Ciekawa historia z tym Twoim imieniem. A jak wolisz, byśmy do Ciebie mówili: Gunia czy Agnieszka?... Ryga jest przepiękna - nawet mały fragment widoczku to poświadcza!
Wracając do tematu, pozwoliłem sobie do niego dopisać coś, co ostatnio po głowie mi chodziło. Kiedy zobaczyłem w TV dokument o płynących do Afryki ewangelikach, ostrzelanych przez hitlerowski okręt wojenny, przyszła mi na myśl historia ocalenia całej załogi w rejsie Pawła Apostoła do Rzymu. Tam również nikt nie zginął, choć sprawa wydawała się przesądzona. Okręt płynący z Ameryki do Afryki otrzymał ponad 50 pocisków - nawet niemiecki kapitan nie mógł uwierzyć, że wobec takiego zniszczenia, prowadzącego do zatopienia jednostki, wszyscy przeżyli (!) Za cudem przemawiał również sam motyw podróży - pasażerami byli świeccy misjonarze (często całe ich rodziny), którzy postanowili zastąpić internowanych misjonarzy niemieckich.
Historia z Dziejów Apostolskich dotyczy również misji bardzo ważnej - misji, z jaką płynął św. Paweł, aby stanąć w Rzymie przed cesarzem i tam głosić ewangelię. A takich ocaleń jest więcej. W tej chwili przychodzą mi na myśl dwa inne: Wanda Półtawska, więźniarka Ravensbrück, wzięła sobie za cel ocalić od cierpienia i poniżenia młodą, wrażliwą dziewczynę - przeżyła, choć wiele z jej towarzyszek już za druty nie wyszło. ...Czy też niemiecki żołnierz spod Stalingradu – niejaki Kreutz – opowiadał, ze wobec panującej beznadziei oblężenia, skupił się na pomocy rannemu towarzyszowi - jakby nic innego wokół nie istniało - do dzisiaj nie wie, w jaki sposób znalazł się potem w samolocie wywożącym nielicznych szczęśliwców do Niemiec (reszta jego kolegów poszła na pewną śmierć)...
Wobec powyższych historii rodzi się odpowiedź na pytanie - co powinien robić człowiek, w obliczu trwogi i zagubienia? Ratunkiem okazuje się ratowanie innych. To, co czasem wydaje się być decyzją straceńca, okazuje się misją ocalającą własne życie - przede wszystkim w kontekście duchowym, ale życie podpowiada, że nie tylko...