Autor Wątek: Radości i smutki mojego kościoła  (Przeczytany 3303 razy)

Offline AdamS

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Radości i smutki mojego kościoła
« dnia: 14 01 2011 o 08:48:57 am »
Zwykle bywa tak, że na płaszczyźnie międzywyznaniowej ludzie wzajemnie krytykują swoje kościoły (najczęściej ich nawet nie znając). Tymczasem dopiero od wewnątrz można rzetelnie wydobyć dobro i zło. Nie chodzi o potępianie czy gloryfikowanie naszego otoczenia - chodzi raczej o to, aby uzmysłowić sobie, że Kościół ponadwyznaniowy, jaki wszyscy tworzymy w Chrystusie, tworzą kościoły niedoskonałe, a zarazem wzajemnie się uzupełniające. Co można by zmienić w naszych wspólnotach lokalnych i wyznaniowych, abyśmy lepiej się uzupełniali, korzystając wzajemnie ze swych dobrodziejstw? Prosiłbym o szczere i zwięzłe scharakteryzowanie tego, co konkretnie Ciebie uwiera i buduje w Twojej wspólnocie.

Jak to wygląda w moim kościele? Trzeba przyznać, że wokół życia katolików narosło tak wiele symboliki, iż często różne gesty, obrzędy, czy znaki obrazowe stają się niezrozumiałe - to budzi czasem atmosferę sztywności i duszności (choć kiedy tylko wejdzie się w znaczenie symbolu, wszystko staje się zaskakująco przejrzyste). Przytłacza mnie również mnogość różnych formułek i przywiązanie do zewnętrznej oprawy, a jednocześnie czuję głód słowa (które jest, ale bardzo skondensowane). Dlatego widzę dużą potrzebę reinterpretacji symoliki, a czasem jej redukcji - w imię powrotu do bezpośredniego działania Słowa.

Inny problem, który mnie uwiera - wierni najczęściej są zbiorowością anonimową, co jest cechą dużych wspólnot - dlatego czasem z jakąś tęsknotą spoglądam w stronę zborów (gdzie wszyscy znają się z imienia i się do siebie uśmiechają). Poczucie nonimowości rodzi czasem różne złe sytuacje - np. w wychowaniu młodzieży, która czuje tylko potrzebę spełnienia zewnątrznych warunków. Księża są tu bezsilni, a czasem jeszcze tylko pogłębiają ten problem (np. wymagając zaświadczeń ze spowiedzi, co budzi jednoznaczną atmosferę sformalizowania sfery duchowej!).

Powyżej skupiłem się na sprawach, które mnie uwierają, ale warto też wspomnieć o tym, co mnie buduje, żeby była równowaga. ;) Dobrze się czuję w atmosferze pewnego wyciszenia, kontemplacji na Słowie i Eucharystii (bo Chrystus jest obecny zarówno w przekazie werbalnym, jak i w postawie otwarcia, która słów nie potrzebuje. Bardzo wiele dla mnie znaczy sakrament pojednania (spowiedzi) - wiem, że dla wspólnot niekatolickich może być on niezrozumiały, ale dla mnie jest prawdziwym pomostem ułatwiającym powrót, jeśli tylko zdarzy się upaść. Bolesnym doświadczeniem jest sytuacja, kiedy nie mogę przystąpić do komunii, bo np. jestem z kimś w stanie konfliktu. Te sprawy stanowią dla mnie wielkie bogactwo mojego kościoła.
« Ostatnia zmiana: 14 01 2011 o 08:51:22 am wysłana przez AdamS »

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #1 dnia: 15 01 2011 o 09:31:09 am »
Absolutnie nie chodzi o krytykę naszych wspólnot. Powinniśmy ze starannością wystrzegać się tego.
Wypowiem się żeby osoby nieznające od środka małych denominacji miały lepszą  czy w ogóle jakąkolwiek orientację.
Atmosfera rodzinna jest niewątpliwie modelem biblijnym ( Dz 4;32  2;44).
Niesie to jednak bardzo duże wyzwanie...
Z powodu tego że naturalnym dążeniem każdego człowieka jest poczucie własności. Ludzie wierzący są zwyczajnymi ludźmi wyrwanymi ze świata a powołanymi do społeczności. Do tego by być ze sobą jak najwięcej. Właśnie na tym polu sprawdza się autentyczność wiary w Jezusa Chrystusa. Weryfikuje się przywiązanie do rzeczy materialnych.
Powiem że w tym zakresie w przeważającej  większości  moich współbraci  jestem zbudowany.
Wzajemny uśmiech jest tak ważną  i  oczywistą sprawą że jakby nie zwracam na to uwagi. Istotniejszą rzeczą jest praktyczne, wymierne realizowanie tego uśmiechu. W dziedzinie fizycznej, praktycznej pomocy też oceniam moją społeczność pozytywnie.

