Autor Wątek: Małe co nieco dla podniesienia ducha  (Przeczytany 10491 razy)

Offline ewa derlak

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 25
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #45 dnia: 24 02 2010 o 08:12:02 am »
Wszystkim, którzy czują się tak "pięknie niedoskonali" w swej, na naszą ludzką miarę "szytej" Wierze, Nadziei i Milości dedykuję słowa x Jana Twardowskiego :

"Nie umiem być srebrnym aniołem
ni gorejącym krzakiem.
Tyle zmartwychwstań już przeszło
- a serce mam byle jakie.
Tyle procesji z dzwonkami
tyle już alleluja
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włosa się buja"

Do tych pełnych pokory, pięknych słów pozwolę sobie jeszcze dorzucić moje grafomańskie "dopowiedzenie"

Dziś wiem, że tyle właśnie mi trzeba,
że o świętości śniłam daremnie.
Wystarczy mi ten mały Skrawek Nieba,
którym Ty, Panie, jesteś we mnie.


Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #46 dnia: 27 02 2010 o 00:16:36 am »
To takie małe co nieco na czas Wielkiego Postu ...

życzę wszystkim prawdziwego nawrócenia, zbliżenia się na nowo do Pana Jezusa (a nade wszystko sobie samej)

Lazurowa grota

         Był człowiekiem biednym i prostym. Wieczorem po ciężkiej pracy, wracał do domu zmęczony i w złym humorze. Patrzył z zazdrością na ludzi, jadących samochodami i na siedzących przy stolikach w kawiarniach.
        - Ci to mają dobrze – zrzędził, stojąc w tramwaju, w okropnym tłoku. – Nie wiedzą, co to znaczy zamartwiać się … Mają tylko róże i kwiaty. Gdyby tak musieli nieść mój krzyż!
   Bóg z wielką cierpliwością zawsze wysłuchiwał narzekań mężczyzny. Pewnego dnia  czekał na niego u drzwi domu.
   - Ach, to Ty Boże – powiedział człowiek, gdy Go zobaczył. – Nie staraj się mnie udobruchać. Wiesz dobrze, jak ciężki krzyż złożyłeś na moje ramiona.
   Człowiek był jeszcze bardziej zagniewany niż zazwyczaj. Bóg uśmiechnął się do niego dobrotliwie.
   - Chodź ze Mną. Umożliwię ci dokonanie innego wyboru – powiedział. Człowiek znalazł się nagle w ogromnej lazurowej grocie. Pełno było a niej krzyży: małych, dużych, wysadzanych drogimi kamieniami, gładkich, pokrzywionych.
   - To są ludzkie krzyże – powiedział Bóg. – Wybierz sobie jaki chcesz. Człowiek rzucił swój własny krzyż w kąt i zacierając ręce zaczął wybierać.
   Spróbował wziąć krzyż leciutki, był on jednak długi i niewygodny. Założył sobie na szyję krzyż biskupi, ale był on niewiarygodnie ciężki z powodu odpowiedzialności i poświęcenia. Inny, gładki i pozornie ładny, gdy tylko znalazł się na ramionach mężczyzny, zaczął go kłuć, jakby pełen był gwoździ. Złapał jakiś błyszczący srebrny krzyż, ale poczuł, że ogarnia go straszne osamotnienie i opuszczenie. Odłożył go więc natychmiast. Próbował wiele razy, ale każdy krzyż stwarzał jakąś niedogodność.
   Wreszcie w ciemnym kącie znalazł mały krzyż, trochę już zniszczony używaniem. Nie był ani zbyt ciężki ani zbyt niewygodny, wydawał się zrobiony specjalnie dla niego. Człowiek wziął go na ramiona z tryumfalną miną.
   - Wezmę ten! – zawołał i wyszedł z groty. Bóg spojrzał na niego z czułością. W tym momencie człowiek zdał sobie sprawę, że wziął właśnie swój stary krzyż, ten, który wyrzucił wchodząc do groty. 
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline paula127

