Sebastianie, nie tylko oceniasz ale również osądzasz innych.(...) Skąd wiesz ile jest wiary w człowieku? Czym ją mierzysz? janusz 
Po części odpowiem słowami Małgosi.
Trzeba tutaj dodać także, że ten dar nie występuje tylko w stosunku do własnej osoby, ale także do osób z którymi się spotykamy. Spędzając z kimś czas, można poczuć jakiego ducha ma nasz rozmówca.
Podam na prostym przykładzie, żeby być dobrze zrozumianym. Przechodzę koło brudnej ławki, powiedzmy, że jest zabrudzona ptasim gnojem. Widzisz ten brud, przyjmujesz do wiadomości, że widzisz brudną ławkę i mijasz ją. Nie myślisz, że odpowiedzialny za nią powinien sie nią zająć, zadbać itd. Po prostu przyjmujesz fakt tego, co widzisz i idziesz dalej.
Tak to u mnie jest i to miałem na myśli, że umiera we mnie osądzanie innych. Umiera, znika, nie, że już nie osądzam. Nie wiem, jak będzie dalej i prosiłbym, abyśmy za chwilę nie wychodzili z tematem, że całe życie będziemy osądzać, całe życie będziemy grzesznikami itd. Tego typu podejścia mi się już przejadły. Wolałbym, abyśmy skupiali się na tym, czego doswiadczyliśmy i doświadczamy, czego się nauczyliśmy i dzielmy się tym. Wszelkie założenia, co w przyszłości będzie, do szuflady.
Skąd wiem, jak u ludzi jest w jakimś stopniu? Z własnych doświadczeń, mam na myśli swój grzech i owoce mojego grzechu. Każdy z nas postępuje na swój sposób i każde z nas wydaje owoce zgodnie ze swoim postępowaniem. Owoce zrodzone z grzechu, albo owoce zrodzone z Ducha Św.
Im głębiej siebie poznaję, tym lepiej znam swoje grzechy, np. pychę, egoizm i pożądliwość. Te grzechy znam naprawdę bardzo dobrze, mocno głęboko z Duchem dotarliśmy do samej głębi siebie, abym poznał prawdę o sobie. Nadal oczywiście podróżujemy w głąb do samego źródła prawdy o sobie, bo tylko tak może nastąpić całkowite uwolnienie od siebie poprzez miażdzące przyjęcie prawdy o sobie, aż na dobre się porzuci swoje ja.
To tak jak z ławką, albo innym przedmiotem, np. drzewem. Jako małe dzieci nie znamy przedmiotów i rodzice nam tłumaczyli... to jest ławka i służy do siedzenia, a tu rośnie drzewo. I codziennie mijasz tę ławkę i drzewo. Po jakimś czasie znasz je bardzo dobrze, jak starych nieodłącznych kumpli.
Tak samo jest z naszymi grzechami, im bliżej Boga, tym lepiej je znamy. I znając owoce tych grzechów, czyli pychy, egoizmu i pożądliwości, a także innych z łatwością je dostrzegamy u tych, co akurat wydają takie owoce. I nie jest to osądzanie, a widzenie pewnych faktów. Przyjmujesz je do świadomości, przyjmujesz prawdę i idziesz dalej. Widzi się to, co jest bardzo znajome.
Osądziłbym, gdybym przyjął do siebie pewien fakt, np. dotyczący grzechu pychy i pomyślał...ale ona się obnosi tym, że 40 lat chodzi do kościoła, jaka ważna mina. Niczym nie różni się od polityków. Tak, to jest osąd. Same przyjęcie faktu, rzeczywistości, którą widzimy, nie jest osądem.
To, że napisałem, iż są np: dwie grupy ludzi, z prawdziwą twarzą i z nieprawdziwą, to zwyczajnie mówię o tym, co widzę. To wszystko, mijam tych ludzi i widzę owoce ich postępowania. I na tym poprzestaję. Czasem się męczę, to dla mnie znak, że w takim momencie polegam na sobie za bardzo i muszę do Pana, aby wzmocnił mojego ducha swoją miłością. Bo w miłości chrystusowej nie ma męczenia się czyjąć obecnością, a jest gotowość dzielenia z tą osobą swego czasu.
Wiary nie mierzę w kimś, to byłby już osąd. Poza tym wiary nei można zmierzyć, bo jej się nie widzi. Widzi się tylko owoce postepowania u innych, jeśli się je zna. Nie mylmy z decyzjami, a owoce zrodzone z grzechu. Mam nadzieję, że w sposób zrozumiały to wszystko przedstawiłem.