Proszę o modlitwę, dzisiaj jest decydujący dzień... Ostatnio zaczęłam myśleć nad moim duszpasterstwem dominikańskim, bo ostatnio przestałam się w niego angażować i dopiero niedawno uświadomiła mi to kumpela w zielonoświątkowcach...
Bo w sumie to jest tak, ze jak znajdzie się kościół, w którym znalazło się to coś, czego nie znalazło się w swoim kościele, to on automatycznie spada na margines. Straciłam chęć i entuzjazm co do kościoła katolickiego, męczyłam się na mszach... przestałam chodzić regularnie i kiedy kumpela uświadomiła mi to zaczęłam modlić się do Boga o to by pomógł mi przywrócić mi mój entuzjazm co do dominikanów i Bóg to zrobił. Ponieważ aktualnie moje duszpasterstwo jest dosyć mało spięte i boje się co będzie za rok, kiedy duża część ludzi odejdzie i zaczęłam też myśleć jak dużo osób w moim duszpasterstwie poszukuje Boga, myślałam nad tym jak zieloni mi pomogli w relacji z Bogiem, jak dużo mi dała głośna otwarta modlitwa, przy instrumentach (i bez nich) i wpadłam na pomysł że mogłabym zorganizować u siebie w tawernie-siedzibie mojego duszpasterstwa spotkania modlitwy spontanicznej(myślałam żeby nazwać to: ,,Telefon do Boga" albo w wersji angielskiej PhonePray, aktualnie nie wiem która wersja lepsza). Ta myśl popchnęła mnie do poważnej rozmowy z moim duszpasterzem, która nie była łatwa, ale z Bożą pomocą powiodła się. Zieloni są co do tego nastawieni na bardzo tak i są skorzy udzielić pomocy i wsparcia. Dzisiaj chcę przedstawić propozycję przed całym katamaranem, co nie jest łatwe... Bo żeby oddać sedno istoty tego spotkania trzeba się tknąć początku i źródła, co wiąże się z opowiedzeniem mojego świadectwa...
Nie wiem czy mi się uda, jestem pełna chęci, ale i pełna obaw... proszę o modlitwę i z góry dziękuje

Ps. A propos, nazwa telefon do Boga, popchnęła mnie do tego abym napisała krótkie opowiadanie, a oto i one, czy jest wystarczająco dobre? :
Sięgam po słuchawkę, tak się obawiam, tak się waham… Nie wiem czy to ma sens… Nie wiem czy dam radę…. Nie wiem.... Ale jeśli tego nie zrobię, to zginę… Nie daję rady… Tyle złych rzeczy mnie otacza, tyle pesymizmu… Nie chcę tak żyć…. Telefon przede mną…. A co jeśli to nic nie da…? A co jeśli nikt nie odbierze…. Co zrobię wtedy? Umrę, zginę, rozpłynę? Nie wiem…. Boję się…
Sięgam po słuchawkę
….
Tak mi drży ręka…
…
Próbuję powstrzymać trzęsące się serce
…
Trzymam ten sprzęt
…
Zastanawiam się
…
Czuję tyle wątpliwości
…
Lecz wiem, że nie ma innego wyjścia
…
Ręce mam mokre, wykręcam numer
…
Podnoszę po woli słuchawkę do ucha
…
Dryn – dryn – dryn
…
Sygnał pierwszy
Robi mi się słabo
…
Dryn – dryn – dryn
Sygnał drugi
Zaczynam wątpić sam w siebie
…
Dryn – dryn – dryn
Sygnał trzeci
Stres mnie paraliżuje, czuję, że nikt nie odbierze
…
Dryn – dryn – dryn
Sygnał czwarty.
Trącę wszelką nadzieje
W łzach odkładam słuchawkę…
…
Nie wiem, co z sobą zrobić…
Nie wiem na czy się oprzeć…
Nie wiem jak zareagować…
Szukam ucieczki…
Zanurzam się w przeszłość…
Pustka
Dziura
Czerń
Nic
Nic
Nic
To tak boleśnie dotyka mnie…
Wiem, że jestem nikim…
I nie ma dla mnie ratunku…
Dławię łzy…
I pogrążam się w pustce i nicości, bez-nadziei.
…
Dryn-dryn-dryn
Telefon dzwoni, zamieram.
Ocieram oczy.
Odrzucam otchłań
Podchodzę
Sięgam drżącą ręką
Naciskam zieloną słuchawkę
-Halo?-
-Kocham Ciebie!!!-
Ogarnia mnie radość.
-Chcesz żyć ze mną?-
Jestem już nowym człowiekiem
Nie myślę nad odpowiedzią
Bo wiem, że już nie jestem sam
-Chcę!-
Wiem, że zaczęło się nowe życie.
…