Bolesną  sprawą dla mnie jest to że zauważam dysonanse  na tle formy, zwyczajów, ekspresji  uwielbiania Boga. Wynikiem takiej opacznej postawy niektórych wyznawców charyzmatycznych  jest niewłaściwe pojmowanie przejawów duchowości. Dlatego ja osobiście tak jakby nie pasuję do  ludzi akcentujących widowiskowość.  Chociaż okazywanie radości było cechą pierwszych chrześcijan (Dz 13;52   2;46 ).
Ostatnio w zborach zielonoświątkowych pojawiają się różnice doktrynalne polegające na przyzwalaniu ( w niektórych zborach) usługiwania z kazalnicy kobietom.
Uważam że światłem do rozumienia  tych i podobnych trendów są listy do siedmiu kościołów-zborów opisanych w Apokalipsie. Napomnienia i pochwały adresowane są do aniołów tych społeczności. Jednak w całej Biblii anioł ma  zawsze za zadanie informowanie i przewodzenie. Z tego też powodu anioła w 2 i 3 rozdziale Apokalipsy, odczytuję jako przywódcę lokalnej społeczności.
W charakterystyce listu do Efezu, Smyrny, Pergamonu, Tiatyry, Sardes, Filadelfii, i Laodycei, można znaleźć społeczności bez błędów, lecz w większości Pan Jezus Chrystus miał poważne zastrzeżenia.
Listy te mówią mi że i dzisiaj nie ma idealnych społeczności. Mamy tylko przejmować się uwagami tam zamieszczonymi, i korygować niedociągnięcia.
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #2 dnia: 16 01 2011 o 00:30:46 am »
Bolesną  sprawą dla mnie jest to że zauważam dysonanse  na tle formy, zwyczajów, ekspresji  uwielbiania Boga. Wynikiem takiej opacznej postawy niektórych wyznawców charyzmatycznych  jest niewłaściwe pojmowanie przejawów duchowości. Dlatego ja osobiście tak jakby nie pasuję do  ludzi akcentujących widowiskowość.  Chociaż okazywanie radości było cechą pierwszych chrześcijan

Też to widzę u niektórych, zostawiam to Bogu. Dlatego, że sam przez pewien czas zachowywałem się zbyt widowiskowo. Pycha. Duch mi dawał odczuć, że nie tędy droga. Zacząłem umartwiać moją niewłaściwą postawę, teraz do zboru przychodzę tylko dla Boga. Okazywanie radości jest obecnie we mnie naturalne, bez "odstawiania szopek".

Offline kasia

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 23
  • Naucz mnie czerpać z Ciebie samego
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #3 dnia: 18 01 2011 o 07:19:12 am »
Ostatnio w zborach zielonoświątkowych pojawiają się różnice doktrynalne polegające na przyzwalaniu ( w niektórych zborach) usługiwania z kazalnicy kobietom.


Może coś z moiego podwórka... otóż w moim kościele katolickim , jest grupa ludzi w tym kobiety, które czytają czytania w czasie Mszy świetej.
Są to  wierni ludzie, którzy chcą sie zaangazować  w zycie kościoła, nie boją sie , nie mówią ze ja sie do tego nie nadaje , ale podejmują wyzwania jakie im stawia Jezus Chrystus.Ja do tej grupy też należe, i musze wam napisać ze to jest niesamowite wrażenie i przeżycie, jak można stanąc na mównicy i przeczytać fragnent Słowa Bozego, skierowanego do wiernych.
Chwała za to Panu!

Offline AdamS

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #4 dnia: 18 01 2011 o 09:07:41 am »
Może coś z moiego podwórka... otóż w moim kościele katolickim , jest grupa ludzi w tym kobiety, które czytają czytania w czasie Mszy świetej.

