Autor Wątek: Małe co nieco dla podniesienia ducha  (Przeczytany 10492 razy)

AdamS

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #15 dnia: 10 02 2010 o 08:49:37 am »
Właśnie czytam zwierzenia siostry Emmanuelle - "Mam sto lat i chciałabym wam powiedzieć..." - doskonale wpisują się w ten rodzaj ufności wyrażony przez Zbyszka. Nie mam pamięci do cytatów, ale w ogólnym sensie jej wyznania zawierają się w jednym: Ludzie tak wiele komplikują, tworząc zawiłe systemy filozoficzne, konstruując skomplikowane drabiny teologiczne, a przecież Prawda jest taka prosta - istnieje tylko Bóg, ja i drugi człowiek.

Ktoś by mógł to określić skrajnym redukcjonizmem. A mnie się wydaje, że ta stuletnia misjonarka, która prawie całe życie oddała posłudze wśród islamskiej biedoty, odnalazła klucz do jedności w duchu prostoty. Jezus był dla niej najważniejszy, jednak wiedziała, że opiekując się muzułmańskimi dziećmi nie może nadużywać zaufania rodziców, prowadząc religijną indoktrynację. Po prostu widziała w drugim człowieka, w którym mieszka Bóg i na jego osobisty sposób do niego przemawia. Ona mogła tylko otworzyć parasol miłości, aby Bóg był lepiej słyszalny.

Offline Zbyszek

  • Administrator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 119
  • Dobrze być człowiekiem Słowa.
    • Slowo.pl
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #16 dnia: 10 02 2010 o 10:23:34 am »
Ktoś by mógł to określić skrajnym redukcjonizmem. A mnie się wydaje, że ta stuletnia misjonarka, która prawie całe życie oddała posłudze wśród islamskiej biedoty, odnalazła klucz do jedności w duchu prostoty. Jezus był dla niej najważniejszy, jednak wiedziała, że opiekując się muzułmańskimi dziećmi nie może nadużywać zaufania rodziców, prowadząc religijną indoktrynację. Po prostu widziała w drugim człowieka, w którym mieszka Bóg i na jego osobisty sposób do niego przemawia. Ona mogła tylko otworzyć parasol miłości, aby Bóg był lepiej słyszalny.
Cudne! Amen!

Zbyszek

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #17 dnia: 10 02 2010 o 22:39:13 pm »
Chciałabym podzielić się z Wami kolejnym małym opowiadankiem ... (chyba dobrze oddaje na dziś moje życie)... dobrego "czerpania"

Bambus Bruno Ferrero

        W pewnym niezwykle pięknym ogrodzie rósł cudowny bambus. Właściciel owej posiadłości kochał go o wiele bardziej aniżeli inne drzewa. Rok po roku bambus był coraz większy, piękniejszy i stawał się potężniejszy. Rósł tak również dlatego, iż zdawał sobie sprawę, że gospodarz bardzo go kocha i jest z niego dumny.
   Jednak pewnego dnia właściciel zbliżył się do niego i powiedział: „Kochany bambusie, potrzebuję bardzo twojej pomocy.”
   Cudowny bambus przeczuwał, że przyszła na niego jakaś upragniona chwila, rzekł więc z wielką radością: „Panie jestem gotów. Zrób ze mną wszystko to, czego pragniesz”.
Jednak głoś Pana był poważny: „By móc cię użyć, wpierw muszę cię ściąć”.
   Bambus przeraził się: „Ściąć mnie Panie? Ściąć mnie, najpiękniejsze drzewo z twojego ogrodu? Nie, błagam cię, nie rób tego. Zrób ze mną coś pięknego, ale błagam, nie każ mnie ścinać!”
   „Mój kochany bambusie” – mówił dalej Pan, „jeśli zechcę, abyś dalej rósł, nie będę też mógł cię użyć”.
   Cały ogród zastygł w głębokiej ciszy. Nawet wiatr przestał wiać z przerażenia. Wreszcie bambus pochylił swoją bujną grzywę i wyszeptał: „Panie, jeśli nie możesz mnie użyć bez ścinania, uczyń to, czego pragniesz”.
„Mój kochany bambusie” – mówił dalej Pan – „nie tylko, że cię zetnę, ale w dodatku będę musiał spiłować twoje ramiona i poobrywać twoje liście”.
   „Panie mój, zlituj się nade mną. Zniszcz moje piękno, ale zostaw mi przynajmniej moje gałęzie i liście!”
„Jeśli nie będę ci mógł ich ściąć, nie będę też mógł z nich skorzystać”. Bambus pochylił się znów do ziemi i wyszeptał: „Panie, tnij i zrywaj”.
         I tak Gospodarz ogrodu spiłował drzewo, pościnał jego gałęzie, poobrywał liście, przeciął na pół i wydarł z niego całe serce. Potem zaniósł je do miejsca, z którego wypływało źródło świeżej wody, znajdujące się blisko gospodarskich pól cierpiących z powodu suszy. Delikatnie połączył ze źródłem jeden koniec bambusa i skierował go na porażone suszą pola.
         Czysta, świeża i słodka woda zaczęła płynąć jego wnętrzem i docierać do pola. Potem Gospodarz zasiał na polu ryż, by po pewnym czasie zebrać obfity plon.
I w ten oto sposób, pomimo tego, iż najpierw musiał być ścięty i zniszczony, bambus okazał się dla wszystkich wielkim błogosławieństwem.
         Kiedy był jedynie pięknym drzewem, żył tylko dla siebie i zachwycał się swoją urodą. Dopiero wówczas, gdy został ścięty, okaleczony i zdeformowany, przemienił się w kanał, który był w stanie użyźniać całe królestwo.

