Autor Wątek: Rozumienie WIARY a charakter modlitwy  (Przeczytany 461 razy)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Rozumienie WIARY a charakter modlitwy
« dnia: 6 06 2011 o 12:27:36 pm »
Modlitwa bywa bardzo różnie rozumiana, co warunkuje też odmienne do niej podejście. U jednego będzie to spontaniczna rozmowa, u innego – kontemplacyjne zatopienie się w obecności Boga. I każda z tych postaw będzie dobra, jeśli tylko wyrażać będzie postawę autentyczną, ta zaś wiąże się bezpośrednio ze sferą wiary. Zachodzi więc pytanie zasadnicze:  czym dla Ciebie jest wiara? W tej chwili nie interesują mnie żadne oficjalne definicje, tylko wewnętrzne, bardzo osobiste doświadczenie.

Zadając to pytanie, jestem Wam winien sam podzielić się swoim rozumieniem wiary. Wiara jest dla mnie przede wszystkim OTWARCIEM - czyli zdolnością do ZASŁUCHANIA, usiłowaniem ZROZUMIENIA innego, gotowością do DZIELENIA SIĘ każdym wewnętrznym "olśnieniem" i - co chyba najważniejsze - postawą ZAWIERZENIA, czyli podejmowania wyzwań tego życia w taki sposób, jakby ono było dla mnie zaplanowane. A w tym celu muszę odrzucić wszelkie poczucie chaosu i przypadku jako siły sprawczej.

Czym zatem wiara nie jest? Z pewnością nie jest żadnym zbiorem wyobrażeń lub przekonań, choćby dotyczyły one tego, co najświętsze. Wiara według mnie nie daje odpowiedzi na temat metafizycznej natury świata. Nie mieć w sobie wiary, to nie dysponować zdolnością i wolą postrzegania świata w kategoriach DIALOGU. Bo tylko dialog może być odpowiednią przestrzenią dla SŁOWA (tego zwykłego i tego pisanego z dużej litery).

Tak więc WIARA i NIEWIARA to dla mnie dwa bieguny, ale w innym zakresie, niż powszechnie zwykło się sądzić - to otwarcie i zamknięcie, dialog i monolog, poszukiwanie i ideologia. Wiary nie budujemy więc przez wchłanianie kolejnych prawd katechizmowych, ale przez otwarcie na ich rozważanie i zadawanie im odważnych pytań. Bo chrześcijanin winien być jak poszukiwacz skarbów - tyle, że nie szuka ich na odległych wyspach, lecz w głębi samego siebie, czerpiąc nadzieję z pełnego zanurzenia w Jezusie Chrystusie - Człowieku, który ukazał mi oblicze Boga ...i Bogu, który wszedł w egzystencjalną kruchość ludzkiego życia.