Mnie się ten zwyczaj podoba - ożywia to całą liturgię i angażuje do aktywnego jej przeżywania. Zaś co do kobiet, to w parafii obok od paru już lat funkcjonują ...ministrantki (bo chyba powołania ministranckie wśród chłopców wygasły) ;)

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 151
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #5 dnia: 18 01 2011 o 16:38:16 pm »
Chciałabym dodać kilka słów od siebie w tym temacie ...
To tak, dla mnie nie ma problemu, by wyjść do ambony i przeczytać czytanie (ostatnimi czasy jestem czytającą na ślubach w rodzinie i wśród znajomych he he :-) Pan Bóg daje taką łaskę, kiedy mam czytać Jego Słowo, by się nie lękać! U mnie w kościele również różne osoby czytają czytania i tak, jak powiedział Adam to ożywia to spotkanie jakim jest Eucharystia i pobudza do większego udziału, zaangażowania wiernych.

Widziałam też dziewczynki służące do Mszy zamiast chłopców - ministrantów (zapewne z braku chętnych chłopców do tej posługi), ale bardziej na obszarach wiejskich, jeszcze w mieście jacyś chłopcy się znajdują do służby liturgicznej ołtarza. Nie są w niczym gorsze, pięknie służą i z gorliwością!

Ostatnio nawet z księdzem będącym u mnie po kolędzie nawiązała się rozmowa o przeżywaniu Eucharystii. Ja należę do mniejszej wspólnoty Kościoła (o czym wspominałam już przy okazji innych wypowiedzi), gdzie wszyscy się znamy i wiemy coś więcej na swój temat, możemy sobie bezpośrednio pomagać itd. itp. ale też dobrym dla mnie doświadczeniem ostatnimi czasy jest to, że każda Eucharystia jest spotkaniem z Bogiem, który przychodzi i karmi mnie swoim Słowem i Ciałem. To jest istotą! Eucharystia, jako źródło i szczyt życia chrześcijanina! Coś wspaniałego! I co ciekawe, że będąc często w tygodniu na Mszy Świętej, rozpoznaję twarze tych, którzy tam też przychodzą codziennie, "znam ich" mogę tak powiedzieć, uśmiechamy się do siebie, jakiś życzliwy gest czy słowo pojawia się (fajne to). Gromadzi nas tam razem sam Pan Jezus!!! To w Jego Imię się tam spotykamy!

Cieszę się, że mogę tworzyć to mistyczne Ciało Pana Jezusa, jakim jest Kościół, którego On jest Głową!!!
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline paula127

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 204
  • ,,Wiedza wbija w pychę, a miłość buduje"
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #6 dnia: 18 01 2011 o 16:46:27 pm »
No właśnie czytanie... :P
U dominikanów pierwsze i drugie czytanie czytają ludzie zaangażowani w kościół (głównie ludzie należący do duszpasterstwa), nawet mnie się zdarzyło przeczytać kiedyś na takiej nie oficjalnej mszy. W sumie chciałam przejąć tą rolę na normalnych mszach niedzielnych (bo moja kumpela co zawsze czytała wyjechała z gdańska) w kościele, ale jakoś odwagi nie mam bo boje się że się pomylę, lub zacznę jąkać itp.

A co do zielonoświątkowców u mnie w Gda, kobiety nie mówią kazań, tylko jak już to świadectwa np. z trafną myślą itp.

Magdo w mojej starej parafii w mieście, też usługiwały dziewczynki, myślę że to zależy od kościoła a nie miejscowości :D.

Pozdro :)
Mt 11:28-30
28. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którz

Offline rebus

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 816
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #7 dnia: 18 01 2011 o 18:00:24 pm »
Ja nie widzę problemu, żeby usługiwały i kobiety i panowie. Jezus chce mieszkać w sercu każdej istoty. A dysputy kościelne na ten temat, czy kobiety mogą, czy powinny usługiwać - jest dla mnie dziwne to. Jestem tylko prostym chłopcem, więc zostawiam to mądrym głowom.

Dodam jeszcze, że często rozmawiam z kobietami o Bogu i bardzo, a bardzo chwalę sobie ich towarzystwo. 

