Autor Wątek: Małe co nieco dla podniesienia ducha  (Przeczytany 10489 razy)

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Małe co nieco dla podniesienia ducha
« dnia: 20 01 2010 o 22:15:04 pm »
przyszła mi do głowy taka myśl, że przecież Pan mówi do nas na różne sposoby i posługuje się równymi rzeczami, by dotrzeć, jak najbliżej każdego swego dziecka i może właśnie czasem przez takie krótkie, małe słowa, przypowieści, opowiadanka On może w jakiś sposób sprawić, że na naszym niebie pojawi się promyk słońca  :) i wleje w nasze serce nadzieję, więc chcę tu dać (jeśli mogę) możliwość zamieszczania czegoś, co może dać wiarę, nadzieję i miłość - jakiś mały promyk i zbliżyć do Boga. Śmiało zachęcam do umieszczania tu właśnie "takich rzeczy" (opowiadań, wierszy, przypowieści itd. itp.)

i dedykuję to opowiadanko wszystkim uczestnikom tego forum (dobrze, że jesteście)

                                   TRZY DRZEWA
         Pewnego razu, na wzgórzu, rosły sobie trzy drzewa. Rozmawiały one o swoich marzeniach i nadziejach, kiedy pierwsze z nich powiedziało: "Mam nadzieję, że pewnego dnia będę skrzynią, w której trzymane będą klejnoty. Będę wypełniona złotem, srebrem i cennymi klejnotami. Będę mogła być ozdobiona rozmaitymi rzeźbami i każdy będzie mógł zobaczyć moje piękno." Wtedy drugie drzewo powiedziało: "Może pewnego dnia stanę się potężnym statkiem. Uniosę na swym pokładzie króla i królową i popłyniemy poprzez szerokie wody aż na krańce świata. I każdy będzie czuł się bezpiecznie, z powodu solidności kadłuba, który ze mnie będzie zbudowany." W końcu trzecie drzewo powiedziało: "Chcę rosnąć, aby być najwyższe i najbardziej proste w całym lesie. Ludzie zobaczą mnie na szczycie wzgórza i będą spoglądać na moje gałęzie, i myśleć o niebie i o Bogu i o tym, jak blisko Niego jestem. Ja będę największym drzewem wszechczasów i ludzie zawsze będą o mnie pamiętać."

    Po kilku latach modlitwy o to, aby ich marzenia się spełniły, grupa drwali natknęła się na nie. Kiedy jeden drwal zbliżył się do pierwszego drzewa rzekł: "To tutaj, wygląda na mocne, silne drzewo, wydaje mi się, że będę mógł sprzedać je stolarzowi" i zaczął je ścinać. Drzewo było szczęśliwe, ponieważ wiedziało, że stolarz zrobi z niego piękną skrzynię. Przy drugim, drwal powiedział: "To drzewo również wygląda na mocne, powinienem je sprzedać do stoczni" i drugie drzewo również było szczęśliwe, bo wiedziało, że jest to dla niego możliwość stania się potężnym statkiem. Kiedy drwal podszedł do trzeciego drzewa, drzewo było przerażone, gdyż wiedziało, że jeżeli zostanie ścięte, jego marzenia się nie spełnią. Jeden z drwali postanowił sobie je zabrać.

    Wkrótce po przybyciu do stolarza, z pierwszego drzewa zostały zrobione karmniki, koryta i żłoby dla zwierząt. Zostało więc postawione w stodole i wypełnione sianem. To wcale nie było to, o co drzewo się modliło. Drugie drzewo zostało cięte i zrobiono z niego małą łódkę rybacką. Skończyły się jego sny o staniu się potężnym statkiem i braniu na swój pokład koronowanych głów. Trzecie z nich zostało pocięte na wielkie belki i pozostawione w ciemności.

