Sebastianie - wiem o co Ci chodzi, bo sam również nie potrafię zaakceptować formalistycznego (zewnętrznego) podejścia do tej kwestii, jednak uważam, że postu nie można też traktować jako całkowitej rezygnacji z cielesności, bo jest to po prostu niemożliwe. Poszczeniu w niczym nie umniejsza powstrzymywanie się od jedzenia mięsa - to akurat jest wymóg zewnętrzny, który daje tylko pewien sygnał, by umieć sobie odmówić też innych rzeczy. Właśnie na tym odmawianiu sobie przyjemności polega post. Jeśli ktoś potrafi nie jeść wcale - to dobrze, ale nie może tego samego wymagać od drugiego, więc post musi mieć zawsze charakter mocno zindywidualizowany (zaś niejedzenie mięsa stało się tu tylko pewnym symbolem idei postu).
Bogas - jest właśnie tak, jak piszesz: post to wyjście poza pewne schematy, poza formalizmy - podobnie jak modlitwa, a nawet pełne przeżywanie Eucharystii. Tu co prawda zewnętrznie wszystko wydaje się podporządkowanie formule i dyscyplinie, jednak głównym wyzwaniem dla katolika jest przebic się przez zewnętrzność - nie patrzeć na siebie oczami innych (co sobie pomyślą, jak nie będę śpiewał), ale wejść w osobistą relację z Bogiem. Po pewnym czasie nie będziesz już dostrzegał zachowań formalnych, bo wszystko zacznie się dziać naturalnie, spontanicznie. Nie będzie zachowań "dziwnych", tylko AUTENTYCZNE - tym samym nie będzie Ci w najmniejszym calu przeszkadzała myśl, co sobie inni pomyślą. Chodzi o to, by w swym sercu każdego na mszy traktować jak brata we własnym domu - wtedy tez rozmowa z Bogiem stanie się zupełnie naturalna.