Zwykle bywa tak, że na płaszczyźnie międzywyznaniowej ludzie wzajemnie krytykują swoje kościoły (najczęściej ich nawet nie znając). Tymczasem dopiero od wewnątrz można rzetelnie wydobyć dobro i zło. Nie chodzi o potępianie czy gloryfikowanie naszego otoczenia - chodzi raczej o to, aby uzmysłowić sobie, że Kościół ponadwyznaniowy, jaki wszyscy tworzymy w Chrystusie, tworzą kościoły niedoskonałe, a zarazem wzajemnie się uzupełniające. Co można by zmienić w naszych wspólnotach lokalnych i wyznaniowych, abyśmy lepiej się uzupełniali, korzystając wzajemnie ze swych dobrodziejstw? Prosiłbym o szczere i zwięzłe scharakteryzowanie tego, co konkretnie Ciebie uwiera i buduje w Twojej wspólnocie.
Jak to wygląda w moim kościele? Trzeba przyznać, że wokół życia katolików narosło tak wiele symboliki, iż często różne gesty, obrzędy, czy znaki obrazowe stają się niezrozumiałe - to budzi czasem atmosferę sztywności i duszności (choć kiedy tylko wejdzie się w znaczenie symbolu, wszystko staje się zaskakująco przejrzyste). Przytłacza mnie również mnogość różnych formułek i przywiązanie do zewnętrznej oprawy, a jednocześnie czuję głód słowa (które jest, ale bardzo skondensowane). Dlatego widzę dużą potrzebę reinterpretacji symoliki, a czasem jej redukcji - w imię powrotu do bezpośredniego działania Słowa.
Inny problem, który mnie uwiera - wierni najczęściej są zbiorowością anonimową, co jest cechą dużych wspólnot - dlatego czasem z jakąś tęsknotą spoglądam w stronę zborów (gdzie wszyscy znają się z imienia i się do siebie uśmiechają). Poczucie nonimowości rodzi czasem różne złe sytuacje - np. w wychowaniu młodzieży, która czuje tylko potrzebę spełnienia zewnątrznych warunków. Księża są tu bezsilni, a czasem jeszcze tylko pogłębiają ten problem (np. wymagając zaświadczeń ze spowiedzi, co budzi jednoznaczną atmosferę sformalizowania sfery duchowej!).
Powyżej skupiłem się na sprawach, które mnie uwierają, ale warto też wspomnieć o tym, co mnie buduje, żeby była równowaga.

Dobrze się czuję w atmosferze pewnego wyciszenia, kontemplacji na Słowie i Eucharystii (bo Chrystus jest obecny zarówno w przekazie werbalnym, jak i w postawie otwarcia, która słów nie potrzebuje. Bardzo wiele dla mnie znaczy sakrament pojednania (spowiedzi) - wiem, że dla wspólnot niekatolickich może być on niezrozumiały, ale dla mnie jest prawdziwym pomostem ułatwiającym powrót, jeśli tylko zdarzy się upaść. Bolesnym doświadczeniem jest sytuacja, kiedy nie mogę przystąpić do komunii, bo np. jestem z kimś w stanie konfliktu. Te sprawy stanowią dla mnie wielkie bogactwo mojego kościoła.