Autor Wątek: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz  (Przeczytany 1736 razy)

AdamS

  • Gość
Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« dnia: 3 05 2010 o 12:50:13 pm »
Drogi ekumenizmu przebiegają na różnych poziomach: w decyzyjności „na szczytach” (działania przywódców religijnych),  w dialogu teologicznym, czy też w konkretnym współdziałaniu chrześcijan na co dzień. Najbardziej chciałoby się oczywiście widzieć płynne przełożenie jednego szczebla na drugi, jednak nie zawsze jest to takie gładkie. Czasem wspólna droga na płaszczyźnie myśli, modlitwy i współdziałania staje się owocniejsza niż wielkie deklaracje przywódców.

Spodobało mi się bardzo zdanie wypowiedziane w którymś z tutejszych wątków przez Krzyśka, że podział chrześcijaństwa może być dobrodziejstwem, o ile skłaniać nas będzie do pokory i wzajemnego czerpania z duchowego bogactwa (Krzyśku, wybacz zupełną dowolność cytatu, ale ufam, że myśl Twoją udało mi sie choć w zarysie uchwycić?).

Niniejszym prezentuję głos jednego z katolickich myślicieli, którzy sprawiają, że dialog nabiera ogromnego przyspieszenia. Niestety nie od razu wszyscy potrafią za takim tempem nadążyć, dlatego należałoby uzbroić się w cierpliwość, aby z należytą pokorą znosić wszelkie opory w drodze do jedności. To właśnie takie osoby, jak ks. Wacław Hryniewicz stają się dziś dla mnie żywą nadzieją, że Bóg prowadzi nas wspólnie, choć różnymi drogami, ku jednemu przeznaczeniu. Esencję swej myśli zawarł w artykule "Zbawiciel jest polifoniczny”.

Ks. Hryniewicz przestrzega przed pychą „posiadania prawdy”. Zaznacza, że poznanie prawdy – czy to w oparciu o Biblię czy o tradycję – jest zawsze cząstkowe, bo pełnia prawdy jest tylko w Bogu:


Kościoły nadużywają języka religijnego, kiedy mówią o posiadaniu już teraz "pełni prawdy". Powinniśmy powrócić do większej skromności i ostrożności poznawczej, której najlepszym przykładem są słowa apostoła Pawła o cząstkowym charakterze ziemskiego poznania, pozostawiającego zawsze miejsce na nadzieję i zaufanie Bogu (por. 1 Kor 13,9.12).

Przestrzega jednocześnie przed doktrynerstwem chrześcijańskim, przedkładającym wypracowane idee i tradycje ponad żywego Boga:

Najważniejszy jest wspólny zwrot w stronę Chrystusa i Jego Ewangelii. Nie chodzi o szukanie zwycięstwa jednej tradycji kościelnej nad drugą. Chodzi o zwycięstwo Chrystusa i Świętego Ducha Bożego nad ludzkimi podziałami wewnątrz jednego Kościoła. [...]  Szkodliwą iluzją byłoby przekonanie, że inni muszą korygować swoją doktrynę, a nam pozostaje tylko czekać na ich nawrócenie. Iluzja ta - bezkrytycznie podtrzymywana - może przynieść jeszcze większe napięcia, rozczarowania i podziały.

Autor rozróżnia „historyczną” pełnię objawienia, zawartą w Biblii i późniejszych tradycjach, od „pełni ostatecznej”, zwracając jednocześnie uwagę na charakter objawionej prawdy – nie może ona służyć do budowania ontologicznego gmachu wiedzy teologicznej, gdyż dotyczy wyłącznie RELACJI między OSOBAMI:

Pełnia objawienia Boga w Chrystusie jest pełnią historyczną, możliwą do asymilacji dla świadomości ludzkiej, ale nie pełnią ostateczną. Prawdy nie można pojmować na sposób rzeczy. Ma ona przede wszystkim charakter personalistyczny. Kiedy Chrystus mówi o sobie, że jest Prawdą, oznacza to, że Prawda Boża ogarnia nas i bierze w swoje posiadanie. To ona tworzy relację między żywymi osobami.

Ks. Hryniewicz rozróżnia Kościół Chrystusowy - niewidzialny, ponadstrukturalny i ponadwyznaniowy, od kościołów ziemskich, które zawsze stanowić będą jedynie materialną „emanację” duchowo eklezjalnej jedności:

Kościół Chrystusowy realizuje się na różnych płaszczyznach, w sposób mniej lub bardziej pełny, ale rzeczywisty. Jeżeli nawet Kościół rzymskokatolicki uważa się za pełną realizację Kościoła Chrystusowego, nie może tym samym odsądzać innych Kościołów od określania się tym samym mianem. Pod pewnymi względami mogą one, jak uczy Sobór, przewyższać nawet Kościół katolicki.

