Autor Wątek: Jestem do niczego...  (Przeczytany 4520 razy)

Offline Claudine:)

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 41
  • “Każdy krok zostawia ślad.”
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #15 dnia: 28 05 2010 o 15:21:21 pm »
Dziękuję:) Myślę też, że...i to jest te ż rada dla rodziców, żeby mówili swoim dzieciom jak bardzo je kochają i ze zależy im na nich, że istnieje Bóg, który przygotował dla nich miejsce w niebie:) , że Bóg kocha je najbardziej:) żeby dzieci znały swoją wartość:)
Kiedy rodzice okazują miłość swoim dzieciom wtedy łatwiej dzieciom jest zaufać Bogu:)
Mi tego w dzieciństwie brakowało:( i dlatego moje życie było naznaczone pewnymi problemami:(
Bóg jednak prostuje ścieżki:D 

Offline paula127

  • Moderator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #16 dnia: 28 05 2010 o 22:02:02 pm »
Ojej Klaudio(mogę tak mówić?:))  jesteś bardzo podobna do mnie... Ja też mam bardzo niską o sobie samoocenę, naprawdę! Też oddalałam się często od Boga przez ciągłą ciekawość jak inni mnie odbierają(zawsze byłam pewna ze to ja coś znowu źle robię) i co myślą i to mnie do załamania doprowadziło. I bardzo często mam z tego powody doły, teraz już rzadziej bo już trochę się nauczyłam będąc z Bogiem. Po prostu przestaje już mnie to obchodzić. Ale to wszystko wzięło się przez również patologiczną sytuacje. A była to patologiczna klasa... Która mnie do załamania psychicznego doprowadzała... Gdyby nie człowiek który mnie nawrócił(a za tym inne aspekty) to bym nadal w tym bagnie siedziała, bo on mi tak jakby zbudował fundament i Bóg mnie z tej patologi wybawił :) Cudem udało się przenieść do najlepszej z najgorszej klasy(i to był faktycznie jak cud bo była ful pełna). I najpiękniejsze że w tym samym wieku co ja uzyskałaś nawrócenie, zapewne czułaś tą samą radość i miłość co ja doświadczam i beka ;D
Nad własną wartością aktualnie pracuję 5 miesięcy i jest lepiej, wychodzę na prostą drogę ale cały czas mam w sobie tą beznadzieje starej klasy... ale jest spoko, uczę się.
Życzę Tobie jak najlepiej z pozdrowieniami z Gdańska :)
Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline Claudine:)

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 41
  • “Każdy krok zostawia ślad.”
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #17 dnia: 30 05 2010 o 13:27:21 pm »
Paula:) cieszę się, że coś nas łączy:) ja właściwie walczę o odbudowanie mojej samooceny od 3 lat:) wielki wpływ na mnie miał chłopak, z którym jestem w związku również od 3 lat:) to On pomógł mi dotrzeć do Boga a przy okazji pokazał mi, że jestem atrakcyjna i dla niego zawsze piękna:) pokazał mi, że wygląd zewnętrzny nie jest najważniejszy, że moja wartość jest we mnie, w środku, że Bóg nadaje mi wartość:) to była wielka walka...i trwa nadal:)najważniejsze jest to by walczyć:)

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 113
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #18 dnia: 1 06 2010 o 13:53:06 pm »
Osobiście uważam że jest pewna pułapka w stwierdzeniu że każdy z nas wyjątkowy w oczach Boga...Chciałbym być zwykłym człowiekiem a niestety mam jakby bardzo intensywne kontakty z inną rzeczywistością(ociera się to o obłęd,ostatnio przekroczyłem tą granicę) Człowiek czuje się lepszy od innych gdy wydaje mu się że ma kontakt z Bogiem..Gdy Bóg coś do niego mówi...Pamiętam rozmowę na początku mojego chorowania z pewną dziewczyna która miała prywatne objawienia że ona jest tak samo zwyczajna jak inni ludzie...Mi to pozwala zachować dystans do tego co dzieje się w mojej głowie...
kapelan prezydenta Kaczyńskiego który zginął pod Smoleńskiem był przez 2o lat kapłanem w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach i też miał motto być zwyczajnym księdzem:)
Ja też chce być zwykłym człowiekiem...
dobrego dnia


