Autor Wątek: Jak i kiedy się modlimy?  (Przeczytany 2968 razy)

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 816
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #30 dnia: 23 06 2011 o 11:47:00 am »
Autentyczna szczera modlitwa jest wtedy, kiedy palmę pierwszeństwa w życiu naszym oddamy Jezusowi. W każdej sprawie, we wszystkim, każdego dnia od rana do momentu położenia się do snu. Pan cały czas chce nam pokazać naszą bezradność, naszą słabość, naszą niemoc.

Z takim przeciwnikiem, który okupuje tę ziemię nie mamy żadnych szans w walce. Nasza moc znikoma. Nasze modlitwy powinny być z pozycji wołającego, błagającego o pomoc, o wsparcie, o radę. Bezradność, bezsilność, niemoc. To jest nasza rzeczywistość. Bo tak jest. Ile to już razy próbowaliśmy, ile to już razy coś nieskończenie obiecujemy, ile to już razy upadamy? A Słowo mówi przecież o tym, że noga może nigdy się nie potknąć. Czyli możliwe jest nie upaść, nie grzeszyć, a trwać mocno w Jezusie.

Wpierw trzeba zobaczyć tę rzeczywistość, która jest zakryta przed nami. Musimy zobaczyć naszą słabość i bezradność. Inaczej niemożliwe będzie przyjście do Jezusa jako kimś, kto potrzebuje pomocy. Jezus prowadzi tylko tych, co przejrzeli prawdziwie na oczy. Zobaczyli swoją nagość, zero posiadania, zero możliwości oprócz oczywiscie jednej - przyjście do Jezusa.

Wiecie, dlaczego nie widzimy swojej słabości? Bo ubieramy się w materializm. On jest naszą szatą. Diabelskie wartości, którymi się napełniamy (oczywiście trzeba umieć uczciwie odróżnić potrzebne rzeczy od niepotrzebnych). Dlatego w taki sposób nie zobaczymy naszej nagości. Tylko zostawiając to, co odciąga nas od Boga sprawi, że przyjdziemy do Jezusa i On nas ubierze w uświęcone szaty.

Musim zostawić starego człowieka, zostawić dotychczasowe życie, gdzie dominowało nasze Ja, gdzie dominował materializm, nasze plany - musimy dostrzec nas od innej strony. Od tej prawdziwej, od strony słabości. I uznać tę słabość, przyjąć ją do świadomości. Poddać się, przestać walczyć o przetrwanie. Paradoksem jest to, że walcząc sami według naszego mniemania o przetrwanie bardziej giniemy.

Przeciwnika nie pokonamy sami. To niemożliwe. I nie my mamy walczyć z nim. Nie mamy mocy zdolnej odrzucić jego. To Duch Św. ma sprawić za nas. Nasze starania nas zabijają. Im więcej się staramy, tym więcej nas w nas.

Teraz zaczynam pojmować, że moim staraniem jest tylko przychodzenie do Boga w modlitwie w każdej sprawie. Modlitwa z ufnością, z wiarą, z pozycji bezradnego. I resztę dokonuje Bóg, mówi, podpowiada, doradza, daje siłę, wzmacnia, pociesza, prostuje nasze drogi. On wie, jak walczyć z przeciwnikiem, bo go widzi. Bo go zna. My nie wiemy, nie widzimy, zbyt mało znamy. Więc po co się staramy sami, skoro z góry jest to skazane na porażkę?

Niby wołamy do Pana, niby się modlimy, ale czemu po modlitwie nie oczekujemy odpowiedzi, nie oczekujemy w ufności i cierpliwości na zrobienie kroku przez Ducha? Tylko sami za chwilę podejmujemy decyzje? To po co się modlimy, skoro za chwilę działamy sami z siebie?

Modlitwa z pozycji bezdradnego, to takiego, co doskonale wie, że nie ma sensu robić nic bez wsparcia Bożego. Taki opada na Jezusa i całkowicie się Jemu zawierzył.

I o to Bogu chodzi. Bóg wie, że tylko On może pokonać w naszym życiu przeciwnika. My, ludzie w swojej upartości ciągle próbujemy sami. Niby się modlimy, niby chodzimy do zborów, do kościoła, ale pytanie, kto kogo prowadzi w rzeczywistości?