To, co my nazywamy „cierpieniem”, Pan Bóg nazywa „potrzebą ciebie”.
      
« Ostatnia zmiana: 8 04 2010 o 22:16:47 pm wysłana przez MagdaLena »
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

AdamS

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #18 dnia: 11 02 2010 o 08:44:09 am »
Sebastian - ta książka nosi tytuł „Mam sto lat i chciałabym wam powiedzieć...” S. Emmanuelle, rozmawiali Jacques Duquesne i Annabelle Cayrol, przełożył na polski Tomasz Gałuszka dominikanin, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2009

Tutaj podaję link do krótkiej notki o książce: http://ekai.pl/kultura/ksiazki/x19056/mam-sto-lat-i-chcialabym-wam-powiedziec-wywiad-rzeka-z-s-emmanuelle/

Offline mysza

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #19 dnia: 11 02 2010 o 10:51:08 am »
Witam wszystkich iproszę : odpowiedzcie  na kilka pytań,  każdy uczciwie i z ręką na sercu, bo jestem kompletnie zdezorientowana i oczywiście zniechęcona postawą ludzi w rozmaitych okolicznościach (bardzo często jestem w drodze i to co widzę i doświadczam sprawia, że mam szczerze dość) Jeśli okaże się, że ci, którzy tu piszą wyjdą z tej próby zwycięsko to podniosą mojego ducha., ale jeśli to tylko słowa, słowa, słowa duszy, po com żem tyle ich rozrzucił, to lepiej w tym czasie  nawet składać statki z papieru i puszczać na wodzie- misce (kto ma albo miał małe dzieci to wie jak to lubią).
1. czy zatrzymujesz się, żeby zabrać kogoś z drogi 
2. czy potrafisz sprzeciwić się głośno jak się komuś dzieje niesprawiedliwość , obronić osobę
 3.czy reagujesz jak cos komuś się dzieje : zabrakło mu pieniędzy, trzeba gdzieś zadzwonić czy w inny sposób zadziałać 
4. czy potrafisz „stracić” czas, pieniądze, czyli jednym słowem poświęcić się dla bliźnich.
5. czy w ogóle zwracasz uwagę na to co się wokół ciebie dzieje, czy po prostu jesteś zabiegany a w ogóle to przecież całego świata nie naprawisz   

AdamS

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #20 dnia: 11 02 2010 o 11:40:40 am »
Zniechęcony (niechęcona?) - szczerze powiem, że czytam Twój post i nie bardzo wiem co Ci napisać.  Pytania do nas kierowane mają bardzo retoryczny charakter i trudno się spodziewać, że ktoś będzie punkt po punkcie chwalił się osiągnięciami :) Nawet jeśli byśmy Ci na każde z nich odpowiedzieli twierdząco, czy można przez samą odpowiedź - jak to ujęłaś - "wyjść z tej próby zwycięsko"? Chyba, że mamy potraktować Twoje słowa bardziej jako osobisty rachunek sumienia, to rozumiem :)

