To akurat dzisiaj napisałam

Tytuł: ,,Tancerz z jednego kroku"
Wyczuwszy rytm, zaczął tańczyć.
Najpierw niepewnie, powoli, kroczek po kroczku.
Bo próbował czegoś innego, czegoś nowego i niezwykłego
Na początku z trudnością tańczył, wręcz musiał się zmuszać
Bo czuł, że to dobre i ma coś w sobie głębszego
Bo początek był najtrudniejszy
Ale z czasem
Nabierał pewności
Aż w końcu tańczyć nie przestawał
Nie chciał kończyć
Bo się w tańcu zakochał
W tych pięknem usianych krokach
W tym rytmie
Nie chciał wypadać z transu, psuć kompozycję
Nie chciał
Ale musiał
Miał jeszcze inne potrzeby
A brzuch nienakarmiony od dawna,
Burczał
Tancerz przestać tańczyć, musiał!
Porzucić kroki
Zostawić tempo i rytm
Przestać
Z westchnieniem i smutkiem tańczyć
Zaprzestał
Wyłączył muzykę
Kroki i piękno ogólne, całego tańczenia
Pamiętał!
Szybko nakarmił swoje ciało
I z pełną radością
Wręcz niecierpliwie wrócił
Wczuł się wtórnie w tępo
I w rytm
I tańczył
I tańczył
Aż znowu głód ciała poczuł
A gdy od tańca odchodził
Wracał z podwójną siłą, niż wcześniej
Ucieszony, że na taniec ma znowu czas
Tańczył szczęśliwy przez wieczność