Bóg nas, czy my Boga?

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 816
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #31 dnia: 23 06 2011 o 12:01:56 pm »
Modlitwa z postępowaniem zgodnie z Prawem Bożym, z przykazaniami.

Modlimy się do Boga o prowadzenie, o radę w pewnej sprawie. Czasem trzeba natychmiastowej decyzji, ważne, żeby sercem cały czas być przy Bogu. To jest podstawa w relacji z Bogiem. Ciągła łączność, to jest opadnięcie na Jezusa. Nic nie robić bez konsultacji z Nim.

Modlitwa, wiara i ufność,  włączamy praktykę zgodnie z przykazaniami, np. drugim - miłuj bliźniego jak siebie samego. Jeśli postępujemy zgodnie z tym przykazaniem (z wolą Ojca) to Bóg może działać poprzez nas. Bo szanując Prawo Boże miłujemy Boga i trwamy w Nim. Trwając w Jezusie, jesteśmy oczyszczeni z grzechów, więc Duch Św. nie opuszcza nas (opuści natychmiast, gdy pojawi się odstępstwo w sercu) i może bez przeszkód działać. Tak z modlitwy do owoców błogosławieństwa.
« Ostatnia zmiana: 23 06 2011 o 12:05:49 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 816
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #32 dnia: 23 06 2011 o 14:29:22 pm »
Pewna siostra mi podrzuciła.


Kol. 3:15
"A w sercach waszych niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też powołani jesteście w jednym ciele; a bądźcie wdzięczni.”

Szukając sensu ludzie wypełniają swe życie przeróżną treścią, np. pracą, sportem, podróżami, przygodami. Łatwo wówczas uzależnić się od satysfakcji, jaką dana rzecz dostarcza. Wydajność, zwycięstwo czy jakieś osiągnięcia stają się celem stanowiącym treść istnienia. Często nie dostrzega się, jak człowiek w ten sposób degraduje samego siebie, sprowadzając się do tak ograniczonej, sfabrykowanej przez siebie roli.

Jeśli ponosi się klęski, zwala się winę na pecha czy zły los, i ma się nadzieję, że przy następnym podejściu osiągnie się sukces. Ten ma niejako potwierdzać sens istnienia, daje prawo do nazywania się "spełnionym". Nasze życie wygląda inaczej, gdy Jezus wyjaśnia nam kulisy całego świata. Wszystko istnieje, gdyż nad nim i nad nami stoi Bóg! Ma On dla każdego człowieka zadanie, żadna ludzka istota nie została stworzona bezcelowo. Każdy z nas jest wyrażeniem myśli Bożej.

Rozpoznanie swych możliwości, bez zarozumialstwa czy fałszywej skromności, to podstawa znalezienia swego miejsca w Bożym planie. Przywilej podobieństwa Bożego zobowiązuje nas, by przekazaną nam miłość, pełnomocnictwo i dary wykorzystać dla chwały Bożej i w służbie dla innych. Kto to zrozumie i pozbędzie się egoistycznych treści życia, ten stanie się radosnym i wdzięcznym człowiekiem. Ten wie, że jest ważny dla Boga, po co żyje i dokąd zmierza.

„Obecne życie podobne jest do ziarenka, obrazem przyszłego są kłosy.”
/św. Grzegorz z Nyssy/