Refleksja ks. Hryniewicza nad prawdziwą postacią ekumenii niesie w sobie uznanie własnej ułomności wspólnotowej i poszukuje pełni w oparciu o czerpanie z tego co dobre w innych wspólnotach chrześcijańskich:

Ekumenia jest wymianą darów i nawróceniem ku Chrystusowi wszystkich Kościołów. Wymaga to wzajemnego uznania, że w każdym Kościele jest obecny i urzeczywistnia się w konkretnej postaci prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa, mimo wszelkich ludzkich niedostatków i ułomności.

Wreszcie Autor konkluduje swój artykuł głęboką nadzieją, że nawet w tym bolesnym podziale Kościoła może tkwić ogromne bogactwo, z którego należałoby czerpać przystępując do odbudowywania jedności obejmującej wszystkie chrześcijańskie wspólnoty:

Istnieją takie drogi zbawienia, które zna tylko Bóg. Nie spierajmy się, która z nich jest najlepsza czy jedynie słuszna. Nie spierajmy się o pełnię prawdy i środków zbawienia. Bóg ma ich więcej, niż nam się wydaje. Jest Bogiem wszystkich, Bogiem prawdziwie ekumenicznym. Jakże mądre słowa wypowiedział na przełomie II i III wieku Klemens Aleksandryjski: "Zbawiciel jest polifoniczny i działa na wiele sposobów dla zbawienia ludzi”.
« Ostatnia zmiana: 3 05 2010 o 18:29:25 pm wysłana przez AdamS »

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #1 dnia: 5 05 2010 o 00:13:28 am »
nie wiem ja te ekumenii mam mieszane refleksje...jest tradycja która jest równie silna i u katolików, prawosławnych, protestantów...przeżyłem okres buntu na religie katolicką w tym czasie w moim domu moi rodzice gościli kilku chrześcijan z różnych stron świata i Ci ludzie byli dla mnie żywymi świadkami  Jezusa...po powrocie zachwycił mnie pluralizm w jedności w kościele katolickim bogactwo charyzmatów bogactwo dróg do świętości...
historia kościoła pełna ludzi grzesznych wcześniej zniechęcała mnie do kościoła ta sztuczność między tym co jest głoszone na kartach ewangelii a postawą na co dzień spowodowało między innymi moje odejść od Boga było spowodowane tym że wybrałem bycie zimnym zgodnie z tym co  jest napisane na kartach ewangelii być gorącym albo zimnym. wybrałem bycie zimnym...może popadłem ze skrajności w skrajność jak nałogowiec(różnego rodzaju -izmy...
Teraz patrze na to inaczej skoro kościół katolicki przetrwał 2000 lat to nie było by to możliwe gdyby nie było w nim Ducha Świętego.Jest to jakby nie patrzeć najstarsza instytucja na świecie...a może się mylę znacie starszą??czy przetrwał dzięki dewotką?? czy dzięki temu że miał inteligentnych( jaki jest współczesny inteligent warty naśladowania?) ludzi w hierarchii??-jestem po prostu tym zafascynowany...
teraz dwa fakty:
1)ostatnio czytałem książkę "świeci nie-święci"z której się się dowiedziałem że pierwszy antypapież żył w latach  170-265 n.e nawrócił się w wiezieniu gdzie był skazany razem z ówczesnym papieżem w czasach prześladowań chrześcijan i został świętym(Hipolit)
2) tak potępiana święta inkwizycja dała podwaliny współczesnemu prawu ...

Wydaje mi się że jedność na silę niesie zagrożenie eklektyzmu religijnego tego że człowiek weźmie z każdej religii co mu się podoba... a niestety niektóre rytuały są w sprzeczności...gdy nastanie jedna religia to będę przeciwny zdecydowanie przeciwny ale to pewnie nie za naszych czasów:)...

Znajomy moich rodziców jeździł po świecie poszukiwał Boga i znalazł w kościele katolickim,gdyż w/g niego  kościół ten daje najwięcej wolności...