    Lata mijały, i drzewa zapomniały już o swoich marzeniach. Pewnego dnia mężczyzna i kobieta weszli do szopki. Kobieta urodziła i położyła niemowlę na sianie, wypełniającym żłobek zrobiony z pierwszego drzewa. Drzewo mogło odczuć powagę tego wydarzenia i wiedziało, że nosi największy skarb wszechczasów.

    Minęło nieco lat. Grupa ludzi wybrała się na połów w łódce zrobionej z drugiego drzewa. Jeden z nich był bardzo zmęczony i ułożył się do snu. Kiedy wypłynęli na szerokie wody, zerwała się burza i drzewo pomyślało, że nie będzie wystarczająco silne, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Mężczyźni obudzili śpiącego, a On wstał i powiedział "Ucisz się!", a wtedy burza ustała. Wtedy już drzewo wiedziało, że ma na swoim pokładzie Króla królów.

    W końcu przyszedł ktoś i zabrał trzecie drzewo. Było niesione ulicami, tłum zaś kpił z człowieka, który je niósł. Kiedy się zatrzymali, człowiek ten został przybity gwoździami do drzewa i podniesiony, aby umierać na szczycie wzgórza. Kiedy nadeszła niedziela, drzewo zrozumiało, że było wystarczająco silne, aby stać na szczycie wzgórza i być tak blisko Boga jak tylko możliwe, ponieważ to na nim został ukrzyżowany Jezus.

    Morał tej historii jest taki, że kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie nie po twojej myśli, zawsze wiedz, że Bóg ma dla ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię hojnie. Każde z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w jaki to sobie wyobrażało.
My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec nas! Wiemy tylko, że Jego drogi, nie są naszymi drogami, ale Jego drogi są zawsze najlepsze!!!
« Ostatnia zmiana: 8 04 2010 o 22:14:59 pm wysłana przez MagdaLena »
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

AdamS

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #1 dnia: 21 01 2010 o 08:53:09 am »
Piękne opowiadanie, MagdaLeno! Istota naszych marzeń i planów zawsze rozmija się z rzeczywistością i z prawdziwą misją powołania. Słowa tego opowiadania wzbudzają postawę ufnego otwarcia na to, co nastąpi - bez względu, czy jest to zbieżne z tym, czego oczekujemy...

Offline Stokrotka

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 2
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #2 dnia: 21 01 2010 o 09:10:15 am »
Piękne i bardzo prawdziwe. Potwierdzenie znajduję w swoim własnym życiu. Nie ma takiego marzenia, którego mój Dobry Ojciec by nie spełnił -prędzej czy później.

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Wiara, nadzieja, miłość ...
« Odpowiedź #3 dnia: 23 01 2010 o 19:38:47 pm »
Bardzo trafiają do mnie wiersze ks. Jana Pałygi  SAC (Pallotyn) z tomika zatytułowanego "Bóg, ludzie i ja". (Apostolicum 2007)

Być z Bogiem

Jest łatwo i niełatwo
Ale bez Niego to śmierć
Jego obecność to zycie.

Takie to proste
I nieproste
Bo Bóg to obecność
Ale i nieobecność.

On jest obecnością
I nieobecnością
On jest wszystkim
I zawsze jest
Trzeba Go tylko namierzyć
Otwartym umysłem
Myślą serdeczną
Wtedy On jest
Nawet gdy Go nie ma
Takie to zawiłe i proste
Pozornie nie do pojęcia
A jednak tak jest.

Więc trzeba z Nim być
Nawet wtedy, gdy Go nie ma
To warunek naszego życia
I duchowego rozwoju.


Z wizytą u Pana Boga

Gdy idziesz do Niego
Nie wdziewaj smokingu
Nie szukaj wieczorowej sukni
Nie trać pieniędzy na fryzjera
Idź w roboczym ubraniu
Nawet z upapraną duszą
Ale nigdy z twarzą na pokaz
I obłudą w oczach
Idź prosto takim, jakim jesteś
To Mu wystarczy
Nóg nie jest formalistą
On pragnie tylko twego serca
Któremu obca jest forma
Zanieś Mu swoją prace
Twój dom rodzinny
Swoją miłość, jeśli kochasz
Twoje cierpienie
Twój usmiech
Wszystko, co jest człowiecze w tobie
On zna i kocha na teraz, na zawsze
Bóg jest tak prosty
Jak znak Krzyża Świętego
Pamiętaj o tym.

