Autor Wątek: Alegorie, metafory, obrazy...  (Przeczytany 529 razy)

Offline AdamS

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 586
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Alegorie, metafory, obrazy...
« dnia: 28 03 2011 o 10:50:09 am »
Wiedliśmy kiedyś ciekawe rozważania na temat wiary, postrzeganej jak okręt na oceanie. Chciałbym, abyśmy powtórzyli motyw wspólnego budowania alegorii, które w jakiś szczególny sposób potrafią przybliżać nam kwestie duchowych doświadczeń za pomocą obrazów...

Dusza ludzka często porównywana jest do DOMU. Idąc dzisiaj do pracy, rozmyślałem na temat wewnętrznej konstrukcji człowieka i pozwólcie, że podzielę się z Wami takim oto obrazem, który mi przyszedł w trakcie tych rozważań. Często bywa, że czuję się od czegoś uzależniony. Uświadamiam sobie, że w wielu punktach jestem pod presją PRZYWIĄZAŃ (czyli związania teraźniejszości ze swoją przeszłością), w innych punktach działam pod naciskiem OCZEKIWAŃ (które stają się przywiązaniami w odniesieniu do wizji mojej przyszłości). Moja wolność musi być budowana na fundamencie skutecznie izolowanym – zarówno od przywiązań, jak i oczekiwań.

Wolność narażona jest też na zewnętrzne żywioły – dla ochrony przed wiatrem potrzebne są więc ściany, które stanowi UFNOŚĆ, że wszystko co się dzieje, ma jakiś sens. Dachem chroniącym przed deszczem i zimnem jest NADZIEJA, która nie dopuszcza do przygnębień płynących z zewnątrz. Okna zapewniają domowi dostateczną ilość światła, a jednocześnie stanowią kontakt ze światem innych – to moja POSTAWA DIALOGICZNA (w budowaniu relacji i czerpaniu ze światła zewnętrznego). Ale w domu trzeba też czymś oddychać – wywietrzniki doprowadzające powietrze to WIARA, która funkcjonuje poprzez cykl nieustannych zmagań – zwątpień i zachwytów (wdechów i wydechów).

Teraz już brakuje tylko kominka - to MIŁOŚĆ, która gromadzi wszystkich przy jednym ogniu, który grzeje i łączy. Jednak równie ważna jak ogień, jest woda: tym domowym wodociągiem, który pozwala pić, kiedy się tylko pragnie, jest żywa społeczność z Bogiem – modlitwa, czyli ta najważniejsza relacja, która nadaje sens wszystkim innym… Oczywiście analogie snuć można jeszcze długo i każdy będzie znajdował nieco inny klucz do metafory, bo też każdy dom jest inny...

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Alegorie, metafory, obrazy...
« Odpowiedź #1 dnia: 28 03 2011 o 17:42:07 pm »
"Oto Baranek Boży,który gładzi grzechy świata!"tak woła na Jezusa Jan Chrzciciel.Oto baranek paschalny.Oto nasza Pascha.Na krótko przed pojmaniem Jezus spożył ze swoimi uczniami wieczerzę paschalną i wtedy z jego ust wyszły słowa świadczące,że sam siebie uważał za baranka wielkanocnego/paschalnego/.Jezus zmarł dokładnie w tym samym czasie, kiedy w świątyni zabijano baranki na wieczerzę paschalną.Gloria in excelsis Deo.Dla mnie najpiękniejszym symbolem Chrystusa jest baranek paschalny,który bierze na siebie moje grzechy/moją śmierć/i nie tylko za mnie umiera lecz dla mnie zmartwychwstaje.Już dzisiaj serce moje krzyczy;ALLELUJA.                      Pozdrawiam               janusz f. :)             

Offline baran katolicki

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 933
Odp: Alegorie, metafory, obrazy...
« Odpowiedź #2 dnia: 27 07 2011 o 18:45:09 pm »
"Człowiek w człowieku umiera gdy go zło czynione nie smuci a dobro nie raduje". Pluta                  Pozdrawiam           janusz f.

Offline AdamS

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 586
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Alegorie, metafory, obrazy...
« Odpowiedź #3 dnia: 23 10 2011 o 13:31:13 pm »
Dzisiaj w naszym kościele śpiewana była piękna pieśń: „Miłość Twa od najwyższych gór wyższa jest, wielka jest wierność Twa, do nieba sięga wzwyż...” I przy tych słowach przyszła mi myśl, że obecność Boga w naszym życiu można rozumieć właśnie na podobieństwo owej GÓRY, która przebija się przez morze chmur ku błękitnemu niebu. Kiedy na wierzchołku wszystko skąpane jest w słońcu i widać bardzo daleko (z bieszczadzkich połonin czasem nawet Tatry), nieco niżej panuje mgła – nieprzyjemna wilgoć i kompletny brak widoczności, że łatwo się pogubić. Jeszcze niżej widać, że owa mgła to chmury nad głową – tu już może nieco więcej widać, ale jest ponuro (jak dzisiaj w Ustrzykach) i widoki nie motywują do podjęcia jakiegokolwiek wysiłku, a kiedy raz po raz przychodzi deszcz - wtedy już nic nie widać prócz błota pod nogami, w którym się grzęźnie.

W takiej sytuacji trzeba powiewu nadziei, którym jest chwilowe rozwianie chmur i ukazanie się słońca nad górami - aby uwierzyć, że świat jest jednak piękny, a GÓRA potężna. I warto tę chwilę nadziei w sobie utrwalić, aby pozostała, gdy znów dolinę zawieją ciężkie chmury. Wtedy będzie już motywacja, żeby wejść wyżej. Oczywiście wyżej są owe mgły – wtedy szczególnie trzeba żyć nadzieją, wspomnieniem słońca – aby wreszcie przebić się przez gęstą ławicę obłoków i ujrzeć widok, który na żadnym zdjęciu nie odda tego przeżycia – trzeba go znieść na dół w swoim sercu. Kto choć raz wędrował po górach, ten wie o czym piszę...

GÓRA ma swoje ciemne czeluści – groty, wąwozy, przepaściste stoki, gdzie od północnej strony panuje wieczny półmrok i na głazowisku łatwo się osunąć – tam trzeba szczególnie uważać, ale też właśnie tam znajdują się prawdziwe unikaty przyrody! W Bieszczadach są to fragmenty jaworzynowej puszczy. GÓRA ma strefę mgły, w której poruszać się można jedynie z kompasem nadziei. GÓRA ma też błotniste doliny, gdzie łatwo ugrzęznąć w przyziemności. A jednak wszystko zbiega się w jednym, cudownym szczycie GÓRY! Gdziekolwiek w danej chwili jesteś, stanowisz niejako część tej GÓRY, której nigdy nie ogarniesz, ale z którą możesz na tyle się zaprzyjaźnić, że będziesz dla innych przewodnikiem, nosząc w sobie JEJ obraz...