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #8 dnia: 19 01 2011 o 11:41:46 am »
Troszkę chyba odbiegamy od tematu...
Jestem w KRK we wspólnocie Neokatechumenalnej.W dzieciństwie miałem styczność z Przymierzem Rodzin oraz ruchem Światło i Życie.Po okresie młodzieńczego buntu trafiłem do studenckiej wspólnoty wyrosłej na kanwie Odnowy: Woda Życia.Chodzę też jak mi zdrowie i czas pozwala na pielgrzymki do Maryi z Jasnej Góry z grupą czarno-białą prowadzoną.przez ojców dominikanów.Słucham też od czasu do czasu radia Maryja.
Pokrótce scharakteryzuje radości czyli plusy, smutki czyli minusy poszczególnych wspólnot z którymi miałem styczność kiedyś  i mam obecnie.
Przymierze Rodzin idealna formacja dla dzieci,uczy nawiązywania kontaktu z rówieśnikami, rozwija umiejętność pracy w grupie.Pomaga w pracy nad charakterem.Ja niestety byłem tam czarną owcą.Buntowałem się na zasady tam panujące, robiąc ferment. Patrząc na efekty/owoce wśród uczestników tamtych spotkań generalnie ludzie Ci mają troszkę łatwiej w dorosłym życiu.
ruch Światło i Życie Moi rodzice są w tym ruchu odkąd pamiętam.Ja się w tym ruchu nie odnalazłem
Bo miałem jakby dużego powera w trakcie rekolekcji które odbywały się w wakacje ale później przychodziła szkoła i zwykłe życie młodzieńcze i nic się nie zmieniało...Doprowadziło to do buntu na kościół katolicki.  odejście od praktykowania w KRK.Dla mnie jest to formacja zbyt krótka bo całą można zrobić w 4 lata.Po tym można zostać animatorem co pozwala przetrwać kryzysy wiary.Zwiększa szanse zostania w KRK.
Odnowa w Duchu Świętym Dla mnie za bardzo bazująca na emocjach.Co tygodniowe spotkania dają niewyobrażalnego kopniaka i tutaj też aby wzrastać trzeba zostać animatorem.Jest tu małe zagrożenie że będąc w grupce dzielenia się słowem można się wczuwać za bardzo w role lepszego w wierze i być kimś innym na spotkaniach a kimś innym w normalnym życiu dnia codziennego.
Dominikanie mają charyzmat dialogu i jest ich pełno w telewizji i różnych organizacjach poza rządowych.
Zdarzają się też u nich takie perełki jak nieżyjący już tomista Mieczysław Krąpiec który miał niesamowity wgląd w rzeczywistość.Słucham jego wykładów jak mam swoje jazdy aby konfrontować moje chore patrzenie na rzeczywistość.Dla mnie generalnie troszkę "zmiękczają" nauczanie Kościoła.Mają niesamowicie bogatą oprawę liturgii poprzez śpiew chóru oraz bardzo ciekawe kazania.
"wspólnota słuchaczy radia Maryja"Stanowi przeciwwagę dla innych mediów zrządzanych przez układ.Ma bardzo ciekawe katechezy ok 9 rano.Modlitwy i rozmowy niedokończone .Dąży do Prawdy przez duże p.Uczy prezentowania swoich poglądów z poszanowaniem innych.Wielu ludziom pomaga powrócić do Boga. Wiem bo zdarzają się tam niezwykłe świadectwa. Dzięki formacji jaką daje może nasze dzieci będą żyły w normalnym kraju, gdzie polityka będzie postrzegana prze pryzmat dobra wspólnego a nie  działaniem w stylu cel uświęca środki ( machiawelizm ) i opartym na PR.
Neokatechumenat wspólnota powstała jako owoc Soboru Watykańskiego II.Formacja przewidziana na 25 lat, w zasadzie nigdy się nie kończy. Bardzo intensywna czasami zdarzają się trzy spotkania w tygodniu.Oparta na słuchaniu Słowa Bożego i jeszcze raz słuchaniu.świadectwa ludzi po kilku latach na drodze są naprawdę budujące i czuć że ich wiara powstała z doświadczenia działania Boga w wydarzeniach w ich życiu.
Nie wiem czy o to chodziło ale poczułem się przynaglony do podzieleniem się moim doświadczeniem mojego kościoła.
Pozdrawiam

Offline AdamS

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #9 dnia: 19 01 2011 o 11:57:54 am »
Nie wiem czy o to chodziło ale poczułem się przynaglony do podzieleniem się moim doświadczeniem mojego kościoła.