Prośba pierwsza

Proszę Cię, Panie
O łaskę wiary
O pamięć o Tobie
O miłość, która nie zna granic
O nadzieję, która wzmacnia siły
O wierność na czas próby
O wolę niezłomną
O wytrwałość, gdy trudno
O gotowość na ofiarę
O solidność w pracy i służbie
O życie w prawdzie i dla prawdy
O radości w codzienności
O uśmiech nawet wtedy, gdy boli
O życie nie za długie
I śmierć spokojną - daj mi, Panie.
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline Zbyszek

  • Administrator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 119
  • Dobrze być człowiekiem Słowa.
    • Slowo.pl
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #4 dnia: 23 01 2010 o 21:14:11 pm »
   Morał tej historii jest taki, że kiedy wydaje ci się, że wszystko idzie nie po twojej myśli, zawsze wiedz, że Bóg ma dla ciebie pewien plan. Jeśli Mu zaufasz, obdarzy cię hojnie. Każde z drzew otrzymało to, o co prosiło, ale nie w sposób, w jaki to sobie wyobrażało.
My nigdy nie wiemy, jakie są plany Boga wobec nas! Wiemy tylko, że Jego drogi, nie są naszymi drogami, ale Jego drogi są zawsze najlepsze!!!

Podoba mi się ta historia, rozwinęła się zupełnie inaczej niż się spodziewałem. A przy okazji też jedna refleksja - bardzo celnie napisałaś, że Bóg ma dla nas pewien plan. Ostatnio zmęczyły mnie hasła typu: "Bóg ma dla Ciebie wspaniały plan". Brzmią bardzo marketingowo i czasami niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Boże plany są wspaniałe - nie kwestionuję tego, ale z naszej perspektywy to one nie zawsze tak super wyglądają. Mówi się, że cierpienie uszlachetnia i chyba jest w tym sporo prawdy, ale jakże trudno zaakceptować Boże plany, które nie wynoszą nas na piedestał, ale zmuszają do zmagania się ze chorobą, przeciwnościami, kłopotami.

Myślę teraz o ludziach na Haiti, o dzieciach, które straciły rodziców oraz o rodzicach, którzy nie odnaleźli swoich pociech. Mielibyście odwagę powiedzieć tym ludziom, że Bóg ma dla nich wspaniały plan? Tak naprawdę piszę te słowa dla siebie - sam muszę uważać, by nie prezentować Ewangelii jako panaceum na kłopoty wszelakie... Nie każda historia kończy się tak, jak księga Hioba, nie każdy film ma happy end, nie każde dziecko ma rodziców, nie każde życie to pasmo sukcesów i wielkich czynów. I chyba dopiero w tych trudnych sytuacjach na jaw wychodzi jakość naszej wiary.

Pozdrawiam serdecznie!

