Ja jestem tu przede wszystkim po to, by poznać Dobrą Nowinę i odnieść ją do siebie, by dzięki Ewangelii/Biblii/wychodzić stąd jako człowiek mający moc umierania i życia. Nie jest właściwe, gdy przychodzę tu, by zaczerpnąć mocy do życia bardziej dla siebie, czyli do życia egoistycznego, by ono było bardziej po mojej myśli, żeby się okazało, że jestem lepszy od drugiego, że ja mam rację. Oczywiście coś z tego zawsze będzie. Nie jest jednak dobrze, gdy to jest głównym motywem i racją. Bo jak się będę utwierdzał, że ja mam rację, że ja jestem najważniejszy, to drugiemu będę wypominał, że on jest w błędzie, że on i jego życie są mniej ważne.
Tym, którzy byli pewni siebie, uważali, że są sprawiedliwi i gardzili drugimi, Pan Jezus opowiedział przypowieść o faryzeuszu i celniku, czy o marnotrawnym synu. W ten sposób obwieszczał Ewangelię o przebaczeniu. Pan Jezus mógł ją głosić, bo za tę prawdę zapłacił swoim życiem. Głoszenie Ewangelii jest związane z krzyżem. Zarówno u tego, kto ją głosi, jak i u tego, kto ją przyjmuje.
Pamiętajmy,że Bóg ze swą mocą jest na tym blogu i pragnie otwierac przed nami Biblię w kluczu/w świetle/chwalebnego krzyża. Dla mnie oznacza to, że Ewangelię możemy przyjąć tylko wtedy, gdy przyjmujemy krzyż. Wszyscy w swym życiu dźwigamy krzyże. Każdy z nas - młody, stary, bogaty, biedny, pobożny i taki, który chodzi własnymi drogami - ma swój krzyż. Ja również mam swój krzyż żebym sam wiedział i żeby inni wiedzieli, o co chodzi w moim życiu. Jednak często gdy dostrzegam, że zbliża się do mnie cierpienie, trudne doświadczenie, upokorzenie(czyli to, co oznacza), najchętniej w pierwszym odruchu,uciekam. Tak zrobili apostołowie wobec Męki Jezusa. Albo jak Piotr naciskamy na Pana Boga: "Zrób tak, Panie Boże, żeby mnie ten krzyż ominął".
Nie mówię tego, by siebie lub kogoś oskarżać czy potępiać. Taki jest człowiek: wobec krzyża przeżywamy lęk, trwogę - i uciekamy. Kto natomiast spotkał Jezusa i poznał jego Ewangelię, czyli żyje jako chrześcijanin, nie będzie się modlił przede wszystkim: "Panie Boże, zabierz mi ten krzyż", lecz: "Panie, daj mi wiarę i siłę, bym razem z Tobą podejmował mój krzyż". To możemy czynić tylko w świetle Ewangelii. Chociaż prośba o to, aby Pan Bóg zabrał krzyż, który odczuwamy jako zbyt wielki, może też być usprawiedliwiona. Możesz tak prosić Pana Boga, jak Jezus o to prosił: "Ojcze, oddal ode mnie ten kielich". Ale, jak pamiętamy, zaraz potem dodał: "Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie" / Mt 26,39/, bo wiedział, że przyszedł właśnie po to, żeby spotkać się z tym krzyżem.
Nie przyjmiemy krzyża bez światła Ewangelii, bo bez Dobrej Nowiny krzyż jest czymś złym, czymś, co niszczy człowieka. Ale też Ewangelia nie spełni się w nas, jeśli nie zgodzimy się na przyjęcie krzyża. Nie ma bowiem blasku zmartwychwstania, czyli nowego życia bez doświadczenia męki, krzyża i umierania w nas starego człowieka.
Trzeba przy tym pamiętać, że gdy komuś uda się uciec od swego krzyża, zwłaszcza w dziedzinie relacji międzyludzkich, to bardzo często spadnie on w jakiejś formie na kogoś innego. Chrześcijanin, który poznał Ewangelię, widzi, że Jezus Chrystus jest na krzyżu i że z krzyża obwieszcza Dobrą Nowinę. Głosi ją po to, byś również ty przeżył swoje umieranie i zmartwychwstanie. Nie tylko na końcu czasów, ale już w tym życiu. Głosi ją po to, żebyś umiał stanąć przed krzyżem, przyjąć go, choć będzie cię to wiele kosztowało. Zostaniesz skrzywdzony, będziesz cierpiał, poniesiesz stratę materialną czy jakąś inną. Ale Jezus Chrystus mówi: W tym krzyżu jest twoje zbawienie. Przez ten krzyż wejdziesz w poznanie mocy Boga, w jedność z drugim człowiekiem, przebaczysz, nie będziesz chodził w nienawiści i gniewie. Wejdziesz w jedność i pokój. Pozdrawiam Was i proponuję byśmy dali/pozwolili/się ukrzyżowac i małymi krokami szli ku zmartwychwstaniu...j.f