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #33 dnia: 24 06 2011 o 15:29:31 pm »
Cytuj
Po co piszesz teraz o grzechach, myślisz, że sama świadomość posiadania grzesznej natury może pchnąć każdego do Jezusa? Powiem, że nie.
Sebastianie,gdybyś zobaczył swój grzech z całą jego ohydą/śmierc/ to na pewno zaczął byś poszukiwania ratunku dla siebie.Prawdą jest,że nie mamy pełnej świadomości,nie widzimy w prawdzie swoje grzechy.Wyobraź sobie,że rozpoznano w Twoim ciele raka i powiedziano Ci gdzie jest lekarstwo,czy wówczas będąc o zdrowych zmysłach nie uchwycisz się jedynej deski ratunku.Cały problem człowieka a jednocześnie perfidia szatana polega na zaciemnianiu prawdy o grzechu.Zatraciliśmy świadomośc/poczucie/ własnych grzechów i dlatego nie szukamy Chrystusa.
Cytuj
Cóż za obłuda! Cóż za kłamstwo! Prawda jest inna. Nie ma w nas Jezusa, dopóki nie staliśmy się ubodzy duchem. Jezus nie będzie mieszkał na strychu zagracionym rupieciami. On chce mieszkać w świątyni. W światyni, gdzie są przestrzegane wszystkie święte przykazania Ojca. Czy my jesteśmy taką świątynią?
Sebastianie,Jezus Chrystus/Kościół/ to jedyne,największe wysypisko grzechów/śmieci/tego świata.Prawdą jest,że Jezus Chrystus posłany jest dla zbawienia świata.Od czego?Od grzechów.Jak On to robi?Bierze je na Siebie i w Sobie utylizuje je.To nie jest tak,że Chrystus potrzebuje czystego,niewinnego serca,bez grzesznego serca.Ja widzę Go jak nieustanie pochyla się nad grzesznym człowiekiem i prosi o pozwolenie wejścia do grzesznego serca.Chce posprzątac nasze grzechy.Obłuda jest po stronie naszej religijności,która zmusza nas do przygotowania Mu serca czystego,niewinnego,świętego,itd.To nie jest Chrześcijaństwo.Chrystus posyła Swojego Ducha,Ducha Prawdy byśmy zobaczyli w całej prawdzie swój grzech i nieustanie wołali:Jezusie Synu Dawida,ulituj się na de mną.                    Pozdrawiam Cię           janusz f. :)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #34 dnia: 24 06 2011 o 19:37:51 pm »
Januszu, jakkolwiek rozumiem Twoją ogólną intencję, pewne określenia wydają mi się mało zrozumiałe. Czy widzenie samego tylko grzechu nie może stać się pewną obsesją? Wszyscy jesteśmy grzeszni i przez samą tego świadomosć czujemy odrazę do zła, którego udziałęm bywamy w chwilach upadku. Jednak nie możemy iść do przodu, wpatrując się tylko w samo błoto pod nogami, na własnej twarzy i na rękach. Według mnie trzeba więcej spoglądać w stronę słońca (Jezusa) i kwitnących sadów (budujących świadectw), niż kontemplować postać zła i własnej niemocy. Ale to tylko moje zdanie, być może Twoja droga jest inna i z pewnością nie powinienem Ci niczego narzucać. Mam też świadomość, że czasem takie spojrzenie, jak Twoje, też ma swój sens, bo prowadzić może do wewnętrznego wstrząsu i opamiętania...

Sebastian napisał: "żadna ludzka istota nie została stworzona bezcelowo. Każdy z nas jest wyrażeniem myśli Bożej" - myślę, że świadomość tego powinna towarzyszyć każdemu naszemu krokowi. Wtedy chodzimy drogami łaski, gdy potrafimy się ZACHWYCAĆ swym życiem. Łacińskie słowo "łaska" znaczy "gratia" (wdzięk, urok) - ma więc bezpośredni związek z odczuciem tego zachwytu. Oczywiście jest to wdzięk i urok na płaszczyźnie czysto duchowej, więc nie jest związany jakąś tanią estetyką. Piękno duchowe objawia się wtedy, gdy wpatrujemy się w oblicze Boga (w Jezusie Chrystusie) i oblicze drugiego człowieka (uświęconego Jego obecnością). Łaska nie może więc płynąć z samej tylko świadomości duchowego "ubłocenia".

