Jak dobry, kochający BÓG,miłujący swoje stworzenie mógłby sadystycznie wieść je na pokuszenie...?
Myślę, że wchodzimy tu w dość małostkową formę sporu, która dotyczy ona języka. Staropolskie tłumaczenie "nie wódź nas na pokuszenie" może nie jest najtrafniejszym przekładem, ale stosuje pewien skrót myślowy, który zna każdy świadomy katolik. Kiedy modlę się "nie wódź mnie" - wiem, że chodzi o NIEDOPUSZCZENIE POKUSY większej, niż mógłbym to znieśc na obecną chwilę.
Podobnych skrótów myślowych używa nawet Paweł Apostoł, pisząc w Liście do Koryntian: „Pokusa nie nawiedza was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść,
lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać” (1 Kor 10, 13). Wszyscy wiemy, o co tu chodzi - czy warto więc kruszyć kopię o samą formę wypowiadanej modlitwy?...