Zbyszek

kisasa

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #5 dnia: 26 01 2010 o 22:10:29 pm »
Miałam okazję poznać to opowiadanie. Dostałam je po angielsku,od Przyjaciela, w momencie życie, kiedy potrzebowałam znaku, konkretnego znaku od Boga! i dostałam go w postaci tych słów, tej historii, która swoją prostotą i jednocześnie ogromną niesamowitością ukazała mi sens wiary w plan,plan dla mnie, tylko i wyłącznie dla mnie!
Piękne w moich perypetiach duchowych było zrozumienie tego, że "Nic nie dzieje się przypadkiem". Nic a nic! I każdemu z osobna życzę, aby jego Bóg był żywy! i żeby widział znaki łaski, tej ogromnej, wielkiej łaski! Bóg każdego z nas,zna jak nikt, to jemu warto zaufać- mnie na duchu podnosi wspólnota, bo to dzięki Tym ludziom zrozumiałam swoje zaślepienie, powoli otwierali mi oczy.wrzucili mnie na głęboką wodę jednak zrozumiałam wiele rzeczy, z pomocą Boga niewątpliwie dopiero po 2,5 roku. To jest niesamowite, jak "w lekkim powiewie", nie nachalnie przychodzi Bóg i puka do twego serca. Porusza je- jesteś szczęściarzem, jeżeli to czujesz, jeśli to zauważasz, jednak musisz mieć pragnienia, musisz tego chcieć! Bóg nigdy nie zostawia nas samych! Cały czas czeka na nas z wyciągniętymi rękoma i czeka! Mówisz 'nie chce cie poznać' a Bóg "a Ja Ciebie kocham", nadal trwasz przy swoim 'obwiniam cie,nie słuchasz mnie' a Bóg 'a Ja przychodzę do Ciebie, a Ty mnie odrzucasz-ja cały czas Cię kocham' ty ciągle: 'nienawidzę Cię', a Bóg 'oddałem za Ciebie życie, jesteś moim umiłowanym dzieckiem'  To jest konkret!
Mi to daje taką, ogromną siłę i motywację, że nawet sobie czasem nie potrafię tego wyobrazić. Chwała Panu za każde poruszone serce!

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #6 dnia: 27 01 2010 o 00:17:23 am »
Pociąg życia …

•   "Życie jest niczym innym, jak podróżą pociągiem: składające się z wsiadania
i wysiadania, naszpikowanym wypadkami, przyjemnymi niespodziankami oraz głębokimi smutkami.
•   Rodząc się, wsiadamy do pociągu. Znajdujemy tam osoby, z którymi myślimy być zawsze podczas naszej podróży: naszych rodziców. Niestety prawda jest inna. Oni jednak często wysiadają na jakiejś stacji, pozbawiając nas swojej czułości, przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa.
•   Jednak to nie przeszkadza, by wsiadały inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne. Przybywają nasi bracia, przyjaciele i cudowne miłości.
•   Wśród osób, które jadą tym pociągiem, będą takie, które robią sobie zwykłą przejażdżkę; także takie, które wywołują w podróży tylko smutek oraz takie, które krążąc po pociągu będą zawsze gotowe do pomocy potrzebującym.
•   Wielu wysiadając pozostawi ciągłą tęsknotę … inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce.
•   Ciekawe jest, że niektórzy pasażerowie, którzy są przez nas najbardziej ukochani, zajmą miejsca w wagonach najbardziej oddalonych od naszego. Dlatego będziemy musieli przebyć drogę oddzielnie, bez nich. Oczywiście nic nam nie przeszkadza, by w trakcie podróży porozglądać się – choć z trudnością – po naszym wagonie i dotrzeć do nich …
•   Ale niestety, nie będziemy już mogli usiąść przy ich boku, ponieważ miejsce to będzie już zajęte przez inna osobę. Nie ważne, ta podróż właśnie tak wygląda: pełna wyzwań, marzeń, fantazji, oczekiwań i pożegnań … Ale nigdy powrotów. A zatem spróbujmy odbyć naszą podróż w możliwie najlepszy sposób.
•   Próbujmy zawierać znajomości z każdym pasażerem, szukając w każdym z nich ich najlepszych cech. Pamiętajmy, że zawsze w jakiejś chwili w podróży oni mogą bełkotać i prawdopodobnie będziemy musieli ich zrozumieć. Ponieważ nam również wiele razy będzie plątać się język i będzie ktoś, kto nas zrozumie.
•   Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiądziemy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze, ani nawet ten, który zajmuje miejsce przy naszym boku.
•   Zastanawiam się czy kiedy wysiądę z pociągu, poczuję nostalgię … wierzę, że tak. Oddzielić się od niektórych przyjaciół, z którymi odbywałem podróż będzie bolesne. Pozwolić, by moje dzieci pozostały same, będzie bardzo smutne. Ale chwytam się nadziei, że kiedyś przybędę na stację główną i zobaczę jak przybywają  z bagażem, którego nie posiadali przy wsiadaniu.
•   Uszczęśliwi mnie myśl, że współpracowałem przy tym, by ich bagaż rósł i stawał się bardziej wartościowy.
•   Mój przyjacielu, sprawmy, by nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań. Róbmy tak, by gdy nadejdzie chwila wysiadania, na naszym pustym miejscu pozostała tęsknota i miłe wspomnienia dla tych, co kontynuują podróż."
« Ostatnia zmiana: 8 04 2010 o 22:15:41 pm wysłana przez MagdaLena »
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #7 dnia: 6 02 2010 o 20:06:51 pm »
Tak naprawdę piszę te słowa dla siebie - sam muszę uważać, by nie prezentować Ewangelii jako panaceum na kłopoty wszelakie...