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #47 dnia: 1 04 2010 o 12:32:45 pm »
Tak właśnie jest. Człowiek narzeka na swoje życie, na swoją niedolą, że ma tyle pracy. Często ma wrażenie że musi nieść i robić najwięcej, że inni mają o wiele lepiej, nie mają tyle pracy co on, a wręcz odpoczywają.
Ten człowiek widział tylko siebie. Widział tylko to co on robi, uważał że to on ma najwięcej roboty i że ma najgorzej. Skojarzyło mi się to z takimi zrzędzącymi dziadkami, co tylko narzekają na siebie i na to co muszą robić, bo najlepiej siedzieć przed telewizorem z piwkiem:)
Nasunęło mi się też stwierdzenie że: ,,Ludzie dopiero coś doceniają, gdy to co mają stracą"

Można to też inaczej zinterpretować, wziąć pod uwagę że ten człowiek niósł krzyż. Czyli że był wierzący. Mimo swoich narzekań, nie odrzucił tego krzyża od siebie, po wiedział że krzyż to najlepsze wyjście, najlepsza droga. Narzekał bo uważał że ma najcięższy i najgorszy krzyż do niesienia, a jednak Pan pokazał mu że tak nie jest, że każdemu daje tyle, ile może unieść, że to zależy od człowieka i od tego jakim jest.

Podoba to opowiadanko daje mi dużo do myślenia:D


Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #48 dnia: 8 04 2010 o 22:22:38 pm »
i kolejne opowiadanko do rozważania, przemyślenia ...

O zupełnie szczególnej duszy P. Volpato

Bóg kocha wszystkich tak samo, ale nawet w Raju jest zawsze ktoś, kto kocha go bardziej niż inni. W rajskim żywocie jest taka szczególna chwila, na którą każdy czeka z drżeniem: dzieje się to wtedy, gdy Ojciec wzywa dusze i posyła je na Ziemię.
Często są one niechętne opuszczeniu miejsca tak przepełnionego pięknem i radością; dlatego też, kiedy zbliża się czas ich odejścia, Pan wzywa jedną po drugiej i mówi im słowa zachęty.
   I tak nadeszła kolej na jedną z tych dusz, co kochają Boga nade wszystko. Stanęła przed Nim i powitała Go, jak dziecko wita własnego ojca.
- Dzień dobry, Ojcze, posłałeś po mnie, prawda?
- Tak, dziecinko, także dla ciebie nadchodzi chwila, w której na pewien czas opuścisz to miejsce. Czy ci nie przykro?
- Słodki Ojcze – rzekła miłująca dusza – moja radość jest pełna tylko wtedy, kiedy mogę spełniać Twoją wolę. Jestem gotowa!
Pan Bóg wiedział, że odpowie Mu w ten sposób, ale kiedy usłyszał to wprost od niej, mógł ją tylko jeszcze bardziej umiłować; toteż skierował ku niej to, co my, ludzie nazywamy uśmiechem, zalewającym ją światłem.
- Wymyśliłem dla ciebie trudne zadanie. Czy się nie boisz?
- Nie, Ojcze, bo wiem, że zawsze będziesz ze mną.
- Ponieważ będziesz musiała znosić ciężkie życie na ziemi, daję ci przywilej, jakiego nie dałem innym: wybierz sama swojego Anioła Stróża.
   Twarz owej duszy rozjaśniła się jeszcze bardziej.
- Słodki Ojcze – powiedziała - to drogocenny Twój dar. Jakże chciałabym mieć u boku Świętego Michała, ale wiem, że jest strasznie zajęty. Dlatego wybieram jednego z najmniejszych i najweselszych aniołków, po to, by nie pozwolił mi nigdy pogrążyć się w smutku, a zawsze dobrze mnie nastrajał.

Pan Bóg był zadowolony. Spełnił jej życzenie i posłał ją na Ziemię. A po dziewięciu miesiącach ludzkiego czasu urodziła się upośledzona dziewczynka...

