Autor Wątek: "Ludzie Boga"  (Przeczytany 426 razy)

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
"Ludzie Boga"
« dnia: 10 05 2011 o 13:47:26 pm »
W niedzielę obejrzałem w kinie film „Ludzie Boga”, który niewątpliwie należy do szczególnego rodzaju kinematografii. Wspólnota cystersów, żyjąca pośród narastającego fundamentalizmu islamskiego w Algerii, przedstawiona została niejako „od środka”, tj. od strony relacji kształtujących się w tej wspólnocie, jak też od wnętrza duszy każdego ze współbraci. Ponadto w analizie tej nie ma jakiejś szczególnej dramaturgii – natomiast jest rosnące napięcie (jako mimowolna reakcja zakonników) i refleksja wpisująca się akt zawierzenia (jako odpowiedź własnej woli).

Wszystko inne stało się wyłącznie tłem, dlatego film jest bardziej obrazem, niż fabułą - mało się tu dzieje, mało pada słów, większość treści wyrażona jest mimiką twarzy i uczestnictwem w zwykłych, codziennych czynnościach, zatopionych w głębokiej ciszy, jaka zalega pośród rosnącego napięcia w murach klasztoru i na ulicach Algerii. Jednak to właśnie te drobne epizody z życia stanowiły dla mnie szczególną wartość całego filmu, który dzięki nim z jednej strony miał raczej formę psychologicznego paradokumentu, z drugiej strony – stał się surową kanwą do osobistych rozważań…

Wcześniej poczytałem sobie w internecie opinie, pisane zwykle na świeżo po obejrzeniu filmu - okazało się, że przeważał odbiór negatywny: nuda, dłużyzny, brak wątku, a nawet "epatowanie okrucieństwem" itd. W zasadzie można to zrozumieć, bo współczesny widz przyzwyczaił się do szybkiej akcji, a jeśli pojawia się przemoc, to ma ona tak dramatyczną oprawę, że następuje w niej jakaś swoista estetyzacja zła (fascynujące eksplozje, batalizacja scen itd.) - tutaj natomiast wszystko rozgrywa się bardzo prozaicznie - przyjeżdżają znikąd ludzie i podrzynają gardła (scena na targu).

Faktycznie film zawiera wiele przeciągłych, bardzo statycznych scen, które - jeśli tylko widz nie próbuje wniknąć w ich wnętrze - stają się zwykłymi dłużyznami... W moim odczuciu jest to niezwykle kontemplacyjny obraz i przez to adresowałbym go raczej do wąskiej, niszowej grupy odbiorców (w naszym kinie było kilkanaście osób, choć film wyświetlany jest tylko przez dwa dni).

Jakie zagadnienia wysuwają się na czoło podczas oglądania? Moje myśli pomknęły w stronę sensu każdej ofiary i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Opat miał bardzo trudne zadanie - z jednej strony stanął przed wewnętrznym wezwaniem do wierności wobec podjętej misji i odpowiedzialności za okolicznych mieszkańców (którzy zdążyli się już emocjonalnie i duchowo związać z obecnością zakonników), z drugiej strony czuł odpowiedzialność za bezpieczeństwo samych współbraci. W pierwszym porywie podejmuje decyzję za nich wszystkich, jednak po czasie dochodzi do wniosku, że każdy musi indywidualnie dojrzewać do podjęcia własnego, suwerennego wyboru – czy zostać, czy wyjechać. Ten proces dojrzewania to jeden z trzonów całego filmu...

Ale jest jeszcze problem ofiary - czy wolno składać ofiarę ze swego życia, jeśli jest możliwość ratowania się i budowania życia monastycznego w innym miejscu (w końcu potrzebujących wszędzie można spotkać). W pierwszym odruchu tak właśnie chciałoby się myśleć - nakazuje to zwykły pragmatyzm i logika konsekwencji, jakie są następstwem działania „pod prąd”. Z czasem jednak budzi się refleksja, że prawdziwa Ofiara nie ma w sobie wiele wspólnego ani z pragmatyzmem, ani z logiką. Jest natomiast wynikiem wierności... 

Dziwne, ale oglądając ten film,  myślami poszybowałem dość daleko – do relacji w trudnych małżeństwach, gdzie również istnieje pokusa oderwania się od problemu poprzez zbudowanie nowego związku, opartego na bardziej "konstruktywnych" relacjach, co często w takich sytuacjach podpowiadałby sam pragmatyzm. Dzisiaj spotyka się coraz więcej takich „rozwiązań”. Tymczasem Ofiara kieruje się zupełnie inna logiką. Sytuacje zdawałoby się bardzo odległe, a jednak połączyły się jakoś u mnie w jedną refleksję...