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #35 dnia: 24 06 2011 o 20:07:57 pm »
Cytuj
Jednak nie możemy iść do przodu, wpatrując się tylko w samo błoto pod nogami, na własnej twarzy i na rękach. Według mnie trzeba więcej spoglądać w stronę słońca (Jezusa) i kwitnących sadów (budujących świadectw), niż kontemplować postać zła i własnej niemocy.
Adamie,iśc do przodu,co to znaczy?To znaczy stanąc po stronie Chrystusa.A co to oznacza?To znaczy byc Chrystusem dzisiaj tam gdzie jestem.To znaczy miec Jego mentalnośc/Ducha/.Na czym to polega?Wygląda to tak:jeśli jesteś wolny od własnych grzechów to na miarę tej wolności weźniesz na siebie grzechy innych.Pozwolisz by inni kładli swoje grzechy na Ciebie.Chrześcijaństwo to niestety babranie się w nie tylko w błocie ale w g....e swoim i innych.Chrześcijaństwo to ratowanie z szamba/śmierci/nie tyle siebie co innych.                  Pozdrawiam        janusz f. :)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #36 dnia: 25 06 2011 o 11:42:59 am »
Wygląda to tak:jeśli jesteś wolny od własnych grzechów to na miarę tej wolności weźniesz na siebie grzechy innych.Pozwolisz by inni kładli swoje grzechy na Ciebie.

To bardzo głęboka myśl, którą przyjmuję bez zastrzeżeń (zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że od samej myśli do autentycznej postawy droga jest u mnie daleka). Pytasz, co rozumieć pod moimi słowami "iść do przodu" - w moim życiu obejmuje to całą WIARĘ, która dla mnie jest przede wszystkim DROGĄ. W tej drodze szybko bym ustał, siadając gdzieś na poboczu, gdyby nie NADZIEJA, która jest wpatrywaniem się w stronę słonecznego horyzontu... I gdyby nie MIŁOŚĆ, która jest ciepłem bijącym od tarczy słonecznej...

Miałem kiedyś taki sen, po którym obudziłem się bardzo szczęśliwy - była w nim tylko droga ku słońcu, ale wiedziałem, że to Słońce ma wymiar osobowy i że wystawiając ku niemu swą twarz, już teraz zanurzam się w jego ciepłej istocie, choć dzieli nas jeszcze odległość całego mojego życia. Moja najgłębsza tęsknota (pragnienie płynące z przeszłości i z całej mej tożsamości), która kieruje się ku nieznanej mi (lecz wypełnionej nadzieją) przyszłości, znajduje swój udział już tu i teraz - w tym, co JEST - to właśnie tajemnica "znalezienia swego miejsca w Bożym planie", o czym pisał Sebastian.

Zwróćmy jednak uwagę, że od pewnego czasu zeszliśmy z tematu tego wątku. Choć z pewnością sama relacja do Chrystusa jest już formą modlitwy (niezależnie, czy towarzyszą jej słowa, czy nie). Mam jednak do Was pytanie, które dotyczy bezpośrednio tematu niniejszego wątku: czy w Waszej modlitwie istnieją wyraźne granice? (tzn. czy potraficie określić, kiedy trwa modlitwa, a kiedy już jej nie ma?). Przyznam, że sam nie zawsze to potrafię powiedzieć. Czasem modlitwa płynnie przechodzi od zwykłego monologu wewnętrznego do postaci uwielbienia i zawierzenia. Innym razem dopiero po czasie czuję, że coś miało wymiar modlitwy. I odwrotnie - czasami biorąc udział w modlitwie wspólnotowej, łapię się na tym, że myślami jestem gdzieś daleko...

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #37 dnia: 25 06 2011 o 13:21:21 pm »
Cytuj
szybko bym ustał, siadając gdzieś na poboczu, gdyby nie NADZIEJA, która jest wpatrywaniem się w stronę słonecznego horyzontu
Adamie,był czas kiedy i ja kontemplowałem godzinami Słońce/Jezus Chrystus/próbując podłączyć się/naładować się/ do źródła Życia.Dzisiaj wiem,że to Życie/Słońce/ objawiło się dla mnie w Jezusie Chrystusie i to On daje mi Swojego Ducha nie po to bym trwał w kontemplacji ale bardziej stawał się słońcem dla innych.Adamie,
Cytuj
Moja najgłębsza tęsknota (pragnienie płynące z przeszłości i z całej mej tożsamości), która kieruje się ku nieznanej mi (lecz wypełnionej nadzieją) przyszłości, znajduje swój udział już tu i teraz - w tym, co JEST - to właśnie tajemnica "znalezienia swego miejsca w Bożym planie", o czym pisał Sebastian.
Tu chodzi nie tyle o kontemplacje Chrystusa co raczej o przyzwolenie na bycie Chrystusem dla innych.Wiara jest z natury paschalna a to znaczy przenosi nas z teorii do praktyki.Z kontemplacji do realizacji.Adamie,Słońce/Jezus Chrystus/jest w Tobie.Duch Święty pragnie byś Ty był słońcem dla innych.
Cytuj
czy w Waszej modlitwie istnieją wyraźne granice?
Adamie,modlitwa nie ma grznic a co więcej zaczyna się poza naszymi granicami.Modlitwa to życie Chrystusem,to bycie Chrystusem mocą wiary,która potrafi przeprowadzi nas ze śmierci do życia.Wiara to nie to co będzie ale to co jest,teraz i tu.To doświadczenie bycia Słońcem/Chrystusem/dla innych.                            Pozdrawiam Cię           janusz f. :)