« Ostatnia zmiana: 18 04 2010 o 23:24:53 pm wysłana przez MagdaLena »
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #49 dnia: 2 05 2010 o 21:32:35 pm »
Oszustwo szatana

Pewnego dnia szatan postanowił powiększyć wartość swoich złych działań. Zgromadził naczelników departamentu i główny sztab dywizji piekielnej propagandy i reklamy, aby wymyślić nowe kampanie pokus i pułapek dla ludzi, a także nowe sposoby, by zniszczyć sens ich życia.
„Powiedz im, że Bóg nie istnieje” – zaproponował jeden diabeł.
Szatan warknął: „Chciałbym coś mniej oczywistego!”
„Powiedz im, że żadne z ich działań nie ma konsekwencji” – powiedział inny.
Szatan pokiwał głową i rzekł: „Już sami tak myślą”.
Trzeci zasugerował: „Powiedz im, że tak bardzo oddalili się od drogi prawa, że nigdy więcej nie uda im się na nią powrócić, gdyż ludzie nie potrafią się zmienić”.
Szatan warknął: „Już tego próbowałem …”
Najstarszy i najbardziej chytry z diabłów poprosił o głos: „Niech po prostu wierzą, że mają jeszcze wiele, wiele czasu …”
Szatan uśmiechnął się zadowolony: „To jest rzeczywiście dobry pomysł!”
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

AdamS

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #50 dnia: 3 05 2010 o 09:01:34 am »
Super opowieść, Madziu! Jakaż to życiowa sytuacja - dotyka chyba każdego z nas. Mamy jeszcze tak dużo czasu, aby się zmienić, by wyznać grzechy, by naprawić błędy, by się modlić, by stanąć przed Bogiem.... Tylko że ten "dłuuuugi czas" może się zmieścić w ampułce dzisiejszego dnia.

Offline paula127

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #51 dnia: 3 05 2010 o 16:07:07 pm »
No właśnie przyszłość jest taka niestabilna, nikt nie wie kiedy nadejdzie jego czas. A gdy taki się nie nawróci w porę<nie zdąży>, albo to odkłada, bo uważa że ma tyyyyyle czasu, to klapa, śmierć przychodzi tak niespodziewanie.... zaskakuje, przykładem jest choćby ta katyńska tragedia. Trzeba być stale czujnym i nie zasypiać!!

(2) Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć, bo nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga.

(Apokalipsa (Objawienie) 3:2, Biblia Tysiąclecia)

(42) Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.
(Ew. Mateusza 24:42, Biblia Tysiąclecia)

(13) Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

(Ew. Mateusza 25:13, Biblia Tysiąclecia)

(35) Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem.

(Ew. Marka 13:35, Biblia Tysiąclecia)


 ;D
Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline Norah

  • Administrator
  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 368
  • Uśmiechnij się =)
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #52 dnia: 3 05 2010 o 17:34:38 pm »
Świetne to jest! Ja chyba za bardzo "marnuję czas" którego tak naprawdę nie wiemy ile mamy. Niewiele. Być może mam szansę do jutra na zmianę swojego życia i straciłam ją bo dzisiaj nic nie zrobiłam aby to naprawić. Mam nadzieję, że tak nie jest.
Znalazłam jeszcze to:

 Królowa Wiktoria, wielka monarchini Anglii kochała niezwykle swojego męża Alberta. Nie mógł on, niestety, nosić królewskiego tytułu ani też piastować żadnej ważnej funkcji społecznej. Pomimo wielkiej miłości wybuchały pomiędzy nimi awantury. Kiedyś po takiej kłótni książę Albert zamknął się w swojej komnacie. Po krótkiej chwili Wiktoria przełamała się i zapukała do jego drzwi.

     - Kto tam? - zapytał Albert.

     - Królowa Anglii! - padła odpowiedź.

     Drzwi nie otworzyły się, a młoda królowa pukała dalej.

     - Kto tam?

     - Królowa Anglii!

     Cisza. I tak powtarzało się kilkakrotnie. Wreszcie...

     - Kto tam?

     - Twoja żona, Albercie - odpowiedziała królowa. Drzwi otworzyły się natychmiast.

* * *

     Bóg wielokrotnie stukał do ludzkich drzwi.

     - Kto tam?

     - To ja, twój Bóg.

