O pierwszej Komunii u katolików często źle się pisze (bo dobre pisanie byłoby "nudne", więc media wolą wyławiać różne patologie). Chciałbym więc jako katolik w kilku słowach nakreślić na żywo sytuację z wczorajszego dnia, w którym moja córka po raz pierwszy przyjęła ten sakrament. Nie przysłoniły tego żadne prezenty (już wcześniej prosiłem, aby nie było żadnych kosztownych upominków), ani też huczne imprezy (odbyło się zwykłe spotkanie przy stole, któremu towarzyszyło czytanie Pisma Świętego i dzielenie się świadectwami). Z radością stwierdzam, że w takim traktowaniu Komunii nie jestem odosobniony - coraz więcej rodzin stawia na prostotę i duchowe wyciszenie...
Komunia jest prawdziwym dniem jedności duchowej w Panu. Myślałem nad istotą tego duchowego zjednoczenia, które przecież nie dokonuje się przez jakieś zawłaszczenie człowieka przez Boga, lecz jest dokładnie odwrotnie - to Bóg zawierza się człowiekowi. Człowiek szuka już odtąd Boga nie w lęku, lecz w swym najgłębszym pragnieniu. Z tronów niebieskich i żywiołów niszczących - obrazu, który dotąd podsuwała ludzka wyobraźnia - Bóg zstępuje w ludzką kruchość, a także w chleb - stając się przez to Kimś bardzo dostępnym i bliskim, Kimś nieustannie obecnym w naszej realnej codzienności, a zarazem Kimś, kto jest POKARMEM. Pięknie to wyraża symbol bochenka chleba, który otrzymało każde komunijne dziecko...
Bóg niejako opuścił świat WYOBRAŻEŃ (wywołujących paraliżującą grozę), opuścił też świat IDEI (prowadzących do jałowych spekulacji), stając się dla człowieka źródłem PRAGNIENIA i jedyną możliwością NASYCENIA. Jest dostępny w każdej sytuacji - gdy jestem zdrowy i gdy choruję (na ciele lub na duchu). Usuwa się w cień tylko wtedy, gdy człowiek sam uzna, że Boga nie ma - w tej szczególnej delikatności i dyskrecji czuje się miłość opartą na szacunku. Bo nie ma miłości tam, gdzie brakuje szacunku, a ten nie może być budowany wyłącznie na kolanach (wtedy nie jest autentyczny). Szacunek kształtuje się przez oczy i uszy - przez zapatrzenie i zasłuchanie, a także przez cichą i głęboką ufność, która jest nieodłącznym atrybutem zawierzenia. Tak naprawdę nie wiem nic o Komunii, ponad to, że jest w niej Chrystus - i nie potrzebuję wiedzieć nic więcej, bo w zawierzeniu otwarte są oczy i uszy nie ciała i umysłu, lecz samej duszy.