AdamS

  • Gość
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #19 dnia: 1 06 2010 o 14:57:52 pm »
Myślę, że każdy z nas chce być kimś szczególnym, bo potrzebujemy ZAUWAŻENIA. Kryje się w tym jakiś szczególny rodzaj relacji, w której człowiek czuje się dla kogoś kimś ważnym. Oczywiście dostrzegam również tę pułapkę, o której wspomina Hub - choć pragnienie to ma podłoże bardzo naturalne, może czasem wymknąć się spod kontroli, prowadząc do różnych urojeń lub megalomanii.

Potrzeba zauważenia płynie bezpośrednio z potrzeby miłości, bo przecież tylko w takiej relacji czuję, że jestem dla kogoś Wartością nie do zastąpienia. Jednak miłość niejedno ma imię, a jej romantyczna postać - do której tak bardzo przyzwyczaił nas świat - każe być ślepym na wszystko, co nie dotyczy tej jedynej, wybranej osoby.

Myślę więc, że prawdziwa Miłość to nie wzajemne zapatrzenie się na siebie z zapomnieniem o innych. To przede wszystkim zdolność dostrzegania Osoby wszędzie tam, gdzie ona istnieje.

Offline Claudine:)

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 41
  • “Każdy krok zostawia ślad.”
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #20 dnia: 1 06 2010 o 19:06:48 pm »
Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób bo nigdy też nie myślałam o sobie jak o kimś lepszym...zawsze uważałam się za kogoś zwyczajnego, bez większej wartości...ale moja relacja z Bogiem dała mi wartość i to co dla mnie zrobił, ale z drugiej strony nie chlubię się tym w ten sposób, że przez to jestem lepsza...:) po prostu chlubię się tym w sposób pozytywny zarażając ludzi tą nowiną, że to jest dla każdego dostępne:) bo Bóg nie odrzuca nikogo!! Każdy może mieć takie relacje z Nim i przez to poznać swoją wartość:)

AdamS

  • Gość
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #21 dnia: 2 06 2010 o 08:12:27 am »
Klaudio - nie odniosłem nigdzie wrażenia, byś uważała się za kogoś lepszego :) Natomiast "być kimś szczególnym dla kogoś" nie musi oznaczać wynoszenia się ponad innych. Masz rację, że Bóg nie odrzuca NIKOGO - to Twoje krótkie zdanie, z pozoru tak proste, wymagałoby podkreślenia. Zbyt często decydujemy za Boga, przekreślając kogoś w Jego oczach.

Tymczasem jeśli On jest Miłością, nie pozwoli, aby ktokolwiek, nawet przez całe życie błądząc i upadając, został odrzucony - jeśli tylko człowiek sam nie odrzuci Miłości. A miłość (ta z dużej litery) to właśnie taka relacja, o której napisałaś w podsumowaniu - relacja, która pozwala nam odnaleźć własną wartość.
« Ostatnia zmiana: 2 06 2010 o 08:15:37 am wysłana przez Adam »

Offline AdamS

  • Administrator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 568
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #22 dnia: 23 02 2011 o 13:09:09 pm »
Wątek ten został dawno zarzucony, choć uważam, że temat zainicjowany przez Ewę zasługuje na szersze rozwinięcie. Jak motywować dziś młodzież do aktywności? Nie chodzi mi o wymyślanie zajęć, ale o ogólną taktykę - w jaki sposób podbudowywać poczucie wartości młodego człowieka? Jak sprawić, by samodzielnie chciał żeglować ku odkrywaniu "nowych lądów"?...