     Drzwi pozostawały jednak nieubłaganie zamknięte. Wreszcie...

     - Kto tam?

     - To ja, twój Ojciec. Drzwi otwierały się.


Nie wiem czy już ktoś to podawał gdzieś.
"Boże bliski, przemień zamknięte oczy
w oczy szeroko otwarte" - JPII



Nie widzą Ciebie moje oczy, - Nie słyszą Ciebie moje uszy; - A Jesteś Światłem w mej pomroczy. - A Jesteś Śpiewem w mojej duszy. :)

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #53 dnia: 1 06 2010 o 21:48:10 pm »
No to przy okazji Dnia Dziecka  ;D mały prezencik - kolejne opowiadanko.

Bruno Ferraro                Bóg przybywa!

Któregoś dnia pewien mężczyzna dowiedział się, że Bóg zamierza go odwiedzić.
„Mnie?” – zaniepokoił się. „W moim domu?”.
Zaczął gorączkowo biegać po wszystkich pokojach, wszedł po schodach, aż na dach. Znów zszedł i szybko udał się do piwnicy. Zobaczył swój dom innymi oczyma, teraz, gdy miał przyjść Bóg.
„Niemożliwe! O ja biedny!” – lamentował. „Nie mogę przyjmować gościa w tym bałaganie. Wszystko jest brudne, wszędzie jest pełno śmieci. Nie ma jednego miejsca odpowiedniego dla ugoszczenia Boga. nawet brakuje powietrza do oddychania!”
Otworzył szeroko drzwi i okna.
„Bracia! Przyjaciele!” – wołał. „Niech ktoś pomoże mi w porządkowaniu! Ale szybko!”
Zaczął energicznie sprzątać swój dom. Poprzez gęstą chmurę kurzu, która unosiła się wszędzie, zobaczył kogoś, kto przyszedł mu pomóc. We dwójkę było łatwiej. Wyrzucili niepotrzebne rzeczy, umieścili je w jednym miejscu i spalili. Na kolanach wytarli podłogi i schody. Zużyli wiele wiader wody, by umyć wszystkie okna. Usunęli brud, który zagnieździł się po kątach.
„Nigdy nie skończymy!” – narzekał mężczyzna.
„Skończymy!” – mówił spokojnie ten drugi.
Pracowali razem, ramię w ramię, przez cały dzień. I w końcu dom wydawał się odnowiony, czysty i pachnący. Gdy się ściemniło, udali się do kuchni i nakryli do stołu.
„Teraz” – powiedział mężczyzna – „może przyjść mój Gość. Teraz może przyjść mój Bóg!”.
„Ja tu już jestem” – powiedział Nieznajomy. I usiadł przy stole. „Usiądź i ty, i posil się ze Mną!”.

A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 28, 20).
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

AdamS

  • Gość
Gdzie jest Bóg???
« Odpowiedź #54 dnia: 2 06 2010 o 08:25:12 am »
Piękna opowieść, Madziu! Bóg przychodzący jako żywa, często niezauważona Osoba - ten motyw powtarza się w opowieściach, które najbardziej do mnie przemawiają.

Dlaczego nie potrafię dostrzec Boga w adoracjach i ołtarzach? Może jestem ślepy? Może za mało się modlę? Sam już nie wiem. Proszę to moje wyznanie potraktować jako zwierzenie, a nie jak krytykę.

Boga widzę wyłącznie w żywym człowieku i w nieogarniętej naturze stworzenia. Tylko takie relacje potrafią wzbudzić we mnie autentyczne pragnienie oparte na miłości i prawdziwe uwielbienie płynące ze zadziwienia światem...