Osobiście myślę, że na poruszone przez Ciebie dylematy nie ma prostej odpowiedzi, bo pisze ją samo życie. Przyznaję, ze sam miewam momenty na drodze, że ktoś budzi mój niepokój i wówczas nie zatrzymuję samochodu. Staram się jednak pamiętać o autostopowiczach z prostej racji, że sam kiedyś z takiego transportu często korzystałem, gdy dojeżdżałem do szkoły, a później jeszcze długo, gdy nie było mnie stać na własne auto  ...więc czuję się teraz dłużnikiem (choć "dorobiłem się" tylko starego grata) :)

Podobnie ma się rzecz z udzielaniem pomocy finansowej. Byłoby nierozważne dawać pieniądze każdemu, kto tylko o nie poprosi (np. z założenia nie daję ich, gdy chodzi o alkohol). Ważniejszy jest wysiłek w kierunku dotarcia do właściwych potrzeb tego człowieka, niż wrzucona na odczepnego jałmużna, bo często wcale nie chodzi o pieniądze (oczywiście czasem już po krótkiej rozmowie można poznać, że potrzeba jest autentyczna).

Witam Cię serdecznie w naszym gronie i zachęcam do bliższego przedstawienia się w dziale "Na dobry początek" :)
« Ostatnia zmiana: 11 02 2010 o 11:45:39 am wysłana przez AdamS »

Offline mysza

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #21 dnia: 11 02 2010 o 12:17:12 pm »
eetam,  po co filozofować ...  zniechęcona

radek

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #22 dnia: 12 02 2010 o 03:01:14 am »
eetam,  po co filozofować ...  zniechęcona
Mysle ze mogla bys popracowac nad soba, a to napewno podniesie Twojego "ducha".

Bardzo przykro mi jest ze musze tak napisac, ale twoje pytania 'zadane od tak poprostu' sa bez sensu i niemaja zadnego znaczenia.

Sama jestes czlowiekiem i sama mozesz sobie odpowiedziec na pytanie np: "4. czy potrafisz „stracić” czas, pieniądze, czyli jednym słowem poświęcić się dla bliźnich. "

Kazdy jest tylko czlowiekim i nikt nie bedzie sie wywyższał sie nad Ciebie chcac pokazac ze jest lepszym ;)
Fakt, Bog czasami stawia na naszej drodze ludzi, ktorym nalezy pomoc, ale wtedy sie dobrze o tym wie, i napewno nie polega to na obdarowywaniu przypadkowego przechodnia pieniedzmi, lub wozenia kogos po miescie przez pol dnia.

Zachecam do czytania Bibli, tam znajdziesz odpowiedzi na wszystkie Twoje pytania.
Pozdrawiam, Radek.


« Ostatnia zmiana: 12 02 2010 o 03:02:53 am wysłana przez radek »

AdamS

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #23 dnia: 12 02 2010 o 10:52:47 am »
eetam,  po co filozofować ...  zniechęcona

Zniechęcona - myślę, że nikt tu nie filozofuje - starałem się tylko przedstawić problem od swojej strony, w bardzo osobisty sposób. Trochę mi smutno, że zostało to tak wzgardliwie skwitowane.

Ale nie czuję do Ciebie żalu. Widać to jest Twoja obecna droga - musisz sama zmagać się z pustynią w swoim sercu. Nie zapomnij w tych zmaganiach o tym, co pisał Sebastian i Radek - pozwól działać Bogu, porzucając osądzanie innych.

Offline mysza

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #24 dnia: 12 02 2010 o 18:52:41 pm »
 sami tu madrzy i rozsądni i nawet tolerancyjni, ale nie chcę byc w waszym klubie, bo pod płaszczykiem czekania na to co Bóg powie w kwestii pomocy kryje sie zwykłe samolubstwo i wygodnictwo. W mojej najlbliższej rodzince, ale i wśród znajomych chrześcian, którzy poszczą i ręce do góry wznoszą, czytają biblie itp ale nie ma kto pojechac do starszych rodziców. Nie wymagam od nikogo wożenia ludzi przez pół dnia ani wyrzucania pieniedzy, chodzi mi o pewną postawę.Wspierajcie sie nadal,tylko miejcie świadomość, że skupianie sie na Bogu nie zwalnia nikogo od bycia tez robotnikiem, bo ten robotnik często nie jest koniem i tez nie ma dobrego auta ani za dużo czasu i kasy, a niestety potrzeby są coraz większe a ludzi coraz mniej. Na co dzień wbrew pozorom jestem pogodna a nawet czasem radosna, a ztym otepieniem to Sebku przesadziłeś ;D
Dzieki adam, ale narazie nie skorzystam