Offline nie płacz ewka

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 108
  • Pan jest mocą swojego ludu, pieśnią moją jest Pan
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #38 dnia: 26 06 2011 o 07:05:11 am »
módlmy się w każdej sekundzie swojego życia dziękując stwórcy za każ dy uśmiech i każda łzę, alleluja i gloria PANU ZASTĘPÓW

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 816
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #39 dnia: 26 06 2011 o 19:56:06 pm »
Sebastianie,gdybyś zobaczył swój grzech z całą jego ohydą/śmierc/ to na pewno zaczął byś poszukiwania ratunku dla siebie.

Pisałem Januszu, że Duch mi pokazał moje śmiecie. I nie w małej ilości, a w ogromnej. Do tego stopnia, że mi sie dosłownie zrobiło niedobrze. Tak niedobrze, że w jednej chwili chciałem zostawić siebie, poczułem do siebie wielkie obrzydzenie. I powiedziałem w tamtej chwili Bogu, że nie chcę siebie w sobie i pragnę wrócić do Pana na dobre. Po kilku dniach wróciłem... ale do komputera i do gierki.


Cytat: cytuj
Cały problem człowieka a jednocześnie perfidia szatana polega na zaciemnianiu prawdy o grzechu.Zatraciliśmy świadomośc/poczucie/ własnych grzechów i dlatego nie szukamy Chrystusa.

Pisałem, że Pan widząc moją upartość pokazał mi, że ja poświęcając więcej czasu rzeczom, a nie Bogu w rzeczywistości poświęcam czas bożkom (rzeczy martwe, bezwartościowe). I to mnie odciągało od Boga. Pokazał mi więc, co w życiu, na tym świecie jest wartosciowe. Nic, oprócz miłości, która płynie z Jezusa, życie w Nim. I wtedy do mnie zaczęło docierać głębiej. Aż dotarło. Januszu, każdy z nas ma swoją drogę, do każdego Pan musi dotrzeć inaczej. Sama świadomość grzechów nie zawsze jest zbawienna. W moim przypadku tak nie było. Rzeczy tego świata mnie wiązały.


Cytat: cytuj
Prawdą jest, że nie mamy pełnej świadomości, nie widzimy w prawdzie swoje grzechy.Wyobraź sobie,że rozpoznano w Twoim ciele raka i powiedziano Ci gdzie jest lekarstwo,czy wówczas będąc o zdrowych zmysłach nie uchwycisz się jedynej deski ratunku.

Ty Januszu uważasz, że jakby u mnie zdiagnozowali raka, to pewnie bym poleciał do doktorków. Tego nie wiem i prawdopodobnie tego sam nie wiesz. Nie miałeś chyba raka? Więc opierasz się na teorii. Oglądałem kiedyś film na faktach. Dziewczyna młoda miała raka. Nie poszła do lekarzy na leczenie. Nie chciała chemioterapii. Wolała żyć i cieszyć się życiem.

To była jej tajemnica. Poszła dopiero wtedy, kiedy już drastycznie w niej spadły siły życiowe. Nie chciała umrzeć na ulicy, więc wróciła do rodziny, oni ją zawieźli do szpitala. Motyw powrotu był w rzeczywistości inny. W sercu cały czas miała nierozwiązane sprawy z rodziną, chodziło o przebaczenie, o zgodę.

