Coraz mniej rozumiem znaczenie Marii w Polsce. Zaznaczę, że nie myślę o tym, samo momentami mi się w głowie pojawia. Kiedyś modliłem sie do Marii, żarliwie z miłością i z ufnością. Gdy w Słowie zobaczyłem, że mam się modlić tylko do Jezusa, nie było dla mnie problemem odsunięcie Marii i przyjęcie tylko Pana Jezusa. Im mocniej poznaję list Boga, jego przesłanie, a szczególnie ofiarę Jezusa dla mnie, tym coraz mniej zaczynam rozumieć ludzi, którzy ufają Marii. Skoro ja nie miałem problemów, (a nikt mnie do tego nie namawiał, sam zrozumiałem, że mam sie trzymać Prawdy, nie tradycji pokoleniowej), nie rozumiem, czemu ludzie nie chcą na 100 % przyjąć Słowa, które tak jak Cyprys pisze wyżej- mówi o wywyższaniu tylko Jezusa.
Wielu mówi, że tradycja, środowisko, przechodzi to z pokolenia na pokolenie, tak wychowali ich, że to więcej niż w Słowie, że bardziej skomplikowane że tego nie zrozumiem do końca. Takie argumenty słyszę.
Natomiast wielu, którzy wierzą w Marię, nie rozumieją z kolei Słowa, niektórzy nie lubią listów, bo są trudne. Dla mnie z kolei i Słowo i listy są prostym przekazem i zrozumiałym. Na dodatek niewielu próbuje nieść swój krzyż. Wierzą w horoskopy, krzyże w domach wieszają, obrazki wierząc, że chronią, a mi wmawiają, że jako dekoracja. Jak spróbowałem zdjąć i schować, to wieeeeelka awantura. To pokazuje, jakie w sercach są pragnienia prawdziwe.
I nie piszę tego, bo ktoś mnie uczył po zielonoświętkowemu. Nikt mnie nie uczył. Sam przez długi czas broniłem Marii, uśmiechałem sie ironicznie do tych, co mówili mi kiedyś, że tylko Jezus. Nie wyobrażałem sobie życia bez Marii. Śmiałem się z tamtej nauki. Z ich nauki, która notabene stała się obecną moją nauką. Dotarło do mnie dzięki Słowu, jak sprawy się mają.
Dlatego się cieszę, że nigdy nie żyłem jak społeczeństwo, a chodziłem i nadal chodzę własnymi ścieżkami nie słuchając nikogo. Nie byłem katolikiem, nie byłem zielonoświatkowcem, pomimo, że chodziłem do KRK i obecnie do zboru, trzymam się Słowa.
Katolicy zarzucają protestantom, że patrzą tylko na Biblię, natomiast nie uznają np. objawień Maryjnych -np. w Portugalii, zapomniałem nazwy miasteczka, ale wiecie o które chodzi, gdzie Maria się objawiła małym dzieciom. Katolicy patrzą także poza Pismo, w objawienia, w obrzędy, tradycje pokoleniowe. Mówią, że Kościół Katolicki spisał te ewangelie, zebrał i ustanowił je.
To prawda, lecz według mnie co innego zebrać materiał i ustanowić, a co innego głosić zgodnie ze Słowem na 100 %. Na początku rozwoju Kościół Katolicki z pewnością był najbliżej Prawdy. Podejrzewam, że póżniej z upływającymi wiekami poprzez zabiegi szatana i jego cierpliwość, stopniowo zostały wprowadzane przez papieży zmiany dodatkowe nauki, w tym także za opłatą. I one nie musiały już być zgodnymi ze Słowem.
Słowo dużo mówi o nie modleniu się do Świętych, do zmarłych. Co innego szacunek ze zwykłej miłości do człowieka czy żywego, czy nie żywego (nie ma róznicy), a co innego wierzenie w absurdy, których nie ma w Słowie. Skąd ludzie biorą rzeczy, których w Słowie nie ma? Ludzie wiele rzeczy pomieszali i po swojemu wiele tłumaczą. Nie będę wnikał w szczegóły. To temat rzeka, a jak znam życie, z tego zawsze gorące dyskucje wynikały.
W streszczeniu - im lepiej poznaję Jezusa, zwłaszcza jego poświęcenie dla mnie, tym mniej rozumiem rolę Marii w życiu duchowym. O katolikach nie myślę wcale, wyleczył mnie Pan z tego. Patrzę poprzez pryzmat nauczania, poprzez naukę Jezusa, nie człowieczą. Tego już nie łapię, co obecnie sie dzieje.
I zrozumialem, że nie muszę na siłę głosić Słowa innym. Od tego są księża i pastorzy. Tym jest prawdziwe powołanie w głoszeniu Słowa przez ludzi ustanowionych przez Boga. Ludzie będą musieli sami siebie zweryfikować, czy są na wąskiej, czy na szerokiej drodze. W Słowie Jezus głosił nauki, ale gdy lud nie zgadzał się z czymś, Jezus nie polemizował, a odchodził. Wiedział, że nie ma sensu. Bo oni zwyczajnie NIE UWIERZYLI PRAWDZIE.
Obecnie ludzie niby wierzą w Prawdę, ale nie badają, czy przypadkiem nie zmienili Prawdy pod siebie. Może wierzą w SWOJĄ prawdę? To druga, znacznie gorsza pułapka. Prawda jest prosta w swojej prostocie. Wystarczy ją przyjąć sercem taką, jaką jest. W SŁOWIE. Bez dedukcji, bez rozważania, przyjąć ją taką, jaką została nam przesłana.
Nauczyłem się i pozwoliłem, aby to Bóg do mnie przemawiał, bo Słowo jest w rzeczywistości ustami Boga przemawiającego do mnie. Zaczynam takze coraz lepiej rozumieć Cyprysa. Wiele razy zauważyłem, jak sam siebie zwodziłem (nie koniecznie musiał to robić diabeł). Może sam podświadomie chciałem parę rzeczy po swojemu stworzyć przypinając do tego Prawdę? Także już zaczynam skrupulatniej trzymać się Słowa, badać siebie, swoje myśli, czy zgodne są ze Słowem. Wąska droga to Jezus i jego nauka. Szeroka droga, to nauka ludzi.