Zbyszku  to są Twoje słowa , z którymi nie mogę się zgodzić .
Przekaz Słowa Bożego - Biblii - Ewangeli i jak jeszcze można nazwać .
Jest odpowiedzią na każdy temat-kłopot i dla każdego .
Jeśli człowiek jest NOWYM STWORZENIEM , nie może szukać rozwiązań poza Pismem Świętym .   ;)
« Ostatnia zmiana: 6 02 2010 o 20:08:24 pm wysłana przez cyprys »
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 145
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #8 dnia: 7 02 2010 o 21:49:09 pm »
To kolejne "małe co nieco" podsyłam  :) ku refleksji ...

Wykład profesora - sens życia

    Pewnego razu poproszono uznanego Profesora o poprowadzenie wykładu dla hartów, game playerow z top managementu. Tematem wykładu miała być "Efektywność". Harty zasiadły grzecznie w ławeczkach, otworzyły swoje planery i czekają na wykład. Profesor dotarł do sali solidnie spóźniony - jednak zmieścił się w kwadransie akademickim. Wyobraźcie sobie te szepty i komentarze, jak ten człowiek ma rozprawiać o efektywności skoro się spóźnia.

    Profesor wszedł na salę i powitał zgromadzonych. Przeprosił za spóźnienie tłumacząc ze ma chorego wnuka. Wyjął wielki dzban i postawił przed sobą. Zapytał - Co to jest? - Cisza. Następnie wyjął piłeczki tenisowe i zaczął je wsadzać jedna po drugiej do środka, aż zapełnił cały dzban. Znowu zapytał, Co to jest? Cisza. Wyjął wiec piłeczki do ping – ponga i zaczął je utykać pomiędzy piłkami tenisowymi i gdy już więcej nie mógł upchać ponowił swoje wcześniejsze pytanie. Znowu cisza. Na stole pojawiło się naczynie z piaskiem, zaczął wsypywać piach pomiędzy dwa rodzaje piłek do momentu, aż znowu wypełnił dzban. Nie pytał ponownie ... Przechylił przygotowane wcześniej naczynie z wodą i tym razem widać było, że niczego więcej nie uda się już wsadzić do środka. Woda zapełniła resztę przestrzeni.
    Zapytał ponownie i dobitnie: - Co obrazował ten krótki eksperyment?
Z końca sali pewnie odzywa się głos jednego ze słuchaczy... Pan profesor pokazał, że tak naprawdę to nie możemy powiedzieć, że na coś nam nie starczyło czasu. Nigdy nie jest tak, że nie zdążymy czegoś więcej zaplanować, czegoś więcej zrobić i wykonać. Musimy  tylko tak komponować duże sprawy z mniejszymi, by zapełnić nasz czas efektywnie, nie zostawiać luk w tym dzbanie, który zapewne obrazuje cały nasz możliwy do zagospodarowania czas. Te piłki, piach i woda to priorytety, które nadajemy sprawom firmy.
- Myli się Pan - oznajmił profesor, gdy jego przedmówca skończył... Te piłki tenisowe - to nic innego jak Wasze zdrowie, Wasza rodzina, żona, dziecko, spacer, starzejący się rodzice. Te mniejsze piłki - to są wasze studia, spotkania ze znajomymi, e-maile do znajomych, książka, teatr, kino, urlopy. Ziarna piachu to sprawy, które musicie wykonywać by funkcjonować normalnie - sprzątanie mieszkania, wizyty u fryzjera, rozmowa z sąsiadem, wizyta w myjni samochodowej. Wreszcie woda - woda to Wasza praca, która przekłada się na wielkość waszych pensji. Jeżeli zapomnicie o kolejności umieszczania w dzbanie  - niczego w życiu nie osiągniecie. Woda wypełni Wasze życie. Jeśli wpierw nalejecie wody - nic innego już się tam nie zmieści.
    Profesor podziękował za uwagę i opuścił salę. Wykład zajął mu 5 minut. Na sali pozostali ludzie, ale panowała kompletna cisza.  :)