Jak widzisz, nie jest to pewne, że jak się słyszy słowo rak, to już jak wyrok. Znam siebie na tyle, ze mógłbym tym się nie przejąć. Swoją drogą może bym się ucieszył. Widzisz, chciałbym być już u Pana, tu na ziemi nic mnie nie trzyma. Chciałbym juz być tam. Ale wiem, że muszę coś tu zrobić, Pan chce coś zrobić moimi rękoma. Niestety muszę dalej tu żyć, na tym ziemskim padole.

Dlatego nie powinniśmy czegokolwiek zakładać, to raz. Dwa to Bóg wie lepiej, co się dzieje w naszych sercach. Byłem uparty pomimo, że zobaczyłem swoje grzechy, więc dotarł do mnie z tym, co opisywałem w poprzednich postach. I .... dotarł do mnie. Zaczynam się naprawdę Bogu poddawać. Zostawiam starego człowieka i chcę wejść, tak prawdziwie na drogę z Jezusem. To się we mnie już dokonuje. Proces przemiany został przyśpieszony.


Cytuj
Prawdą jest,że Jezus Chrystus posłany jest dla zbawienia świata.Od czego? Od grzechów. Jak On to robi? Bierze je na Siebie i w Sobie utylizuje je. To nie jest tak, że Chrystus potrzebuje czystego, niewinnego serca, bez grzesznego serca.

Nie zrozumiałeś mnie. Nikt z nas nie ma czystego serca. Urodziliśmy się z sercami użądlonymi przez żądło diabła, żądło śmierci/grzechu. Ten proces uśmiercania jest nieodwracalny, prowadzi do agonii, jego jad. Obecnie na szczęście szatan został rozbrojony przez śmierć Jezusa na Golgocie, z tego żądła (efezjan 5 rozdział- władze naziemskie rozbrojone).

 To była cena za nasze wykupienie. I to się już dokonało, raz. To my musimy poprzez wiarę przychodzić do Jezusa, do Jego ofiary przelanej za nas. Chodzi o to, że to wszystko już się DOKONAŁO dawno temu, 2000 lat na krzyżu na Golgocie. Nasza wiara musi do tego dojrzeć poprzez zostawienie starego serca i przemienienie się na obraz Jego, czyli nowego człowieka narodzonego z dobra, gdzie nie ma grzechu, czyli w Jezusie zmartwychwstałym. Jezus RAZ wziął grzechy nasze, zaniósł je na krzyż i zgładził je na krzyżu oddając na nim życie swoje za nas. On nie bierze ich po raz enty. To się już DOKONAŁO. RAZ. Wrócił do domu i powiedział Ojcu, że się dokonało.

W procesie przemiany, naszej przemiany, jak dojdziemy do momentu, gdzie staniemy się ubodzy duchem, wtedy wiara nasza na tyle dojrzeje (na 100 % do świadomości, że rzeczywiście zostaliśmy uwolnieni przez śmierć Jezusa) wtedy w nas dokona się to, co dokonało się 2000 lat temu.

Diabeł nad nami nie panuje, ale nie mamy w sobie wiary doskonałej jeszcze, więc zachowujemy się tak, jakby nic się nie zmieniło. Żyjemy tak, jakby Golgoty nie było. Tylko poprzez modlitwę do Boga, poprzez ufność i uczenie się polegania na Nim, poprzez praktykę i przestrzeganie Jego przykazań możliwe będzie dokonanie się w naszym życiu tego, co się dawno dokonało na Golgocie. Uwolnienie naszych dusz.
« Ostatnia zmiana: 26 06 2011 o 20:35:21 pm wysłana przez rebus »

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 816
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #40 dnia: 26 06 2011 o 20:26:10 pm »
(...)czy w Waszej modlitwie istnieją wyraźne granice?[/b] (tzn. czy potraficie określić, kiedy trwa modlitwa, a kiedy już jej nie ma?). Przyznam, że sam nie zawsze to potrafię powiedzieć. Czasem modlitwa płynnie przechodzi od zwykłego monologu wewnętrznego do postaci uwielbienia i zawierzenia. Innym razem dopiero po czasie czuję, że coś miało wymiar modlitwy. I odwrotnie - czasami biorąc udział w modlitwie wspólnotowej, łapię się na tym, że myślami jestem gdzieś daleko...

