Autor Wątek: Kościół w Gdańsku  (Przeczytany 4269 razy)

AdamS

  • Gość
Odp: Kościół w Gdańsku
« Odpowiedź #90 dnia: 27 11 2010 o 21:37:44 pm »
Adamie, ten świat wcale nie zmienił się na lepsze.Ten świat się nie nawrócił ani trochę.Ten świat ukrywa się za maską humanitaryzmu i dlatego nie łatwo rozpoznać jego prawdziwe oblicze.Nadal mamy rasizm,dyskryminację,niewolnictwo,itd.

Zgadza się, choć z pewnością zmieniła się forma i skala problemu. Nie broniłbym współczesnego świata, że jest lepszy, ale też nie popadałbym w pesymistyczne wizje, że wszystko idzie ku zatraceniu. Problemy zostają żywotne, niezależnie od ich rewolucyjnego "naprawiania" - tu się z Tobą zgadzam. Bo zwalczanie zła nie ma wymiaru społecznego, a indywidualny i duchowy (w samym sobie, a dopiero przez osobiste świadectwo - w innych).

Adamie! Myślę, że różnica zdań leży w pewnej części w osobistym stosunku do pojęcia "rewolucji".  Tobie wydaje się ono jednoznacznie kojarzyć z krwawym przewrotem, dla mnie rewolucjonistą był Gandhi czy Martin Luther King.

Tak, masz rację - pewną rolę odgrywa tu wydźwięk emocjonalnego nastawienia do samego słowa. Ale wyraża to również moją rezerwę do rewolucji w najszerszym zakresie tego słowa (choćby z uwagi na wyżej wyrażone zdanie). Gdy celem człowieka staje się sama rewolucja (czyli radykalna zmiana stosunków społecznych), łatwo wejść wówczas na śliską drogę iluzji, która tylko łudzi, że walczymy ze złem (a w istocie jeszcze bardziej je pomnażamy).

Nie mówię tego w odniesieniu do Martina Luthera Kinga, bo analizując jego biografię, dostrzegam u niego przede wszystkim walkę na poziomie wewnętrznym, duchowym - to ona inspirowała go do oporu i pozwalała tym samym pociągnąć za sobą tłumy. Ważnym symptomem duchowego oręża jest zawsze brak przemocy (rozumianej szeroko - razem z poniżaniem i uciekaniem się do niskich form walki politycznej). To własnie walka wolna od rozwiązań siłowych i od zasady "cel uświęca środki".

Offline paula127

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Kościół w Gdańsku
« Odpowiedź #91 dnia: 27 12 2010 o 21:45:40 pm »
Hejka :)
 Od 6 tygodniu uczęszczam do zielonoświątkowców i powiem że w końcu odnalazłam to czego szukałam.
Moja relacja z Bogiem jest jeszcze lepsza niż przed, wszystko co było trudne, stało się łatwe i proste w zrozumieniu. Moje ludzkie pragnienia i dążenia, które mi życie utrudniały, tak jakby straciły ważność :)
Kiedy wychodzę z kościoła zielonoświątkowców, to z takim powerem, z taką siłą na cały tydzień i  tak niesamowitą radością. Najlepszą częścią takiego nabożeństwa jest dla mnie uwielbienie, jeny te pieśni są takie prawdziwe, oddają tak piękny sens, tak pięknie się je śpiewa z innymi, niesamowita jest taka modlitwa, taka prawdziwa i trafna... wzruszające, niektórzy płaczą w tej niesamowitej modlitwie, nie wstydzą się tym... niektórzy mówią językami, tańczą, po prostu wiara tych ludzi jest szczera i prawdziwa, autentyczna. Jest to niesamowite. Jeszcze niedawno myślałam że nie ma takich ludzi i czułam się taka sama...
Już na pierwszym zgromadzeniu poczułam się jak u siebie, potem zaczęłam poznawać tych ludzi, niezwykle sympatycznych. Największym wzruszeniem jest dla mnie to kiedy widzę ludzką wiarę, jak widzę człowieka który całe swoje życie zawierzył Bogu i to jaki on jest szczęśliwy i wdzięczny i kochający i jak mówi to przed wszystkimi, wyznaje szczerze ,, Bóg mnie uzdrowił" itp.
W ogóle za pierwszym razem kiedy zobaczyłam że ludzie się modlą na głos, lub śpiewając, tańcując itp. to poczułam się niepewnie, wręcz niekomfortowo i po woli na spokojnie zaczęłam ten sposób przyswajać i stwierdziłam że taka modlitwa jest o wiele piękniejsza i bardziej oddająca cały sens, no i oczywiście się wzruszyłam :P

W ogóle zaczęłam się strasznie nudzić na mszach. Jeny pójście na mszę po nabożeństwo jest istną nudą, jedyną dobrą rzeczą na takiej mszy jest kazanie, które i tak nie zawsze jest trafne i dobre. I szok bo nawet u moich ukochanych dominikanów zaczęłam się nudzić, mimo że te msze nie są takie spektakularne, lecz prawdziwe i z serca odprawione, a kazanko zwykle trafne. I nie ma tam okropnych organów!!! heh
I moim następnym celem jest pokazanie swojemu duszpasterstwu zielonoświątkowców i jest to ambitny cel :O Ale wart trudu... tak myślę...