Offline nie płacz ewka

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 108
  • Pan jest mocą swojego ludu, pieśnią moją jest Pan
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #23 dnia: 25 02 2011 o 08:26:52 am »
Niedawno rozmawiałam z pewnym księdzem,mówiłam mu,że przez to,że ja żyłam  wiele lat z daleka od Boga zaniedbałam wychowanie religijne swoich synów.Pytałam co teraz zrobić,że to się juz stało i czasu niestety nie da się cofnąć. Mój młodszy syn jest w klasie, która przygotowuje się do sakramentu bierzmowania. Ponieważ w rozmowie ze mną powiedział,że nie wierzy w Boga pozwoliłam mu, by przestał uczęszczać na religię (o tym zdecydowały też inne względy) i podjęliśmy decyzję o tym ,że nie przystąpi do bierzmowania, bo dla mnie przyjmowanie sakramentu z taką wewnetrzną postawą byłoby świętokradcze. Pozostaje mi mieć nadzieję,że kiedyś dojrzeje do przyjęcia tego sakramentu. Otym wszystkim mówiłam księdzu, a on mi odpowiedział,że my chcemy,( by czegoś nauczyć nasze dzieci) by dzieci nas słuchały, gdy tymczasem one nas naśladują.   W tej prostej praedzie znalazłam odpowiedź na to co robić dalej ze skutkami swojego zaniedbania

Offline AdamS

  • Administrator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 568
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #24 dnia: 25 02 2011 o 10:24:22 am »
Niedawno rozmawiałam z pewnym księdzem,mówiłam mu,że przez to,że ja żyłam  wiele lat z daleka od Boga zaniedbałam wychowanie religijne swoich synów.Pytałam co teraz zrobić,że to się juz stało i czasu niestety nie da się cofnąć. Mój młodszy syn jest w klasie, która przygotowuje się do sakramentu bierzmowania. Ponieważ w rozmowie ze mną powiedział,że nie wierzy w Boga pozwoliłam mu, by przestał uczęszczać na religię (o tym zdecydowały też inne względy) i podjęliśmy decyzję o tym ,że nie przystąpi do bierzmowania, bo dla mnie przyjmowanie sakramentu z taką wewnetrzną postawą byłoby świętokradcze.

Myślę, że Twoja decyzja jest słuszna i nie tyle obawiałbym się tu jakiegoś świętokradztwa, co po prostu uważam, że jest to uczciwe stawianie sprawy, a jednocześnie uszanowanie woli chłopaka. Nic na siłę - przy każdej okazji to podkreślam, że wymaganie gremialnego przystępowania do sakramentów to jakieś nieporozumienie (choćby z tego względu, że dzieci, a później młodzież, dojrzewają - również duchowo - w różnym czasie). No ale pewnych narzuconych sytuacji nie da się przeskoczyć, może więc potrzebne jest uczciwe wyartykułowanie swego stanowiska - tak jak to zrobił Twój syn? Powiem szczerze, że bardziej cenię sobie taką postawę, niż odbębnienie po łebkach formalności. To znaczy, że chłopak traktuje kwestię wiary poważnie (choćby sam w tej chwili deklarował się niewierzącym) - potrzebuje tylko cierpliwości, rozmów i przede wszystkim przykładu. Ufam, że przy Twoim otwarciu na Boga, przy cierpliwej modlitwie za niego i przy szacunku do jego wolnej woli z pewnością odnajdzie swą osobistą drogę...