I dobrze zrobiłeś, Michale, bo każda taka wypowiedź daje nam możliwość spojrzenia na nasz rozwój z zupełnie innej perspektywy. Przyznam, że nawet nie wiedziałem o niektórych formacjach, które tu wymieniłeś. Osobiście mam pewne uprzedzenie do wszelkiego sformalizowania, które zamyka rozwój duchowy w jakichś sztywnych stopniach, przedziałach czasowych czy innych kryteriach o czysto zewnętrznym charakterze. Ale jeśli są ludzie, którzy się w tym odnajdują, wzrastając przy tym duchowo i zbliżając się do Boga, to należy się tylko cieszyć.

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 151
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #10 dnia: 19 01 2011 o 16:30:31 pm »
Paula, nie chodziło mi o faworyzowanie czy negowanie jakiegoś środowiska czy to wiejskiego czy miejskiego  ;) odnośnie posługi liturgicznej przez dziewczęta czy chłopców, chciałam tylko podzielić się moim doświadczeniem, spostrzeżeniami.

Chciałam tylko jeszcze nadmienić, że dla każdego jest miejsce w Kościele. Moja mama przez kilka lat była we wspólnocie Neokatechumenalnej (ze wzg na stan zdrowia nie może uczęszczać na te spotkania). W NEO są dwa spotkania w tygodniu (Liturgia Słowa i Liturgia Eucharystii) oraz spotkanie przygotowujące, jak też co jakiś czas, najczęściej wyjazdowe konwiwencje.

Ja zaś najpierw, jako dziecko wzrastałam w Ruchu Światło - Życie, potocznie OAZA, co dało mi dość solidny kręgosłup w wierze. Zaczęło się od wyjazdów wakacyjnych, a potem była formacja ciągła na miejscu w parafii. Bardzo dobrze wspominam ten czas i jestem Panu Bogu za niego wdzięczna. 

No a potem trafiłam i jak do tej pory jestem w Szkole Nowej Ewangelizacji Św. Filipa we wspólnocie modlitewno-ewangelizacyjnej, która żyje zasadą Ke Ka Ko, czyli Kerygmatem (o czym wspomniał w innym miejscu Janusz, i co zostało umieszczone w Regulaminie, z czego się cieszę), Karisma (czyli charyzmat) i Koinonia (czyli wspólnota). Te trzy składowe są częścią programu Redemptoris Missio (od encykliki o tej nazwie) - Misją Odkupiciela. 
Ważne jest by te trzy elementy występowały razem ze sobą zespolone, jeżeli będą braki to (za SNE Św. Pawła w Kielcach):
KE bez KO = Demagogia
KE bez KA = Propaganda
KA bez KE = Magia
KA bez KO = Czary
KO bez KE = Sekta
KO bez KA = Bezpłodność

Miałam też i mam możliwość mieć znajomych we wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym jak i w Neokatechumenacie, i razem mogliśmy też działać w parafii (są pewne różnice między nami, ale też i dużo wspólnego mamy). Naprawdę każdy może znaleźć coś dla siebie. To, że ta wspólnota jest dobra dla mnie nie oznacza, że będzie dobra dla Ciebie! Trzeba szukać, a Pan pokaże miejsce.  :D
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline AdamS

  • Moderator
  • Zawodowiec
  • *****
  • Wiadomości: 585
  • Bieszczady
    • Bieszczady
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #11 dnia: 19 01 2011 o 21:15:38 pm »
No a potem trafiłam i jak do tej pory jestem w Szkole Nowej Ewangelizacji Św. Filipa we wspólnocie modlitewno-ewangelizacyjnej, która żyje zasadą Ke Ka Ko, czyli Kerygmatem (o czym wspomniał w innym miejscu Janusz, i co zostało umieszczone w Regulaminie, z czego się cieszę), Karisma (czyli charyzmat) i Koinonia (czyli wspólnota). Te trzy składowe są częścią programu Redemptoris Missio (od encykliki o tej nazwie) - Misją Odkupiciela. 
Ważne jest by te trzy elementy występowały razem ze sobą zespolone, jeżeli będą braki to (za SNE Św. Pawła w Kielcach):
KE bez KO = Demagogia
KE bez KA = Propaganda
KA bez KE = Magia
KA bez KO = Czary
KO bez KE = Sekta
KO bez KA = Bezpłodność