Nie wątpliwie żyjemy w ciekawych czasach gdzie linie miedzy cywilizacją śmierci a cywilizacją życia powodują że jest wiele ciekawych inicjatyw ponad wyznaniowych...


pozdrawiam
dobrej nocy





 


AdamS

  • Gość
Bogactwo naszych "plecaków"
« Odpowiedź #2 dnia: 5 05 2010 o 07:21:48 am »
Dziękuję Ci, Hub, za bardzo ciekawy głos w dyskusji. Zgadzam się z Tobą, że sztucznie narzucony uniwersalizm religijny byłby szkodliwy nie tylko dla wiary, ale również dla zdrowo pojętego ekumenizmu. Dlatego przytoczony ks. Hryniewicz nie postulował ujednolicania poprzez równianie do wspólnego mianownika. Jego intencją była wyłącznie otwartość wobec drugiej strony na zasadach czysto partnerskich. Ale zostawię na boku osobę Hryniewicza, bo pojawiły się w Twej wypowiedzi inne ciekawe wątki, które warto rozwinąć.

Ciekawy przykład ze św. Hipolitem (przyznam, że nie znałem tej historii) jest potwierdzeniem, że nawet na skutkach zła zasianego przez człowieka Bóg może budować świętość. Czy jednak sukcesja apostolska Kościoła Katolickiego jest jedyną sukcesją depozytu wiary? Tu już mam poważne wątpliwości.

Kiedy nastąpiło pęknięcie w Kościele, rozdzielone części popędziły własnymi trajektoriami (wiemy co się dzieje np. z obiektem w przestrzeni kosmicznej gdy się rozpada - każda część leci w inną stronę niż pierwotnie wytyczony kurs, a prawidłowy kierunek pozostaje wypadkową dwóch nowych.  

Nawet papież Jan Paweł II uznał równą winę wszystkich kościołów za podział chrześcijaństwa. Myślę, że to również daje podstawy, by szukać jedności w dialogu, a nie w narzucaniu własnych (tj. katolickich) racji. Piszę to jako katolik, więc zdaję sobie sprawę, że mogę zostać posądzony o nielojalność - dla mnie jednak ważniejsza jest lojalność wobec Chrystusa, dlatego wybieram właśnie tę drogę poszukiwań.

Powiadasz, że w Kościele Katolickim można znaleźć przestrzeń wolności i całkowicie się z Tobą zgadzam. Oczywiscie - jak w każdej wspólnocie - i tutaj pojawiają się silne nurty integryzmu, które czasem przypisują sobie głos całego Kościoła. Niemniej sam odnalazłem swoją drogę właśnie w katolicyzmie, widząc jego bogactwo... ale dostrzegając również bogactwo innych kościołów, z których warto czerpać. Jesteśmy jak pielgrzymi, z któych każdy ma coś innego w plecaku - dlatego warto się trzymać razem.
« Ostatnia zmiana: 5 05 2010 o 07:29:49 am wysłana przez AdamS »

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #3 dnia: 5 05 2010 o 10:02:49 am »
Adamie to jest trochę tak jakbyś wybierał to co Ci odpowiada w katolicyzmie  i czerpał z bogactwa poza nim...Niestety ja też mam z tym problem...Zgadzam się z Lutrem w sprawie odpustów że były wykorzystywane w celach finansowych...wzywał do reformy która nie długo po tym nastąpiła sobór trydencki...
co do prymatu papieża,Matki Bożej i eucharystii jako tylko pamiątki męki i zmartwychwstania Jezusa to się nie zgadzam...
Jest to za duży redukcjonizm...zredukowanie depozytu wiary tylko do Biblii wydaje mi się zbyt dużym uproszczeniem..nie można przecież wykluczyć że jednak to nie jest tylko opłatek,czy że jednak Maryja jest pośredniczką,czy że papieże nie są li tylko szefami instytucji...
pozostaje jednak jeszcze kwestia religijności naturalnej(pierwotnej) której te rzeczy mogą służyć ale czy nie wystarczy widzieć zagrożenia niż od razu wykluczać...
pytanie jaka jest rola Kościoła i rola ludzi w nim...relacje między ludźmi i kościołem w historii ludzkości...
pozdrawiam

AdamS

  • Gość
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #4 dnia: 5 05 2010 o 10:28:34 am »
Puruszyłeś, Hub, wiele wątków, z których każdy wymagałby oddzielnego potraktowania. Ja również jestem za otwartym dostrzeganiem zagrożeń (w tym również nadmiernego zubożenia) w miejsce wykluczenia, które z góry zamyka się na dialog. Obawiam się, że źródłem tego stanu rzeczy jest zbyt dalece posunięta spekulatywność - za bardzo wynosimy teologię opartą na dociekaniach ontologicznych ponad prawdę aksjologiczną, która jednak w chrześcijaństwie powinna być podstawą.

Nie chcę traktowac wiary jak supermarketu, w którym wybierałbym to co mi odpowiada. Jestem skłonny przyjmować prawdy ustalone przez Kościół - nawet te, których do końca nie rozumiem. Problem tkwi jednak w tym, że w Kościele wyczuwa się pewną nieufność wobec świeckich i w związku z tym nie traktuje się ich podmiotowo (przynajmniej ja to tak w swoim wąskim środowisku odczuwam).

