Autor Wątek: ŁASKA niczym zapach....  (Przeczytany 92 razy)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
ŁASKA niczym zapach....
« dnia: 8 12 2011 o 13:59:22 pm »
Wspominałem Wam juz w innym dzisiejszym watku, że ponownie obejrzałem sobie stary film Jakuba Kolskiego "Jasminum" – jest w nim coś urzekającego, choć z drugiej strony trochę może drażnić powierzchownością podejścia do spraw wiary (moja Mama wstała zniesmaczona po kwadransie oglądania). Chwilami odnosi się wrażenie, że świat wiary pokazany jest tu oczyma zewnętrznego obserwatora, który ma pewien problem z wniknięciem we wnętrze życia zakonnego, widząc je na obraz świata „dziwaków lewitujących nad rzeczywistością”.

Kiedy jednak wejdzie się w poetyckość obrazu (a nawet wręcz przyjmie się ten sposób widzenia jako próbę spojrzenia na świat wiary oczami człowieka niewierzącego!) stajemy przed szansą odczytania czegoś, co nie byłoby dostępne przy zbyt tradycyjnym podejściu do kina nakierowanego na przestrzeń wiary, nadziei i miłości. A choć autor nie potrafi tu wejść w samo serce tej przestrzeni, pokornie staje u jej przedsionka, odsłaniając to, co już stamtąd wydaje się cudowne. Pomaga w tym poetycka metaforyka, której osią staje się ZAPACH.

Z jednej strony są mnisi, którzy stają się mimowolnym źródłem trzech różnych zapachów - z drugiej strony jest racjonalnie podchodząca do tych spraw, a jednak poszukująca wciąż usilnie "zapachu doskonałego" konserwatorka sztuki. A zapach ma tak silne działanie, że nawet prostytutka czuje się z nim osobą świętą. Ponadto zapytany brat Zdrówko, czy ten zapach to wszystko, odpowiada enigmatycznie: "nie, to połowa wszystkiego". I tutaj stajemy przed zagadką - czy to tylko kolejna dziwaczna odpowiedź? Nagle mnie oświeciło! Przecież zapach jest tu jak ŁASKA Boża, która według teologów jest połową drogi do świętości - jest darem, na który człowiek dopiero musi odpowiedzieć.

Przypomniało mi się rozważanie ks. Tischnera na temat Łaski - ubolewał on nad tym, że w języku polskim zyskała ona takie przykre skojarzenia (bo przecież w rozumowaniu potocznym wszystko co z łaski, tchnie jakąś pogardą). Tymczasem w łacinie słowo "łaska" to coś urzekającego - "GRATIA", co tłumaczyć by należało jako WDZIĘK- a ten nigdy nie zniewala zewnętrznie, działa od wnętrza zmysłów, serca i duszy, przenikając całe jestestwo - jak zapach wnikający w każdy zakamarek. Ale tego "wdzięku" nie da się spreparować, dlatego artystka na próżno się trudzi próbując mieszać różne składniki w zapachowych fiolkach. Dopiero gdy natrafia na historię tragicznej miłości, staje przed tym, co nazywa "sercem zapachu"... I tutaj spotyka się świat powonienia z przestrzenią metafizycznego odczuwania.
« Ostatnia zmiana: 8 12 2011 o 14:01:30 pm wysłana przez AdamS »