Adamie, nie wiem, czy to był dar Ducha Św., napisałem, że nie wiem. Bóg mi pokazał to, co pokazał, ale nie mam pojęcia, czy to przez dar Ducha Św. 20 minut póżniej miałem przepiękne świadectwo odnośnie wolności w Jezusie, pisałem o tym kiedyś, skasowałem chyba te posty.
Odnośnie deformacji starszej pani, to niedokładnie napisałem. Jej kształty nie były człowiecze do końca, także miała te kanciasto- kościste. Nie dziwię się Tobie Adamie, możliwe, że trudno w to uwierzyć. Miałem kilka spotkań z duchami nieczystymi, ich celem jest mnie przestraszyć i dręczyć. Nie boję się, gdyż wzywam imienia Jezusa i odskakują ode mnie, jak oparzone. Wystarczy myśl Jezus i nie ma już ich.
Pamiętam, jak się obudziłem, raczej próbowałem się obudzić i otworzyć oczy, ale robiłem to z trudem. W moim umyśle siedział jakiś obcy twór, wypełnił cały mózg/umysł , nie wiem dokładnie jak powiedzieć. W każdym razie zapełnił całą moją głowę w środku i nie mogłem myśli wysłać. Więc chciałem otworzyć oczy i usta, zorientowałem się, że szyja i gardło zapełnione czymś obcym. Próbując wszystko otworzyć i wydać głos, to było jakbym przedzierał się przez potężnie bagniste błoto, wszędzie ciemno, bardzo ciasno i ściśnięte. Usta udało mi się otworzyć, ale nie byłem w stanie nic nawet wycharczeć. Oczu nie byłem w stanie otworzyć, przedzierałem się ciągle przez te błoto/maź i nie było końca. Domyslam się, że tak naprawdę milimetr po milimetrze posuwałem sie do przodu, ale mogłem też równie dobrze stać w miejscu żyjąc przekonaniem, że idę do przodu. Więc skupiłem się na myśli, przedzierałem się myślą <Jezus> w bardzo trudnych warunkach, jakby na jednym metrze kwadratowym było błoto z całego świata i spróbuj przez tak przejść. Jednak udało mi się wysłać bardzo słabą myśl, ale wystarczyło. Za chwilę go nie było, puścił mnie. Pomodliłem się o ochronę, podziękowałem za pomoc i od razu zasnąłem.
Przy innym spotkaniu za dnia, o mało nie trafiłem do wariatkowa, dosłownie. Dzięki Duchowi Św. tylko nadal jestem normalnym człowiekiem. Jadłem obiad, mój duch był jakiś nerwowy, poirytowany. Zacząłem jeść bardzo szybko, nieustannie przebierałem widelcem. Nagle w moim umyśle wraz z nabierającą prędkością widelca w ręku, zaczął pojawiać się wir, identyczny do potężnego wiru wodnego, który potrafi dom wessać. I ten wir zaczął wsycać mój umysł do środka. Czułem, że za chwilę nastąpi mój koniec w sensie umysłowym i będę "obłąkanym". W tej chwili poczułem od serca potężny sygnał, który mną wstrząsnął i puściłem, w sumie to odrzuciłem talerz i ten "przeklęty" widelec. Natychmiast wstałem, zleciałem na doł do kuchni, umyłem i wróciłem do pokoju. Odmówiłem modlitwę dziękczynną. O milisekundy byłem o krok od zwariowania.
Dlatego mówię, to nie jest zabawa. Zło istnieje i jest koszmarnym złem. Nienawidzą ludzi i zrobią wszystko, aby zniszczyć nas jak najwięcej, zanim nadejdzie Jezus w owym dniu. To nie jest nienawiść tak pojmowana przez człowieka. To jest nienawisć jakby po zażyciu narkotyku, po którym człowiek dostaje prawdziwego szału. I teraz wyobraźcie sobie zwielokrotnienie tego. Szatan i duchy nieczyste są bez uczuć, one nie wiedzą, co to miłość. To ich prawdziwa natura, czynienie zła. Tak naprawdę nie ma się czego bać. Jezus i Duch Św. są o wiele potężniejsi bez porównywania od tamtych łapserdaków, którzy są nikim Postawisz się i uciekają.
Naprawdę chcecie przekomarzać się z Bogiem i z Jego Słowem? To nie jest zabawa, przestańcie dyskutować o tym, kto ma rację, tylko uczcie się poddawać Duchowi Św., słuchać Jego, nie szukajcie w rozmowach z ludzmi "głosu' Boga, a skupcie sie na Biblii. Tam wszystko jest. Ja odpuściłem wszelkie dyskucje, opisuję tylko swoje przeżycia i świadectwa działania Boga w moim życiu. Jeśli naprawdę byscie słuchali Ducha i okazywali cierpliwosć na tej drodze, to stopniowo Duch Św. pokazywałby wszystkim we właściwym czasie Prawdę. Nie mówię o całkowicie początkujących, tacy niech najlepiej idą do księdzy/pastorów. Bo na forum prędzej sie pogubią czytając rozmowy o tym, czy czysciec jest, czy nie ma? Prowadzący niech wprowadzą ich w podstawy wiary, mówiąc o Jezusie i o nawróceniu się wyznając Jezusa swoim Panem, a potem każdy z nich musi już sam wespół z Duchem Św. czytając Słowo doświadczać obecności Boga w swoim życiu. Czasem oczywiście warto sie spytać doświadczonego, ale pewnego zadając pytanie w jakiejś kwestii, ale zawsze najlepiej do Ducha. Jak Mu się zaufa, to pewne, że odpowie. Nie musi odrazu, bo do pewnych tajemnic Bożych trzeba stopniowo dojrzewać. Innej drogi nie ma. Człowiek chciałby od razu. I własnie ta niecierpliwość go gubi.
W każdym razie, jak przestałem czytać większość tematów i skupiłem się na poświęcaniu więcej czasu Słowu Bożemu i w poddawaniu woli Ducha Św., o wiele więcej na tym skorzystałem słuchając Ducha i karmiąc sie Słowem. Przez ostatnie dwa, albo trzy tygodnie bardzo wiele doświadczyłem i doświadczam, niż przez całą moją dotychczasową drogę. Wczoraj nie rozumiałem jednego wersetu, obudziła się ludzka niecierpliwosć we mnie, odrzuciłem ją, bo wiem, że tylko posłuszeństwem i cierpliwością kiedyś doczekam się odpowiedzi od Ducha Św. jeśli chodzi o znaczenie tego wersetu. Gdybym poddał się niecierpliwości (idącej od diabła, bo Duch Św. jest Duchem pokoju i rozwagi), to narasta duże prawdopodobieństwo, że ten werset bym wytłumaczył pod siebie po ludzku wierząc, że mam rację. Taki głupi nie jestem. Wolę być cierpliwym. Zawsze mi sie opłacało byc cierpliwym, Ojciec wynagradzał mi potem objawiając swoje tajemnice. Teraz też poczekam, na tym polega ta Droga.
Przepraszam za być może nieskładnie pisanie, na szybkiego z pierszej myśli pisałem.