6 sierpnia Kościół katolicki (a być może również inne kościoły?) obchodzi święto Przemienienia Pańskiego – o tym wydarzeniu mówią ewangelie: "twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło" (Mt 17,2; Mk 9,1), ale w wymowie tego święta znajduję coś szczególnego, co przekracza samą faktologię biblijną. Gdy wczoraj w kościele spojrzałem na witraż przedstawiający anioła, zwróciłem uwagę, że z chwilą oświetlenia go przez słońce całość nabiera, jak to w witrażach bywa, wspaniałej kolorystyki, jednak szczególnie jaśniejącą staje się sama twarz anioła. Widać artysta doskonale wyczuwał, że oblicze jest tym najbardziej widocznym „oknem duszy”, a zarazem bramą do świata ducha.
W wydarzeniu opisanym przez Ewangelistów widać, jak dalecy byli jeszcze na ów czas apostołowie od właściwego rozumienia tego, czego byli świadkami. Piotr chciał rozstawiać namioty, koncentrując się na materialnej obecności przybyłych „Gosci”. A byli nimi prorocy, którzy za życia sami doświadczyli Bożego oblicza – Mojżesz, który rozmawiał z Bogiem ”twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem” (Wj 33,11) oraz Eliasz, który rozpoznał Go na górze Horeb w szmerze łagodnego powiewu (1 Krl 19,11nn). Może dlatego właśnie oni byli obecni w tym doniosłym zdarzeniu – aby wskazać na uobecnienie się Boga w samym człowieku – Jezusie Chrystusie.
Wracam teraz do mojego wczorajszego doświadczenia jaśniejącego oblicza z kościelnego witraża, podobnie jak Eliasz i Mojżesz widząc w nim żywego Boga. Nie chodzi mi teraz o sam obraz (choćby on był największym dziełem sztuki, jest tylko wizualizacją czegoś, co nie może być do końca wyrażalne) - chodzi o duchowe doświadczenie Bożej obecności w każdej osobie, która się na Niego otwiera. A przede wszystkim mam na uwadze doświadczenie całkowitej TOŻSAMOŚCI Boga z osobą Jezusa, który od chwili przemienienia stał się Jego żywą „Ikoną”.