Kiedy coś odczuwam inaczej i o tym głośno mówię (zaznaczając, że to tylko moje odczucie) od razu klasyfikowany bywam jako wróg lub przynajmniej jakiś liberał, z którym nie warto rozmawiać. A przecież świadoma wiara wymaga uzasadnienia, stąd tak bardzo potrzebna jest otwartość na trudne pytania i umiejętność wczucia się w inny punkt widzenia.

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #5 dnia: 5 05 2010 o 10:52:03 am »
próbuje patrzeć całościowo nie wnikać w szczegóły bo jest takie powiedzenie diabeł tkwi w szczegółach..
.może to jest też pewnego rodzaju uproszczenie...
może moje wypowiedzi są truizmem...
Nie wiem jaki święty powiedział że piekło jest pełne wspaniałych mówców nie chciałbym się z tam znaleźć z tego powodu ;)
Mam nadzieje że dzięki temu że mało osób zagląda na forum i bierze udział w dyskusji nikomu nie zaszkodzę w osiągnięciu życia wiecznego, przedsmaku nieba tu na ziemi- chrześcijanin żyje tu i teraz... a ja próbuje ogarnąć rzeczywistość patrzeć w historię...
Dobrego dnia

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #6 dnia: 5 05 2010 o 23:25:03 pm »
Adamie, Hub...
Wybaczcie! nie rozumiem Waszych słów :o
A Jezus mówił tak prosto i zrozumiale...

 "Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem..."
albo:
 "Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony." (zwróćcie uwagę na kolejność :))

Teologia ani filozofia nie zbawia - Jezus TAK

Pozdrawiam :D
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

AdamS

  • Gość
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #7 dnia: 6 05 2010 o 09:20:17 am »
Hana - no cóż, mogę się tylko uderzyć w piersi, bo faktycznie czasem za bardzo wchodzę w zawiłe dywagacje, zapominając, że prostota tez jest wartością, którą trzeba pielęgnować :) Dziękuję za przywołanie do porządku.

Chciałbym jednak zatrzymać się nad jednym, cytowanym przez Ciebie, zdaniem: "Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony."  Czy aby zbyt pochopnie nie podchodzimy do tych słów, rozumiejąc wiarę i chrzest w kategoriach deklaracji? W takim ujęciu ktoś może powie: "przyjąłem chrzest i uwierzyłem, więc jest OK - biada temu, kto tego nie uczynił"...

Czy wiara oznacza przyjęcie jakiejś wizji zbawienia? Czy chrzest to wypowiedziana formuła, przypieczętowana wodą?  Czy też istnieje głębszy wymiar wiary i chrztu, który czasem może mieć charakter pozareligijny?...

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #8 dnia: 7 05 2010 o 01:36:07 am »
Czy aby zbyt pochopnie nie podchodzimy do tych słów, rozumiejąc wiarę i chrzest w kategoriach deklaracji? W takim ujęciu ktoś może powie: "przyjąłem chrzest i uwierzyłem, więc jest OK - biada temu, kto tego nie uczynił"...

Adamie - tu nie chodzi o deklaracje, o to, by ktoś sobie powiedział "przyjąłem chrzest i uwierzyłem..." (a raczej - uwierzyłem i przyjąłem chrzest - takiej kolejności użył Jezus). Wiara musi być w sercu  a nie na języku. Przecież Bóg widzi serce człowieka - a Bóg nie da się z siebie naśmiewać. Biblijny chrzest jest tylko potwierdzeniem wiary, publicznym jej wyznaniem. Symbolizuje śmierć i pogrzebanie starej, grzesznej natury(zanurzenie) i zmartwychwstanie do nowego życia (wynurzenie).

Jeśli ktoś myśli, że wystarczy uwierzyć i jest się zbawionym, to jest w błędzie. Jeszcze pozostał jeden aspekt. W tym człowieku, który uwierzył, musi jeszcze wzrosnąć nasiono, które zasiał Ojciec. Nazywamy to nowym stworzeniem. Proces przemiany z grzesznego człowieka na nowe stworzenie, czyli bogobojnego chrześcijanina o pokornym sercu

Sebastianie, nie będziesz chyba polemizował ze słowami Pisma Świętego a w tym przypadku - słowami samego Jezusa, ale całkowicie się z Tobą zgadzam, że do nowego narodzenia się nieodzowna jest pokuta, czyli upamiętanie się.

