Czy sztuką może być wystawienie szczątków zwierzęcych, czy nawet ludzkich, albo też eksponowanie trywialności lub wulgarności na tle sacrum? Pytanie wiedzie nas do definicji sztuki i estetyki. Z doświadczenia wiemy, że jednym razem sztuka odwołuje się do bezpośredniego wyczucia piękna, innym razem do refleksji nad prawdą. Nie jest to więc dziedzina jednoznaczna - nie może być ubrana wyłącznie w przyjemnne szaty. Czy jednak znaczy to, że wszystkie obrzydliwości można podciągnąć pod zagadnienia estetyczne?
I tutaj sprawa się komplikuje, bo z jednej strony mamy poczucie PIĘKNA (aspekt kontemplacyjny), z drugiej dotykamy PRAWDY (refleksyjna strona sztuki). Wspomniane wcześniej szczątki mogą być elementem obydwu "warstw" (jeśli zostaną pokazane z pewnym twórczym rozmysłem i jednocześnie zainspirują do postawienia jakiegoś znaku zapytania). Czasami przeważać będzie aspekt refleksyjny, a nawet może on stać w jakiejś opozycji do stanowiska kontemplacyjnego, byle tylko dawał wewnętrzne poruszenie, które stanie się krokiem duchowej ewolucji.
Podążając dalej śladami zadanego na samym początku pytania, czy szczątki zwierząt (lub nawet ludzkich zwłok), ekskrementy albo inne obrzydliwości - manifestowane wyłącznie w celu samego szokowania - czy to nadal sztuka? Według mnie jest to jej zdecydowane przeciwieństwo. I to nie przez fakt użycia obrzydliwości, czy też łamania jakiegoś tabu. Chodzi o PUSTKĘ, którą takie treści wnoszą w odbiorcę. Pustkę, rozumianą tu jako brak piękna i brak sensu. Na marginesie przypomnę tu augustyńską koncepcję zła, które rozumiane było właśnie jako absolutny brak dobra (w najszerszym jego rozumieniu: mądrości, piękna, prawdy, miłości) - brak tego wszystkiego jest aksjologiczną pustką.
Niedawno widziałem migawki ze "sztuki", która polegała na przedrzeźnianiu chrześcijańskiej modlitwy. Jeden będzie się oburzał, inny - zacierał ręce. A dla mnie jest to tylko kolejna smutna prowokacja, która nie wnosi nic poza pustką. Gdyby był w tym zawarty jakiś element napięcia między SACRUM a SENSEM PROFANUM, może dałoby się wydobyć z tego jakiś element sztuki. Gdy jednak widowisko staje się jedynie elementem jakiejś propagandy, traci jakąkolwiek wartość estetyczną. Innymi słowy, wszystko, co pozwala człowiekowi wyjść z siebie, przyjąć inny punkt widzenia, dzięki któremu może on poddać się albo wzniesieniu (kontemplacja), albo poruszeniu (medytacja), jest dla mnie sztuką. Na pewno nie jest nią STAGNACJA.