Offline mysza

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #25 dnia: 12 02 2010 o 18:58:25 pm »
jeszcze raz ja- do Adama- nigdy nikim w zyciu nie wzgardziłam, przepraszam że tak to mogłeś odebrać, ale to eeetam to był objaw mojego megazniechęcenia  :'( a nie wzgardy

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #26 dnia: 12 02 2010 o 19:58:56 pm »
Wtaj, o Zniechęcona  ;)

Rozumiem, że Twoje zniechęcenie wynika z obserwacji otoczenia, w którym ludzie wierzący w Twojej ocenie nie potrafią w praktyce wypełniać Bożego przykazania miłości bliźniego.
Masz pełne prawo uważać to za hipokryzję (choć nie wiem, co jest wygodnego w byciu wierzącym; dla mnie to raczej źródło dylematów niż panaceum na bolączki teraźniejszości).
Mam tylko jedno pytanie: czym jesteś zniechęcona: Bogiem czy ludźmi? Ludźmi? Witaj w klubie. Mnie też najbardziej  wkurzają wierzący, którzy potrafią tylko paplać o miłości do ludzi, podczas gdy ich działania wyrażają zupełnie inną postawę. Nie cierpię hipokrytów!
Najbardziej zaś nie mogę ścierpieć siebie, kiedy tak właśnie się zachowuję. A czemu tak robię? Bo jestem ino małym robakiem i nędznym grzesznikiem, a nie jakimś supermanem nieomylnym, co w tej samej sekundzie przeprowadza kota przez ulicę, zdejmuje zestresowaną staruszkę z drzewa i jednym splunięciem gasi pożar Empire State Building. Słowem: zawsze będzie istniała różnica pomiędzy tym, jak powinniśmy żyć, chcąc dochować wierności drodze Pana Jezusa, a tym co robimy. Czasem idzie nam lepiej, innym razem fatalnie. C'est la vie. Moim pragnieniem jest prowadzenie przykładnego trybu życia jako żywego świadectwa miłości Chrystusa do człowieka, ale wyniki w stosunku do oczekiwań wypadają mizernie. Czy mam z tego tytułu odwiesić swoją wiarę na kołku?
Na szczęście chrześcijaństwo to nie stowarzyszenie typu Rotary Club, tylko wypływająca z serca potrzeba obcowania z Bogiem. Na szczęście On, w przeciwieństwie do ludzi, wybacza swoim dzieciom potknięcia i brak doskonałości. I Bogu dzięki!

BTW: Przedstawione przez ciebie uogólnienia są moim zdaniem krzywdzące. Tylko z własnego otoczenia mógłbym podać wiele przykładów ofiarnego życia i poświęcania się dla innych. Tyle, że nie w tym rzecz. Licytacja na dobre uczynki jest bezcelowa, a osoby popełniające grzech zaniedbania (np.) i tak będą musiały zdać z tego relację w swoim czasie.


