nieopisalnego! Jak tylko msza się skończyłam to jedyne co potrafiłam mówić to ,,łał".
Trzy razy dziennie spotykaliśmy się w tym kościele, msze były zupełnie inne niż w normalne w niedziele, aczkolwiek procedura była ta sama. Lecz ojcowie tak się angażowali w msze i takie kazania walili że szczena opadała. A co najpiękniejsze tworzyliśmy wspólnotę!!!!!   coś czego mi było trzeba. Nigdy tak się nie modliłam. Z dnia na dzień czułam jak Bóg mnie zmienia, na początku stawałam się pokorna, potem prosiłam o odwagę i coraz odważniejsza i jeszcze nigdy aż tak nie zwierzałam się Bogu i aż tak Go wielbiłam! Słowo mocno na mnie działało a co dopiero ze śpiewem!! I przeszła 13 i pół godziny warsztatów biblijnych z bardzo dobrym biblistą który potrafił odpowiedzieć na każde pytanie!! dosłownie, coś niesamowitego. Oczywiście wybranie tych warsztatów tez mnie sporo kosztowało bo bardzo wahałam się jeszcze między plastycznymi a teatralnymi, ale stwierdziłam że biblia i Bóg na pierwszym miejscu.
Czego się nauczyłam?
Modlić i wyniosłam słowa oraz odwagę. Potrafię bardziej otwarcie mówić o Bogu i to mnie zadziwia, że jestem w stanie, oraz także już umiem być niezależna i modlić się przy ludziach.
W ogóle jeszcze nigdy czegoś takiego wspaniałego nie przeżyłam. Z kościoła za nic nie chciało się wychodzić, a po śpiewach duch święty wypełniał całe wnętrze me nasycającą ciszą i spokojem.
Wszystkie ludzkie pragnienia spadły na drugi plan, jadłam rzeczy których  niegdyś nie lubiłam:) Robiłam rzeczy(czyli usługiwałam) na które nigdy mnie nie było stać. Dopiero teraz dotyka mnie ta wolność Boża.
Kiedy zbliżał się koniec wyjazdu wpadłam w panikę że to się kończy, ten wyjazd był jak dobry sen. Wyjazd się skończył, lecz to wszystko we mnie pozostało. Mam nadzieję że będę rosnąć tylko w Bogu i w Bożej sile.
Napiszę o tym opowiadanie, o tym wszystkim, normalnie:0

A co do tego:

Obecnie jestem sam, ślub został odwołany. Trzy dni czułem się dziwnie, krótko. Gdyż uświadomiłem sobie, że w życiu...nieważne, gdzie jesteś, co robisz, co czujesz i jak się czujesz... zawsze mam polegać na Jezusie. Jezus musi być pierwszy w moim sercu. Nie moja żona, nie dzieci, nie rodzice, a Jezus.

Biblista mówił że Boga powinno się stawiać na pierwszym miejscu, a wszystko pozostałe na drugim, jeżeli to się ze sobą kłóci trzeba po prostu odejść, bo Bóg zawsze powinien być na pierwszym miejscu. Jak będę miała czas jeszcze to dopiszę tu odpowiednie fragmenty, bo teraz jest już późno. Pozdro :)
Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

AdamS

  • Gość
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #13 dnia: 6 07 2010 o 07:31:51 am »
To bardzo budujące świadectwo, Paula! Dominikańska duchowość jest faktycznie bardzo otwarta - to już jest wpisane w naturę zakonu od samego zarania jego istnienia. Myślę też, że czasy współczesne stwarzają potrzebę pełnej integracji duchownych ze świeckimi...
Pozdrawiam! :)

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 774
Odp: Doświadczenia, myśli, przemiana serca - droga duchowa
« Odpowiedź #14 dnia: 10 07 2010 o 16:52:13 pm »

A co do tego:

Obecnie jestem sam, ślub został odwołany. Trzy dni czułem się dziwnie, krótko. Gdyż uświadomiłem sobie, że w życiu...nieważne, gdzie jesteś, co robisz, co czujesz i jak się czujesz... zawsze mam polegać na Jezusie. Jezus musi być pierwszy w moim sercu. Nie moja żona, nie dzieci, nie rodzice, a Jezus.

Biblista mówił że Boga powinno się stawiać na pierwszym miejscu, a wszystko pozostałe na drugim, jeżeli to się ze sobą kłóci trzeba po prostu odejść, bo Bóg zawsze powinien być na pierwszym miejscu. Jak będę miała czas jeszcze to dopiszę tu odpowiednie fragmenty, bo teraz jest już późno. Pozdro :)

Nie chodzi o wersety, ani o to, co mówią inni. Bo łatwo powiedzieć o czymkolwiek. Co innego posłuchać, a co innego doświadczyć tego na sobie. I wcale nie jest tak po prostu. Takie doswiadczenia są bardzo potrzebne każdemu, pomimo że są bolesne. Ale uświadomienie sobie, że w Jezusie wszystko mam i Jezus jest wszystkim, to jest wspaniała nagroda po takim doświadczeniu.

Jeśli chodzi o mnie, zacząłem myśleć o śpiewaniu. Bardzo bym chciał nauczyć sie grać na gitarze i śpiewać o Bogu. Mama mówi, że mam ładny głos  ;) kiedyś mnie uczyła śpiewać. Ostatnio wspominałem, że byłem na kajaku i śpiewałem sam na środku jeziora. Odniosłem wrażenie, że nie wyszedłem źle. Pomyślę o tym i...jednak podejmę decyzję.