Jeśli uwierzysz sercem, że Jezus jest Panem i Zbawicielem, upamiętanie przyjdzie samo (oczywiście przez Ducha Świętego), jak "reakcja organizmu"
« Ostatnia zmiana: 7 05 2010 o 01:43:44 am wysłana przez hana »
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

Offline hub_and_spoke

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 114
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #9 dnia: 7 05 2010 o 23:26:24 pm »
Ciesze się za wasze głosy...
Zastanawiałem się czy zawierać głos ponownie, czy po prostu przemilczeć i poczekać na głosy innych...
Cytuj
Teologia ani filozofia nie zbawia - Jezus TAK
Raczej się z tobą nie zgodzę Haniu:)gdyż:
Gdyż nie da się wykluczyć wpływu filozofów na wybory(decyzje) ludzi :):

Czy słyszałaś o takim pojęciu filozoficznym brzytwa Ockhama?
pozwolę sobie zamieścić link do wikipedii jeśli nie słyszałaś(mam nadzieje że nikogo nie uraziłem)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Brzytwa_Ockhama
Nie da się wykluczyć wpływu tego filozofa na Lutra...

drugi mniej dyskusyjny bardziej fakt:)
Jacy filozofowie mieli wpływ na Hitlera i jego działania
m.in Nietzsche,Hegel...(ten pierwszy cierpiał na chorobę psychiczną)

A jeśli chodzi o teologię(doktrynę) to już na samym początku protestantyzmu.Luter kazał karać śmiercią  najbardziej naginających jego nauki :anabaptystów...

Polecam biografie Lutra:John. M. Tood, Marcin Luter...Czytałem co prawda tylko recenzje mojego brata.Opisuje realia współczesnego świata...

Uważam że Luter chciał dobrze chciał rzetelnej dyskusji o sytuacji w jakiej znajdował się Kościół:) Nawet legiat papieski stwierdził później  zawierały błędy a nie herezje:)

Cieszę Hanno że jesteś konsekwentna od twojego pierwszego postu (którego jakoś nie potrafię znaleźć) przede wszystkim Biblia:)

Znowu się rozpisałem ale dzisiaj (tyle postów to chyba przesada)mam wene:)

Dobrego dnia






Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #10 dnia: 9 05 2010 o 00:55:41 am »
Hub - masz pełne prawo nie zgadzać się ze mną, ale ja z kolei, przy całym szacunku, nie zgodzę się z Tobą :) na tej samej zasadzie, gdyż: nie da się potwierdzić wpływu filozofów na konkretne decyzje ludzkie - decyzje dotyczące zbawienia. Jeśli znasz kogoś, kto pod wpływem jakiegokolwiek filozofa (lub teologa) nawrócił się - bardzo proszę, podaj mi jakiś przykład - to i tak zbawiony mógł być TYLKO przez Jezusa.
Niemniej, wielkie dzięki za link do Brzytwy Ockhama :), rzeczywiście nigdy o takim pojęciu nie słyszałam. Ba, nawet nie słyszałam o Williamie Ockhamie,  po prostu - nie interesuje mnie filozofia, jestem "zwykłym" człowiekiem ;) i na dodatek obawiam się, że niewiele z tego zrozumiałam... Ale jedno jest pewne: najprostsze rozwiązania są najlepsze :D
Bardzo podoba mi się poniższa reguła autorstwa W. Ockhama:
Cytuj
Bytów nie mnożyć, fikcyj nie tworzyć, tłumaczyć fakty jak najprościej.
Jaka szkoda, że średniowieczny (i nie tylko) kościół rzymski jednak nie zastosował tej filozofii :'(

Co do Lutra - chociaż był reformatorem i powinien być mi bliski - z wieloma jego poglądami bardzo mocno się nie zgadzam, ot... choćby z jego antysemityzmem.

Sebastian! słusznie mówisz, że samo wyznanie Jezusa Panem nie daje przepustki do nieba; jak napisałam w poprzednim poście - muszą za tym iść upamiętanie i przemienione życie. Ale już uwierzenie w sercu, powoduje otwarcie na Ducha Świętego, który teraz będzie wykonywał swą pracę i dawał wzrost duchowy przekonując o grzechu, o prawdzie i o sądzie.
Najwyraźniej źle zrozumiałam Twoją poprzednią wypowiedź, sorry :)
Poza tym jedna zasada... nie tłumaczy się jednego wersetu i trzymamy się go mocno, bo powiedziane, że kto uwierzy, będzie zbawiony i hulaj dusza po swojemu. Są inne wersety (nie chce mi się szukać, wybaczcie) które także mówią o zbawieniu od innej strony, od prowadzenia się człowieka w życiu. Trzeba całość ujrzeć w przekazie Jezusa.
Jest wiele miejsc w Piśmie Świętym mówiących o drodze zbawienia, i o tym, że kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony, ja również nie będę teraz cytować wersetów, a wersy które zamieściłam w poście z dnia 5.05
("Nowe przykazanie..." i "Kto uwierzy...") miały posłużyć jedynie za pzryklad prostoty wypowiedzi Jezusa i nie spodziewałam się, że zmienią one tematycznie kierunek tego wątku, za co szczerze przepraszam Adama i Huba. Mam nadzieję, że mi po chrześcijańsku wybaczycie :D