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #55 dnia: 5 07 2010 o 22:49:27 pm »
To dla wszystkich za moją długą nieobecność tutaj  ;)

Historia z osłem

  Było to daleko stąd na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierzę krzyczało żałośnie godzinami, podczas gdy farmer zastanawiał się, co zrobić. W końcu farmer zdecydował. Zwierzę było stare, a studnię i tak trzeba było zasypać. Nie warto było wyciągać z niej osła.
  Zwołał wszystkich swoich sąsiadów do pomocy. Wzięli łopaty i zaczęli zasypywać studnię śmieciami i ziemią. Z początku osioł zorientował się, co się dzieje i zaczął krzyczeć przerażony. Nagle, ku zdumieniu wszystkich, osioł uspokoił się. Kilka łopat później farmer zajrzał do studni. Zdumiał się tym, co zobaczył.
  Za każdym razem, gdy kolejna porcja śmieci spadała na ośli grzbiet, ten robił coś niesamowitego. Otrząsał się i wspinał o krok ku górze. W miarę, jak sąsiedzi farmera sypali śmieci i ziemię na zwierzę, ono otrzepywało się i wspinało o kolejny krok. Niebawem wszyscy ze zdumieniem zobaczyli, jak osioł przeskakuje krawędź studni i szczęśliwy, oddala się truchtem!
 
  Życie będzie zasypywać Cię śmieciami, każdym rodzajem brudów. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę.
  Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku wolności ...

« Ostatnia zmiana: 5 07 2010 o 22:51:06 pm wysłana przez MagdaLena »
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #56 dnia: 6 07 2010 o 19:55:34 pm »
 
  Życie będzie zasypywać Cię śmieciami, każdym rodzajem brudów. Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i zrobić krok w górę.
  Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku wolności ...

Zgadzam się z tym. Jestem właśnie po wizycie u swojej byłej narzeczonej. Cóż, smutek w sercu wrócił, w domu musiałem się oprzeć na Jezusie, nie dałbym rady samemu. Podparł mnie i zrozumiałem, że muszę iść pod prąd. Wypełnić jedną myśl, którą dostałem tydzień temu. Abym przeobraził się z niemowlęcia w męża Bożego. Smutek nadal mam, lecz decyzja zapadła, głęboko świadomie. Wiem, że to ku mojemu zbudowaniu, przyjąłem na siebie swój krzyż. Chcę z nim iść.

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #57 dnia: 9 07 2010 o 14:54:36 pm »
Wiesz co, Rebus? Czasami to, co dla nas trudne i niezrozumiałe na dziś i w tej chwili, może okazać się i być dla nas błogosławieństwem! Momentem i drogą do spotkania się z Jezusem!  :) życzę ufności dziecka, wiary i nadziei, że Bóg może wszystko! I nie zostawia nas nigdy samych, jest przy nas, by nas wspierać!
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #58 dnia: 2 08 2010 o 22:02:58 pm »
Bruno Ferrero
Nie widzę cię tatusiu.

Była to rodzina szczęśliwa. Mieszkała w domku na peryferiach miasta. Pewnej nocy wybuchł w kuchni straszny pożar. Wśród szalejących płomieni rodzice i dzieci wybiegli z domku. Spoglądali bezsilnie na swój dom stojący w płomieniach i pełen dymu. W pewnym momencie ze zgrozą zdali sobie sprawę, że wśród nich brakuje najmłodszego, pięcioletniego synka. W chwili ucieczki przerażony płomieniami i ostrym dymem chłopiec cofnął się i wszedł na pierwsze piętro. Co robić? Tatuś i mamusia patrzyli zrozpaczeni, dwie siostrzyczki zaczęły krzyczeć. Nie można było z powrotem wejść do domu. A straż pożarna jeszcze nie dotarła. Ale oto w górze otwarło się okienko na poddaszu i dziecko pokazało się w nim krzycząc rozpaczliwie: Tatusiu! Tatusiu!
Ojciec zauważył je i krzyknął: Skacz w dół! Dziecko widziało jedynie ogień i czarny dym, ale usłyszawszy głos, powiedziało: Tatusiu, nie widzę cię …
- Ja cię widzę i to wystarczy. Skacz! – krzyknął mężczyzna. Dziecko skoczyło i znalazło się, zdrowe i bezpieczne, w silnych ramionach ojca, który pochwycił je w locie.
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

AdamS

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #59 dnia: 3 08 2010 o 07:09:48 am »
Piękna opowieść - doskonale wpisująca się w tok naszych wczorajszych rozmów o wierze i zaufaniu.