« Ostatnia zmiana: 8 04 2010 o 22:16:06 pm wysłana przez MagdaLena »
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline Zbyszek

  • Administrator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 119
  • Dobrze być człowiekiem Słowa.
    • Slowo.pl
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #9 dnia: 8 02 2010 o 08:03:06 am »
Tak naprawdę piszę te słowa dla siebie - sam muszę uważać, by nie prezentować Ewangelii jako panaceum na kłopoty wszelakie...

Zbyszku  to są Twoje słowa , z którymi nie mogę się zgodzić .

OK. Już tłumaczę, bowiem zastosowałem pewien skrót myślowy. Obserwuję sobie czasami reklamy w telewizji (tak przyznaję się do tego :)), i one również próbują sprzedać zbawienie. Większość reklam funkcjonuje na zasadzie: zła nowina (jesteś chory, nie możesz rzucić palenia, nie masz powodzenia u płci przeciwnej), dobra nowina (zażyj środek X, kup środek Y, wypij napój Z a wszystkie twoje problemy miną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki).

Jeśli tak samo będziemy prezentować Ewangelię, to będziemy po prostu nieuczciwi. Problemy nie znikają, jak za dotknięciem różdżki, nie każdy z nas ma pracę, nie każdy z nas odnosi sukcesy, nie wszyscy są duszą towarzystwa, nie wszyscy są zdrowi, nie wszyscy zdają egzaminy na oceny celujące, nie wszyscy są wizjonerami, nie wszyscy umieją przebaczyć itp.

Chrystus zmienia człowieka, ale nie (zawsze) tak, jak to się dzieje w reklamach. I tylko to miałem na myśli. W związku z tym musimy uważać, żeby nie prezentować Ewangelii jako magicznego leku. Ewangelia to droga rezygnowania z własnego egoizmu, krzyżowania własnego ja i swoich pragnień. To nie jest szybkie rozwiązanie, którego oczekuje współczesny człowiek.

Zbyszek

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #10 dnia: 8 02 2010 o 11:51:12 am »
Zrozumiałem ! Dziękuję !
 Przepraszam że czepiłem się słówka , ale dzięki temu możemy się lepiej poznać . Bynajmniej nie potrzebuję informacji o Twojej przynależności wyznaniowej .

" Są to tylko cienie spraw przyszłych, a rzeczywistość należy do Chrystusa."
[Kol.. 2,17 BT]
« Ostatnia zmiana: 8 02 2010 o 11:53:34 am wysłana przez cyprys »
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

AdamS

  • Gość
Słowo i Osoba
« Odpowiedź #11 dnia: 9 02 2010 o 14:05:09 pm »
W związku z tym musimy uważać, żeby nie prezentować Ewangelii jako magicznego leku. Ewangelia to droga rezygnowania z własnego egoizmu, krzyżowania własnego ja i swoich pragnień. To nie jest szybkie rozwiązanie, którego oczekuje współczesny człowiek.