To brzmi bardzo intrygująco, tylko skróty są dla mnie mało czytelne (prosiłbym o wyjaśnienie) - może coś wcześniej przeoczyłem, to przepraszam. Co z osobna znaczą KE - KA - KO? :)

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #12 dnia: 20 01 2011 o 00:45:04 am »
 :o :o
Wybaczcie, ale czytając Wasze ostanie posty (z 19.01) dostałam lekkiego zawrotu głowy

ruch Światło i Życie [...]Dla mnie jest to formacja zbyt krótka bo całą można zrobić w 4 lata.Po tym można zostać animatorem co pozwala przetrwać kryzysy wiary.Zwiększa szanse zostania w KRK.
Odnowa w Duchu Świętym Dla mnie za bardzo bazująca na emocjach.Co tygodniowe spotkania dają niewyobrażalnego kopniaka i tutaj też aby wzrastać trzeba zostać animatorem.
Dominikanie mają charyzmat dialogu i jest ich pełno w telewizji i różnych organizacjach poza rządowych.
Zdarzają się też u nich takie perełki jak nieżyjący już tomista Mieczysław Krąpiec który miał niesamowity wgląd w rzeczywistość.Słucham jego wykładów jak mam swoje jazdy aby konfrontować moje chore patrzenie na rzeczywistość.Dla mnie generalnie troszkę "zmiękczają" nauczanie Kościoła.Mają niesamowicie bogatą oprawę liturgii poprzez śpiew chóru oraz bardzo ciekawe kazania.
"wspólnota słuchaczy radia Maryja"Stanowi przeciwwagę dla innych mediów zrządzanych przez układ.Ma bardzo ciekawe katechezy ok 9 rano.Modlitwy i rozmowy niedokończone .Dąży do Prawdy przez duże p.Uczy prezentowania swoich poglądów z poszanowaniem innych.Wielu ludziom pomaga powrócić do Boga. Wiem bo zdarzają się tam niezwykłe świadectwa. Dzięki formacji jaką daje może nasze dzieci będą żyły w normalnym kraju, gdzie polityka będzie postrzegana prze pryzmat dobra wspólnego a nie  działaniem w stylu cel uświęca środki ( machiawelizm ) i opartym na PR.
Neokatechumenat wspólnota powstała jako owoc Soboru Watykańskiego II.Formacja przewidziana na 25 lat, w zasadzie nigdy się nie kończy.

No a potem trafiłam i jak do tej pory jestem w Szkole Nowej Ewangelizacji Św. Filipa we wspólnocie modlitewno-ewangelizacyjnej, która żyje zasadą Ke Ka Ko, czyli Kerygmatem (o czym wspomniał w innym miejscu Janusz, i co zostało umieszczone w Regulaminie, z czego się cieszę), Karisma (czyli charyzmat) i Koinonia (czyli wspólnota). Te trzy składowe są częścią programu Redemptoris Missio (od encykliki o tej nazwie) - Misją Odkupiciela. 
Ważne jest by te trzy elementy występowały razem ze sobą zespolone, jeżeli będą braki to (za SNE Św. Pawła w Kielcach):
KE bez KO = Demagogia
KE bez KA = Propaganda
KA bez KE = Magia
KA bez KO = Czary
KO bez KE = Sekta
KO bez KA = Bezpłodność


Te wszystkie programy, formacje są oparte zwyczajnie na RELIGIJNOŚCI, a w dodatku są tak zawiłe, że prosty człowiek chyba musi je wykuć na blachę (a i tak nie zrozumie o co w tym wszystkim chodzi), albo ślepo zaufać animatorom, ale ponieważ tylko zostając animatorem można wzrastać - więc prosty lud nie ma szans... ;)

A tak poważnie -  Wybaczcie, ale ja z tego nic nie rozumiem   ???