Wszystkim życzę miłego poranka niedzielnego i pobłogosławionego Słowem dnia

P.S.
Dalej obstaję przy tym, że nie zbawia ani filozofia, ani teologia, ani żaden kościół  - TYLKO JEZUS
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

Offline cyprys

  • Profesjonalista
  • *****
  • Wiadomości: 355
  • A Duch i oblubienica mówią: Przyjdź!
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #11 dnia: 12 05 2010 o 18:22:59 pm »
Cytat: Adam
Ks. Hryniewicz przestrzega przed pychą „posiadania prawdy”. Zaznacza, że poznanie prawdy – czy to w oparciu o Biblię czy o tradycję – jest zawsze cząstkowe, bo pełnia prawdy jest tylko w Bogu:
Ogólnie rzecz biorąc   prawie zgadzam się z księdzem . Jednak dlaczego zrównuje Biblie i Tradycje ?
Może być TYLKO JEDEN AUTORYTET , zwłaszcza że te dwa autorytety są rozbieżne .
Ewangelia to Boże przesłanie o ratunku , jest największym skarbem Kościoła, zdeponowanym w Piśmie Świętym. Chyba nam wszystkim o to chodzi.. Nie zaś o to żeby pojednać różne wyznania religijne , budując ekumenizm .
Wszystkie religie chrześcijańskie bazują na Biblii , albo ją przekręcając , lub ujmując i dodając coś co pasuję do tradycji , doktryn . Powołując się przy tym na Ojców Kościoła i na historię .
Oczywiście dorobku Ojców Kościoła nie można lekceważyć , lecz należy wybrać TYLKO TO  CO JEST ZGODNE Z PISMEM ŚWIĘTYM . 


Cytat: Adam
"Nawet papież Jan Paweł II uznał równą winę wszystkich kościołów za podział chrześcijaństwa. Myślę, że to również daje podstawy, by szukać jedności w dialogu, a nie w narzucaniu własnych (tj. katolickich) racji. Piszę to jako katolik, więc zdaję sobie sprawę, że mogę zostać posądzony o nielojalność - dla mnie jednak ważniejsza jest lojalność wobec Chrystusa, dlatego wybieram właśnie tę drogę poszukiwań......Nie chcę traktowac wiary jak supermarketu, w którym wybierałbym to co mi odpowiada. Jestem skłonny przyjmować prawdy ustalone przez Kościół - nawet te, których do końca nie rozumiem. Problem tkwi jednak w tym, że w Kościele wyczuwa się pewną nieufność wobec świeckich i w związku z tym nie traktuje się ich podmiotowo (przynajmniej ja to tak w swoim wąskim środowisku odczuwam......Kiedy coś odczuwam inaczej i o tym głośno mówię (zaznaczając, że to tylko moje odczucie) od razu klasyfikowany bywam jako wróg lub przynajmniej jakiś liberał, z którym nie warto rozmawiać. A przecież świadoma wiara wymaga uzasadnienia, stąd tak bardzo potrzebna jest otwartość na trudne pytania i umiejętność wczucia się w inny punkt widzenia."
                                                                                                                 Twoja wypowiedź bardzo mi się podoba . Chwała Bogu za trzeźwe spojrzenie .

Jednak problemem wszystkich ludzi jest grzech,dlatego  nie można na siłę szukać  jedności w dialogu . A to dlatego, że po pierwsze, wykoślawia on nasze życie – wszystko, co w nas cenne – pragnienia, dążenia, cele, motywacje, ich realizację, nasze więzi. Po drugie, zrywa również więź każdego z nas z Bogiem, którą naturalnie człowiek przed upadkiem w grzech posiadał. Dalej, grzech nie podoba się Bogu i ściąga na nas Jego sąd – zarówno małe, doczesne sądy i kary, jak i ten Ostateczny, którego wyrok zadecyduje o naszym wiecznym potępieniu. Ze względu na grzech, który spaczył każdą dziedzinę naszego życia, nikt nie zasługuje na to, aby być w niebie. Nikt nie może również wymagać od Boga błogosławieństwa za swoje cnotliwe życie. Bóg nie jest do niczego względem człowieka zobowiązany; nic człowiekowi nie jest winien prócz sprawiedliwego, potępiającego wyroku, ze względu na swoją świętość (oddzielenie od grzechu) i sprawiedliwość.