Offline kasia

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
  • Naucz mnie czerpać z Ciebie samego
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #25 dnia: 25 02 2011 o 10:51:58 am »
To prawda nic na siłe... jak będzie chcial, to moze przystąpić za rok, lub w dorosłum zyciu, ale to musi byc jego decyzja.
Ja mam wrazenie ze nasza młodziez /co niektóra /przystępuje do tego sakramentu , bo co powiedzą rodzice, a nie z wlasnego wyboru.
Mój najmłodszy syn, jest w tym wieku/ 3-gim/ i przygotowuje sie do sakramentu bierzmowania. Tez sie buntował jak miał zdawac cały katechizm, mowił po co mu to, niepotrzebne, i musialam jakoś mu to wytłumaczyć, a zachowanie mlodych w Kościele jest szokujące.
Chodziłam z nimi na comiesięczne spotkania, według mnie to oni nie dorośl do tego saktamentu, chociaz co niektorzy bardzo sie nim przejmują.
Mysle  ze będzie dobrze, tylko trzeba sie otworzyć na działanie Ducha Św.
Obiecuje pamięć modlitewną w tej intencji, przy najbliższej niedzieli o 21

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #26 dnia: 25 02 2011 o 15:27:17 pm »
Bądźmy przykładem dla innych. Nie w poprawianiu słowem, nie w zwracaniu uwag, a w przykrywaniu ciepłem, cierpliwością, miłością i uśmiechem. Niech nie tylko dzieci własne, a także sąsiedzi i inni zobaczą w nas żywego, prawdziwego Jezusa.

Zagubiona, niech Twój syn zobaczy w Tobie Jezusa. Zyj dla Jezusa przez wzgląd nie tylko na siebie, a także przez wzgląd na swoich bliskich. Resztę zostaw Panu, zaufaj MU.

Zagubiona, będzie dobrze. Wierz mi. :) Będzie dobrze. Tylko wytrwaj. Kocham Cię i będę sie modlił o Twego syna.

Offline nie płacz ewka

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 108
  • Pan jest mocą swojego ludu, pieśnią moją jest Pan
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #27 dnia: 27 02 2011 o 22:12:11 pm »
Dziękuję Rebusie za Twoje słowa ,o ile prostsze byłoby życie ,gdyby ludzie w ten sposób się do siebie odnosili, ja również przesyłam Ci swoją miłość do świata i ludzi , Chwała PANU

Offline paula127

  • Moderator
  • Pasjonat
  • *****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #28 dnia: 2 03 2011 o 21:51:49 pm »
Święta racja :)
 Moi rodzice też chcą abym szła do bierzmowania....
A ja jak się spytam rówieśników dlaczego chodzą na bierzmo, to bardzo często odpowiedź to bo rodzice karzą.
Dla mnie ten sakrament jest zbędny, bo ja myślę że mam ducha św. a wręcz jestem tego pewna, bo przyjęłam tzw. chrzest w duchu świętym. W sumie chodzenie na bierzmo nie jest dla mnie takie uciążliwe, bo ksiądz bardzo ciekawie opowiada, dużo można się nauczyć - dobre są te przygotowania i po za tym super towarzystwo :).

Właśnie to o czym mówisz rebusie, to jest właśnie ta złota reguła chrześcijanina. Świadczyć nie słowem a czynem, przykładem, wzorem z radością :) <- dobre to, aktualnie uczę się tego :)
Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 774
Odp: Jestem do niczego...
« Odpowiedź #29 dnia: 3 03 2011 o 19:56:40 pm »
(...) bo ja myślę że mam ducha św. a wręcz jestem tego pewna, bo przyjęłam tzw. chrzest w duchu świętym.

Bardzo się cieszę Paulino. Masz w sobie prawdziwą pasję i zapał dla Pana. Tak trzymaj.

Cytat: cytuj
Właśnie to o czym mówisz rebusie, to jest właśnie ta złota reguła chrześcijanina. Świadczyć nie słowem a czynem, przykładem, wzorem z radością :) <- dobre to, aktualnie uczę się tego :)

To jedyna droga, aby Jezus się narodził w człowieku. Gadaniem każdy osiągnie Himalaje, natomiast wyrzec się i siebie i pragnień do świata, to już zupełnie inna bajka. Następnie budowanie innych, być dla nich świadectwem Boga żywego w naszym życiu poprzez postępowanie Chrystusowe.