Och te bieganiny, dobrze ze są te święta, bo w końcu mogę sobie usiąść i wszystko przemyśleć i poukładać, dziękuje Bogu za te chwile! :) Radość w Bogu jest niesamowita!
Chwała Mu za to że stworzyłam tu ten dział, który między innymi zaprowadził mnie do tego kościoła. Dziękuje Ci Sebastianie za Twój post, dzięki Tobie trafiłam na zielonych:)
pozdr
Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 151
Odp: Kościół w Gdańsku
« Odpowiedź #92 dnia: 27 12 2010 o 23:24:59 pm »
Cieszę się Paula, że znalazłaś swoje miejsce w Kościele  :) Ja akurat tego samego doświadczam będąc od 12 lat w mojej wspólnocie modlitewno-ewangelizacyjnej w Kościele rzymsko-katolickim. Śpiewy, modlitwa spontaniczna, w językach, proroctwa, czytanie i słuchanie Słowa Bożego, potem dzielenie się wiarą w świetle tego Słowa, jak też doświadczeniem Boga w swoim codziennym życiu. To daje siły, umacnia moją wiarę, ładuję akumulatory na kolejne dni, które są przede mną.
Chciałam się tu przy okazji z Wami podzielić, iż na dziś każda Eucharystia jest dla mnie jednakowa WAŻNA, ponieważ jest w niej obecny sam Pan Jezus!!! Dawniej szukałam "jakiś atrakcji" - nastroju, obstawy liturgicznej, śpiewu chóru i ciekawego kaznodziei. Dziś nie ma to większego znaczenia, bo odkryłam sens najważniejszy - Jego samego, Boga, który przychodzi i uzdrawia moją duszę i ciało. Od trzech lat mam problem z krtanią, bo mam źle zbudowaną, i w sumie to nie powinnam mówić, tak, jak mówię. Z kolei dwa lata temu na 6 grudnia otrzymałam taki prezent od Pana Boga, że za każdym razem kiedy przyjmuję Pana Jezusa w Komunii Świętej, to On przechodząc przez mój przełyk, dotyka moje gardło, krtań i łagodzi ból, który powstaje przy mówieniu!!! W Eucharystii doświadczam Boga żywego!!!!!! I ona jest moją siłą na co dzień!
Dziękuję Panu mojemu, który jest dobry  i pełen miłosierdzia, iż jest w moim życiu, i pozwala mi to widzieć i doświadczać (ponieważ ja jestem takim "niewiernym Tomaszem" i muszę wepchnąć swe paluchy w rany, by uwierzyć). Chwała Panu!!!!
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline bala2001

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 255
Odp: Kościół w Gdańsku
« Odpowiedź #93 dnia: 13 02 2011 o 14:18:08 pm »
Do Krzyśka Moderatora
Jestem przerażony i porażony Twoją ignorancją:
„To całkiem nie tak. Luter rozpętał reformację, żeby móc ożenić się z mniszką. A zamiast przybijać tezy do drzwi zakopał Matkę Boską pod schodami Kościoła Zamkowego, tak by każdy, kto do niego wchodzi profanował jej ciało.
Pozdrawiam!
Krzysiek

PS Gwoli ścisłości: Luter został ekskomunikowany i wyjęty spod prawa, a nie tylko potępiony. A wcześniej podejmował próby dialogu z Rzymem. Ale żeby to wiedzieć, trzeba przekopać się przez trochę materiałów. W przeciwnym razie pozostaje jedynie powtarzanie krzywdzących ogólników i stereotypów”.

