W tym punkcie nie potrafię czegoś pojąć. Jak może być "zwiedzeniem" coś, co jest moją drogą do Boga? Każdy podąża za nim zgodnie z własną naturą (czyli czymś, co zostało we mnie ukształtowane przez samego Stwórcę) i kulturą (rozumianą jako środowisko, w którym zostałem zanurzony). Tych dwóch aspektów nie da się wykluczyć z życia żadnego człowieka, bo czyniąc to na siłę, okaleczamy się lub wchodzimy w rolę niewolników.
Wszystko zaczyna się i kończy na tym jak bardzo na serio traktuję Biblię jako Słowo samego Boga?
Czy może już wszystko, nauka jaką głosił Jezus i jego apostołowie jest przenośnią?
Piszesz że każdy podąża drogą za Bogiem według naturalnego szlaku, tego co otrzymał od Stwórcy.
W takiej sytuacji, powiedz mi, czy śmierć Jezusa i Jego zmartwychwstanie jest tylko faktem historycznym, czy czymś więcej?
Gdyż w wyborze drogi zbawienia, mamy upodabniać się do Niego w Jego śmierci i zmartwychwstaniu do nowego życia. Ponieważ naturalnie, pomimo faktu że człowiek został stworzony jako doskonały, bezgrzeszny, tę swoją naturalną zdolność życia w obecności Bożej, zatracił w ogrodzie Eden.
W tym celu przyszedł Jezus Chrystus, żeby przywrócić utraconą łączność z Bogiem.
Człowiek żeby odzyskać to pojednanie ze Stwórcą, MUSI
(rozmowa Jezusa z Nikodemem, chyba że uważasz to za alegorie?) duchowo umrzeć.
Swoją wolną wolę powinien podporządkować pod Bożą wolę, w tym sensie ma być niewolnikiem Boga. O tym mówią apostołowie w listach, ale jeśli traktujesz to jak jakąś przenośnie, to już nie wiem w jakim celu została napisana Biblia?
Biblia wielokrotnie porusza to zagadnienie, posiadanie swojej koncepcji, sposobu, podejścia etc.
Właśnie to jest kluczem w podążaniu za Mistrzem.
i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze -[ Fil 3,9 BT ]
To jest tylko jeden werset, lecz cała nauka apostolska poświęcona jest zagadnieniu zdjęcia starej-naturalnej, a przybraniu nowej mentalności.
Nigdy bym się nie odważył powiedzieć komuś, kto np. modli się "formułkami", że jego modlitwa nie jest miła Bogu, bo wtedy sam wchodzę w rolę Boga...
Ja nie tylko odważyłbym się powiedzieć, lecz w miłości z modlitwą do Boga, prośbą o mądrość jak to zrobić, starałbym się jakoś pokazać mu wzór biblijnej modlitwy.
Wiem że wielu, odmawiających różaniec, pielgrzymujących do świętych miejsc, robi to szczerze i z bojaźnią. Tak przed laty było z moją mamą, chwała Najwyższemu, On to zobaczył i pokierował drogami życiowymi że znalazła Boga żywego.