Przeważnie zawsze opowiadam ze swoich doswiadczeń, z praktyki. Nie znoszę rozmów opartych na teologii, na filozofii i zakładaniu czegoś. To niebezpieczne. I cieszę się, że jesteś na Ty jakby Adamie, o sobie.

Modlitwa w moim przypadku tak samo jak moja osobowość duchowa przechodzą pewne etapy przeobrażające. Dojrzewanie, z płytkości do coraz większej głębii. To co teraz się wydaje głębokie, za jakiś czas będzie płytkie, bo przeszło się do jeszcze większej głębii.

Osiągnięcie takiej głębii jest możliwe tylko na drodze przeobrażania się na obraz Syna Bożego. Przechodzenie ze śmierci do Żywota w Jezusie. Jeśli zaznaczam słowo żywot dużą literą, to mam na myśli samego Jezusa. On jest tym Drzewem, a my Jego gałążkami. A Ojciec winoogrodnikiem.

Im więcej we mnie nowego człowieka, tym mniej starego. Analogicznie im więcej we mnie nowego serca, tym mniej starego serca. To wszystko prowadzi do stopniowego całkowitego zespolenia się z Duchem Św w Jezusie. I zanikają wszelkie granice w modlitwie.

Im więcej we mnie ubogiego ducha, tym więcej we mnie postawy bezradnego człowieka potrzebującego prowadzenia przez Boga. Moja bezradność bierze się ze świadomości, z widzenia tego, że nie mam wpływu na wojnę duchową. Mój udział jest tu prawie zbyteczny. Jedyne, co mi pozostaje, to poddać swoją wolę pod wolę Boga. On ma moc zmienić wszystko.

W taki sposób Bóg doprowadza mnie do całkowitego poddania się, ustąpienia, usunięcia z siebie śmieci, aby On mógł wejść i działać we mnie i poprzez mnie na innych. Następuje też w modlitwie przechodzenie z dotychczasowej głębii do coraz większej głębii. Za każdym razem jestem i zaskakiwany i zdumiony otwartością mego serca na Pana i stopniem tej relacji. Coraz bardziej żywa, realna i bliska.

Widzę owoce pracy Ducha, wiem, że to jest możliwe tylko poprzez poleganie na Bogu i ufność z wiarą. To On uzdalnia mnie do przychodzenia do Niego poprzez modlitwę. Bez modlitwy i bez wiary nie zbliżymy się do Pana. To niemożliwe.

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #41 dnia: 27 06 2011 o 08:01:01 am »
Im więcej we mnie ubogiego ducha, tym więcej we mnie postawy bezradnego człowieka potrzebującego prowadzenia przez Boga. Moja bezradność bierze się ze świadomości, z widzenia tego, że nie mam wpływu na wojnę duchową. Mój udział jest tu prawie zbyteczny. Jedyne, co mi pozostaje, to poddać swoją wolę pod wolę Boga. On ma moc zmienić wszystko.

Z Twoich słów wnioskuję, Sebastianie, że główny akcent kładziesz na POSTAWIE i to jest mi bardzo bliskie. Oczywiście chodzi o postawe duchową, wyrażającą pełne poddanie, ufność i otwarcie. Czasami ludzie większy nacisk kładą na samą zewnętrzną FORMUŁĘ modlitwy (obojętnie czy to będzie modlitwa pamięciowa czy modlitwa na językach). Zwraca się uwagę na treść, miejsce i długość modlitwy, podczas gdy nie u każdego można to sprowadzić do jednego kanonu.

W poprzednim poście starałem się odsłonić inne podejście, w którym zatracjają się granice między życiem a modlitwą. Nie twierdzę, że któryś z tych modeli jest lepszy, ale myślę, warto wskazywac na różnorodność modlitwy, aby w niektórych sytuacjach nie wymuszać na kimś (czasem w dobrej woli) jednej tylko, tradycyjnej formuły. Wtedy może to przynieść skutek odwrotny - zniechęcenie. Jesteśmy więc bogaci modlitwą w jej wewnetrznym przeobrażaniu naszego życia, ale też w jej różnorodności, jeśli chodzi o samą postać.