Pozdrawiam serdecznie,
Krzysiek
 

radek

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #27 dnia: 13 02 2010 o 02:54:41 am »
Wspierajcie sie nadal,tylko miejcie świadomość, że skupianie sie na Bogu nie zwalnia nikogo od bycia tez robotnikiem, bo ten robotnik często nie jest koniem i tez nie ma dobrego auta ani za dużo czasu i kasy, a niestety potrzeby są coraz większe a ludzi coraz mniej.
Dziekuje za te slowa Zniechecona i ja napewno wezme sobie je do serca, bo faktycznie nalezy o tym pamietac.
Jednak pragne zauwazyc ze tak samo jak my siebie wspieramy, tak samo chcemy wspierac Ciebie.
Po tym co piszesz, mysle ze jestes osoba o dobrym sercu i pamietaj ze Pan wlasnie takich osob (ze tak powiem) "uzywa".
W mojej najlbliższej rodzince, ale i wśród znajomych chrześcian, którzy poszczą i ręce do góry wznoszą, czytają biblie itp ale nie ma kto pojechac do starszych rodziców.
Dokladnie wiem o czym piszesz, ale pamietaj ze kazdy jest tylko czlowiekiem.
Faktycznie nie jest to budujace, ale wcale nie musi to psuc twoja relacje z Bogiem.
Jezeli Ci ludzie zle wplywaja na Ciebie to nie przebywaj z nimi.
Czytaj Biblie pod kontem poznania Boga, wyznawaj Pana Boga jako jedynego Boga i przestrzegaj przykazan Jego, a zobaczysz ze wszystko sie zmieni na lepsze.
Zostaw ludzi, zostaw to wszystko, co się dzieje wokół nas. Pozwól Panu działać, a Ty zajmij się budowaniem relacji z Ojcem. To Bóg jest najważniejszy, niech On będzie tylko w Twoim sercu. Nie Twój mąż, nie dzieci, nie ludzie, a On. Jeśli to zrobisz, Pan zdejmie z Ciebie ciężar, pojawi się Jego miłość w Tobie i Jego miłość poprzez Twoje serce będzie skierowana na otaczający Cię świat. Tak to działa. Wpuść Pana do serca i pozwól Mu działać.
No wlasnie.
Napisze tylko tyle.
Zebym te slowa zrozumial, kosztowalo mnie to 12 lat tulaczki i latwo nie bylo.
Tak to jest jak czlowiek nierozumny.
co w tej samej sekundzie przeprowadza kota przez ulicę, zdejmuje zestresowaną staruszkę z drzewa
Rozumie ze to pomylka, ale humor mi sie poprawil  :D
« Ostatnia zmiana: 13 02 2010 o 03:06:44 am wysłana przez radek »

Offline mysza

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #28 dnia: 13 02 2010 o 19:08:54 pm »
Pan nie chce używać takich sierot, zakompleksionych, roztargnionych, z wieloma obowiązkami na grzbiecie tylko musi!!! bo jakoś 90% ludzi potrafi bez żadnych wyrzutów sumienia uniknąć pewnych sytuacji! ja b. wiele podróżuję (bynajmniej nie w celach turystycznych) i naprawdę wiem co mówię. Możecie podawać sobie różne śmieszne przykłady ale naprawdę to nie jest w ogóle śmieszne. Ja wcale nie cierpię na słabe relacje z Bogiem z tego powodu, chyba wręcz przeciwnie,bo z powodu braku czasu i siły proszę Boga,żeby umieć być asertywnym, nie dawać się wykorzystać,a wtedy to co mnie spotyka w tej kwestii przyjmuję jako wolę Boga. ale gdyby ktoś jeszcze zechciał zatrzymać się, to nie byłoby lżej? Więc raz na jakiś czas się  buntuję.A tu zostałam sprowokowana pełnymi dobroci, życzliwości itp wpisami.  Nie z dobroci mam taką postawę ( więc nie mam się czym chlubic) od dzieciństwa latałam za ludżmi, chcąc im coś dać itp. mam to w genach a wsercu dopiero na drugim miejscu. Trochę się dziwię,że właściwie nikt nie zrozumiał o co mi chodzi, nie wiem, czy ja żyję w innym świecie? piszecie o licytacji dobrych uczynków, kotach i przejażdżkach półdniowych, ale to świadczy nie tylko o poczuciu humoru...

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #29 dnia: 13 02 2010 o 20:01:13 pm »
Witaj!

Ja rozumiem Twoje frustracje, tylko nie podoba mi się wrzucanie wszystkich do jednego wora. Piszesz o naszej samolubności i wygodnictwie, nie znając (tak sądzę) nikogo z nas. Krytykujesz nas na podstawie swoich życiowych doświadczeń. Masz też za złe to, że nie rozumiemy Twojej postawy; ja rozumiem, o co ci chodzi, ale podejrzewam, że Ty nie chcesz zrozumieć mnie.

Cytuj
Pan nie chce używać takich sierot, zakompleksionych, roztargnionych, z wieloma obowiązkami na grzbiecie tylko musi!!! bo jakoś 90% ludzi potrafi bez żadnych wyrzutów sumienia uniknąć pewnych sytuacji!

I jeszcze trzy uwagi do Twojej wypowiedzi.

1. Moim zdaniem Pan nic nie musi. Bóg jest suwerenny.
2. Skąd wiesz, że 90% ludzi unika pomagania innym?
3. Skąd wiesz, że ci ludzie nie odczuwają z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia?

Pozdrawiam serdecznie,
Krzysiek