W związku z tym człowiek rozpaczliwie potrzebuje ratunku (czyli zbawienia) od grzechu i jego skutków; potrzebuje pojednania z Bogiem i nowego życia; jakiegoś sposobu, aby zamiast na wieki doświadczać Bożego gniewu, doświadczać Bożej miłości.
Nie ma innego sposobu na to, aby pojednać się z Bogiem. Bóg dał aż Swego Syna i tylko Swego Syna jako pośrednika między sobą a nami, który obdarza nas zbawieniem i nowym, wiecznym życiem.

Zbawienie Chrystus daje grzesznikom z łaski. I nie inaczej. Oznacza to, że nie można sobie na nie zasłużyć, bo gdyby Bóg dawał je w zamian za zasługi, nie byłoby z łaski, a Pismo uczy, że z łaski właśnie jest. Oznacza to, że zbawienie jest darem Bożym, prezentem, które Bóg daje nie w zamian za dobre uczynki, ale za darmo, właśnie niezasłużenie, każdemu, kto prosi – przychodząc do Niego poprzez Chrystusa


Cytat: hub
"Gdyż nie da się wykluczyć wpływu filozofów na wybory(decyzje) ludzi ......zredukowanie depozytu wiary tylko do Biblii wydaje mi się zbyt dużym uproszczeniem.......Teraz patrze na to inaczej skoro kościół katolicki przetrwał 2000 lat to nie było by to możliwe gdyby nie było w nim Ducha Świętego.Jest to jakby nie patrzeć najstarsza instytucja na świecie...a może się mylę znacie starszą??......Znajomy moich rodziców jeździł po świecie poszukiwał Boga i znalazł w kościele katolickim,gdyż w/g niego  kościół ten daje najwięcej wolności...
                                                                                                                                     Drogi bracie hub , myślę iż błądzisz . Proszę pogrzeb trochę w historii , od kiedy jest KRK , a od kiedy wspólnoty opisane w Dziejach Apostolskich .  Prześledź też proszę historię papieży .

Zbawienia nie da chodzenie do kościoła, choćby najlepszego (choć kościół jest konieczny dla uświęcenia, czyli życia po nawróceniu).

Zbawienia nie dadzą żadne dobre uczynki (choć one przyjdą, jako skutki nawrócenia).

Zbawienia nie dadzą żadne mistyczne przeżycia ani zyskiwanie ponad naturalnych zdolności (choć Bóg działa ponad naturalnie w życiu swych dzieci).

Zbawienia nie daje wychowanie w rodzinie chrześcijańskiej, choćby najlepszej (choć, mimo że każdy sam musi zaufać Chrystusowi w swoim życiu, pobożne wychowanie może wspaniale się do tego przyczynić).

Zbawienia nie da chrzest (choć każdy zbawiony powinien się ochrzcić, jako posłuszny Bogu nowy człowiek) ani przystępowanie do Wieczerzy Pańskiej – Eucharystii (choć wierzący człowiek powinien korzystać z tego błogosławionego zaproszenia Zbawiciela, by wspólnie z całym kościołem zasiadać przy jednym stole ze Swym Zbawcą).

Zbawienie da TYLKO  powierzenie w uległości Bogu swego życia Chrystusowi, doskonałemu Zbawicielowi; czyli wiara w Słowo Chrystusowe – Ewangelię, która jest mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy.

 ZGADZAM SIĘ  TYLKO Z tym co   napisała hana  .Przede wszystkim NIECH PŁYNIE CHWAŁA JEZUSOWI .
Ale też i Tobie składam podziękowanie , bo jako kobieta masz inne , pełne miłości spojrzenie . Z Twojej wypowiedzi tchnie miłość , bardzo mnie budujesz .
Błogosławieni, którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka.

AdamS

  • Gość
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #12 dnia: 13 05 2010 o 07:44:46 am »
W tekście nie było zrównania Biblii z tradycją, a jedynie odniesienie do jednej i drugiej zarazem. Masz rację, że czasem tradycja nie pokrywa się z duchem Ewangelii, ale myślę, że nie można całkowicie jej negować. Przecież to, co w kościołach ukształtowało się po spisaniu Biblii, też jest często z Ducha Świętego, który nie przestał działać z postawieniem ostatniej litery.