Zbudowały mnie bardzo te słowa! W dzisiejszym świecie tak chętnie sięgamy po panaceum, co jest oznaką jakiegoś przyzwyczajenia do rozwiązań czysto zewnętrznych. Niestety czasem dotyczy to również życia duchowego. Zbyszek wspaniale to odniósł do świata reklam.

Jeśli ktoś ma jakiś problem, przychodzi z tym do mnie, zwierza się z najbardziej osobistych odczuć - czy mogę go wtedy zasypać wersetami z Biblii (choćby mi nawet przychodziły adekwatne fragmenty, mogę oczywiście przytoczyć któryś z nich, ale byłoby niestosowne ograniczyć się do samych cytatów).

Dlaczego podałem ten właśnie przykład? Myślę, że Bóg przede wsztstkim chce mówić przez żywego człowieka, a dopiero potem przez Księgi (choćby były najświętsze). Być może ktoś uzna za herezje to, co tu napisałem - zwłaszcza na forum "Słowa". A jednak w moim osobistym odczuciu słowo nigdy nie zastąpi żywej osoby - tak w odniesieniu do człowieka, jak i do samego Boga.

Offline Krzysiek

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 282
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #12 dnia: 9 02 2010 o 14:44:20 pm »
Cytuj
Być może ktoś uzna za herezje to, co tu napisałem

Pewnie tak będzie...

Niemniej chętnie dołączę do takiego grona kacerzy :-)

Pozdrawiam serdecznie,
Krzysiek

AdamS

  • Gość
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #13 dnia: 9 02 2010 o 16:02:02 pm »
Sebastianie i Krzysztofie, witajcie w gronie heretyków! ;) - jeśli za herezję rozumieć sprzeciw wobec formalistycznej poprawności, jestem z Wami. Sebastian zwrócił uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz - aby zawsze być otwartym na wewnętrzny głos Ducha Świętego. Myślę, że jest to możliwe tylko w postawie "obdarcia się" z własnych szat, tzn. rezygnacji z forsowania własnych racji.

Offline Zbyszek

  • Administrator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 119
  • Dobrze być człowiekiem Słowa.
    • Slowo.pl
Odp: Małe co nieco dla podniesienia ducha
« Odpowiedź #14 dnia: 9 02 2010 o 23:03:03 pm »
Sebastianie i Krzysztofie, witajcie w gronie heretyków! ;) - jeśli za herezję rozumieć sprzeciw wobec formalistycznej poprawności, jestem z Wami.
Nie będę gorszy - też się przyłączam :) W jakimś sensie Slowo.pl (prenumerata) oddaje istotę naszego problemu. Nasze chrześcijaństwo jest spersonalizowane, podobnie jak te spersonalizowane emaile. Mówimy już nawet o osobistym Zbawicielu. Nie żeby było coś złego w tym, że Chrystus jest dla mnie kimś ważnym - mam nadzieję, że najważniejszym, ale to podkreślanie mój Jezus i ja sprawia, że obdzieramy się z bogactwa, które powstaje, gdy jesteśmy razem. W tym sensie, nawet jeśli to forum jest stosunkowo niewielkie, to bardzo, bardzo się cieszę, że powstało i dopiero teraz widzę, jak szkoda, że tak późno...

Zawsze, gdy czuję się zniechęcony, osamotniony lub gdy nachodzi mnie ochota, by kogoś wytknąć palcem przypominają mi się słowa Chrystusa: "Ojcze nasz, który jesteś w Niebie". I wszystko jasne - nie jestem sam. Jest nas wielu. Nie jesteśmy doskonali, ale mamy Ojca, którego chcemy kochać, do którego chcemy się upodabniać, i którego miłość chcemy przekazywać sobie nawzajem i innym.

Zbyszek