Dzisiaj, w dobie niby to jednania się chrześcijan, takie słowa?… Nie wiem, skąd się u ludzi bierze taka nonszalancja?… Niedorzeczne jest twierdzenie, że Luter rozpoczął działalność reformatorską, aby móc się ożenić z mniszką. Luter wystąpił przeciwko rzeczywistym nadużyciom ówczesnego Kościoła. I nie było to wymierzone przeciwko władzy kościelnej, tylko przeciwko duchownym-hochsztaplerom, którzy głosili zasadę: "Skoro pieniądz w szkatule zadzwoni, duszę z czyśćca do nieba wygoni". Nawet nie wiadomo, czy Luter faktycznie przybił swoich 95 tez do drzwi Kościoła Zamkowego w Wittenberdze. Wielu badaczy uważa, że to legenda. A to, że idee Lutrowe tak szybko rozprzestrzeniły się w Europie, zawdzięczamy wynalazkowi druku. Luter na to już wpływu nie miał. Jedno jest pewne – wielu wiernych musiały irytować praktyki odpustowe duchownych, skoro aż takim echem owe idee się odbiły. Dopiero nieco później Luter zakwestionował prymat papieża i nieomylność soborów. I nie ma w tym niczego dziwnego, skoro Orygenes został tak a nie inaczej  potraktowany przez Sobór Konstantynopolski II. A Luter znał tego typu historie.
Z Katarzyną von Bora Luter ożenił się dopiero w 1525 r. i gdy ogłaszał swoje tezy, to jeszcze jej nie znał. Pierwotnie zresztą była zakonnica miała wyjść za mąż za innych zupełnie ludzi, jednak do tego nie doszło. Dwa lata minęły od chwili jej ucieczki z klasztoru do przypadkowego, bądź co bądź, ożenku z reformatorem. Także prawisz, Krzysztofie, duby smalone.
Ciekaw też jestem, jak Luter mógł zakopać Matkę Boską pod schodami kościoła w Wittenberdze – tak, aby każdy, kto do niego wchodził, mógł profanować jej ciało? Androny! Skąd on to ciało wziął? Zapytam też, jaki uszczerbek na świętości poniosłaby świętość sama w sobie, gdyby tę świętość potraktować, powiedzmy, obcesowo? Inną też rzeczą jest fakt, iż we wczesnym chrześcijaństwie kultu maryjnego nie było wcale. Chociaż – paradoksalnie – u Lutra znajdujemy wyraźne ślady tegoż właśnie kultu maryjnego…
I co z tego, że Luter został ekskomunikowany? Orygenes także, choć jest Ojcem Kościoła. A Tertulian, na przykład, nie, choć po okresie walki z sektami gnostyckimi został montanistą, a później założył własną sektę i twierdził, że jest wcieleniem Ducha Świętego… Że został banitą – nic w tym dziwnego. Polityka. Cesarz Karol V był katolikiem i choć jeszcze w 1521 r. listem żelaznym gwarantował Lutrowi nietykalność, to zaraz potem, za podszeptami hierarchów katolickich, wycofał się z tych deklaracji. Ot – fałszywiec. Na koniec zacytuję jeszcze coś:
„Istotnie, naukowe badania uczonych, tak ewangelickich, jak i katolickich, badania, w których już osiągnięto znaczną zbieżność poglądów, doprowadziły do nakreślenia pełniejszego i bardziej zróżnicowanego obrazu osobowości Lutra oraz skomplikowanego wątku rzeczywistości historycznej, społecznej, politycznej i kościelnej pierwszej połowy XVI wieku. W konsekwencji została przekonująco ukazana głęboka religijność Lutra, którą powodowany stawiał z gorącą namiętnością pytania na temat wiecznego zbawienia”.
List z okazji pięćsetlecia urodzin Marcina Lutra, Listy ekumeniczne – Jan Paweł II, Watykan 10.11.1983

PS Gwoli ścisłości – gdy powołujemy się na materiały/źródła, należy podać ich adresy bibliograficzne...
 

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Kościół w Gdańsku
« Odpowiedź #94 dnia: 13 02 2011 o 15:57:51 pm »
Do Krzyśka Moderatora
Jestem przerażony i porażony Twoją ignorancją:

Arturze, czyżbyś nie zauważył IRONII w słowach Krzyśka? Przecież to oczywiste, że nie pisał o faktach, tylko najwyraźniej ogarnęła go bezsilność na sposób głoszenia pewnych tez przez innych (śpieszę wyjaśnić, że Krzysiek sam jest luteraninem) ;) Niestety obawiam się, że Krzysiek Ci nie odpowie, bo od pewnego czasu zdystansował się do tego forum, chyba, że... (?) Gdybym się mylił, byłbym rad! :)

Offline bala2001

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 255
Odp: Kościół w Gdańsku
« Odpowiedź #95 dnia: 13 02 2011 o 16:16:34 pm »
Nie zauważyłem. Pobieżnie czytałem poszczególne wpisy i ten rzucił mi się w oczy. Nie sprawdziłem kontekstu, no i gafa. Ale to nic - myślę, że mój post i tak jest pożyteczny.

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 816
Odp: Kościół w Gdańsku
« Odpowiedź #96 dnia: 13 02 2011 o 16:20:03 pm »
Niestety obawiam się, że Krzysiek Ci nie odpowie, bo od pewnego czasu zdystansował się do tego forum, chyba, że... (?) Gdybym się mylił, byłbym rad! :)

Ja też byłbym rad. Czasem sie zastanawiam, czemu nie bierze udziału.