A może Wy macie jeszcze inny sposób rozpoznania pychy w sobie samym?...
Temat rzeka.

Ciągle się z nią mierzę, codziennie. Teraz właśnie się zastanawiam, czy nie pracować nad wypracowaniem do wszystkiego w życiu, także do pożądliwości pewnego dystansu. Przez życie iść z lekkim podejściem luzu, żeby niepotrzebnie się nie napinać na różne sytuacje. Zauważyłem, że kiedy mam luz/ dystans, pycha praktycznie nie ma szans na wydanie we mnie owocu. Dystans powoduje, że dostrzegam więcej, nie reaguję emocjonalnie, pozwalam przepłynąć dużej fali (emocji) i w pokoju podjąć decyzję.
Pycha i pożądliwość powodują, że jestem jakby w pętli własnej uwięziony, szamocę się nie zawsze to zauważając w porę i zbyt póżno się mogę czasem zreflektować z pójściem po pomoc do Jezusa. Nabierając dystansu we mnie nie ma ciasnoty i jest sporo miejsca dla Jezusa.
Dystans sprawia, że widzisz siebie z trzech boków/ luster. Natomiast bez dystansu -na wprost z klapkami na oczach jak u konia - widzisz źdźbła trawy w oku innych. Wtedy trudno dotrzeć w sobie belkę/pychę widząc siebie tylko z jednego "okna na wprost". Przez te okno na wprost tak naprawdę się siebie nie widzi, bo nie ma luster po bokach, aby obnażyły moją autentyczną postawę. Nie ma przestrzeni, którą daje właśnie dystans.
Odpowiadając na Twoje pytanie Adamie, czy znam sposób? Codzienne uświadamianie sobie, że żyję dzięki łasce Ojca, moje serce bije dzięki łasce Ojca, pracę mam dzięki łasce Ojca, dom mam dzięki łasce Ojca, w Prawdę wprowadza mnie Duch dzięki łasce Ojca, Jezusa mam dzięki łasce Ojca. Wszystko mam dzięki łasce Ojca, nic nie jest moje, nic nie stworzyłem bez udziału łaski Ojca. Pozostaje mi żyć w pokorze.
Moją siłą jest moja słabość, aby Jezus mnie wypełnił swoją chwałą.