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: "Ludzie Boga"
« Odpowiedź #1 dnia: 10 05 2011 o 17:34:20 pm »
Adamie,mimo ,że mam doświadczenie bycia baranem/ofiarą/ dla innych,jednak wolę wziąć za rogi innego barana, którego kupiłem czy wychowałem i przyprowadzić do świątyni na ofiarę, niż dać się chwycić za swoje rogi. Mówię wtedy: „Panie Boże, to jest baran dla Ciebie, najlepszy z mojego stada – tylko nie chwytaj mnie za moje rogi. Zostaw mnie w spokoju”. Czy nie mamy w sobie takiej mentalności, że jesteśmy gotowi zrobić coś dla Pana Boga, byleby On pozwolił nam żyć tak, jak my chcemy, i spełniał to, co my chcemy? To jest pogański czy starotestamentalny sposób podchodzenia do ofiary. Panu Bogu nie o to chodzi. Jemu chodzi o to, żeby mnie chwycić – mówiąc metaforycznie – za moje rogi, czyli za to, co jest tylko moje, niepoddane Jego woli i Jego panowaniu we mnie.Chodzi o to, aby we mnie dokonała się ofiara, tzn. stracenie tego, co ja bym chciał dla siebie, a żeby w moim życiu stało się to, czego chce Bóg. Abym chciał, mógł i miał moc wejść w jedność i komunię z Bogiem i z drugim człowiekiem. Wolą Boga jest, byśmy będąc ludźmi rozproszonymi, szukającymi swego, stali się ludźmi, którzy potrafią ze sobą żyć w komunii, w jedności. Kiedy to jest możliwe? Czy wtedy, kiedy chcemy być dobrymi albo kiedy innym mówimy, że powinni być dobrzy? Prawdziwie wchodzimy w wymiar komunii dopiero wtedy, kiedy potrafimy na podobieństwo Jezusa Chrystusa czynić to Jego mocą. A to oznacza nie tylko być dobrymi, ale również brać na siebie zło, które „produkuje” drugi człowiek, i przebaczać. I to jest sens ofiary chrześcijańskiej.                         Pozdrawiam            janusz f. :)

Offline nie płacz ewka

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 108
  • Pan jest mocą swojego ludu, pieśnią moją jest Pan
Odp: "Ludzie Boga"
« Odpowiedź #2 dnia: 10 05 2011 o 22:15:46 pm »
Januszu , niech Bóg będzie z Tobą ,(napisało mi się Tobą capslockiem, poprawiłam,? ) Czy zauważyłeś,że w dalszym ciągu jestem dla niektórych Zagubiona? A przecież znają moje imię

Offline baran katolicki

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 930
Odp: "Ludzie Boga"
« Odpowiedź #3 dnia: 12 05 2011 o 01:03:02 am »

Ewo,dla mnie jesteś Ewą,która ma odwagę szukać siebie w swoim zagubieniu.                    Pozdrawiam Cię i proszę byś podpisywała posty swoim imieniem. :)   

Offline Ester

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 38
Odp: "Ludzie Boga"
« Odpowiedź #4 dnia: 29 11 2011 o 18:22:43 pm »
W pierwszym odruchu tak właśnie chciałoby się myśleć - nakazuje to zwykły pragmatyzm i logika konsekwencji, jakie są następstwem działania „pod prąd”. Z czasem jednak budzi się refleksja, że prawdziwa Ofiara nie ma w sobie wiele wspólnego ani z pragmatyzmem, ani z logiką. Jest natomiast wynikiem wierności... 

Dziwne, ale oglądając ten film,  myślami poszybowałem dość daleko – do relacji w trudnych małżeństwach, gdzie również istnieje pokusa oderwania się od problemu poprzez zbudowanie nowego związku, opartego na bardziej "konstruktywnych" relacjach, co często w takich sytuacjach podpowiadałby sam pragmatyzm. Dzisiaj spotyka się coraz więcej takich „rozwiązań”. Tymczasem Ofiara kieruje się zupełnie inna logiką. Sytuacje zdawałoby się bardzo odległe, a jednak połączyły się jakoś u mnie w jedną refleksję...

     Dochodzimy  "do wniosku, że każdy musi indywidualnie dojrzewać do podjęcia własnego, suwerennego wyboru – czy zostać, czy wyjechać. Ten proces dojrzewania to jeden z trzonów całego filmu... "

     Bardzo  słuszne  odkrycia  na czas  tzw. psychologizowania:)   
  Co więcej  ludzie odbierający i świadczący  o życiu  przez pryzmat  wiary  w  Boga,  niestety nie mają  łatwej sytuacji. 
Obronić  istotę tego, co  jawi się jako  najgłębsza wartość,  w rezultacie której,  życie jest promieniowaniem  na  następne pokolenia.
     
Ofiara, ofiarowanie  siebie drugiemu w takim , a nie innym wymiarze,  pokazuje wyjątkowość  każdej historii  człowieka,  relacji  międzyludzkich.  Stąd  jestem daleka  od segregowania  osób i sytuacji  w jakiej się znaleźli.  Każdy ma swoją tajemnicę,  którą odkrywa  przez czas  swojego życia.

Offline AdamS

  • Zawodowiec
  • ******
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: "Ludzie Boga"
« Odpowiedź #5 dnia: 1 12 2011 o 10:10:22 am »
Ofiara, ofiarowanie  siebie drugiemu w takim , a nie innym wymiarze,  pokazuje wyjątkowość  każdej historii  człowieka,  relacji  międzyludzkich.  Stąd  jestem daleka  od segregowania  osób i sytuacji  w jakiej się znaleźli.  Każdy ma swoją tajemnicę,  którą odkrywa  przez czas  swojego życia.

Pewnie masz rację, Danusiu - nigdy nie powinniśmy ludzi "segregować", bo nie ma sytuacji "szablonowych". Każda jest jedyna w swoim rodzaju i jeśli czasem próbujemy - jak to określiłaś "psychologizować", to tylko po to, żeby w jakiś sposób móc się do siebie "dostroić". Pokazując człowieka w różnych sytuacjach, stwarzamy niejako model zachowań, do któego próbujemy się jakoś "dopasować".

 Kiedy w społeczności otwarcie rozmawia się o swych odczuciach, kiedy pozwalam innym poznać siebie takiego jakim jestem - wtedy, siłą rzeczy, w każdym zachodzi jakiś proces weryfikacji swego "ja". Każda społeczność ma w sobie coś z organizmu, tym bardziej społeczność chrześcijańska. Każdy spotkany człowiek, równiez tutaj, w przestrzeni wirtualnej, pozostawia we mnie ślad, który w jakiś sposób wpływa na moją przemianę...