Offline rebus

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 816
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #42 dnia: 27 06 2011 o 13:19:48 pm »
Zauważyłem jedno z praktyki. Jak polega się na Bogu, przychodzi do Niego z ufnością, jak dziecko do Tatusia, kieruje się nadzieją w sercu, to poprzez taka postawę każda modlitwa zawsze będzie tą modlitwą, która się podoba Bogu. Jeden warunek - to szczere serce.

Miałem kilka etapów wprowadzania mnie przez Ducha Św. w coraz większe pokłady pychy we mnie. Stopniowo mi pokazywał swego czasu, ile tego we mnie było. Mimo, że starał się pokazać delikatnie mój brud na tyle, żebym zawału nie dostał na widok prawdy o sobie, to jednak w pewnym momencie bliski byłem zawału  ;) :P

Po co to piszę? Bo dzięki temu, że widziałem w sobie pychę, to lepiej też poznaję swoje serce. I wiem, kiedy jest przewrotne, a kiedy szczere. Do modlitwy nie ma sensu podchodzić bez serca wolnego od przewrotności. Zapewniam, że tym, którym Duch nie pokazał pychy, ci ludzie mogą nie poznać, że przychodzą w modlitwie do Ojca z przewrotnym sercem. Bez lampy Ducha niemożliwe jest poznanie siebie głebiej. Dlatego musimy się modlić do Ojca, aby poprzez Ducha pokazał nam prawdę o nas samych.

Nie wolno przychodzić do Boga Ojca bez odwiedzin u Jezusa. On musi wpierw przygotować serce nasze, czyli oczyścić je z grzechów, abyśmy mogli stanąć przed tronem Ojca.

Adamie, nie wiem, jak można u kogoś wymuszać, uczyć modlitwy do Boga. Być może dzieci? Nie wiem, bo ich nie mam. Wyobraziłem sobie, gdybym je miał, co bym zrobił? Opowiadałbym o Jezusie, to pewne. Już wiem! :) modliłbym się przy dzieciach na głos do Pana, a one by się uczyły. Moje modlitwy są coraz głębsze, naturalne i prawdziwe i myślę, że dzieci by pojęły, o co chodzi. Stopniowo. Powiedziałbym, że mają być szczere przed Jezusem i ufały Mu, On zawsze jest z Nimi, tak samo, jak tatuś (ja)   ;D

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Jak i kiedy się modlimy?
« Odpowiedź #43 dnia: 27 06 2011 o 15:45:37 pm »
Adamie, nie wiem, jak można u kogoś wymuszać, uczyć modlitwy do Boga. Być może dzieci? Nie wiem, bo ich nie mam. Wyobraziłem sobie, gdybym je miał, co bym zrobił? Opowiadałbym o Jezusie, to pewne. Już wiem! :) modliłbym się przy dzieciach na głos do Pana, a one by się uczyły. Moje modlitwy są coraz głębsze, naturalne i prawdziwe i myślę, że dzieci by pojęły, o co chodzi. Stopniowo. Powiedziałbym, że mają być szczere przed Jezusem i ufały Mu, On zawsze jest z Nimi, tak samo, jak tatuś (ja)   ;D

Ja też nie jestem zwolennikiem wymuszania w tej kwestii, nawet wobec dzieci. Przyjąłem praktykę regularnej (choćby krótkiej) modlitwy przed posiłkami lub przed wyjściem z domu - w tym uczestniczą moje dzieci, w zasadzie od maleńkości i traktują to jako coś zupełnie normalnego. Nawet same przynoszą Biblię, kiedy przychodzi czas modlitwy.

W dni wolne jest też czas, aby po modlitwie z nimi porozmawiać na tematy biblijne, w czym również nie trzeba stosować żadnych wymuszeń (nie miałoby to wtedy sensu) - wystarczy pociągnąć temat czytanego fragmentu Pisma na sprawy życiowe i rozmowa sama się rozwija. :)

Pewnie trudniej by było, gdyby nie były wdrażane w to od małego (albo gdyby w wieku dojrzewania nastąpił jakiś okres buntu) - wtedy pozostaje tylko dobry przykład, dokładnie tak jak piszesz.