Zgadzam się z Tobą, że dopasowywanie dialogu do jednego celu, jakim jest jedność, prowadzi na manowce - o tym już pisał Krzysiek. Jednak dialog to postawa otwartosci - przede wszystkim na wartości pozytywne. W tradycji katolickiej (mam tu na myśli tradycję duchową, nie zwyczajową), istnieje wiele głębi - ale można ją dostrzec tylko przez dobrą wolę jej zgłębienia. Wiem, że tylko Chrystus zbawia. Jednak zbawia również przez Kościoł (nie tylko katolicki). Zaś przykłady sprzeniewierzenia, o których wspomniałeś, obecne są wszędzie...
Miłego dnia! :)

Offline hana

  • Pasjonat
  • ****
  • Wiadomości: 163
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #13 dnia: 13 05 2010 o 22:52:02 pm »

Przecież to, co w kościołach ukształtowało się po spisaniu Biblii, też jest często z Ducha Świętego, który nie przestał działać z postawieniem ostatniej litery.

Nie do końca się zgodzę, ponieważ w historii kościoła zbyt dużo wydarzyło się rzeczy nie mających nic wspólnego z Duchem Świętym.
Zamiast   "...też jest często z Ducha Świętego..."  użyłabym raczej   "...czasem też mogło być..". :)

W tradycji katolickiej (mam tu na myśli tradycję duchową, nie zwyczajową), istnieje wiele głębi - ale można ją dostrzec tylko przez dobrą wolę jej zgłębienia.

Oj, Adamie, a do jakiej tradycji (duchowej, czy zwyczajowej?) zaliczyć trzeba by było wszelkie ustanowione przez kolejnych papieży na przestrzeni wieków, nie mające nic wspólnego z Pismem Świętym dogmaty???
Generalnie nie mam nic przeciwko tradycjom. Są przecież tradycje kulturowe, obyczajowe, rodzinne...
ale... źle jest stawiać tradycję (nawet niewinną)  ponad Boże Słowo; a TRADYCJA która jest sprzeczna z PISMEM  ŚWIĘTYM - dla mnie osobiście jest NIE DO PRZYJĘCIA!

Wiem, że tylko Chrystus zbawia. Jednak zbawia również przez Kościół (nie tylko katolicki). Zaś przykłady sprzeniewierzenia, o których wspomniałeś, obecne są wszędzie...

I znowu protest ;D  Chrystus zbawia nie przez (jakikolwiek by nie był) Kościół, chociaż kościół jest nam potrzebny (z jakich powodów -napisał już Cyprys), ale przez to, co uczynił DLA NAS NA KRZYŻU.
A sprzeniewierzenia... cóż, Jezus ostrzegał przed fałszywymi nauczycielami - tacy znajdą się wszędzie, w każdej denominacji - więc dlatego musimy być czujni i strzec czystości nauki Słowa Bożego, a nie nauki Kościoła.

Cyprys wspaniale wszystko "wyłożył" odnośnie drogi zbawienia, krystalicznie. Jaśniej ja nie potrafię :D

Cyprysie, dziękuję Ci za słowa zachęty i za wsparcie. Również Twoje wypowiedzi są dla mnie wielkim zbudowaniem :)
CHWAŁA CHRYSTUSOWI!!!
Słowo Twoje jest pochodnią nogom moim...Ps.119,105

AdamS

  • Gość
Odp: Katolicki radykalizm ekumeniczny - ks. Wacław Hryniewicz
« Odpowiedź #14 dnia: 14 05 2010 o 08:04:11 am »
Czy Jezus chciał zmienić Prawo? Nie. Za cóż więc Żydzi Go ukrzyżowali? Za to, że w dotychczasowe Prawo tchnął ducha, zdejmując z niego ciężar dosłowności. Na tamten czas było to dla wielu nie do przyjęcia, bo do Prawa podchodzono bardzo literalnie. Człowiek był tylko narzędziem dla wypełniania litery Prawa. Tymczasem Chrystus głosił, że nie człowiek jest dla sabatu, lecz odwrotnie.

Dlaczego gminy żydowskie prześladowały chrześcijan? (początkowo wywodzących się przecież niemal wyłącznie sposród prawowitych Żydów) - dlatego, że nieśli oni zagrożenie dla dotychczasowego rozumienia Pisma Świętego. Żydzi nie zakładali, że możliwe jest inne rozumienie litery Prawa i że Duch Boży działa nieustannie.

Nie wiem, czy intencja moich słów zostanie tu zrozumiana. Chciałem tylko odnieść się do naszych wspólnych fundamentów, aby ukazać zagrożenie, jakie płynie z interpretacji słów PONAD OSOBĄ człowieka - niezależnie od tego, w jakim czasie i w jakim kościele ma to miejsce.