Jakże cudownie proste i zrozumiałe słowa wypowiadał Jezus:
15. ...Idąc na cały świat głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu.
16. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy będzie potępiony. Marek 16 BW

Jezus jest JEDYNYM Pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem, jest JEDYNĄ Drogą do Ojca

Naprawdę to nie jest trudne, żeby w to uwierzyć i zawrócić z tych wszystkich powikłanych ścieżek.

Prorok Izajasz (w 35 rozdz.) o Drodze Zbawienia (Drodze Świętej) mówi, że jest tak prosta, że "nawet głupi na niej nie zbłądzi".

Pozdrawiam :)
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

Offline MagdaLena

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 151
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #13 dnia: 20 01 2011 o 17:45:21 pm »
Witaj Hana!
To tym zawołaniem żyjemy, ostatnim rozkazem, jaki zostawił nam Pan Jezus Mt 28, 19-20 "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata."
Ta formacja, która jest u nas jest dla wszystkich, ona tak tylko wydaje się trudna i że trzeba coś wkuwać na pamięć. Jeśli żyje się Ewangelią, to o to chodzi :D to jest to! Chcę żyć jak mój Mistrz - Jezus Chrystus! - to jest u nas w Szkole zasada uczniostwa! Najpierw trzeba być uczniem, a potem apostołem! (najpierw modlitwa, a potem ewangelizacja)! ;D
Adamie, skróty te oznaczają:
KE - Kerygmat (głoszenie Pana Jezusa umarłego, zmartwychwstałego i uwielbionego)
KA - Karisma (głoszenie z mocą, za głoszonym Słowem Bożym idą znaki, które to Słowo potwierdzają)
KO - Koinonia (głoszenie Kerygmatu we wspólnocie Kościoła, Pan Jezus posyłał przynajmniej po dwóch Apostołów)

cieplutko Was pozdrawiam M  ;)
Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz! ks. Piotr Pawlukiewicz :-)

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Radości i smutki mojego kościoła
« Odpowiedź #14 dnia: 21 01 2011 o 19:35:37 pm »
Cytat: MagdaLena
....ostatnimi czasy jest to, że każda Eucharystia jest spotkaniem z Bogiem, który przychodzi i karmi mnie swoim Słowem i Ciałem. To jest istotą! Eucharystia, jako źródło i szczyt życia chrześcijanina! Coś wspaniałego![...] Cieszę się, że mogę tworzyć to mistyczne Ciało Pana Jezusa, jakim jest Kościół, którego On jest Głową!!!


Troszeczkę  zawiłe jest to co piszesz. ??? Ponieważ ( tak rozumiem to) spożywanie chleba symbolizującego ciało Pana Jezusa Chrystusa oraz wino jako symbol Jego cudownej krwi. Mamy to czynić, to przypominanie sobie do czasu powtórnego przyjścia.
Ten akt wspominania został tak przekształcony że z tej pamiątki zrobiono centralną sprawę. Podczas gdy w centrum (według Pisma Świętego) powinna być modlitwa-rozmowa-społeczność z Tym który przelał tą drogocenną krew.
Podczas wspominania ofiary Jezusa Chrystusa nie karmimy się Jego Słowem, chociaż jest  to wzniosła czynność. 
Bynajmniej  ja osobiście karmię się Nim przez czytanie-słuchanie Jego Słowa (Rz 10;17)  nie zaś w rytuale przypominania Jego śmierci.
Bo też nie tylko sama śmierć Syna Bożego jest ważną rzeczą. Chyba ważniejszą sprawą jest że zmartwychwstał, że krzyż i grób jest pusty. To że możemy przeżywać-doświadczać nowego życia z Nim już tutaj .

Apostoł Paweł w liście do Efezów w piątym rozdziale mówi o tajemnicy małżeńskiej, którą to porównuje  do Chrystusa i Kościoła.  Zagadnienie Głowy-Chrystusa oraz Kościoła-ciała-oblubienicy-wszystkich wiernych Jezusowi, nie jest tajemnicą. Przynajmniej dla mnie, gdyż nic takiego w Biblii nie znajduję.
Apostoł w 1 Kor 12;27 mówi wyraźnie że wierzący stanowią Ciało Chrystusowe.
Na czym więc polega ta tajemnica?
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.